-Kogo?
-Twojej kuzynki. Tej co wybiegła z sali, a za nią paręnaście innych osób. Czemu nie pobiegłaś z nimi?
-A kim ja jestem? Wyglądam ci na niańkę Olmak? - Spytała patrząc na czerwonowłosą. - Tak w ogóle skąd pomysł na to, żeby pofarbować się na czerwono?
-W wakacje założyłam się z kumplem i niestety przegrałam. Stawka jak widzisz była marna, bo przegrany musiał pofarbować sobie włosy na czerwony. - Powiedziała Riri. - Ale ty mi tu nie zmieniaj tematu. Mów.
-Jak mówiłam. Nie jestem niańką i nie będę nikogo pilnować. Tym bardziej swojej rodziny.
-Bo to takie straszne?
-Bo jej nienawidzę.
-Czemu?
-Czy to ważne? Ważne, że nie muszę spędzać z nimi wiele czasu. Wiecie ... Wszystko się zmieniło. Życie w Durmstrangu jest inne. Lecz mało kto potrafi się przyznać do tego, ale życie tam zmienia ludzi. Mnie. Was. Wszystkich. Ja się potrafię do tego przyznać. Spójrzcie w przeszłość i powiedzcie co widzicie? Ja już nie widzę tej dziewczynki, którą byłam. Okej wydoroślałam wiadomo, ale nie o to chodzi. Charakter, zachowanie. A teraz jestem inna.
-Tak też to zauważyłam. Moja rodzina również. Brat, który poszedł do Portutio Magic we Włoszech również to zauważył. Już po pierwszym moim roku. Nie było tak jak dawniej. Staliśmy się dla siebie bardziej obcy. A z każdym kolejnym dniem w Durmstrangu oddalałam się od niego, od rodziny jeszcze bardziej. - Powiedziała blondynka.
-Wszyscy tak mamy Millow. Wszyscy. Choć większość się nie przyzna. Durmstrang zmienia ludzi. I choć niektórym może się to nie podobać nie zmienią szkoły. - Powiedziała Krukonka.
-Ty zmieniłaś. - Zauważył Scorpius, siedzący na okiennicy wychodzącej na dziedziniec. Choć nauczycielom nie podoba się to, przestali zwracać na to uwagę, gdyż uczniowie i tak ich nie słuchali. Rudowłosa spojrzała na niego z lekkim uśmiechem kpiny, smutku i bezradności.
-Nie miałam wyboru. Musiałam. I to nie z powodu, że Durmstrang mnie zmienił. Nie. Był inny powód. - Dodała ciszej.
-Dobra nie męcz jej kolego. - Powiedziała czarnowłosa dziewczyna o zielonych oczach, również z Domu Smoka.
-Dzięki Endżi - Powiedziała i uśmiechnęła się przyjaźnie, ale tylko na chwilę.
-Angie? - Spytał rozbawiony Scorpius.
-Nie Angie, tylko Endżi. N i J. Skrót pierwszych liter imienia i nazwiska. Po prostu Endżi. - Poprawiła go Rose.
-NJ? Co to za imię?
-To nie imię tylko ksywka. - Powiedziała sama zainteresowana.
-To jakie masz imię?
-Nefretete. - Malfoy i pozostali Ślizgoni parsknęli śmiechem. - Nefretete Jokeland. - Jeszcze bardziej towarzystwo się roześmiało.
-Masz na nazwisko Jokeland*? To żart? - Spytał, a wszyscy w okół się zaśmiali. - Żartowo? - Spytał przez śmiech.
-Śmiej się śmiej. - Powiedziała brunetka.
-A na imię ci Nefretete? Serio?
-Urodziłam się jak rodzice byli na wakacjach w Egipcie i nazwali mnie imieniem królowej Egiptu.
-To nie dziwię ci się dlaczego wolisz, żeby mówiono do ciebie Endżi.
-Hej idziemy na wielką salę już! - Krzyknął Logan dobiegając do grupki wraz z Kal'em i Funią.
-Po co? - Spytał Robertho Iwnaow.
-No właśnie po co? - Poparł brata bliźniaka Blaide.
-Nie pytajcie tylko się ruszajcie. - Powiedziała nagląco Funia.
-Ale powiecie nam w końcu co się dzieje? - Spytał Nikodem Bernego najmłodszy z Domu Smoka, który tu przyjechał. Jest uczniem czwartej klasy. Ale posłusznie wstał z trawnika jak cała reszta.
-Tygrysy zaraz wejdą na salę. Będą zgłaszać swoją kandydaturę. - Wyjaśnił Kal biegnąc w stronę wielkiej sali.
-Skąd wiesz? - Spytała Britney. Niska brunetka o ciemnej karnacji i czarnych oczach. Tak jak bliźniaki jest uczennicą piątej klasy.
-Słyszeliśmy ich rozmowę Deryl, Alfredo, Shannon i Braeden są już na wielkiej sali. - Wyjaśnił pospiesznie Logan. Zwolnili dopiero gdy znaleźli się kilka metrów od drzwi wielkiej sali. Powoli na nią weszli. Na jednej z ław siedziała piątoklasistka czarnowłosa Shannon ze swoimi lokami i czwartoklasistka brązowowłosa Braeden z prostymi włosami do łopatek. Za nimi siedział młodszy o rok brat Shannon, Alfredo również o czarnych lekko kręconych włosach, oraz blond włosy kolega z ławki Alfreda, Deryl. Podeszli do nich.
-I co?
-Jeszcze nic. Ale zaraz powinni się zjawić. Zajrzał tu na chwilę Alkor. Pewnie chciał się upewnić, że na sali jest dużo osób. - Odpowiedziała Braednen.
-A po co wam wiedzieć kto się zgłasza? - Zapytał Jake.
-Nie przejmuj się. My Smoki lubimy wszystko wiedzieć. - Powiedziała Krukonka.
-Jakbyś nie zauważyła, nie jesteś już w Durmstrangu ... - Rose przerwała mu w pół zdania.
-Ale duch Smoka mnie nigdy nie opuści. Tak jak ty nigdy nie wyrzekniesz się Slytherinu.
-Idą. - Szepnął siedzący z tyłu Alfredo. Wszyscy spojrzeli w stronę drzwi. Na salę właśnie weszło dziewięć osób, w tym dwie dziewczyny blondynka miała włosy związane w kucyk, a brunetka była obcięta na chłopaka. Szli dumnym i pewnym siebie krokiem. Pierwsza do Czary podeszła blondynka, wrzuciła pergamin w płomienie co cały tłum w sali skomentował wielkimi brawami, a następnie stanęła obok niej, by jej przyjaciółka zrobiła to samo i również dostała wielkie brawa. Następnie to samo zrobiło jeszcze czterech chłopaków, w tym jeden czarnoskóry.
-Ugo również? - Spytał cicho z niedowierzaniem Akalai.
-Jak widać.
-Słyszałam jak w czerwcu dostał wyjca od ojca. - Odezwała się cicho Krukonka, obserwując jak czarnoskóry wrzuca pergamin w płomienie Czary. - Nieźle na niego nawrzeszczał. Mówił między innymi też, że jeśli wrzuci swoje imię do czary, może nie wracać do domu po skończeniu szkoły.
-Ale wiesz, że jemu chyba na tym zależy? - Spytała Millow. - W czerwcu byłam świadkiem wielu jego rozmów z przyjaciółmi i na początku tego roku szkolnego, póki nie wsiedliśmy na statek by tutaj przypłynąć. Ale powtarzał ciągle, że ma dość rodziny, szczególnie ojca, który chce by po skończeniu szkoły poślubił Trinę Morenno.
-Trinę Morenno? - Spytała cicho patrząc na przyjaciółkę wielkimi oczami.
-Wiesz kto to jest?
-Wy nie wiecie? - Spytał Malfoy, który przyglądał się wszystkim z zainteresowaniem. - Ah tak, możecie jej nie znać. W końcu jest Brytyjką, a nie Norweżką, Szwedką, Bułgarką byście ją znali.
-Trina jest młodszą siostrą Fenrira Greybacka. Gdy miała siedem lat ugryzł ją. Stała się po części tak samo żądna krwi jak brat. Po zakończeniu wojny, zmieniła nazwisko by nie być z nią kojarzoną, ale i tak wszyscy wiedzą kim ona jest i z kim jest spokrewniona. - Wyjaśnił Jace.
-Związanie jej z Ugo ... to byłaby życiowa szansa dla niej ... i wielkie korzyści dla ojca Ugo. - Powiedziała cicho Rose.
-Co masz na myśli? - Krukonka pokręciła tylko głową. Pozostali również milczeli.
-On nie może jej poślubić. - Powiedziała po dłuższej chwili ciszy.
-On jej nie chce. - Powiedział Kal.
-Jego ojciec go zmusi. Choćby nie wiadomo jak Ugo by się starał. Chociaż rodzina Aganow słynie z wielkiej upartości. Może i jego ojciec jest uparty, ale i Ugo też jest bardzo uparty. Zrobi wszystko na przekór ojcu.
-A co z jego matką? - Spytał po chwili ciszy Liam.
-Nic o niej nie wiadomo. Wychowuje go tylko ojciec. Prawdopodobnie zmarła przy porodzie.
-Skoro jesteśmy już tutaj. - Powiedział po dłuższej chwili Scorpius wyjmując z kieszeni pergamin. - To się zgłaszam. - Mówił dalej i podszedł do Czary Ognia, by wrzucić pergamin w płomienie ognia. Gdy tylko kartkę pochłonęły płomienie salę wypełniły brawa, a on sam uśmiechnął się i wrócił do przyjaciół.
-Skoro tak stawiasz sprawę Scor. - Powiedział Jake.
-Panie mają pierwszeństwo. - Powiedziała Tamara wstając żwawo i podchodząc do Czary z wielkim pewnym siebie uśmiechem i wrzuciła pergamin w płomienie. Po wielkich brawach, gdy tylko się odwróciła jej brat bliźniak wrzucił swój pergamin w płomienie. I sala po raz kolejny rozbrzmiała brawami. Gdy towarzystwo się podniosło i zamierzało wyjść z wielkiej sali, przez drzwi wbiegły bliźniaczki Malfoy.
-A wy co?! - Spytał Scorpius odwracając się za nimi.
-Jak to co?! Zgłaszamy się do turnieju!
-Zwariowałyście?
-Nie. - Powiedziała Perl pokazując pergamin.
-Jedna kartka. Bonnie czyżbyś się bała? - Zapytał z lekką kpiną w głosie.
-Chciałbyś. Zgłaszamy się razem.
-Na jednej kartce?
-Lorcan i Lysander tak zrobili. Czara ich wybrała. Musieli wszystko robić razem i w równym czasie. Nie liczył się czas ukończenia tego pierwszego, a tego drugiego. Zajęli drugie miejsce. - Powiedziała Rose.
-Skąd to wiesz? - Spytał blondyn.
-Pięć lat temu, byłam w pierwszej klasie. Pięć lat temu również ogłoszono kolejny Turniej Trójmagiczny. Nie zauważyłeś, że było mniej osób? Albo inaczej. Nie zauważyłeś, że w kolejnym roku przybyło więcej uczniów do starszych klas? I ostatnie pytanie Malfoy. Byłeś głuchy, że nie słyszałeś o Turnieju i o tym że Hogwart jest na trzecim i drugim miejscu? - Pytała Krukonka.
-Coś mi się obiło.
-No widzisz Scor. Skoro bracia Scamander przeszli Turniej razem to czemu my nie możemy?
-A dacie radę go przejść na szpilkach? Bo wątpię, że pierwsze zadnie przetrwacie.
-Nie ma to jak wiara i oparcie w rodzinie.
-Ja jestem tego samego zdania. - Powiedziała Tamara.
-Niestety ale ja też. - Dodała Tris.
-I ja. - Powiedział Liam.
-Jeszcze będziecie nam zazdrościć.
-Czego siedzenia na trybunach?
-Bardzo śmieszne Jake. Perl wrzucamy. - Powiedziała i razem złapały pergamin i zrobiły trzy kroki w stronę Czary a następnie rzuciły kartkę w płomienie, a sala kolejny raz rozbrzmiała brawami.
---------------------------- ----------------------------
*Jokeland - Jest połączeniem dwóch wyrazów Joke czyli żart i land jako ląd, w sensie kraj, wyspa. Tak jak England, Doutchland, Polnad. Stąd żarty Scorpiusa.
----------------------------- ----------------------------
***
-Witaj Śpiąca Królewno. - Powiedział wesoło Trevor zamykając książkę i patrząc na rudowłosą. - Wygodnie się spało?
-Zamknij się Deliras.
-Nie mówiłem do ciebie. - Powiedział nawet nie zaszczycając McLaggena spojrzeniem.
-Coś mnie ominęło? - Spytała cicho.
-Mała kłótnia pomiędzy tą dwójką. - Odparł Ethan. - O! Koń na E5. Szach Mat kolego!
-Ty znowu przegrałeś? - Zaśmiał się Trevor.
-Quincey oszukuje!
-Nie da się oszukiwać w szachach czarodziejów. - Skomentował Sergius.
-On potrafi. - Oburzył się Mason.
-Jak dzieci. - Powiedziała Potterówna kręcąc głową i opadła na łóżko plecami, obok McLaggena. - Która godzina? - Spytała od niechcenia.
-Dwudziesta pierwsza czterdzieści.
-Serio?! - Spytała podnosząc się gwałtownie.
-Tak.
-Przegapiłam kolację. - Jęknęła smutno.
-Nie tylko ty. - Powiedział Ethan. Ale widząc pytające spojrzenie Gryfonki kontynuował. - Uziemiłaś Sergiusa opierając się o niego, więc nie mógł iść. A on powiedział, że jeśli my pójdziemy to możemy nie wracać. Więc ... My też nie jedliśmy. - Wskazał na siebie i pozostałą dwójkę.
-Ty jesteś normalny? - Spytała patrząc na McLaggena.
-Ale o co chodzi?
-Już dobrze wiesz o co chodzi.
-Zaczęło się. - Powiedział cicho Mason przyglądając się tej dwójce.
-Nie mam pojęcia o co ci chodzi Lily. - Powiedział spokojnie, siadając.
-No kolacja! Nie można ludzi jedzenia pozbawiać! Idziemy do kuchni! - Zarządziła wstając z łóżka, a czwórka Gryfonów parsknęła śmiechem.
-A jak chcesz to zrobić? Złapią nas.
-Nie złapią. Ukradłam w zeszłym roku to Jamesowi. Cały czas myśli że to Albus. - Uśmiechnęła się łobuzersko wyciągając z kieszeni szaty, która była przewieszona przez krzesło kawałek pergaminu.
-Pergamin. - Powiedział Trevor kiwając głową. - Super. Tego potrzebowaliśmy. - Powiedział sarkastycznie.
-Nie byle jaki pergamin. - Rozłożyła pergamin kładąc go na łóżku Sergiusa. Wyciągnęła różdżkę i stuknęła końcówką w pergamin mówiąc. - Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego. - Na pergaminie zaczęły pojawiać się czarne linie, przesuwać się, łączyć, tworzyć coś. Po chwili ukazały się zielone ozdobne litery.
-Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz, zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników, mają zaszczyt przedstawić MAPĘ HUNCWOTÓW. - Przeczytał Sergius stając obok rudowłosej.
-Rogacz to mój dziadek.
-Dziadek? - Spytała cała czwórka na raz, Gryfonka przewróciła oczami.
-Tak. Mój dziadek wraz z trzema przyjaciółmi lubili robić wiele dowcipów w szkole. Razem stworzyli tę mapę. Rogacz to mój dziadek James Potter, Łapa to ojciec chrzestny mojego taty Syriusz Black, Glizdogon to Peter Pettigrew. Ta trójka ma swoje ksywki od zwierząt w jakie się zmieniają podczas tranformacji. Byli Animagami.
-A Lunatyk? - Spytał Trevor.
-To Remus Lupin. Był wilkołakiem. Ugryzł go Greyback.
-I wilkołak chodził normalnie do szkoły? - Zdziwił się.
-Tylko dyrektor o tym wiedział. I oczywiście ta trójka. Mieli razem dormitorium. Przyjaźnili się. A Syriusza, Petera i mojego dziadka ciekawiło dlaczego ich przyjaciel raz w miesiącu znika na noc. Żeby Remus nie czuł się samotny nauczyli się jak być Animagami i w nocy wykradali się razem z nim do Zakazanego Lasu i tam biegali.
-Czekaj, czy Remus Lupin nie był przypadkiem profesorem Obrony Przed Czarną Magią jak nasi ojcowie byli w trzeciej klasie? - Spytał Sergius patrząc na Gryfonkę.
-Był.
-Dumbledore się na to zgodził?
-Oczywiście że tak. Nie miał uprzedzeń do wilkołaków. Przecież sam przyjął go do szkoły jako ucznia. Choć wiele osób nie przepada za wilkołakami, są osoby którym oni nie przeszkadzają. Jak moi rodzice, wujostwo, dziadkowie. Przyjaźnili się z Remusem. Był przecież w Zakonie Feniksa. Ufali mu. Był ich przyjacielem. Ale wojna go zabiła ... jego żonę Nimfadorę również. Osierocili Edwrada. Ale przy najmniej może powiedzieć, że jego rodzice zginęli w dobrej wierze. Broniąc szkoły, honoru, czarodziei. Wszystkich czarodziei. Mugolaków, półkrwi, czystokrwistych. Pomagali mojemu tacie w zabiciu Voldemorta. Gdyby można było wskrzeszać zmarłych ... oni nie zasługiwali na śmierć, tak samo jak moi dziadkowie Lily i James, jak Syriusz. - Ostatnie zdanie powiedziała bardzo cicho, ale i tak wszyscy ją usłyszeli.
-Dobra to co z tą kolacją? - Spytał Mason. Lily wzięła do rąk mapę i zaczęła szukać na niej ich pięcioosobowej grupki, a następnie wyprowadziła z wieży i poszła prosto do kuchni taką drogą, by być jak najdalej Filcha. Aż dziw, że ten staruch jeszcze pracuje w tej szkole. Pomyślała Lily. Trzy pokolenia. Jej dziadków, rodziców, jej. Kto wie, może i jej dzieci jak pójdą do szkoły będą psocić się temu staremu woźnemu. Przechodząc przez Pokój Wspólny, żaden Gryfon nie zwrócił na nich uwagi, każdy pochłonięty nauką w końcu egzaminy same się nie zdadzą.
***
-Dzisiaj bez Sigali? - Spytał Scorpius siadając na balustradzie na przeciwko Krukonki.
-Teraz będziesz mieć rzadką okazję żeby ją zobaczyć. Biega z innymi Wolfpixami po Zakazanym Lesie.
-Kto z twoich przyjaciół z Durmstrangu ma Wolfpixy?
-Natasha, Riri, Akalai i Blaide.
-Skoro ona jest gdzieś tam daleko, to jak może cię ochronić?
-Może w kilka sekund się tu zjawić.
-Jak?
-Tajemnica Malfoy.
-Jak można zdobyć takiego Wolfpixa?
-Nie można. On sam cię musi wybrać. Gdy Wolfpix kończy rok, jest porzucany. I musi znaleźć sobie właściciela. Jeśli w ciągu pięciu lat nie znajdzie go, to przyłącza się do jakiegoś stada. A nie każdy Wolfpix chce mieć właściciela.
-Szkoda.
-Co boisz się, że żaden nie będzie chciał cię wybrać?
-Bardzo śmieszne.
-Ciekawi mnie dlaczego Małpy i Wilki zwlekają ze zgłoszeniem uczestnictwa w Turnieju. Spójrz. Wszyscy inni, znaczy z innych domów Durmstrangu, oraz z każdego domu Beauxbatons i z Hogwartu paru uczniów powrzucało pergaminy do Czary. A od nich nikt.
-Może nie chcą by wszyscy widzieli kto się zgłasza. A po za tym jeden chłopak z Małp się zgłosił. Brązowe włosy z dwoma szarymi pasemkami, wysoki.
-Blond pasemka. Sielo. To na pewno on.
***
-Witajcie piękne panie. - Powiedział James siadając obok uczennic Beauxbatons przy śniadaniu na wielkiej sali. - James Potter miło poznać.
-Sophie Lemke, moja młodsza siostra Camille, oraz przyjaciółka Lea Molleti. Jesteśmy z Domu Północy.
-Jak wam się podoba w Hogwarcie?
-Jest całkiem inaczej niż u nas. Ten zamek jest wielki. Tyle pięter, tyle komnat, dziedziniec, błonia, las. Nasza szkoła jest trzy piętrowa, ale ma wysokie piętra. Pałac mieści się w górach i mamy piękne ogrody. A w naszej jadalni, podczas posiłków nimfy leśne śpiewają nam serenady.
-Słyszałem te serenady. Są naprawdę przepiękne.
-Słyszałeś? - Zdziwiła się Sophie.
-Dziesięć lat temu gdy Turniej organizowała wasza szkoła. Ja, mój brat i siostra oraz kuzynka i kuzyn zostaliśmy zaproszeni jako dzieci Wielkiej Trójki na wycieczkę do waszej szkoły na czas Turnieju. Nasi rodzice początkowo nie chcieli się zgodzić, ale ich namawialiśmy i w końcu ulegli. Byliśmy pod opieką naszej Dyrektorki, oraz Pani Minister Weasley, jest moją ciotką i matką mojego kuzynostwa, które wtedy z nami pojechało.
-Kojarzę was. W Ogrodach Pamięci są wasze zdjęcia. - Powiedziała Camille.
-Naprawdę?
-Tak. Dwóch brunetów, rudowłosy chłopak i dwie rudowłose dziewczyny.
-Tak, to my.
-Widzisz Sophie, mówiłam ci że ich spotkamy. - Zwróciła się do siostry.
-Podczas pobytu na tamtym Turnieju u nas, bardzo spodobaliście się mojej siostrze. - Powiedziała Lea. - Może kojarzysz Monic?
-Monic Molleti tak?
-Tak. - Uśmiechnęła się. - Była wtedy na trzecim roku.
-Przyjaźniła się z taką brunetką w okularach? Hiszpanką zdaje się?
-Tak. - Pokiwała wesoło głową.
-To kojarzę ją. Naprawdę miła dziewczyna. Możesz ją pozdrowić ode mnie.
-Tak zrobię.
-Wiesz, nie jesteś podobna do siostry.
-Wiele osób mi to mówi. Przynajmniej wiem, że czymś się wyróżniam w rodzinie.
-Jesteś blondynką. Ona brunetką.
-Dokładnie. I ...
-Ty masz czarne oczy, ona zielone.
-Jesteś bardzo pamiętliwy i spostrzegawczy.
-To prawda. Wszyscy mówią, że odziedziczyłem to po mamie. Ona zawsze zwraca uwagę na szczegóły i ma naprawdę dobrą pamięć. Jeśli chodzi o wygląd ... czegokolwiek. Człowieka, szafy, czy jakiegokolwiek innego przedmiotu. - Blondynka zaśmiała się.
***
-Lorenc.
-Co?
-Lorenc idzie. - Powiedziała głośniej Riri.
-Emo? - Spytała Krukonka odwracając się. W ich stronę szedł chłopak z krótko obciętymi włosami. - Gdzie twoja fryzura emo? - Spytała wstając od stołu i witając się z przyjacielem z młodszej klasy.
-Zmieniłem.
-Wiesz ty co? Jak mogłeś?
-Normalnie Rosie. Elo wszystkim. - Powiedział i przywitał się z każdym z osobna, a następnie ze Ślizgonami siedzącymi razem z nimi. Gdy wreszcie usiadł do stołu odezwał się. - Rosie, a czy ty przypadkiem siedzisz nie przy swoim stole?
-Oj tam. Slytherin i Dom Smoka są sobie podobne. Więc czuję się tutaj bardziej na miejscu, niż przy stole za nami.
-Ale zostałaś przydzielona tam.
-Co ty nie powiesz? - Spytała sarkastycznie.
-Czemu?
-Bo ta głupia czapka jednak myśli i nie chciała, żebym została zmieszana z błotem, gdy wszyscy Ślizgoni się dowiedzą, że Weasley trafiła do Slytherinu.
-Ale jakoś im to nie przeszkadza.
-Nie przeszkadza im bo z nimi ostro zabalowałam i zyskałam w ich oczach wielkie uznanie. Tym bardziej, że bawiłam się nie z byle jakimi Ślizgonami, a elitą Slytherinu.
-Elitą powiadasz? Czyli kim?
-Ci co siedzą z nami. Malfoy'owie, Greengrass'owie, Camisso i Zabini. - Wskazała kolejno osoby danych klanów.
-A on? - Wskazał palcem na chłopaka siedzącego obok Scorpiusa, którego Rose pominęła.
-Axel Lightwood, najlepszy przyjaciel Scorpiusa, nie licząc Jace'a oczywiście, bo on i Zabini znają się od narodzin praktycznie. Mam rację? - Zwróciła się z pytaniem do Malfoy'a.
-Tak Rose, masz rację. A Axela poznaliśmy w pierwszej klasie. I się zaprzyjaźniliśmy. - Powiedział zwracając się do Lorenca.
-Nasza Rosie urzekła wszystkich jak tylko przekroczyła próg szkoły. Była w centrum uwagi i podobało jej się to. Chociaż było widać po niej, że wolałaby jakby ją lepiej traktowano. I nie minęło wiele czasu a całą szkołę owinęła sobie wokół palca. Wszystkich uczniów. Rówieśników i starszych od nas. Nawet tych z ostatniej klasy. Bali się jej. - Powiedział z uśmiechem.
-Z tego co słyszałem to jesteś w klasie niżej. - Powiedział niepewnie Scorpius.
-Nie zdałem czwartej klasy. Nie starałem się.
-Nie chciało ci się. - Powiedział Akalai.
-Miałem problemy okej? - Powiedział patrząc na przyjaciela. - A teraz jeśli mogę ... - Powiedział z uśmiechem wyciągając z kieszeni zapisany pergamin. Wstał i podszedł do Czary, wrzucił pergamin w płomienie, a sala rozbrzmiała brawami. Wrócił na miejsce z zadowoleniem wymalowanym na twarzy i zabrał się za jedzenie obiadu.
***
-Lissa ty się na pewno nauczyłaś tego zaklęcia?! - Zakpiła Rose, mijając razem ze Scorpiusem ją i Johna. Ta się nic nie odezwała i wyprowadziła Johna z klasy do Skrzydła Szpitalnego, gdyż rzucając zaklęcie na Johna, które ćwiczyli przez cały tydzień coś jej nie wyszło i efektem tego chłopak jest teraz łysy i pozbawiony uszu, a na jego twarzy w niektórych miejscach występują zielone łuski. Próbowała zmienić jego twarz w pysk węża.
-Weasley, Molfoy! Wasza kolej! - Powiedział Profesor Wodley. Ustawili się na środku sali i Rose jako pierwsza wymierzyła różdżkę w Ślizgona.
-Motommi Anima. - Powiedziała, a twarz Ślizgona zmieniła się w pysk czarnego wilka. Gdy ten chciał coś powiedzieć, z jego pyska wydało się szczeknięcie.
-Dobrze Panno Weasley. Proszę cofnąć zaklęcie.
-Finite. - Scorpius odzyskał swoją twarz.
-Panie Malfoy, teraz Pan.
-Motommi Anima. - Rzucił zaklęcie na Krukonkę i jej twarz zmieniła się w pyszczek białego, puchatego króliczka z długimi uszami.
-Dobrze. Proszę cofnąć zaklęcie.
-Finite. - Twarz Rose wróciła do normalności.
-Oboje dostajecie ocenę Wybitną. Siadajcie. Następnie Potter i Longbottom. - Albus i Frank wyszli na środek sali.
-Motommi Anima. - Al rzucił zaklęcie i głowa Franka zmieniła się w głowę białego kota.
-Dobrze Potter cofnij zaklęcie.
-Finite. - Gdy tylko Frank otrząsnął się z szoku wycelował różdżką w przyjaciela.
-Motommi Anima. - Głowa Pottera zmieniła się w głowę sarny, tyle że nie całkowicie. Połowa prawego oka była jego, a druga połowa oka, tak samo jak drugie oko było zwierzęce. Fragment ust również pozostał niezmieniony. Oraz prawe ucho chłopaka dalej było jego. W dodatku na głowie sarny było trochę brązowych włosów Pottera.
-Cofnij zaklęcie Longbottom.
-Finite. - Na szczęście wszystko wróciło do normy, bez żadnych uszczerbków na zdrowiu chłopaka.
-Potter ocena Wybitna, Longbottem Zadowalająca. Siadajcie. - W tym momencie rozbrzmiał dzwon kończący lekcje. - Jutro dokończymy sprawdziany.
-Profesorze?!
-Tak Panno Weasley?
-Czy ci, którzy już je zdali muszą przychodzić na jutrzejszą lekcje? - Spytała, a wszyscy uczniowie spojrzeli na nauczyciela. Rozejrzał się po klasie i westchnął.
-Nie muszą. Niech przyjdą tylko ci co jeszcze nie zaliczyli sprawdzianu.
-Fajnie. To do widzenia. - Powiedziała wesoło Rose wychodząc wraz ze Ślizgonami z klasy
***
I w końcu nadeszła chwila na którą wszyscy czekali. Piątek, za chwilę wybije północ, a uczniowie wszystkich trzech szkół gromadzą się na wielkiej sali. Gdy wybiła północ, drzwi zamknęły się. McGonagall stanęła przed podium i przygasiła świece, by dawały tylko lekką poświatą.
-Nadszedł czas na który wszyscy czekali. Wybór zawodników. - Powiedziała.
Zbliżyła się do Czary Ognia, która stała na samym środku sali, między stołami. Po chwili z Czary wyleciała kartka, którą Dyrektorka złapała w dłoń i przeczytała.
-Reprezentant Durmstrangu z Domu Tygrysa, Pan Ugo Aganow. - Na sali rozległy się wielkie brawa. Chłopak wstał od swoich przyjaciół z wielkim uśmiechem i podszedł na środek sali do McGonagall. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając mu kartkę.
-Dziękuję. - Odpowiedział, a ona wskazała ręką by udał się w stronę podium i tak też zrobił, następnie przez Profesora Wodleya został pokierowany do drzwi i zniknął za nimi. W tym momencie z Czary wyskoczyła kolejna kartka.
-Reprezentantka Hogwartu z Huffelpuffu, Panna Aleksis Torino. - Blondynka wstała ze swojego miejsca, przytuliła przyjaciółkę, która cieszyła się wraz z nią i ruszyła do Dyrektorki. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając jej pergamin.
-Dziękuję Pani Profesor. - Powiedziała i odeszła. Czara wyrzuciła kolejną kartkę.
-Reprezentant Beauxbatons z Domu Zachodu, Pan Max Lemor. - Chłopak o brązowych włosach podszedł i odebrał kartkę od McGonagall. - Gratulacje.
-Dziękuję. - Powiedział i odszedł.
-Reprezentantka Beauxbatons, z Domu Północy, Panna Lea Molleti. - James, który siedział obok niej miał wielki uśmiech na twarzy, ona szczęśliwa spojrzała na niego i podeszła do McGonagall. - Gratuluję.
-Dziękuję. - Odpowiedziała i odeszła.
-Reprezentant Durmstrangu z Domu Małpy, Pan Ryan Kosmo. - Blondyn o włosach długich do łopatek wstał i podszedł do McGonagall. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając mu pergamin.
-Dziękuję. - Uśmiechnął się, odwrócił i odszedł. Gdy Czara wyrzuciła kolejną kartkę McGonagall przeczytała.
-Reprezentantka Durmstrangu z Domu Wilka, Panna Kora Argent. - Dziewczyna o brązowych włosach przytuliła się ze szczęścia do rudowłosej koleżanki siedzącej obok i podeszła do McGonagall. - Gratuluję.
-Dziękuję. - Powiedziała odbierając od niej pergamin i odeszła.
-Reprezentant Hogwartu z Gryffindoru, Pan Sergius McLaggen. - Trójka jego przyjaciół poklepała go po plecach z zadowolonymi uśmiechami, że to właśnie ich przyjaciel będzie reprezentował ich dom, a Lily Potter uścisnęła go. Nikt nie wie czy bardziej z obawy o niego co się może mu stać podczas trwania Turnieju, czy z radości. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając mu pergamin.
-Dziękuję Pani Dyrektor. - Powiedział i odszedł.
-Reprezentantka Beauxbatons z Domu Wschodu, Panna Sabrina Foolmi. - Czarnowłosa dziewczyna wstała dumna i podeszła na środek sali. - Gratuluję.
-Dziękuję. - Powiedziała odbierając pergamin i odeszła.
-Reprezentant Hogwartu ze Slytherinu, Pan Scorpius Malfoy. - To były najgłośniejsze brawa jakie tej nocy rozbrzmiały na sali, cały Slytherin bił brawo dumny z tego, że to właśnie on będzie reprezentował ich dom. Jego rodzina i przyjaciele wraz z Krukonką i przyjaciółmi z Durmstrangu pogratulowali mu, a on wstał i podszedł do Dyrektorki. - Gratuluję.
-Dziękuję. - Powiedział dumnie i odebrał od niej pergamin i odszedł.
-Reprezentant Beauxbatons z Domu Południa, Pan Kamel Bane. - Szatyn wstał i podszedł do McGonagall. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając mu kartkę.
-Dziękuję. - Powiedział i odszedł.
-Reprezentant Durmstrangu z Domu Smoka, Pan Lex Krum. - Chłopak wstał dumny odprowadzany wielkimi brawami, jak każdy wybrany uczestnik i podszedł do McGonagall. - Gratuluję.
-Dziękuję. - Powiedział odbierając od niej pergamin i odszedł. Gdy z Czary wyleciała ostatnia kartka McGonagall przeczytała.
-Reprezentantka Hogwartu z Ravenclaw, Panna Rose Weasley. - Krukoni oraz wszyscy uczniowie Durmstrangu bili jej głośne brawo. Gdyż, po mimo tego, że nie jest już uczennicą Durmstragu, ludzie wciąż mają do niej szacunek. Podeszła dumnie do Dyrektorki. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając jej pergamin z jej nazwiskiem.
-Dziękuję. - Powiedziała z wielkim uśmiechem i odeszła.
-Jednak ty? - Spytał Scorpius gdy Rose zeszła po schodach do sali w której zebrali się już wszyscy reprezentanci po wyborze Czary.
-Jak widać Malfoy. Co boisz się że nie wygrasz?
-Chciałabyś. - W tej chwili piętro wyżej w wielkiej sali dało się słyszeć ogromne brawa i harmider oznaczający uczniów wychodzących z sali. Po chwili po schodach na dół zeszła trójka Dyrektorów oraz dwoje Ministrów.
-Gratulujemy wam zostania reprezentantami swoich domów. Niech wygra najlepszy. Albo najlepsza. - Powiedział Minister Monae patrząc po wszystkich uczniach. - Reprezentujcie godnie swoją szkołę, swój dom. A na tego kto zwycięży czeka wielka chwała, oraz nagroda pieniężna i Puchar Turnieju Trójmagicznego. Wasze pierwsze zadanie odbędzie się dwudziestego siódmego października. Życzę wszystkim powodzenia i oby nikomu wielka krzywda się nie stała. Rywalizujecie ze sobą podczas zadań, ale to nie znaczy, że macie w siebie rzucać klątwami i starać wyeliminować. O waszych wynikach świadczy czas wykonanego zadania, wasza taktyka i umiejętności. Bo w tym Turnieju sprawdzane są przede wszystkim wasze umiejętności magiczne. A teraz udajcie się do swoich przyjaciół i świętujcie. Bo macie co. Świętujcie, że zostaliście reprezentantami w Turnieju, bo tego właśnie chcieliście. - Uśmiechnął się i odsunął na bok, dając uczniom wolne przejście do schodów. Krukonka spojrzała na Ślizgona, oraz na swojego przyjaciela z Durmstrangu Lexa.
-Rywalizuję z dwojgiem moich przyjaciół. Niech wygra lepszy. - Powiedziała z cwanym uśmiechem.
-Niech wygra lepszy. - Powiedzieli oboje i we trójkę ruszyli ku schodom.
-Rose. Rose proszę poczekaj. - Powiedziała drugi raz głośniej, gdy Krukonka nie zareagowała wcześniej. Ale ta udawała, że nic nie usłyszała i zniknęła na schodach wraz z pozostałymi uczniami.
-Przykro mi Hermiono. Ale co się właściwie stało, że ona nie chce z tobą rozmawiać? Z tobą i ze swoim rodzeństwem i kuzynostwem? Widzę, że omija ich szerokim łukiem.
-Sama chciałabym to wiedzieć Profesor. Ona się zmieniła. Bardzo zmieniła. - Powiedziała Hermiona i weszła po schodach na górę.
-----------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------
Mamy kolejny rozdział.
Pamiętaj!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz