wtorek, 30 sierpnia 2016

Rozdział 9 - Pierwsze Mecze Quidditcha w Sezonie

-Czytałeś już wywiady w gazetach? Różnią się tylko tym że pytania były zadawane inaczej i dwa inne były i tu i tu. A tak to wszystko to samo.  - Powiedziała Rose siadając na balustradzie na wieży i trzymając obie gazety w ręku
-Jeszcze nie. Kiedy je dostałaś?
-Dwadzieścia minut temu.
-Czytaj.
-Wczoraj przeprowadziłem wywiad z zawodnikami Turnieju Trójmagicznego. Żaden z nich nie okazywał strachu. Wszyscy są odważni i gotowi stawić czoła nieznanym i niebezpiecznym zadaniom. Zadałem wszystkim to samo pytanie. Co myślą o pozostałych reprezentantach? Jakie było moje zdziwienie gdy każdy, każdego zachwalał i mówił że ma szanse. Nikt nikogo nie oceniał i mówił prawdę taka jaka jest. Ta osoba jest silniejsza więc ma większe szansę, a z kolei ta jest słabsza i może pójść jej gorzej. Zanim przejdziemy do wywiadów z zawodnikami, chciałbym jeszcze przekazać bardzo ciekawe i intrygujące wiadomości jakie mogły umknąć większości czarodziejom.
Otóż po pierwsze w Hogwarcie zakwitł nowy romans. Ale za to kogo. Panna Lily Potter, jest zakochana po uszy w nikim innym jak ... Sergiusie McLaggenie. Życzmy im szczęścia.
A po drugie w Hogwarcie została zawarta niewiarygodna przyjaźń. Kto by się spodziewał, że Scorpius Malfoy zaprzyjźani się z Rose Weasley. Jak myślicie to tylko przyjaźń, czy może zapoczątkuje to coś większego? I czy robią to na przekór rodzicom, czy może naprawdę znaleźli wspólny język i dogadują się. Bo jak to parę osób powtarzało Dom Smoka do którego należała w Durmstrangu Rose jest odpowiednikiem Slytherinu w Hogrwarcie. Czyżby córka Ronalda Weasley'a i Hermiony Granger-Weasley miała duszę Ślizgonki? Jak wszyscy wiemy gdy przeniosła się do Hogwartu nie trafiła do Gryffindoru tak jak wszyscy się spodziewali. Tiara przydzieliła ją do Ravenclow, a sama Rose przyznaje, że pasowała by do Slytherinu.
-Ciekawie.
-A wiesz kto jest na okładce?
-Nasza dwójka?
-Oraz Lily z McLaggenem. - Powiedziała zamykając gazetę i pokazując blondynowi okładkę.
-Kiedy oni zrobili to zdjęcie?
-Kiedy siedzieliśmy na dziedzińcu zanim przybiegli po nas że Tygrysy wrzucają zaraz pergaminy do Czary. Opowiadałeś coś wtedy i pokazywałeś. Pamiętasz?
-Tak. - Okładka przedstawiała Scorpiusa trzymającego dłonie na ramionach Rose i masującego lekko jej ramiona, powoli zbliżał się głową coraz bliżej i nagle szybko ją objął i przytulił. Obojgu na ustach od razu zakwitł uśmiech. A wyżej nad nimi przestawieni byli Lily i Sergius przytulający się i całujący pod drzewem na błoniach Hogwartu.
-Poczytaj sobie wywiady. - Powiedziała schodząc z balustrady zgaszając uwcześniej skończonego papierosa.
-A ty gdzie?
-Nie byłam wczoraj na kolacji, a dziś przespałam śniadanie, więc idę do kuchni coś zjeść.

***

Zaraz po obiedzie uczestnicy Turnieju mieli stawić się w gabinecie Dyrektora Hogwartu. Tam na nich czekali już dwaj pozostali Dyrektorzy oraz Gregory Ollivander wnuk Garricka Ollivandera znanego wytwórcy różdżek. Gregory pomaga dziadkowi w wytwarzaniu różdżek i ma przejąć po nim ten interes za kilka lat.
-Witajcie zawodnicy. Dziś moim zadaniem jest sprawdzić czy wasze różdżki nadają się do Turnieju. Poproszę teraz aby każdy po kolei podszedł tutaj i pokazał mi swoją różdżkę. Panna Molleti.
Gdy Lea podeszła do Gregory'ego ten określił jej rdzeń, rodzaj drewna z jakiego jest wykonana, jej giętkość oraz jej długość. I ten sam proces powtórzył się z pozostałymi jedenastoma zawodnikami. Na szczęście wszystkie różdżki zawodników były sprawne i nadawały się do wzięcia udziału w niebezpiecznych zadaniach które czekały na ich właścicieli.

W końcu Gregory pożegnał się ze wszystkimi i wyszedł. A zaraz po nim zawodnicy. Na samym przedzie szła trójka przyjaciół podszedł szybko do nich jeden z pozostałych i chwycił za rękawy szat Rose i Lexa.
-Ugo. O co chodzi? - Spytała patrząc na starszego kolegę. Poczekał aż pozostali ich miną.
-Chce powiedzieć dzięki.
-Za co? - Spytał nic nie rozumiejący Lex.
-Za wywiad. I to co powiedzieliście. O mnie.
-Nie ma sprawy.
-Wiecie, że chce wkurzyć ojca. Więc to jeszcze bardziej może sprawić, że da mi w końcu spokój. Po prostu dzięki. - Powiedział i odszedł.
-Zasługuje na to by mieć spokój i wolność przede wszystkim.
-Zgadzam się z tobą Rose. - Powiedział Lex. - To idziemy.

***

Przez kolejne dni Hogwart żył praktycznie tylko treningami Quidditcha wszystkich drużyn jak i z Hogwartu, jak i Z Beauxbatons i Durmstrangu. I tak nadszedł dwudziesty ósmy września, środa i pierwszy mecz Quidditcha. Rozegrany zostanie między Ravencalw i Gryffindorem.
-Witam wszystkich na pierwszym meczu Quidditcha w tym sezonie! - Powiedział przez mikrofon komentator John Turbot należący do Ravenclaw chłopak z szóstej klasy. - Już za chwilę rozpocznie się mecz! Z szatni właśnie wychodzą obie drużyny! W skład drużyny Gryfonów wchodzi Kapitan oraz Obrońca James Potter! Ścigający Sergius McLaggen, Hugo Weasley oraz Anna Jorett! Pałkarze Frank Longbottom i Casedy McLaggen! Oraz Szukający Albus Potter! - Rozległa się wielka fala braw i wiwatów a drużyna Gryfonów wsiadła na miotły i podleciała do góry. - A w skład drużyny Krukonów wchodzą Kapitan oraz Ścigający Konrado Furel! Dwaj pozostali Ścigający to Katherine Finnigan i Thania Dursley! Obrońca Ricky Daglausse! Pałkarze Lissa Scamander i Bradley Zabini! Oraz Szukająca Rose Weasley! - Kolejna wielka fala braw i krzyków a drużyna Ravencalw wsiadła na swoje miotły i podleciała do góry zająć swoje miejsca. - Tłuczki zostały uwolnione! Poleciał również znicz, który wart jest aż sto pięćdziesiąt punktów! Pani Hooch wchodzi na środek aby zacząć grę! I KAFEL POSZEDŁ W GÓRĘ! - John zaczął się krzyczeć do mikrofonu by wszyscy dobrze słyszeli. - I RUSZYLI! KAFLA PRZEJMUJE FINNIGAN! PODAJE DO FUREL'A! TEN DO DURSLEY! I GOL! PIERWSZE PUNKTY DLA KRUKONÓW! STARSZY POTTER PODAJE KAFLA DO WEASLEY'A! TEN DO JORETT! ALE W OSTATNIEJ CHWILI PIŁKĘ PRZEJMUJE DURSLEY! PODAJE DO FINNIGAN! TA JEJ ODDAJE! DURSLEY JESZCZE RAZ DO NIEJ! I TAK FINNIGAN ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY DLA KRUKONÓW! POTTER DO MCLAGGEN'A! MCLAGGEN DO WEASLEY'A! TEN MU ODDAJE! I! DAGLAUSSE ODBIJA PIŁKĘ W OSTATNIEJ CHWILI BRONIĄC BRAMKĘ! PIŁKĘ PRZEJMUJE FINNIGAN! PODAJE DO DURSLEY! TA DO FUREL'A! I CO TO BYŁA ZA PIĘKNA BRAMKA! POTTER JUŻ ZDECYDOWANIE ZDENERWOWANY PODAJE DO  WEASLEY'A! WEASLEY DO JORETT! I TA ZDOBYWA PIERWSZE PUNKTY DLA GRYFONÓW! DAGLAUSSE PODAJE PIŁKĘ DURSLEY! TA PODAJE DO FUREL'A! FUREL DO FINNIGAN! A TA DO DURSLEY I GOOOOL! KOLEJNE PUNKTY DLA KRUKONÓW! ALE CHWILA CZY WEASLEY WŁAŚNIE ZOBACZYŁA ZNICZA?! CHYBA TAK! GNA PRZEZ BOISKO JAK SZALONA W STRONĘ BRAMEK DRUŻYNY GRYFONÓW! POTTER ROZGLĄDA SIĘ ZA KUZYNKĄ, A GDY JĄ DOSTRZEGŁ RUSZYŁ ZA NIĄ BY PIERWSZY MÓGŁ ZŁAPAĆ ZNICZA! ALE NIE MA SZANS! WEASLEY ZARAZ WLECI W BRAMKĘ NA SWOJEGO KUZYNA! ALE W OSTATNIEJ CHWILI ŁAPIE ZNICZA I ZATRZYMUJE SIĘ NA CALE PRZED NIM! WEASLEY ZŁAPAŁA ZNICZA! MECZ KOŃCZY SIĘ Z WYNIKIEM 190 DLA KRUKONÓW I 10 DLA GRYFONÓW! TO BYŁ NAJKRÓTSZY MECZ W HISTORII HOGWARTU! PLOTKI O ZDOLNOŚCIACH ROSE WEASLEY JEDNAK BYŁY PRAWDZIWE! Z TĄ DZIEWCZYNĄ NIKT NIE MA SZANS!

Rose została podniesiona do góry na ręce wraz z całą swoją drużyną. A Krukoni skandowali.
-Rose! Rose! Wielka jest! Ona mistrzynią Domu Kruka! Rose! Rose! Zdobyła dla nas zwycięstwo! Thania przyniosła nam dwa gole! Thania! Thania! Konrado i Kate po golu dali nam! Kate! Kate! Konrado! Konrado! Ricky dobrze bronił nam! Ricky! Ricky! Lissa i Bradley psocili tłuczkami! Lissa! Lissa! Bradley! Bradley!
-Nie przejmuj się oni tak zawsze! - Lissa starała się przekrzyczeć tłum widząc zdziwioną minę Rose na usłyszaną piosenkę na cześć jej i całej drużyny.
-Spoko! Nie przywykłam do czegoś takiego!
-Krukoni rzadko wygrywają! A jak już to starają się cieszyć z całych sił i pokazać swoją siłę i dumę!
-Będę pamiętać!

W Pokoju Wspólnym Krukonów był wielki gwar. Wszyscy się cieszyli z pierwszej wygranej sezonu.

Później podczas kolacji stół Krukonów był najgłośniejszy ze wszystkich. Ale Rose nie siedziała z nimi. Nie świętowała swojego pierwszego zwycięstwa w Hogwarcie w gronie Krukonów. Wolała w spokoju usiąść przy stole Ślizgonów wraz ze swymi przyjaciółmi.
-Nie świętujesz swojego zwycięstwa? - Spytał Akalai.
-Świętuję po cichu.
-Nie czujesz się w ich gronie dobrze prawda? - Spytała Riri.
-Nie czujesz się tam jak w domu. - Powiedział Scorpius patrząc na nią. - Tu czujesz się na miejscu. Wśród nas. I nie mówię o twoich przyjaciołach z Durmstrangu. Jak w domu czułabyś się wśród Ślizgonów, jako jedna z nas. Mam rację? - Rose mu nie odpowiedziała tylko chwyciła kolejną pałkę z kurczaka i zaczęła jeść. - Pewnie, że ją mam.

***

Później będąc już samej w swoim dormitorium Rose zastanawiała się nad słowami blondyna.

Może i miał rację, ale jest już za późno. Tiara przydzieliła ją do Ravenclaw, a miała szansę przydzielić ją do Slytherinu, ale tego nie zrobiła. Od kiedy tą czapkę obchodzi co pomyślą inni? W jej piosenkach nie raz było że rozdzieli przyjaciół, sprawi że trafi się do innego domu niż się oczekuje, albo zostanie posadzonym w tym samym domu co jego wróg. Więc co jej teraz odbiło? Chodzi o to, że jestem Weasley? Że moim ojcem jest Ronald Weasley, a matką Hermiona Granger?

Wstała z łóżka i ruszyła do łazienki. Zahaczyła ręką o pasek od torby i ta spadła na podłogę.
-Cholera. - Mruknęła pod nosem i podniosła torbę, a z niej wypadła biała koszula i srebrno-zielony krawat z godłem Slytherinu. - Co do ...? - Powiedziała podnosząc krawat z podłogi. - Skąd to się wzięło? - Spytała na głos samą siebie i wysypała na podłogę całą zawartość torby. Z torby wypadł kompletny mundurek Ślizgonki. Po chwili zastanowienia już wiedziała skąd się wziął. - Musiałam przypadkowo spakować go wraz ze swoimi ubraniami, gdy się przebierałam po przydzieleniu mnie do Ravneclaw. - Podeszła do lustra stojącego obok biurka i przyłożyła sobie krawat przymierzając go. - Pasowałby mi. Bardziej niż ten. - Powiedziała rzucając okiem na krawat leżący na oparciu fotela. Po chwili złożyła mundurek Slytherinu i schowała spowrotem do torby, a koszulkę, bluzę i spodnie, które wyleciały również z torby rzuciła na fotel.

***

Cały czwartek Rose była dość cicha, nieobecna, myślami ciągle wybiegała daleko. Ale gdy trzydziestego września w piątek ogłoszono mecz Quidditcha pomiędzy Domem Tygrysa i Domem Smoka, wszyscy uczniowie Hogwartu się ożywili w tym także Rose.
Trybuny były zapełnione tak jak na poprzednim meczu. Wszyscy uczniowie wszystkich trzech szkół stłoczyli się na czterech trybunach.
-Ciekawe jak sobie poradzą beze mnie w drużynie?
-A co? Ty kimś ważnym tam byłaś?
-Kończyłam mecze w kilka sekund. Co roku Puchar trafiał w nasze ręce.
-Zawodnicy Smoków i Tygrysów właśnie wychodzą na boisko! - W głośnikach dał się słyszeć głos Johna, który komentuje i ten mecz. - Przedstawię teraz skład obu drużyn! Zacznijmy od Domu Smoka! Obrońca to będąca w szóstej klasie Shawen Horde! Pałkarzami są szóstoklasistka Riri Olmak i Nikodem Bernedgo chodzący do czwartej klasy i zaczynający swoją karierę w szkolnej drużynie Quidditcha zagra dziś swój pierwszy mecz! Ścigający to siódmoklasistka Millow Gatirow, chodzący do szóstej klasy Lex Krum oraz Akalai Olmak, który jest również Kapitanem drużyny! Szukającą jest chodząca do ostatniej klasy Natasha Krum! Drużyna Tygrysów to! Pałkarze Bruno Dibrusqu i Maella Terieo chodzący do siódmej klasy! Obrońcą zaś jest piątoklasistka Feeria Oblensy, która zagra dziś swój pierwszy mecz! Szukający to chodzący do szóstej klasy Joren Gull! Ścigającymi są siódmoklasiści Ugo Aganow, Pakun Braquers oraz Kapitan drużyny chodząca do szóstej klasy Sher Roth! Zawodnicy zajęli pozycje! Pani Hooch wchodzi na środek żeby zacząć grę! Uwolnione zostały tłuczki i znicz, który wart jest sto pięćdziesiąt punktów! Szukający, który pierwszy złapie znicz, kończy grę! KAFEL POSZEDŁ W GÓRĘ! I RUSZYLI! GATIROW ŁAPIE PIŁKĘ! PODAJE JĄ KRUMOWI! KRUM RZUCA DO OLMAKA! I ZDOBYWA PIERWSZE PUNKTY! OBROŃCA CZYLI PANNA OBLENSY PODAJE PIŁKĘ BRAQUERSOWI! TEN DO AGANOW! AGANOW MU ODDAJE! A TEN PODAJE DO ROTH! PIŁKĘ PRÓBUJE PRZEJĄĆ KRUM! ALE UNIEMOŻLIWIA MU TO TŁUCZEK POSŁANY W JEGO KIERUNKU PRZEZ TERIEO! AGANOW DOSTAJE KAFLA! RZUCA I GOOOL! TYGRYSY ZDOBYWAJĄ PIERWSZE PUNKTY! HORDE PODAJE PIŁKĘ KRUMOWI! KRUM DO OLMAKA! OLMAK MU ODDAJE I KRUM ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY DLA SMOKÓW! OBLENSY PODAJE PIŁKĘ DO AGANOW! ALE W KAFLA TRAFIA TŁUCZEK POSŁANY PRZEZ BERNEDGO! I KAFEL WPADA PROSTO W RĘCE KRUMA! I KOLEJNE PUNKTY TRAFIAJĄ NA KONTO SMOKÓW! OBLENSY RZUCA PIŁKĘ DO ROTH! TA DO AGANOW! AGANOW DO BRAQUERSA! TEN DO ROTH! ROTH ODDAJE STRZAŁ! ALE HORDE WYŚMIENICIE BRONI OBRĘCZY! ŁAPIE PIŁKĘ I RZUCA DO KRUMA! KRUM DO OLMAKA! TEN RZUCA DO GATIROW! I ONA ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY DLA DRUŻYNY! OBROŃCA TYGRYSÓW KAFLA PODAJE ROTH! TA DO AGANOW! TEN JEJ ODDAJE! I ROTH PODAJE DO BRAQUERSA! TEN PODAJE DO AGANOW! AGANOW RZUCA! ALE SMOKI MAJĄ ŚWIETNEGO OBROŃCE! A RACZEJ OBROŃCZYNI! HORDE RZUCA PIŁKĘ OLMAKOWI! TEN DO GATIROW! TA RZUCA DO KRUMA! KRUM STRZELA! I KOLEJNE PUNKTY WPADAJĄ NA KONTO SMOKÓW! OBLENSY PODAJE DO ROTH! TA DO AGANOW! TŁUCZEK PRZELATUJE TUŻ PRZED TWARZĄ UGO! TEN RZUCA PIŁKĘ DO BRAQUERSA! RZUCA KAFLA DO ROTH! ROTH RZUCA NA BRAMKĘ! I NIESTETY! DOBRE OKO RIRI OLMAK SPRAWIA ŻE TŁUCZEK IDEALNIE TRAFIA W KAFLA POZBAWIAJĄC TYGRYSÓW NA ZDOBYCIE KOLEJNYCH PUNKTÓW! KAFLA ŁAPIE KRUM! PODAJE DO OLMAKA! OLMAK DO GATIROW! TŁUCZEK ODBITY PRZEZ DIBRUSQUE TRAFIA JĄ W RAMIĘ! ALE TA LECI DALEJ! RZUCA! I PIŁKĘ ŁAPIE OBROŃCZYNI! OBLENSY RZUCA DO AGANOW! AGANOW DO ROTH! TA MU ODDAJE KAFLA! I AGANOW ZDOBYWA PUNKTY DLA TYGRYSÓW! SZUKAJĄCY TYGRYSÓW WŁAŚNIE DOJRZAŁ ZNICZA! GULL LECI WYSOKO W GÓRĘ W POGONI ZA ZNICZEM! GDZIEŚ Z TYŁU STARA SIĘ GO DOGONIĆ PANNA KRUM! MA ONA ZADZIWIAJĄCE ZDOLNOŚCI! SZYBKO DOGANIA SZUKAJĄCEGO PRZECIWNIKÓW! ALE WRÓĆMY PARĘ METRÓW NIŻEJ! KRUM PRZY KAFLU! PODAJE DO OLMAKA! OLMAK MU ODDAJE I KRUM ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY! OBLENSY PODAJE PIŁKĘ ROTH! TA RZUCA DO AGANOW! AGANOW JEJ ODDAJE! I PIŁKA TRAFIA W BRAMKĘ! ROTH ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY! HORDE DO GATIROW! TA DO OLMAKA! OLMAK RZUCA KRUMOWI! KRUM STRZELA! I ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY! OBLENSY RZUCA DO ROTH! TA DO BRAQUERSA! ALE PIŁKĘ PRZEJMUJE KRUM! RZUCA DO OLMAKA! I KOLEJNE PUNKTY LĄDUJĄ NA KONCIE SMOKÓW! OBLENSY DO AGANOW! AGANOW DO ROTH! ALE TŁUCZEK PO RAZ KOLEJNY TRAFIA W KAFLA ZMIENIAJĄC JEGO KIERUNEK LOTU! PIŁKĘ ŁAPIE GATIROW! RZUCA DO OLMAKA! Z RĄK OLMAKA PIŁKĘ WYBIJA ROTH! KAFLA ŁAPIE AGANOW! RZUCA DO ROTH! I TA ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY! Z NIEWIARYGODNĄ PRĘDKOŚCIĄ Z NIEBA KU ZIEMI LECĄ ŁEB W ŁEB KRUM I GULL! ZDERZAJĄ SIĘ PODCZAS LOTU! ALE TO NATASHA KRUM ZDOBYWA ZNICZA KOŃCZĄC GRĘ! MECZ KOŃCZY SIĘ WYNIKIEM 230 DO 40 DLA SMOKÓW!

***

-Co tak długo? - Spytała Krukonka siadając przy stole Ślizgonów podczas kolacji. - Nie tak cię uczyłam.
-Czepiasz się Rose. Chciałam żebyśmy nałapali najpierw parę punktów, by mieć znaczną przewagę.
-Jasne Tasha. Cokolwiek powiesz.
-Dobra, dobra dziewczyny nie kłóćcie się. I tak ja i nasz początkujący pałkarz Nikodem byliśmy gwiazdami tego meczu. - Powiedziała Riri czochrając blond włosy młodszego kolegi siedzącego obok niej.
-Siostra nie przesadzasz? To ja i Lex byliśmy gwiazdami tego meczu zdobywając on pięć, a ja dwa punkty dla drużyny no i oczywiście Millow dorzuciła jeden punkt do puli.
-Ale to ja złapałam znicza zdobywając dla drużyny sto pięćdziesiąt punktów.
-Nie przejmuj się Malfoy. Oni tak zawsze. - Powiedziała Rose widząc kłócących się zawodników jednej drużyny. - Ciekawe jak swój mecz zagra Beauxbatons.
-Zapewne z kulturą i gracją! - Rzucił Akalai.
-Bez chamskich zagrywek. - Dodała Riri.
-Będą tak grzeczni, że to będzie najnudniejszy mecz na jakim kiedykolwiek byliśmy. - Dodała Natasha.

***

Po tak pięknym dniu kończącym czas szkolny nadeszła sobota i kolejny wypad do Hogsmeade. Grupa przyjaciół z Domu Smoka i Slytherina wraz z pewną Krukonką świętowali w Trzech Miotłach wygraną Smoków nad Tygrysami z tak znacznie dużą przewagą punktową. Nic nie było w stanie zepsuć im humoru. Nawet deszcz, który zaczął padać wieczorem i uczniowie zmuszeni byli wracać do zamku w ulewie.

***

Nadszedł poniedziałek. Lekcje zakończone. Prace domowe nie odrobione. A uczniowie zgromadzili się po raz kolejny na boisku do Quidditcha. Tym razem mecz grają uczniowie ze szkoły Beauxbatons. Dom Północy kontra Dom Południa.
-Witam wszystkich po raz kolejny! Przedstawię teraz skład obu drużyn! Dom Północy! Obrońca i jednocześnie Kapitan chodzący do szóstej klasy Roy Lemke! Ścigającymi są siódmoklasiści Dante Otis i Arima Loop oraz piątoklasistka Anna Sigma! Pałkarzami są bliźniaki Oren, Stefan i Paul chodzący do szóstej klasy! A ich szukającą jest Sigrid Granni chodząca do czwartej klasy! A teraz Drużyna Domu Południa! Kapitan i jednocześnie szukający Ernest Dail chodzący do piątej klasy! Pałkarzami jego drużyny są siódmoklasista Owen Diren i szóstoklasista Oswald Hunck! Ścigającymi są przeurocze szóstoklasistki Ullia Freno i Ino Shedal oraz chodząca do piątej klasy Regina Spencer! A obrońcą tej drużyny jest Larry Opkins chodzący do ostatniej klasy! Obie drużyny właśnie wychodzą na boisko! Zajmują swoje pozycje, a na dole już stoi pani Hooch by zacząć mecz! Tłuczki zostały uwolnione, a wraz z nimi warty sto pięćdziesiąt punktów złoty znicz! KAFEL POSZEDŁ W GÓRĘ! I MECZ SIĘ ZACZĄŁ! PRZY PIŁCE DOM PÓŁNOCY! LOOP PODAJE DO OTISA! TEN DO SIGMY! TA PODAJE DO LOOP! I PIERWSZE PUNKTY W TYM MECZU TRAFIAJĄ NA KONTO DOMU PÓŁNOCY! OPKINS WYRZUCA PIŁKĘ DALEKO! ŁAPIE JĄ FRENO! PODAJE DO SPENCER! TA DO SHEDAL! ALE PIŁKĘ W LOCIE PRZEJMUJE LOOP! PODAJE DO SIGMY! TA DO OTISA! TEN JEJ ODDAJE! I SIGMA ZDOBYWA BRAMKĘ! OPKINS WYBIJA PIŁKĘ DO SHEDAL! TA PODAJE DO FRENO! RZUCA PIŁKĘ DO BRAMKI! ALE LEMKE ŚWIETNIE BRONI! I SZYBKO PODAJE PIŁKĘ DO LOOP! TA DO SIGMY! PIŁKA ZNÓW LĄDUJE W RĘKACH LOOP! PODAJE DO OTISA! TEN JEJ ODRZUCA! LOOP ROBI RZUT NA BRAMKĘ! I KOLEJNE PUNKTY TRAFIAJĄ NA KONTO DOMU PÓŁNOCY! OPKINS DO SHEDAL! TA DO SPENCER! A ONA DO FRENO! STRZELA NA BRAMKĘ! ALE PIŁKĘ PRZEJMUJE LOOP! PODAJE DO OTISA! TEN DO SIGMY! I KOLEJNA BRAMKA DLA DOMU PÓŁNOCY! OPKINS DO FRENO! FRENO DO SHEDAL! TA DO SPENCER! TA JEJ ODDAJE! SHEDAL DO FRENO! FRENO DO SPENCER! TA DO SHEDAL! I GOL! PIERWSZE PUNKTY DLA DOMU POŁUDNIA! LEMKE DO LOOP! TA DO OTISA! TEN PODAJE KAFLA SIGMIE! ROBI ZAMACH NA BRAMKĘ ALE PIŁKĘ PODAJE LOOP! I ONA STRZELA! I PANNA LOOP ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY! OPKINS DO SHEDAL! TA DO FRENO! KAFEL TRAFIA W RĘCE SIGMY! TA PODAJE DO LOOP! ONA RZUCA DO OTISA! PIŁKA DO NIEJ WRACA! I KOLEJNY GOL DLA DOMU PÓŁNOCY! OPKINS WYBIJA PIŁKĘ DO SPENCER! ALE TŁUCZEK WYBITY PRZEZ STEFANA TRAFIA W KAFLA! A TEN LĄDUJE PROSTO W RĘKACH LOOP! PODAJE DO SIGMY! I KOLEJNY GOL! OPKINS DO SHEDAL! TA DO FRENO! A ONA DO SPENCER! RZUCA NA BRAMKĘ! ALE LEMKE ŁAPIE PIŁKĘ W OSTATNIEJ CHWILI! PODAJE DO LOOP! TA DO OTISA! TEN DO SIGMY! TA MU ODDAJE I OTIS ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY DLA SWOJEJ DRUŻYNY! OPKINS DO FRENO! TA DO SHEDAL! PIŁKĘ JEJ WYBIJA LOOP! KAFLA ŁAPIE OTIS I RZUCA! I KOLEJNE PUNKTY DLA DOMU PÓŁNOCY! OPKINS DO FRENO! TA DO SPENCER! ODDAJE KAFLA SHEDAL! TA RZUCA! ALE PUDŁUJE! LEMKE RZUCA KAFLA SIGMIE! TA DO OTISA! TEN DO LOOP! ONA PODAJE DO SIGMY! I KOLEJNY GOL! OPKINS DO SHEDAL! TA DO FRENO! KOLEJY TŁUCZEK WYBITY PRZEZ JEDNEGO Z BLIŹNIAKÓW ZMIENIA TOR LOTU KAFLA! ŁAPIE GO SIGMA! PODAJE DO OTISA! TEN DO LOOP! I LOOP ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY DLA DOMU PÓŁNOCY! OPKINS DO SHEDAL! TA DO SPENCER! ONA PODAJE DO FRENO! RZUCA DO SHEDAL! AŁ TO MUSIAŁO BOLEĆ! SHEDAL OBERWAŁA MOCNO W PLECY Z TŁUCZKA! SPADŁA Z MIOTŁY NA DÓŁ! NA SZCZĘŚCIE NIE Z DUŻEJ WYSOKOŚCI! I NA SZCZĘŚCIE DLA PAŁKARZY ÓW TŁUCZEK NIE BYŁ WYBITY PRZEZ NICH! ALE GRA TRWA DALEJ! SIGMA PODAJE DO LOOP! I KOLEJNE PUNKTY DLA DOMU PÓŁNOCY! OPKINS DO FRENO! TA DO SPENCER! ODDAJE JEJ PIŁKĘ! FRENO RZUCA! ALE PIŁKĘ ŁAPIE BRAMKARZ! LEMKE PODAJE DO LOOP! TA DO OTISA! TEN ODDAJE JEJ PIŁKĘ! LOOP KAFLA RZUCA DO SIGMY! SIGMA ROBI ZMYŁKĘ CELUJĄC NA BRAMKĘ! A NAPRAWDĘ PIŁKĘ RZUCA ZA SIEBIE DO LOOP! I ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY! OPKINS DO SPENCER! SPENCER DO FRENO! FRENO JEJ ODDAJE! ALE W LOCIE PO RAZ KOLEJNY PIŁKĘ PRZEJMUJE LOOP! PODAJE DO OTISA! TEN DO SIGMY! TA PODAJE DO LOOP! I KOLEJNE PUNKTY DLA DOMU PÓŁNOCY! OPKINS DO FRENO! TA DO SPENCER! ALE KAFLA ZNÓW WYBIJA STEFAN! PIŁKĘ ŁAPIE LOOP! PODAJE DO SIGMY! I GOL! JEŚLI ERNEST DAIL TERAZ ZŁAPIE ZNICZA TO WYGRA DOM POŁUDNIA! ALE JAK NA RAZIE NIE WIDAĆ NIGDZIE ZNICZA! A SZUKAJĄCY OBU DRUŻYN LATAJĄ I ROZGLĄDAJĄ SIĘ ZA NIM! ALE TO BYŁA PIĘKNA AKCJA! ALE NA NIESZCZĘŚCIE DRUŻYNY DOMU POŁUDNIA LEMKE OBRONIŁ! PODAJE KAFLA DO SIGMY! TA DO LOOP! TA DO OTISA! PIŁKA WRACA DO SIGMY! ONA ODDAJE STRZAŁ! I KOLEJNY GOL! CHYBA DAIL ZLOKALIZOWAŁ ZNICZA! ALE JAK WIDZĘ NIE TYLKO ON! Z NAPRZECIWKA LECI PANNA GRANNI! FRENO PODAJE KAFLA DO SPENCER! ALE PRZEJMUJE GO OTIS! PODAJE DO LOOP! I KOLEJNY GOL! I ZARAZEM OSTATNI! WŁAŚNIE DAIL ZŁAPAŁ ZNICZA! MECZ KOŃCZY SIĘ 170 DO 160 DLA DOMU PÓŁNOCY!

-Nieźli są. To trzeba im przyznać. - Mówił Lex.
-Północ ma lepszych ścigających i pałkarzy. Za to Południe mają lepszego szukającego. - Powiedziała Krukonka
-Prawda. To był jeden z ciekawszych meczy jakie widzieliśmy. - Skomentował Malfoy.
-Tak. Wygrać z nimi będzie ciężko. - Poprał kuzyna Jake.
-Jeśli chodzi o Północ, to mogą być problemy. - Mówiła Tamara. - Ale z Południem każdy ma wielkie szanse. U nich najlepszym zawodnikiem jest szukający.

O tym meczu wielu uczniów dyskutowało wiele godzin. A kapitanowie zastanawiali się nad strategiami na rozgrywki z nimi. Bo jak wszyscy wiedzą już za półtora tygodnia zaczną się mecze między domami z innymi szkołami.

***

Na wtorkowej lekcji Eliksirów omawiany był eliksir wzbudzający euforię.
-Jak dowiemy się z podręcznika eliksir wzbudzający euforię działa przez dwie godziny. Ale jeśli uwarzymy go źle, to zażycie jego lub nawet samo wdychanie oparów parujących nad kociołkiem może dać różne skutki uboczne. Niekończący się śmiech, kaszel, łzawienia. Może spowodować wystąpienie swędzących i bolących wielkich bąbli na całym ciele. A zdrapane sprawią blizny, które zostaną z wami na zawsze. Oczywiście to minie, a jak nie to pielęgniarka zna dobrze eliksir, który was uleczy. Ale i tak nakazuję wam ostrożność. Macie dwie godziny na uwarzenie tego eliksiru.

Po tym jak został ogłoszony Turniej zajęcia wszyscy uczniowie jednego rocznika mieli razem. Tak więc lekcja eliksirów odbywała się w innej, większej, odpowiedniej do tych zajęć sali. Tutaj stoliki były nie cztero, a sześcioosobowe. Tak więc przy jednym stoliku siedzieli Rose, Scorpius, Jake, Tamara, Liam i Jace.

Podczas warzenia eliksiru nikt się nie odzywał i każdy był skupiony na własnym kociołku i żeby nie pomylić się w ilości i kolejności wrzucanych składników do kociołków.

Po godzinie zmagań z kociołka Jake'a zaczął wylatywać różowy dym, chociaż jak jest napisane w podręczniku powinien unosić się błękitny jak u wszystkich pozostałych uczniów.
-Coś ci chyba nie wyszło Jake. - Zaśmiała się z niego jego siostra.
-Nie czepiaj się. Spójrz lepiej na swój kociołek. - Powiedział, gdyż z jej kociołka zaczął unosić się nagle czerwony dym. I zaczął się śmiać zwracają tym na siebie uwagę wszystkich w pomieszczeniu.
-Panno Greengrass proszę się odsunąć i nie wdychać tego dymu. - Powiedział profesor Husel, ale było już za późno na skórze Tamary zaczęły pojawiać się bąble. - Pod żadnym pozorem proszę tego nie drapać. Lorcan zaprowadź rodzeństwo Greengrass do Skrzydła Szpitalnego. I proszę dopilnuj by Pan Jake nie udusił się ze śmiechu, a Panna Tamara nie nabawiła się blizn do końca życia. - Powiedział i jednym machnięciem różdżki wyczyścił oba ich kociołki
-Dobrze Tyler. - Powiedział , a po chwili za nim dało się słyszeć wybuch i kupę dymu.
-Theo znowu?! - Krzyknął Edmund.
-Przepraszam! Samo wyszło!
-Finnigan czemu nie dziwi mnie fakt, że znów coś ci nie wyszło? Talent do eliksirów odziedziczyłeś zdecydowanie po ojcu. Plotki na twój temat jednak były prawdziwe. Posprzątaj swoje stanowisko. I jutro o piętnastej ty oraz rodzeństwo Greengras jeśłi będą się dobrze czuć i pielęgniarka ich wypisze z SS zjawicie się w sali numer cztery i uwarzycie ten sam eliksir na dodatkowych zajęciach.
-Ale ...
-Żadnych "ale" Panie Finnigan. - Powiedział i zasiadł znów za biurkiem.
-Jutro jest mecz Quidditcha. A Zach złamał rękę i nie może jutro grać i ja miałem wejść za niego.
-Panie Finnigan. Nie interesuje mnie to.
-Mecz Quidditcha jest jedną z najważniejszych rzeczy w Hogwarcie. Panie profesorze proszę. Nie mógłbym przyjść w innym terminie?
-Czy wasza drużyna ma tylko jednego rezerwowego ... na jakiej pozycji gra Pana kolega?
-Pałkarz.
-Więc czy wasza drużyna ma tylko jednego rezerwowego pałkarza?
-Nie. Ma dwóch.
-Więc ta druga osoba zagra za pana.
-To jest niemożliwe. Bo analogicznie myśląc Maria jutro zagra za Jake, który właśnie musi trafić do skrzydła szpitalnego. Wskazał palcem stojącego przy Lorcanie chłopaka.
-Panie Finnigan. Co ja mam z panem zrobić? - Powiedział lekko zdenerwowany profesor.
-Odpuść mu Tyler. Ten jeden raz. Za czasów szkolnych dla ciebie też ważniejszy był Quidditch niż lekcje i szlabany.
-Może nie wspominajmy na lekcjach o naszych czasach szkolnych Lorcanie. Idź już z nimi do Skrzydła. A ty przyjdziesz w sobotę na czternastą.
-Dobrze Panie Profesorze. Dziękuję.
-I Finnigan.
-Tak?
-Odbijaj celnie. - Powiedział z uśmiechem i zajął się swoimi sprawami. A Theo również się uśmiechnął i zaczął sprzątać swój stolik.

Po upływie niecałych dwudziesty minut dał się słyszeć znów huk, w całej sali pojawił się dym, po chwili dało się słyszeć bulgot i krzyki kilku uczniów.
-Blee co to jest?!
-Frank co ty zrobiłeś?! - Krzyknął Albus.
-To nie ja! To samo tak wyszło! Naprawdę! - Gdy profesor Husel usunął zaklęciem dym, dało się zobaczyć na stoliku Franka zielonego pełzającego wielkiego gluta.
-Longbottom. Czemu mnie to nie dziwi. Kolejny raz ty.
-Ja przepraszam profesorze. To ... Ja nie wiem jak to się stało.
-A ja wiem.
-Pomyliłeś kilka ingrediencji Panie Longbottom. Jutro o czternastej chce widzieć i ciebie w sali numer cztery.
-Ale jutro na czternastą mam poprawkową lekcje z transmutacji.
-Przekaże Panu Wodley'owi, że zjawisz się u niego godzinę szybciej. - Powiedział i usunął pełzającego gluta, a także pozostałą zawartość kociołka Franka.

Po upływie wyznaczonego czasu znad prawie wszystkich kociołków unosił się fioletowy dym.
-A teraz poproszę, aby każde z was wlało do szklanej fiolki jedną porcję eliksiru i podpisaną złożono na moim biurku. Na następnej lekcji dostaniecie wyniki za dzisiejsze zadanie.

***

-Witam wszystkich na czwartym meczu Quidditcha w sezonie! Dziś zagrają Slytherin kontra Huffelpuff! Przedstawmy teraz obie drużyny! W skład drużyny Ślizgonów wchodzi Kapitan oraz Szukający Scorpius Malfoy chodzący do szóstej klasy! Pałkarzami w dzisiejszym meczu są zastępująca Jake'a Greengrassa, chodząca do siódmej klasy Maria Dimore oraz zastępujący Zachariasza Notta, szóstoklasista Theo Finnigan! Ścigającymi są szóstoklasista Jace Zabini, oraz dwoje czwartoklasistów Nellou Malfoy i Damae Ducci! Obrońcą zaś jest piątoklasistka Tris Camisso! Drużyna Puchonów natomiast przedstawia się następująco! Kapitan oraz Szukająca szóstoklasistka Kira Kurosime! Pałkarzami są chodzący do czwartej klasy bliźniacy Steven i Duke Zermo! Ścigający to siódmoklasiści Mathiew Ellwood i Rafael Moren oraz będąca w piątej klasie Malia Eroll! Obrońcą jest chodząca do szóstej klasy Clara Donavan! Zawodnicy właśnie opuścili szatnie! A na środek boiska wchodzi już Profesor Hooch żeby zacząć grę! Tłuczki zostały uwolnione! Poleciał także znicz! Pamiętajmy, że jest on wart aż sto pięćdziesiąt punktów! Szukający, który złapie znicz kończy grę! I KAFEL POSZEDŁ W GÓRĘ! I RUSZYLI! KAFLA PRZEJMUJE DUCCI! PODAJE DO MALFOY'A! A TEN DO ZABINIEGO! ZABINI ODDAJE STRZAŁ! I PIERWSZE PUNKTY LĄDUJĄ NA KONCIE ŚLIZGONÓW! DONAVAN PODAJE PIŁKĘ DO ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ DO BRAMKI EROLL! TA RZUCA PIŁKĘ DO MORENA! TEN JEJ ODRZUCA! I EROLL STRZELA! NIESTETY DLA PUCHONÓW CAMISSO ŚWIETNIE BRONI I ODBIJA PIŁKĘ DO ZABINI'EGO! TEN PODAJE DO DUCCI! TA DO MALFOY'A! ON ODDAJE JEJ PIŁKĘ! DUCCI STRZELA NA BRAMKĘ! NIE TO JEDNAK BYŁA ZMYŁKA! PIŁKĘ PODAŁA DO BĘDĄCEGO POD NIĄ MALFOY'A! I TEN ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY! TO BYŁ IDEALNY PRZYKŁAD MANEWRU PORSKOWEJ! DONAVAN PODAJE PIŁKĘ ELLWOOD'OWI! TEN DO MOREN! ON PODAJE KAFLA DO WYPRZEDZAJĄCEJ GO WŁAŚNIE EROLL! ONA PODAJE PIŁKĘ ELLWOOD'OWI! I PIERWSZE PUNKTY TRAFIAJĄ NA KONTO PUCHONÓW! CAMISSO PODAJE DO MALFOY'A! TEN DO DUCCI! KAFEL DO NIEGO WRACA! PODAJE GO ZABINIEMU! ZABINI STRZELA! I TAK JEST KOLEJNA BRAMKA I KOLEJNE PUNKTY NA KONCIE ŚLIZGONÓW! DONAVAN PODAJE DO EROLL! TA DO MOREN'A! MOREN PODAJE TUŻ NAD GŁOWĄ ZABINI'EGO! PIŁKĘ ŁAPIE ELLWOOD! ALE KAFLA WYBIJA MU DUCCI! PIŁKĘ ŁAPIE MALFOY! LECI SAM! NIE ROZGLĄDA SIĘ! I STRZELA! I SĄ KOLEJNE PUNKTY DLA ŚLIZGONÓW! DONAVAN PODAJE DO ELLWOOD'A! TEN DO EROLL! ALE WPRAWIONE OKO FINNIGANA I JEGO CELNOŚĆ SPRAWIAJĄ ŻE KAFEL ZMIENIA KIERUNEK! I ZAMIAST TRAFIĆ W RĘCE EROLL TRAFIA DO ZABINI'EGO! TEN KAFLA PODAJE DUCCI! TA DO MALFOY'A! TEN JEJ ODDAJE! I DUCCI ZDOBYWA KOLEJNE PUNKTY DLA ŚLIZGONÓW! DONAVAN PODAJE DO EROLL! TA DO MOREN'A! MOREN JEJ ODDAJE! ONA W OSTATNIEJ CHWILI RZUCA DO ELLWOODA! I PUCHONI ZDOBYWAJĄ KOLEJNE PUNKTY! SCORPIUS MALFOY WŁAŚNIE DOSTRZEGŁ ZNICZA! ZARAZ GO ZŁAPIE! ZABINI PODAJE KAFLA DUCCI! TA DO MALFOY'A! I KOLEJNA BRAMKA DLA ŚLIZGONÓW! I WŁAŚNIE STARSZY MALFOY ZAKOŃCZYŁ GRĘ ŁAPIĄC ZNICZA! MECZ KOŃCZY SIĘ WYNIKIEM 210 DO 20 DLA ŚLIZGONÓW!

***

Kolejne dwa dni były męczące dla uczniów, gdyż nauczyciele zadawali coraz więcej zadań do domu. A i na lekcjach było omawianych coraz więcej materiałów. Ale kolejną odskocznią od codzienności był wieczorny piątkowy mecz Dom Wilka kontra Dom Małpy.

***

Sobotnie wyjście do Hogsmeade było wyczekiwane przez uczniów Hogwartu jak i goszczących w nim uczniów szkół Beauxbatons i Durmstrang przez cały tydzień. Uczniowie mogli odprężyć się i zrelaksować po całotygodniowym natłoku wykładów i prac domowych. A co lepiej pozwoli im na to niż wypad do Miodowego Królestwa, Trzech Mioteł czy innych sklepów, pubów, restauracji w tym małym miasteczku.

piątek, 26 sierpnia 2016

Rozdział 8 - Wywiady

Wszyscy rozeszli się do swoich domów by zacząć wraz z pozostałymi uczniami świętować rozpoczęcie Turnieju Trójmagicznego.

Gdy tylko Rose Weasley przekroczyła próg drzwi Pokoju Wspólnego uczniowie zaczęli krzyczeć.
-Rose! Rose! Rose!
-Brawo Rose!
-Gratuluję uczestnictwa w Turnieju!
-Powodzenia!
-Wygraj dla nas!
-Trzymamy za ciebie kciuki!
-Pokonasz wszystkich!
Oraz wiele innych miłych słów. Ruda uśmiechnęła się do wszystkich. Była naprawdę szczęśliwa w tym momencie. Ale zaraz potem przypomniała sobie, że niema powodu do szczęścia, że nie należy jej się za przeszłość. Jak widać Hogwart ją zmienia. Ale czy na lepsze? Bo jeśli dalej tak będzie straci swoją twardą skorupę i wszyscy przestaną się jej bać i szanować.
-Rose gratuluję. - Powiedziała Lissa, a cały salon ucichł. - Na początku uważałam że zwariowałaś, że się zgłosiłaś do Turnieju. Ale potem pomyślałam. Przecież jesteś Rose Weasley i niczego się nie boisz. Od małego gdy opowiadano nam o Turnieju zawsze wyobrażałaś siebie jako uczestnika tego Turnieju. Nie zawiedź nas i przynieś nam chwałę. Przynieś chwałę naszej szkole i naszemu domowi. - Powiedziała i położyła obie dłonie na ramionach rudowłosej.
-Za Rose Weasley reprezentantkę i przyszłą mistrzynię Turnieju Trójmagicznego! - Krzyknął jakiś chłopak z piątej klasy podnosząc do góry szklankę z Ognistą Whisky. W tym samym momencie do obu dziewczyn podszedł Corey i Neo. Młodszy z Prefektów podał szklankę z trunkiem Pani Prefekt, a straszy chłopak Pan Prefekt Naczelny podał szklankę rudowłosej.
-Za Rose! - Rozbrzmiał chór głosów wszystkich Krukonów.
-Za Rose. - Powiedzieli razem Corey i Lissa.
-Za ciebie Rose. - Powiedział Neo i wypił zawartość swojej szklanki nie będąc mu dłużna Rose szybko opróżniła swoją szklankę i krzyknęła.
-Nalejcie mi więcej! - I tak zaczęła się impreza w salonie Krukonów.

***

Gdy Scorpius Malfoy wszedł do Lochów impreza trwałą już w najlepsze. Ale gdy tylko Paul Cereyo zauważył, że do Pokoju Wspólnego wszedł Scorpius stanął na stole na przeciwko wejścia i krzyknął.
-Cisza! Nasz reprezentant przyszedł! - Wszystkie oczy od razu zwróciły się ku wejściu na Malfoy'a.
-Scorpius! Scorpius! Scorpius!
-Do boju Scor!
-Wygrasz!
-Pokonasz wszystkich!
-Cisza! - Krzyknął ktoś z tyłu i powoli krzyki radości ucichły. Na jeden ze stołów będących w głębi pomieszczenia wszedł Jace Zabini. - Za naszego reprezentanta! Za Scorpiusa Malfoy'a! Mojego przyjaciela! - Podczas przemowy Zabini'ego do ręki blondyna została wciśnięta szklanka z Ognistą.
-Za Scorpiusa! - Krzyknął cały tłum. I wszyscy napili się palącego trunku. Blondyn również wypił Whisky i zaczął przeciskać się przez tłum na środek PW by znaleźć się wśród przyjaciół i rodziny.

***

Sergius McLaggen ledwo co przeszedł przez portret Grubej Damy, a już ktoś rzucił mu się na szyję. Był to nikt inny jak Lily Potter.
-Gratuluję. Wygraj dla nas McLaggen. - Powiedziała przekrzykując Gryfonów wykrzykujących gratulacje.
-Gratulję Sergius!
-Musisz wygrać by udowodnić, że to Gryfoni są najodważniejsi!
-Sergius! Sergius! Sergius! Sergius!
-A teraz wznieśmy toast! - Krzyknął Ethan stając na krześle by być ponad tłumem. - Za Sergiusa McLaggena, mojego najlepszego przyjaciela, reprezentanta naszego domu. Wygraj dla nas Serg.
-Za Sergiusa! - Krzyknął cały tłum pijąc zdrowie reprezentanta Gryffindoru.

***

Cały zamek huczał głośną muzyką, krzykami i tańcami aż do rana. Wszyscy świętowali wybór reprezentanta swojego domu. Bo to on będzie reprezentował ich wszystkich w niebezpiecznych zadaniach.
Nauczyciele wcale nie byli zdziwieni faktem, że na śniadaniu w wielkiej sali pojawili się nieliczni uczniowie.

***

-Jak tam impreza Weasley? - Usłyszała za sobą. Nie odwracając głowy odpowiedziała.
-Mogło być lepiej. Ale i tak było świetnie. Zresztą dziś to chyba cały Hogwart świętował do rana. Ale my skończyliśmy imprezę jako ostatni bo jak u nas muzyka ucichła to w całym zamku było już cicho.
-No coś takiego? Krukoni świętowali dłużej od nas?
-O której skończyliście?
-Przed piątą jakoś.
-My po siódmej.
-A wiesz że nie było zbytnio słychać waszej muzyki?
-Albo byliście tak pijani że jej nie słyszeliście.
-Też możliwe. Dzielą nas tylko cztery piętra. Gdyż wy jesteście na trzecim piętrze, a my w lochach. Powinno być was u nas słychać głośno. W końcu echo niesie się dość mocno po całym zamku. Ale pewnie bardziej byliśmy zaaferowani sobą i swoim upojeniem. - Zaśmiał się.
-Ciekawe jakie będzie pierwsze zadanie.
-Przekażą nam wskazówki na dzień przed nim.
-Gotowy do wywiadu? - Spytała po dłuższej chwili ciszy.
-Jakiego wywiadu?
-Dziś o szesnastej mamy wywiad z dziennikarzem z Proroka Codziennego, oraz z dziennikarzem z Tygodnika Czarownica, który kilka dni temu przyjechał do naszej szkoły, by również relacjonować wydarzenia w Hogwarcie z Turnieju Trójmagicznego. Nie dostałeś wiadomości?
-Nie. A gdzie się to odbędzie?
-W Sali Pamięci. Będzie zamknięta na czas naszych wywiadów. A jutro będziemy mieć sprawdzane różdżki.
-Okej. Dzięki za przekazanie wiadomości. Zatłukę gamonia który mi tego nie przekazał.


***

Gdy wybiła szesnasta do Sali Pamięci weszło czworo osób, dwóch mężczyzn z notatnikami i piórami w dłoni oraz mężczyzna i kobieta z aparatami w rękach, a wraz z nimi Dyrektor szkoły Hogwartu.
-Witajcie. Ja jestem Bruce Trey, a to współpracująca ze mną fotograf Amanda Olimme. Jesteśmy z Tygodnika Czarownica. A to nasi koledzy z Proroka Codziennego.
-Joshua Copen i mój fotograf Gerard Manette.
-Są tutaj po to by przeprowadzić z wami wywiady z każdym osobno. Pytanie do was. Wolicie przeprowadzić z nimi wywiady sam na sam, czy będziecie współpracować.
-Jesteśmy z konkurencyjnych gazet. Każdy z nas ma zapewne inny zestaw pytań do danego zawodnika. I wolę pracować w pojedynkę. Myślę że Joshua zgodzi się ze mną.
-Tak.
-Więc rozegrajcie to po swojemu. A ja wychodzę. - Powiedziała i opuściła salę.
-Dobrze więc ustawcie się potrzebujemy wasze zdjęcia do gazety. - I tak wszyscy zrobili ustawili się jeden obok drugiego, wymieszani ze sobą, a nie grupami, tu reprezentanci Hogwartu, obok Durmstrangu i obok Beauxbatons.

Tak więc jako pierwsza do wywiadu z Prorokiem Codziennym poszła Aleksis Torino. A Sabrina Foolmi poszła na rozmowę z Tygodnikiem Czarownica. Na każdą osobę było przeznaczone piętnaście minut. Gdy minął wyznaczony czas z jednego końca sali wróciła Puchonka prosząc by przyszedł teraz Ryan Kosmo, a panna Foolmi przekazała że Bruce prosi o Rose Weasley.

-Witaj Rose.
-Dzień dobry.
-Tak więc masz szesnaście lat. Przez poprzednie lata uczyłaś się w Durmstrangu. Teraz przeniosłaś się tutaj. Nie czujesz się dziwnie, że rywalizujesz ze swoim przyjacielem Lexem Krumem z którym chodziłaś do jednej klasy oraz oboje byliście przyznani do tego samego domu?
-Czy czuję się dziwnie? Nie. To jest raczej miłe uczucie, że mogę zmierzyć się z przyjacielem i sprawdzić się kto z nas jest lepszy.
-Widziałem jak wczoraj z wielkiej sali po wyborach reprezentantów wychodzisz wraz z wcześniej wymienionym Panem Krumem, a także ze Scorpiusem Malfoy'em. Co jest między wami?
-Czy musi coś być? Po prostu wraz ze Scorpiusem odnaleźliśmy wspólny język. Dogadujemy się. Jakby nie patrzeć jesteśmy sobie podobni, gdyż Dom Smoka w Durmstarngu jest odzwierciedleniem Slytherinu w Hogwracie.
-A jednak Tiara Przydziału przydzieliła cię do Ravenclow. Dlaczego?
-Spytaj się jej. To tylko głupia stara czapka. Co ona może wiedzieć? Istnieje ponad tysiąc lat. I od tylu lat przydziela uczniów do domów czytając im w myślach by dowiedzieć się jacy są i do jakich domów pasują. Coś jej się musiało poprzestawiać przez tyle lat. Na ilu głowach ona leżała, ilu osobom w myślach czytała, jakie myśli przeczytała. Może zwariowała. A może po prostu się zestarzała.
-Czyli uważasz że pasowałabyś do Slytherinu?
-Tak. Raczej tak.
-Zauważyłem również, że nie siadasz przy swoim stole przeznaczonym dla Krukonów, a siadasz do stołu Ślizgonów.
-Tak. Moi przyjaciele z Durmstrangu z Domu Smoka zostali posadzeni właśnie przy stole Slytherinu, więc siadam razem z nimi. A uczniowie domu węża lubią mnie, więc nie widzą przeszkód bym nie mogła siedzieć przy ich stole.
-Zyskałaś szacunek uczniów z domu Salazara Slytherina? To dość zaskakujące tak samo jak twoja przyjaźń ze Scorpiusem Malfoy'em, zwłaszcza że na nazwisko masz Weasley. O ile mi jest wiadomo twoi rodzice i wujostwo należeli do domu Gryffindoru i nienawidzili się ze wszystkimi Ślizgonammi, zwłaszcza z ojcem Scorpiusa, Draconem Malfoy'em.
-To że nasi rodzice się nienawidzili, nie oznacza że my również powinniśmy. Chociaż oni ewidentnie by tego chcieli.
-Czyli twoi rodzice ostrzegali cię przed zadawaniem się ze Scorpiusem Malfoy'em zanim przyjechałaś do Hogwartu?
-Tak, ale było to pięć lat temu jak po raz pierwszy wsiadałam w Ekspres Hogwart. Później zostałam przeniesiona do Durmstrangu i trafiłam do Smoków. Gdy się teraz przenosiłam tutaj, rodzice słowa nie powiedzieli mi o mnie i moich znajomościach jakie mogę zawrzeć w Hogwarcie.
-Mówiąc o twoich rodzicach. Rozmawiałaś już z nimi?
-Nie.
-A jak myślisz? Są z ciebie dumni, że zostałaś reprezentantką z Hogwartu, ze swojego domu jakim jest Ravenclaw? Czy wręcz przeciwnie? Pamiętamy przecież jak w 1994 roku twój wujek Harry Potter został wylosowany do Turnieju i omal nie zginął. A był młodszy od pozostałych uczestników. Zaledwie o dwa lata młodszy od ciebie. Myślisz że sobie poradzisz? Że jesteś lepsza od swojego wujka?
-Czy rodzice są ze mnie dumni? Nie wiem. Ciężko powiedzieć. To pewnie był dla nich szok, jak dowiedzieli się że się zgłosiłam do Turnieju i pewnie większy szok, że zostałam wybrana. Ale podejrzewam, że czują dumę, że ich córka jest na tyle odważna by zgłosić się do tak niebezpiecznego Turnieju. A jeśli chodzi o wujka, to wszyscy dobrze wiemy, że nie zgłosił się do Turnieju, a Barty Crouch Junior przebrany za Alastora Moody'ego zrobił to za niego. By przeszedł pozytywnie przez wszystkie zadania i w labiryncie by to on wygrał złapał puchar i przeniósł się na cmentarz gdzie czekał na niego Glizdogon, wraz z Voldemortem i przygotowanym eliksirem, który umożliwi wcześniej wymienionemu czarnoksiężnikowi powrót do swojej postaci, a by mógł to zrobić potrzebował kilka kropli krwi swojego odwiecznego wroga, czyli mojego wujka. I tak gdy wujek brał udział w Turnieju był młodszy ode mnie, czy jestem od niego lepsza? Nie wiem. Trudno powiedzieć. Ale jakby nie patrzeć w Durmstrangu dostawałam same oceny Wybitne i Powyżej Oczekiwań więc ma pan odpowiedź. A po za tym gdybym uważała że sobie nie poradzę nie zgłaszałabym się do Turnieju.
-Tak, rodzice na pewno są z ciebie dumni. I mają ku temu powody. I tak wszyscy znamy historię Harry'ego Pottera i jego przygody z Turniejem. To wspaniale, że tak dobrze radzisz sobie z przyswajaniem wiedzy i z zaklęciami. I oczywiście masz rację. Gdybyś nie czuła się na siłach by sobie poradzić w Turnieju Trójmagicznym, nie zgłosiłabyś się do niego. Masz jakieś podejrzenia co do pierwszego zadania?
-Nie. To może być wszystko. Każdy Turniej ma inne zadania. Oczywiście, gdy już skończą się nowe pomysły są przywracane stare zadania z różnych edycji Turnieju by działo się coś nowego.
-Poprzedni Turniej odbywał się w Durmstarngu. Ty jako uczennica tamtej szkoły byłaś obecna na nim i widziałaś wszystkie cztery zadania. Jak uważasz czy gdybyś wtedy była w szóstej klasie i miała wiedzę jaką teraz posiadasz poradziłabyś sobie z tamtymi zadaniami?
-Trudno powiedzieć. Jedno z zadań było inne od wszystkich, każdy miał indywidualne. Było to przezwyciężenie swoich lęków. Reprezentanci musieli walczyć z tym czego się boją. Jak na razie wygląda spoko, ale były utrudnienia. Zawiązane oczy, zatkane uszy, zatkany nos. W zależności od tego z jakim lękiem mają się zmierzyć. Na samym końcu wszyscy lądowali na małym skalnym występie z którego nie było wyjścia, ani żadnego przejścia. By móc przejść zadanie musieli współpracować ze swoimi konkurentami. Były cztery występy skalne na każdym z nich stało troje osób po jednym reprezentancie każdej szkoły. Wszyscy pamiętają co się wtedy stało. Na szczęście nikt nie zginął, co najwyżej został poważnie ranny, ale po pewnym czasie został wyleczony.
-Tak to było wyjątkowo trudne zadanie.
-Pozostałe były równie trudne. Ale czy tamten Turniej bym wygrała? Albo chociaż stanęła na podium? Trudno powiedzieć. Nie można powiedzieć co by było gdyby postawiło się nas przed tak niebezpiecznymi zadaniami. Nigdy nie wiadomo. Wszystko przychodzi z czasem. Gdy już stanę przed pierwszym zadaniem, też nie będzie wiadomo czy mi się uda czy nie. Okaże się na sam koniec. Albo wygram, albo przegram. Przeżyję, zginę, lub zostanę ranna. Nie wiadomo.
-Tak. Tu masz rację Rose. Ostatnie pytanie. Co sądzisz o pozostałych reprezentantach? Myślisz, że zdołasz ich pokonać? Będziesz lepsza od nich? Opisz każdego po kolei. Zacznijmy od Scorpiusa.
-Scorpius jest moim przyjacielem. Co prawda od niedawna, za dużo o nim nie wiem. W sumie to tyle co z gazet, choć wiadomo, że historie w gazetach są często mocno ubarwione. No i tyle ile zdążył mi o sobie opowiedzieć od początku roku szkolnego. To nadal nie wiele. A czy jest godnym przeciwnikiem, rywalem? Tak. Czy jest lepszy ode mnie? Nie wiem. Nie miałam z nim zbyt wielu zajęć. Ale mam nadzieję, że nie stanie wyżej na podium ode mnie.
-Dobrze. A co sądzisz o Sergiusie McLaggenie?
-Jeśli jest tak samo zadufany w sobie, arogancki i zapatrzony tylko w siebie jak jego ojciec to nie będzie trudnym przeciwnikiem.
-Tak Cormaca McLaggena opisuje twoja mama?
-Raczej tata. Nie mógł znieść jak flirtował i podrywał mamę za czasów szkolnych.
-Ale koniec końców i tak wybrała Rona.
-Jak widać. A wracając do Sergiusa to ... nie znam go wcale. Tylko tyle z opowieści kuzynostwa i rodzeństwa. W wakacje często narzekali na niego co poniektórzy. Nie będę wymieniać kto.
-To zdziwił cię pewnie fakt że Sergius zbliżył się z twoją rodziną.
-Jak to zbliżył?
-Sergius McLaggen został przeze mnie przyłapany na randce z twoją kuzynką Lily Potter. A także wielokrotnie później widziano ich przytulających się i nawet całujących.
-Czekaj, czekaj! Moja kuzynka Lily Potter chodzi z McLaggenem? Lily? Ta Lily?
-Tak. Innej rudowłosej panny Potter nie znamy. Widzę że tą wiadomością cię trochę zszokowałem.
-Tak. Trochę.
-Przejdźmy do kolejnego reprezentanta. A raczej reprezentantki Huffelpuffu, Aleksis Torino.
-Jest o rok młodsza ode mnie. Chodzi do jednej klasy razem z moją kuzynką, wyżej wymienioną Lily. Czasem coś opowiadała na temat swoich kolegów i koleżanek z klasy. Parę razy mówiła coś własnie o Aleksis. I z tego co słyszałam jest bardzo dobra w transmutacji, eliksirach i opiece nad magicznymi stworzeniami. Czy jest ciężkim przeciwnikiem dla mnie? Raczej nie.
-Przejdźmy teraz do reprezentantów z Durmstrangu. Lex Krum.
-Lex jest moim przyjacielem. Znamy się od wielu lat i wiemy o sobie wszystko. I tak on jest dość ciężkim konkurentem. Może mnie pokonać. Aczkolwiek to ja wolałabym pokonać jego.
-Dobrze. A co powiesz na temat Ugo Aganowa.
-Jego nazwisko się nie odmienia. Od tego zacznijmy.
-Przepraszam.
-Ugo jest chłopakiem z ostatniej klasy. Jest o wiele bardziej doświadczony od nas pozostałych. Zna o wiele więcej zaklęć i uroków, które można wykorzystać podczas zadania. Rywalizacja z nim jest bardzo trudna. On nie lubi przegrywać.
-A kto lubi?
-On zrobi wszystko, żeby wygrać. Jest niebezpieczny jeśli chodzi o pojedynki. Wygrać z nim jest trudno. A udział w Turnieju jest jego wieloletnim marzeniem. Ma ostatnią szansę by spełnić to marzenie. I życzę mu szczęścia. Ale niech nie liczy, że oddam mu pierwsze miejsce na podium bez walki.
-A Ryan Kosmo?
-Ryan jest dość cichym chłopakiem. Ale wszędzie go zawsze pełno. Rozpiera go energia. Ale wątpię by był w stanie pokonać mnie, Lex, a już w szczególności Ugo.
-A co powiesz o Korze Argent?
-Byłyśmy w jednej klasie. Jest jedną z niebezpieczniejszych przeciwników. Może być trudno ją pokonać. Widziałam ją na wielu lekcjach. Jej zachowanie jest nieprzewidywalne, a ona sama jest nieobliczalna.
-Przejdźmy do uczniów ze szkoły Beauxbatons. Co mi powiesz o reprezentantach tej szkoły? Zacznijmy od Sabriny Foolmi. Jest najmłodszą zawodniczką.
-Mówiąc ogólnie o uczniach tej szkoły to stwierdzam, że poziom nauki jest tam dość wysoki to dobrze, ale jeśli chodzi o naukę i praktykę zaklęć przydatnych w Turnieju, to z tego co wiem mało tam się tego uczy. Jeśli uczniowie, którzy chcieli się zgłosić do Turnieju przygotowywali się indywidualnie to mają większe szansę niż uczniowie, którzy od tak ze zwykłych zajęć wynieśli wiedzę, którą chcą wykorzystać w Turnieju. Niby czemu wszyscy reprezentanci tej szkoły kończą Turniej na ostatnich miejscach?
-Podczas ostatniego Turnieju uczeń z Beauxbatons był na trzecim miejscu.
-Przypadek. Miał szczęście. Albo naprawdę dobrze się przygotował. Są wyjątki oczywiście. A co mogę powiedzieć o Sabrinie? Dziewczyna cicha, ale wygląda na silną, która da sobie radę z każdym zadaniem.
-A Kamel Bane?
-Może być również ciężkim przeciwnikiem. Pamiętam jak w poprzednim Turnieju jego starszy brat brał w nim udział też był w szóstej klasie. Kamel był wtedy w pierwszej. I dwa razy w tych zadaniach były wykorzystywane osoby na których najbardziej zależy reprezentantom. A Kamel przyjechał wraz z bratem by podziwiać i dopingować brata. Więc został wykorzystany w zadaniu. Wykazał się wielką odwagą i sprytem. Gdyż gdy brat długo nie nadchodził, postanowił sam sobie pomóc. I udało mu się to. Gdyby tego nie zrobił mógłby zginąć. Zadnie polegało na odnalezieniu skarbu, czyli najbliższej osoby inaczej zacząłby się zawalać tunel w którym byli uwięzieni. Tak się stało że brat Kamela zgubił drogę. Gdy rozbrzmiał dzwon ogłaszający koniec zadania był załamany myślał, że stracił brata, a Kamel po chwili zmęczony, pobijany, ranny przyszedł na plac gdzie były trybuny. Oczywiście jego brat wylądował na ostatnim miejscu.
-Tak pamiętamy tę historię. Więc uważasz że Kamel jest w stanie sobie poradzić w Turnieju?
-Tak. Podejrzewam, że chce udowodnić bratu, że jest od niego lepszy.
-A Lea Molleti?
-Nie wiem o niej praktycznie nic. Tak samo Max jest dla mnie zagadką.
-Dobrze więc to było na tyle. Dziękuję za wywiad Rose. Poproś Scorpiusa, albo Ugo.

***

W końcu kolejne piętnaście minut minęło.
-Scorpius twoja kolej. - Powiedziała Rose podchodząc do zgromadzonych reprezentantów.
-Kora teraz ty. - Powiedział Ryan siadając na parapecie.

-Scorpius witaj.
-Witaj Bruce.
-Co czujesz? Zostałeś wylosowany spośród wielu uczniów należących do Slytherinu, którzy tak jak i ty wrzucili swoje nazwisko do Czary Ognia.
-Na razie jeszcze nie dociera do mnie fakt, że zostałem reprezentantem swojego domu. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się że Czara wybierze mnie. Ale no cóż. Jak widać wylosowała właśnie mnie. I czuje się z tego powodu szczęśliwy, zadowolony, może nawet dumny.
-A twoi rodzice? Jak myślisz co czują? Są zadowoleni? Czy wręcz przeciwnie? Czują dumę?
-Myślę że tak, czują dumę. Kto by nie był dumny ze swojego dziecka w takiej chwili? Byłem gotowy na to, żeby się sprawdzić, więc wrzuciłem pergamin ze swoim nazwiskiem do Czary Ognia. I oto mam szansę się sprawdzić. Rodzice na pewno są z tego powodu szczęśliwi i dumni.
-Za czasów szkolnych twoich rodziców, również był Turniej. Twoi rodzice byli wtedy w czwartej klasie i nie mieli szansy wziąć udziału w Turnieju. Ograniczenie wiekowe było wtedy że tylko uczniowie ostatniej klasy mogą wziąć udział. Ale jak myślisz. Gdyby twój tata miał szansę czy zgłosił by się do turnieju te dwadzieścia osiem lat temu. Mając czternaście lat?
-Nie wiem. Trudno mi mówić za ojca. To by była jego decyzja. Czy by ją podjął czy nie? Czy by się zgłosił? Nie wiem.
-A jak uważasz?
-Trudno powiedzieć naprawdę, ale myślę że tak. Był wtedy gotów do udziału w Turnieju. Ale czy by go przeszedł, przeżył? Nie wiadomo. Trudno oceniać sytuację co by było gdyby.
-Tak masz rację. Ostatnio dużo czasu spędzasz z Rose Weasley i jej przyjaciółmi z Durmstrangu. Mogę chyba nawet powiedzieć, że teraz i są to twoi przyjaciele. Prawda?
-Tak.
-Tak więc jak czujesz się z tym, że rywalizujesz z dwojgiem przyjaciół? Rose Weasley i Lexem Krumem?
-Dobrze. To jest pewnego rodzaju sprawdzenie się kto z naszej grupy przyjaciół jest najlepszy. Traktuje to jako przyjacielską rywalizacje. Ale tylko jeśli chodzi o naszą trójkę. Pozostałych uczniów z innych domów Durmstrangu i Beauxbatons zbytnio nie znam, więc trudno określić. A jeśli chodzi o pozostałe dwa domy z Hogwartu to rywalizacją o honor jest by być lepszym od reprezentanta Gryffindoru czyli od Sergiusa McLaggena.
-A powiedz mi jak to jest, że zaprzyjaźniłeś się z córką odwiecznych wrogów swoich rodziców Rose Weasly.
-Po prostu wydaje mi się że jesteśmy w pewien sposób podobni. A z resztą fakt że nasi rodzice się nienawidzili, nie oznacza że i my powinniśmy. Możemy zawierać przyjaźnie z kim chcemy i nasi rodzice nie powinni mieć na to wpływu. To nasz wybór z kim się zadajemy, a kogo nienawidzimy.
-To prawda. A jak myślisz wygrasz Turniej?
-Ciężko powiedzieć. Nie wiadomo przed jakimi zadaniami staniemy.
-A gdybyś miał wziąć udział w poprzednim Turnieju. Gdybyś miał te same umiejętności i wiedzę co teraz. I będąc w szóstej klasie. Czy udało by ci się przejść zadania z ubiegłego Turnieju?
-Cóż, jak wszyscy wiemy poprzedni Turniej był jednym z najbardziej trudnych i niebezpiecznych. Wydaje mi się, że tamtego mógłbym nie przejść, albo nawet nie przeżyć. Ale nie wiadomo co by było gdyby. Może jednak gdybym stanął przed tymi zadaniami twarzą w twarz wydały by mi się łatwiejsze i znalazłbym sposób na przejście ich.
-Tak. Więc nie stawiajmy więcej pytań co by było gdyby. A masz jakieś podejrzenia co może być pierwszym zadaniem?
-Nie. To może być cokolwiek. Dostaniemy podpowiedź w odpowiednim czasie by można się było choć troszkę przygotować. Oczywiście wiadomo nie będzie to jakaś wielka podpowiedź o co chodzi w zadaniu. A jakaś mała. Co to za miejsce, ile etapów. Coś w tym stylu.
-Dobrze ostatnie pytanie. Co mi powiesz na temat pozostałych zawodników?
-McLaggen nie jest żadnym wyzwaniem. Jego to nawet pierwszoklasistka by pokonała.
-A jednak wcześniej mówiłeś, że najważniejsze by być lepszym od reprezentanta Gryffindoru. Czyli wnioskowałem, że obawiasz się jego i jego zdolności?
-Jakie on może mieć zdolności? Pan go widział? Może i czasem umie zaskoczyć. Ale w większości ma zwykłe farta. I jeśli przejdzie ten Turniej to będzie to po prostu nieoczekiwane zrządzenie losu.
-No dobrze przejdźmy do kolejnego zawodnika, a raczej zawodniczki. Aleksis Torino.
-Nie wydaje się być wielkim i strasznym konkurentem.
-A Rose Weasley?
-Ta dziewczyna jest dla mnie zagadką jak i pewnie dla większości osób. Zjawiła się w naszej szkole po pięciu spędzonych latach w Durmstrangu. Ta szkoła szczyci się szkoleniem wielu zaklęć i uroków przygotowujących do Turnieju. Tam wszyscy znają potrzebne zaklęcia do wykorzystania w różnych zadaniach, więc tak, może być ciężkim przeciwnikiem ale mam nadzieję że nie stanie wyżej na podium niż ja.
-Śmieszne. Powiedziała dokładnie to samo o tobie. A Lex Krum?
-Jeśli jest taki jak ojciec to może być trudnym przeciwnikiem.
-Ugo Aganow?
-Wiem o nim tylko tyle, że jest nieprzewidywalny i niebezpieczny. Więc tak. Jest godnym rywalem i ciężkim przeciwnikiem.
-Kora Argent?
-O Korze jak i o pozostałych reprezentantach nie wyrażę nic, bo nie wiem nic na ich temat. A nie chcę zmyślać.
-Tak więc dziękuję za poświęcony mi czas. Poproś Ugo, albo Maxa.

***

Czas ciągnął się w nieskończoność. Rose została poproszona już do drugiego dziennikarza, a pozostali wciąż czekają na swój pierwszy wywiad. W końcu od Bruca wrócił Ugo i przekazał że teraz ma wejść Lex.

-Witaj Lex.
-Witaj.
-Jesteś tutaj w Hogwarcie, daleko od domu, swojej szkoły i wszystkiego co znasz. Zgłosiłeś się do Turnieju. Zrobiłeś to dla siebie? Czy chcesz udowodnić ojcu, że nie jesteś gorszy od niego?
-Nie muszę nikomu nic udowadniać. Tym bardziej ojcu. Jak się dowiedział że się zgłosiłem był dumny i szczęśliwy. A gdy się dowie że zostałem reprezentantem Smoków na pewno poczuje jeszcze większą dumę.
-Rose Weasley przez pięć lat uczyła się w Durmstrangu. Została przydzielona do Domu Smoka. Jesteście przyjaciółmi. Powiedz jak to jest konkurować z przyjaciółką?
-Nie jest to żadne wyzwanie, gdyż przyjaciele często konkurują ze sobą w różnych sprawach. Rywalizacja nie jest nam obca. Nie było przecież czarodzieja który choć raz nie rywalizował by z innym czarodziejem. To jest swego rodzaju sprawdzian kto z nas jest lepszy.
-Tak, wszyscy to powtarzacie. A powiedz czy jest coś między tobą a Rose? Bo jak wszyscy wiemy gdy w 1994 roku odbywał się Turniej twój tata Wiktor Krum flirtował z mamą Rose Hermioną Granger. Byli nawet parą przez jakiś czas. Jak sądzisz czy historia zatoczy  między wami koło?
-Wątpię. Rose jest dla mnie jak siostra. W szkole byliśmy nierozłączni. Siedzieliśmy w jednej ławce. Ale nic więcej. Jest atrakcyjna i piękna owszem. Ale między mną a Rose nigdy nie wybuduje się więź miłosna, gdyż między nami bardzo mocno zacieśniła się więź braterska.
-Rozumiem. Poznałeś także przyjaciół Rose. Ślizgonów w tym także reprezentanta domu Slytherina Scorpiusa Malfoy'a. Zaprzyjaźniliście się prawda?
-Tak. Scorpius jak i jego rodzina i kuzynostwo są równymi gośćmi. Rywalizacja między nami będzie na tej samej podstawie co z Rose. Sprawdzić się kto jest lepszy. Tak dla siebie. Nie żeby komuś dokopać i wytykać że jest gorszy.
-A powiedz mi co sądzisz o przyjaźni Rose ze Scorpiusem.
-Myślę, że mają wiele wspólnego. W końcu Dom Smoka i Slytherin są sobie równe pod prawie wszystkimi względami. Dogadują się i to się liczy. A to że ich rodzice się nienawidzili nic dla nich nie znaczy. Ich rodzice mieli swoich przyjaciół i swoich wrogów, sami wybierali kto ma być kim i tak samo postępują Rose i Scorpius. Postanowili, że będą przyjaciółmi. Więc czemu nie? Nie można im tego zabronić. To ich wybór i ich życie.
-No tak. Oczywiście masz racje Lex. A gdybyś mając te same umiejętności i wiedzę i będąc w szóstej  klasie i zgłosił się do Turnieju ubiegłego. Jak myślisz poradził byś sobie?
-To trudne pytanie. Gdybanie nie należy w mojej naturze. Ale zadania wtedy były naprawdę ciężkie i niebezpieczne wymagały od uczestników nie lada wysiłku jak i fizycznego jak i umysłowego liczył się spryt. Gdybym brał udział w tamtym Turnieju nie wiem czy bym sobie poradził. Ale właśnie o to chodzi w tym Turnieju. Postawić nas niemalże w sytuacji bez wyjścia, zaskoczyć, zdezorientować, sprawić abyśmy wytężyli się i sprawdzili sami siebie czy podołamy temu.
-A jak sądzisz co może być waszym pierwszym zadaniem?
-Praktycznie wszystko. Nie wiadomo. Spis zadań jest ściśle tajny prawda?
-Tak. A powiedz mi Lex, co sądzisz o pozostałych uczestnikach Turnieju.
-Ugo od zawsze pragnął by wziąć udział w Turnieju i ma teraz tą szansę. Zgłosił się. Został wylosowany. Nie zawiedzie. Zrobi wszystko by wygrać, by spełnić swoje marzenie. Potrafi być niebezpieczny, może nawet w pewnym stopniu nieobliczalny. Jest ciężkim aczkolwiek godnym przeciwnikiem.
-Ryan Kosmo?
-Ryan stara się nie wychodzić przed szereg, ale jakoś trudno mu to wychodzi. Pełen energii, lubi się popisać. Zgłosił się do Turnieju, ale czy wygra? No nie wiem. Nie jest z kolei jakimś ciężkim rywalem. A czy godnym przeciwnikiem? To się okaże.
-A Kora Argent?
-Może być również jednym z przeciwników których ciężko pokonać. Ona jest zdecydowanie godnym przeciwnikiem i ma wielkie szanse by wygrać.
-Rose Weasley?
-Rose jest zdecydowanie godnym i niebezpiecznym przeciwnikiem. Może nawet bardziej niż Kora. Powiedziałbym że życzę jej szczęścia by wygrała Turniej, ale to ja zamierzam go wygrać. Na nią może czekać drugie miejsce.
-A co mi powiesz o Scorpiusie Malfoy'u?
-Jakby nie patrzeć jest też jednym z najlepszych młodych czarodziei. Znam go krórko i mało co mogę o nim powiedzieć. Ale wydaje się trudnym przeciwnikiem. Chociaż i tak nie zamierzam oddać mu pierwszego miejsca na podium. A o pozostałych zawodnikach pozwól, że się nie wypowiem, gdyż nie znam ich. Nigdy nie miałem z nimi styczności by z nimi pogadać i dowiedzieć się jacy są i w czym są dobrzy. Nie miałem okazji poznać ich słabych i mocnych stron.
-Więc dziękuję za rozmowę.

***

-Sergius teraz ty. - Powiedział Krum, który wrócił do zebranych. - Rose już niema?
-Udzieliła obu wywiadów, więc mogła odejść. - Powiedział Scorpius idąc na wywiad z Prorokiem Codziennym.

-Witaj Sergius.
-Dzień dobry.
-Zgłosiłeś się do Turnieju. Czym się kierowałeś? Uważasz, że jesteś dość silny i przygotowany by stawić czoła czterem niebezpiecznym zadaniom? Czy zrobiłeś to z powodu pewnej rudowłosej dziewczyny?
-Jakby się dłużej nad tym zastanowić to i z jednego i z drugiego powodu. Czuję się na siłach, żeby się sprawdzić.
-A czy udało ci się tym aktem zwrócić na siebie uwagę owej dziewczyny?
-Tak. Jest naprawdę śliczną, mądrą i bystrą dziewczyną. Zakochałem się w niej dawno temu i obiecałem sobie, że się nie poddam i będę walczył o tę miłość. W końcu mnie zauważy.
-Czyli nie popełniasz błędu ojca, który poddał się i nie walczył o swoją szkolną miłość jaką była Hermiona Granger?
-Nie. Ale historia i tak toczy koło, tylko inna. Dziadkowie Lily Potter, czyli James Potter i Lily Evans mieli podobną sytuację. On starał się za wszelką cenę zdobyć jej serce i w końcu po kilku latach udało mu się to. Zaprosił Lily Evans na randkę, ta się zgodziła, a później ona ujrzała w nim chłopaka wartego jej serca, zakochała się w nim i pobrali się.
-Tak piękna miłosna historia. A jak myślisz co o twoim udziale w Turnieju sądzą twoi rodzice?
-Myślę, że są zadowoleni z mojej decyzji i są ze mnie dumni. Bo jacy wredni by musieli być to rodzice, gdyby ich to wcale nie obchodziło.
-Święte słowa. Jak myślisz czy gdybyś brał udział w poprzednim Turnieju mając te same umiejętności i wiedzę będąc jak dziś w szóstej klasie, wygrałbyś tamten Turniej?
-To jest dość ciężkie pytanie. Bo gdybanie zawsze jest inne od prawdy. Ale zadania jakie były w poprzednim Turnieju były jednymi z najtrudniejszych i niebezpiecznych w historii Turnieju Trójmagicznego. Czy bym przeszedł żywy ten Turniej? Raczej tak. Czy zdałbym wszystkie zadania? Raczej nie. Czy bym wygrał i stanął na podium? Wątpię.
-Jak myślisz co może być w pierwszym zadaniu?
-To może być wszystko. Dowiemy się w dniu zadania.
-A co sądzisz o przyjaźni Rose Weasley ze Scorpiusem Malfoy'em? Jakby nie patrzeć ich rodzice nienawidzą się od czasów szkolnych.
-To jest ich decyzja czy będą się nienawidzić, czy wręcz przeciwnie. Nikt nie może za nich decydować z kim mają się przyjaźnić, a kogo mają nienawidzić. Stwierdzili, że się dogadują, więc czemu mielibyśmy zabraniać im przyjaźni?
-A co mi powiesz o pozostałych reprezentantach?
-O uczniach z Beauxbatons i Durmstrangu nie powiem nic, bo nie znam tych osób. O Rose wiem tylko tyle ile słyszałem od jej rodziny, czyli niewiele, gdyż nie byłem w bliższych stosunkach z członkami jej rodziny. Teraz tak, ale nie będę wypytywał jej rodzeństwa i kuzynostwa jaka ona jest bym mógł być lepszy od niej. Scorpius jest jednym z najlepszych uczniów w szkole więc ma wielkie szanse w tym Turnieju. Ale bądźmy szczerzy. Ślizgon nie może wygrać Turnieju Trójmagicnzego. To musi być osoba godna podium.
-Czyli Gryffindor.
-Czyli Gryffindor.
-Stawiasz na siebie. Czy nie jest to zbyt narcystyczne i aroganckie zachowanie?
-Może i jest. Ale każdy stawia na siebie. Każdy chce wygrać.
-A co powiesz o ostatnie reprezentantce Hogwartu Aleksis Torino?
-O Aleksis mogę powiedzieć tyle, że jest dobrą uczennicą i ma szanse przejść i przeżyć Turniej. Ale czy wygra go na podium? Raczej nie. Są silniejsi i lepsi od niej. I nie mówię tu o sobie.
-Więc dziękuję i poproś Maxa.

----------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------
-----------------------------------
Mamy kolejny rozdział
Mam nadzieję że się podobał
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

niedziela, 1 maja 2016

Rozdział 7 - Czara Ognia cz. 2

-Czemu nie pobiegłaś jej szukać?
-Kogo?
-Twojej kuzynki. Tej co wybiegła z sali, a za nią paręnaście innych osób. Czemu nie pobiegłaś z nimi?
-A kim ja jestem? Wyglądam ci na niańkę Olmak? - Spytała patrząc na czerwonowłosą. - Tak w ogóle skąd pomysł na to, żeby pofarbować się na czerwono?
-W wakacje założyłam się z kumplem i niestety przegrałam. Stawka jak widzisz była marna, bo przegrany musiał pofarbować sobie włosy na czerwony. - Powiedziała Riri. - Ale ty mi tu nie zmieniaj tematu. Mów.
-Jak mówiłam. Nie jestem niańką i nie będę nikogo pilnować. Tym bardziej swojej rodziny.
-Bo to takie straszne?
-Bo jej nienawidzę.
-Czemu?
-Czy to ważne? Ważne, że nie muszę spędzać z nimi wiele czasu. Wiecie ... Wszystko się zmieniło. Życie w Durmstrangu jest inne. Lecz mało kto potrafi się przyznać do tego, ale życie tam zmienia ludzi. Mnie. Was. Wszystkich. Ja się potrafię do tego przyznać. Spójrzcie w przeszłość i powiedzcie co widzicie? Ja już nie widzę tej dziewczynki, którą byłam. Okej wydoroślałam wiadomo, ale nie o to chodzi. Charakter, zachowanie. A teraz jestem inna.
-Tak też to zauważyłam. Moja rodzina również. Brat, który poszedł do Portutio Magic we Włoszech również to zauważył. Już po pierwszym moim roku. Nie było tak jak dawniej. Staliśmy się dla siebie bardziej obcy. A z każdym kolejnym dniem w Durmstrangu oddalałam się od niego, od rodziny jeszcze bardziej. - Powiedziała blondynka.
-Wszyscy tak mamy Millow. Wszyscy. Choć większość się nie przyzna. Durmstrang zmienia ludzi. I choć niektórym może się to nie podobać nie zmienią szkoły. - Powiedziała Krukonka.
-Ty zmieniłaś. - Zauważył Scorpius, siedzący na okiennicy wychodzącej na dziedziniec. Choć nauczycielom nie podoba się to, przestali zwracać na to uwagę, gdyż uczniowie i tak ich nie słuchali. Rudowłosa spojrzała na niego z lekkim uśmiechem kpiny, smutku i bezradności.
-Nie miałam wyboru. Musiałam. I to nie z powodu, że Durmstrang mnie zmienił. Nie. Był inny powód. - Dodała ciszej.
-Dobra nie męcz jej kolego. - Powiedziała czarnowłosa dziewczyna o zielonych oczach, również z Domu Smoka.
-Dzięki Endżi - Powiedziała i uśmiechnęła się przyjaźnie, ale tylko na chwilę.
-Angie? - Spytał rozbawiony Scorpius.
-Nie Angie, tylko Endżi. N i J. Skrót pierwszych liter imienia i nazwiska. Po prostu Endżi. - Poprawiła go Rose.
-NJ? Co to za imię?
-To nie imię tylko ksywka. - Powiedziała sama zainteresowana.
-To jakie masz imię?
-Nefretete. - Malfoy i pozostali Ślizgoni parsknęli śmiechem. - Nefretete Jokeland. - Jeszcze bardziej towarzystwo się roześmiało.
-Masz na nazwisko Jokeland*? To żart? - Spytał, a wszyscy w okół się zaśmiali. - Żartowo? - Spytał przez śmiech.
-Śmiej się śmiej. - Powiedziała brunetka.
-A na imię ci Nefretete? Serio?
-Urodziłam się jak rodzice byli na wakacjach w Egipcie i nazwali mnie imieniem królowej Egiptu.
-To nie dziwię ci się dlaczego wolisz, żeby mówiono do ciebie Endżi.
-Hej idziemy na wielką salę już! - Krzyknął Logan dobiegając do grupki wraz z Kal'em i Funią.
-Po co? - Spytał Robertho Iwnaow.
-No właśnie po co? - Poparł brata bliźniaka Blaide.
-Nie pytajcie tylko się ruszajcie. - Powiedziała nagląco Funia.
-Ale powiecie nam w końcu co się dzieje? - Spytał Nikodem Bernego najmłodszy z Domu Smoka, który tu przyjechał. Jest uczniem czwartej klasy. Ale posłusznie wstał z trawnika jak cała reszta.
-Tygrysy zaraz wejdą na salę. Będą zgłaszać swoją kandydaturę. - Wyjaśnił Kal biegnąc w stronę wielkiej sali.
-Skąd wiesz? - Spytała Britney. Niska brunetka o ciemnej karnacji i czarnych oczach. Tak jak bliźniaki jest uczennicą piątej klasy.
-Słyszeliśmy ich rozmowę Deryl, Alfredo, Shannon i Braeden są już na wielkiej sali. - Wyjaśnił pospiesznie Logan. Zwolnili dopiero gdy znaleźli się kilka metrów od drzwi wielkiej sali. Powoli na nią weszli. Na jednej z ław siedziała piątoklasistka czarnowłosa Shannon ze swoimi lokami i czwartoklasistka brązowowłosa Braeden z prostymi włosami do łopatek. Za nimi siedział młodszy o rok brat Shannon, Alfredo również o czarnych lekko kręconych włosach, oraz blond włosy kolega z ławki Alfreda, Deryl. Podeszli do nich.
-I co?
-Jeszcze nic. Ale zaraz powinni się zjawić. Zajrzał tu na chwilę Alkor. Pewnie chciał się upewnić, że na sali jest dużo osób. - Odpowiedziała Braednen.
-A po co wam wiedzieć kto się zgłasza? - Zapytał Jake.
-Nie przejmuj się. My Smoki lubimy wszystko wiedzieć. - Powiedziała Krukonka.
-Jakbyś nie zauważyła, nie jesteś już w Durmstrangu ... - Rose przerwała mu w pół zdania.
-Ale duch Smoka mnie nigdy nie opuści. Tak jak ty nigdy nie wyrzekniesz się Slytherinu.
-Idą. - Szepnął siedzący z tyłu Alfredo. Wszyscy spojrzeli w stronę drzwi. Na salę właśnie weszło dziewięć osób, w tym dwie dziewczyny blondynka miała włosy związane w kucyk, a brunetka była obcięta na chłopaka. Szli dumnym i pewnym siebie krokiem. Pierwsza do Czary podeszła blondynka, wrzuciła pergamin w płomienie co cały tłum w sali skomentował wielkimi brawami, a następnie stanęła obok niej, by jej przyjaciółka zrobiła to samo i również dostała wielkie brawa. Następnie to samo zrobiło jeszcze czterech chłopaków, w tym jeden czarnoskóry.
-Ugo również? - Spytał cicho z niedowierzaniem Akalai.
-Jak widać.
-Słyszałam jak w czerwcu dostał wyjca od ojca. - Odezwała się cicho Krukonka, obserwując jak czarnoskóry wrzuca pergamin w płomienie Czary. - Nieźle na niego nawrzeszczał. Mówił między innymi też, że jeśli wrzuci swoje imię do czary, może nie wracać do domu po skończeniu szkoły.
-Ale wiesz, że jemu chyba na tym zależy? - Spytała Millow. - W czerwcu byłam świadkiem wielu jego rozmów z przyjaciółmi i na początku tego roku szkolnego, póki nie wsiedliśmy na statek by tutaj przypłynąć. Ale powtarzał ciągle, że ma dość rodziny, szczególnie ojca, który chce by po skończeniu szkoły poślubił Trinę Morenno.
-Trinę Morenno? - Spytała cicho patrząc na przyjaciółkę wielkimi oczami.
-Wiesz kto to jest?
-Wy nie wiecie? - Spytał Malfoy, który przyglądał się wszystkim z zainteresowaniem. - Ah tak, możecie jej nie znać. W końcu jest Brytyjką, a nie Norweżką, Szwedką, Bułgarką byście ją znali.
-Trina jest młodszą siostrą Fenrira Greybacka. Gdy miała siedem lat ugryzł ją. Stała się po części tak samo żądna krwi jak brat. Po zakończeniu wojny, zmieniła nazwisko by nie być z nią kojarzoną, ale i tak wszyscy wiedzą kim ona jest i z kim jest spokrewniona. - Wyjaśnił Jace.
-Związanie jej z Ugo ... to byłaby życiowa szansa dla niej ... i wielkie korzyści dla ojca Ugo. - Powiedziała cicho Rose.
-Co masz na myśli? - Krukonka pokręciła tylko głową. Pozostali również milczeli.
-On nie może jej poślubić. - Powiedziała po dłuższej chwili ciszy.
-On jej nie chce. - Powiedział Kal.
-Jego ojciec go zmusi. Choćby nie wiadomo jak Ugo by się starał. Chociaż rodzina Aganow słynie z wielkiej upartości. Może i jego ojciec jest uparty, ale i Ugo też jest bardzo uparty. Zrobi wszystko na przekór ojcu.
-A co z jego matką? - Spytał po chwili ciszy Liam.
-Nic o niej nie wiadomo. Wychowuje go tylko ojciec. Prawdopodobnie zmarła przy porodzie.
-Skoro jesteśmy już tutaj. - Powiedział po dłuższej chwili Scorpius wyjmując z kieszeni pergamin. - To się zgłaszam. - Mówił dalej i podszedł do Czary Ognia, by wrzucić pergamin w płomienie ognia. Gdy tylko kartkę pochłonęły płomienie salę wypełniły brawa, a on sam uśmiechnął się i wrócił do przyjaciół.
-Skoro tak stawiasz sprawę Scor. - Powiedział Jake.
-Panie mają pierwszeństwo. - Powiedziała Tamara wstając żwawo i podchodząc do Czary z wielkim pewnym siebie uśmiechem i wrzuciła pergamin w płomienie. Po wielkich brawach, gdy tylko się odwróciła jej brat bliźniak wrzucił swój pergamin w płomienie. I sala po raz kolejny rozbrzmiała brawami. Gdy towarzystwo się podniosło i zamierzało wyjść z wielkiej sali, przez drzwi wbiegły bliźniaczki Malfoy.
-A wy co?! - Spytał Scorpius odwracając się za nimi.
-Jak to co?! Zgłaszamy się do turnieju!
-Zwariowałyście?
-Nie. - Powiedziała Perl pokazując pergamin.
-Jedna kartka. Bonnie czyżbyś się bała? - Zapytał z lekką kpiną w głosie.
-Chciałbyś. Zgłaszamy się razem.
-Na jednej kartce?
-Lorcan i Lysander tak zrobili. Czara ich wybrała. Musieli wszystko robić razem i w równym czasie. Nie liczył się czas ukończenia tego pierwszego, a tego drugiego. Zajęli drugie miejsce. - Powiedziała Rose.
-Skąd to wiesz? - Spytał blondyn.
-Pięć lat temu, byłam w pierwszej klasie. Pięć lat temu również ogłoszono kolejny Turniej Trójmagiczny. Nie zauważyłeś, że było mniej osób? Albo inaczej. Nie zauważyłeś, że w kolejnym roku przybyło więcej uczniów do starszych klas? I ostatnie pytanie Malfoy. Byłeś głuchy, że nie słyszałeś o Turnieju i o tym że Hogwart jest na trzecim i drugim miejscu? - Pytała Krukonka.
-Coś mi się obiło.
-No widzisz Scor. Skoro bracia Scamander przeszli Turniej razem to czemu my nie możemy?
-A dacie radę go przejść na szpilkach? Bo wątpię, że pierwsze zadnie przetrwacie.
-Nie ma to jak wiara i oparcie w rodzinie.
-Ja jestem tego samego zdania. - Powiedziała Tamara.
-Niestety ale ja też. - Dodała Tris.
-I ja. - Powiedział Liam.
-Jeszcze będziecie nam zazdrościć.
-Czego siedzenia na trybunach?
-Bardzo śmieszne Jake. Perl wrzucamy. - Powiedziała i razem złapały pergamin i zrobiły trzy kroki w stronę Czary a następnie rzuciły kartkę w płomienie, a sala kolejny raz rozbrzmiała brawami.

----------------------------                                                                  ----------------------------
*Jokeland - Jest połączeniem dwóch wyrazów Joke czyli żart i land jako ląd, w sensie kraj, wyspa. Tak jak England, Doutchland, Polnad. Stąd żarty Scorpiusa.
-----------------------------                                                                  ----------------------------

***

-Ktoś się w końcu obudził. - Usłyszała wesoły głos McLaggena. Rozejrzała się. Leżała wtulona w Sergiusa. Na łóżku obok na brzuchu leżał Trevor i czytał książkę i nie był to żaden szkolny podręcznik. Usiadła i spojrzała w kąt dormitorium przy stoliku w fotelach siedzieli Ethan i Mason grając w szachy.
-Witaj Śpiąca Królewno. - Powiedział wesoło Trevor zamykając książkę i patrząc na rudowłosą. - Wygodnie się spało?
-Zamknij się Deliras.
-Nie mówiłem do ciebie. - Powiedział nawet nie zaszczycając McLaggena spojrzeniem.
-Coś mnie ominęło? - Spytała cicho.
-Mała kłótnia pomiędzy tą dwójką. - Odparł Ethan. - O! Koń na E5. Szach Mat kolego!
-Ty znowu przegrałeś? - Zaśmiał się Trevor.
-Quincey oszukuje!
-Nie da się oszukiwać w szachach czarodziejów. - Skomentował Sergius.
-On potrafi. - Oburzył się Mason.
-Jak dzieci. - Powiedziała Potterówna kręcąc głową i opadła na łóżko plecami, obok McLaggena. - Która godzina? - Spytała od niechcenia.
-Dwudziesta pierwsza czterdzieści.
-Serio?! - Spytała podnosząc się gwałtownie.
-Tak.
-Przegapiłam kolację. - Jęknęła smutno.
-Nie tylko ty. - Powiedział Ethan. Ale widząc pytające spojrzenie Gryfonki kontynuował. - Uziemiłaś Sergiusa opierając się o niego, więc nie mógł iść. A on powiedział, że jeśli my pójdziemy to możemy nie wracać. Więc ... My też nie jedliśmy. - Wskazał na siebie i pozostałą dwójkę.
-Ty jesteś normalny? - Spytała patrząc na McLaggena.
-Ale o co chodzi?
-Już dobrze wiesz o co chodzi.
-Zaczęło się. - Powiedział cicho Mason przyglądając się tej dwójce.
-Nie mam pojęcia o co ci chodzi Lily. - Powiedział spokojnie, siadając.
-No kolacja! Nie można ludzi jedzenia pozbawiać! Idziemy do kuchni! - Zarządziła wstając z łóżka, a czwórka Gryfonów parsknęła śmiechem.
-A jak chcesz to zrobić? Złapią nas.
-Nie złapią. Ukradłam w zeszłym roku to Jamesowi. Cały czas myśli że to Albus. - Uśmiechnęła się łobuzersko wyciągając z kieszeni szaty, która była przewieszona przez krzesło kawałek pergaminu.
-Pergamin. - Powiedział Trevor kiwając głową. - Super. Tego potrzebowaliśmy. - Powiedział sarkastycznie.
-Nie byle jaki pergamin. - Rozłożyła pergamin kładąc go na łóżku Sergiusa. Wyciągnęła różdżkę i stuknęła końcówką w pergamin mówiąc. - Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego. - Na pergaminie zaczęły pojawiać się czarne linie, przesuwać się, łączyć, tworzyć coś. Po chwili ukazały się zielone ozdobne litery.
-Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz, zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników, mają zaszczyt przedstawić MAPĘ HUNCWOTÓW. - Przeczytał Sergius stając obok rudowłosej.
-Rogacz to mój dziadek.
-Dziadek? - Spytała cała czwórka na raz, Gryfonka przewróciła oczami.
-Tak. Mój dziadek wraz z trzema przyjaciółmi lubili robić wiele dowcipów w szkole. Razem stworzyli tę mapę. Rogacz to mój dziadek James Potter, Łapa to ojciec chrzestny mojego taty Syriusz Black, Glizdogon to Peter Pettigrew. Ta trójka ma swoje ksywki od zwierząt w jakie się zmieniają podczas tranformacji. Byli Animagami.
-A Lunatyk? - Spytał Trevor.
-To Remus Lupin. Był wilkołakiem. Ugryzł go Greyback.
-I wilkołak chodził normalnie do szkoły? - Zdziwił się.
-Tylko dyrektor o tym wiedział. I oczywiście ta trójka. Mieli razem dormitorium. Przyjaźnili się. A Syriusza, Petera i mojego dziadka ciekawiło dlaczego ich przyjaciel raz w miesiącu znika na noc. Żeby Remus nie czuł się samotny nauczyli się jak być Animagami i w nocy wykradali się razem z nim do Zakazanego Lasu i tam biegali.
-Czekaj, czy Remus Lupin nie był przypadkiem profesorem Obrony Przed Czarną Magią jak nasi ojcowie byli w trzeciej klasie? - Spytał Sergius patrząc na Gryfonkę.
-Był.
-Dumbledore się na to zgodził?
-Oczywiście że tak. Nie miał uprzedzeń do wilkołaków. Przecież sam przyjął go do szkoły jako ucznia. Choć wiele osób nie przepada za wilkołakami, są osoby którym oni nie przeszkadzają. Jak moi rodzice, wujostwo, dziadkowie. Przyjaźnili się z Remusem. Był przecież w Zakonie Feniksa. Ufali mu. Był ich przyjacielem. Ale wojna go zabiła ... jego żonę Nimfadorę również. Osierocili Edwrada. Ale przy najmniej może powiedzieć, że jego rodzice zginęli w dobrej wierze. Broniąc szkoły, honoru, czarodziei. Wszystkich czarodziei. Mugolaków, półkrwi, czystokrwistych. Pomagali mojemu tacie w zabiciu Voldemorta. Gdyby można było wskrzeszać zmarłych ... oni nie zasługiwali na śmierć, tak samo jak moi dziadkowie Lily i James, jak Syriusz. - Ostatnie zdanie powiedziała bardzo cicho, ale i tak wszyscy ją usłyszeli.
-Dobra to co z tą kolacją? - Spytał Mason. Lily wzięła do rąk mapę i zaczęła szukać na niej ich pięcioosobowej grupki, a następnie wyprowadziła z wieży i poszła prosto do kuchni taką drogą, by być jak najdalej Filcha. Aż dziw, że ten staruch jeszcze pracuje w tej szkole. Pomyślała Lily. Trzy pokolenia. Jej dziadków, rodziców, jej. Kto wie, może i jej dzieci jak pójdą do szkoły będą psocić się temu staremu woźnemu. Przechodząc przez Pokój Wspólny, żaden Gryfon nie zwrócił na nich uwagi, każdy pochłonięty nauką w końcu egzaminy same się nie zdadzą.

***

-Dzisiaj bez Sigali? - Spytał Scorpius siadając na balustradzie na przeciwko Krukonki.
-Teraz będziesz mieć rzadką okazję żeby ją zobaczyć. Biega z innymi Wolfpixami po Zakazanym Lesie.
-Kto z twoich przyjaciół z Durmstrangu ma Wolfpixy?
-Natasha, Riri, Akalai i Blaide.
-Skoro ona jest gdzieś tam daleko, to jak może cię ochronić?
-Może w kilka sekund się tu zjawić.
-Jak?
-Tajemnica Malfoy.
-Jak można zdobyć takiego Wolfpixa?
-Nie można. On sam cię musi wybrać. Gdy Wolfpix kończy rok, jest porzucany. I musi znaleźć sobie właściciela. Jeśli w ciągu pięciu lat nie znajdzie go, to przyłącza się do jakiegoś stada. A nie każdy Wolfpix chce mieć właściciela.
-Szkoda.
-Co boisz się, że żaden nie będzie chciał cię wybrać?
-Bardzo śmieszne.
-Ciekawi mnie dlaczego Małpy i Wilki zwlekają ze zgłoszeniem uczestnictwa w Turnieju. Spójrz. Wszyscy inni, znaczy z innych domów Durmstrangu, oraz z każdego domu Beauxbatons i z Hogwartu paru uczniów powrzucało pergaminy do Czary. A od nich nikt.
-Może nie chcą by wszyscy widzieli kto się zgłasza. A po za tym jeden chłopak z Małp się zgłosił. Brązowe włosy z dwoma szarymi pasemkami, wysoki.
-Blond pasemka. Sielo. To na pewno on.

***

-Witajcie piękne panie. - Powiedział James siadając obok uczennic Beauxbatons przy śniadaniu na wielkiej sali. - James Potter miło poznać.
-Sophie Lemke, moja młodsza siostra Camille, oraz przyjaciółka Lea Molleti. Jesteśmy z Domu Północy.
-Jak wam się podoba w Hogwarcie?
-Jest całkiem inaczej niż u nas. Ten zamek jest wielki. Tyle pięter, tyle komnat, dziedziniec, błonia, las. Nasza szkoła jest trzy piętrowa, ale ma wysokie piętra. Pałac mieści się w górach i mamy piękne ogrody. A w naszej jadalni, podczas posiłków nimfy leśne śpiewają nam serenady.
-Słyszałem te serenady. Są naprawdę przepiękne.
-Słyszałeś? - Zdziwiła się Sophie.
-Dziesięć lat temu gdy Turniej organizowała wasza szkoła. Ja, mój brat i siostra oraz kuzynka i kuzyn zostaliśmy zaproszeni jako dzieci Wielkiej Trójki na wycieczkę do waszej szkoły na czas Turnieju. Nasi rodzice początkowo nie chcieli się zgodzić, ale ich namawialiśmy i w końcu ulegli. Byliśmy pod opieką naszej Dyrektorki, oraz Pani Minister Weasley, jest moją ciotką i matką mojego kuzynostwa, które wtedy z nami pojechało.
-Kojarzę was. W Ogrodach Pamięci są wasze zdjęcia. - Powiedziała Camille.
-Naprawdę?
-Tak. Dwóch brunetów, rudowłosy chłopak i dwie rudowłose dziewczyny.
-Tak, to my.
-Widzisz Sophie, mówiłam ci że ich spotkamy. - Zwróciła się do siostry.
-Podczas pobytu na tamtym Turnieju u nas, bardzo spodobaliście się mojej siostrze. - Powiedziała Lea. - Może kojarzysz Monic?
-Monic Molleti tak?
-Tak. - Uśmiechnęła się. - Była wtedy na trzecim roku.
-Przyjaźniła się z taką brunetką w okularach? Hiszpanką zdaje się?
-Tak. - Pokiwała wesoło głową.
-To kojarzę ją. Naprawdę miła dziewczyna. Możesz ją pozdrowić ode mnie.
-Tak zrobię.
-Wiesz, nie jesteś podobna do siostry.
-Wiele osób mi to mówi. Przynajmniej wiem, że czymś się wyróżniam w rodzinie.
-Jesteś blondynką. Ona brunetką.
-Dokładnie. I ...
-Ty masz czarne oczy, ona zielone.
-Jesteś bardzo pamiętliwy i spostrzegawczy.
-To prawda. Wszyscy mówią, że odziedziczyłem to po mamie. Ona zawsze zwraca uwagę na szczegóły i ma naprawdę dobrą pamięć. Jeśli chodzi o wygląd ... czegokolwiek. Człowieka, szafy, czy jakiegokolwiek innego przedmiotu. - Blondynka zaśmiała się.

***

-Lorenc.
-Co?
-Lorenc idzie. - Powiedziała głośniej Riri.
-Emo? - Spytała Krukonka odwracając się. W ich stronę szedł chłopak z krótko obciętymi włosami. - Gdzie twoja fryzura emo? - Spytała wstając od stołu i witając się z przyjacielem z młodszej klasy.
-Zmieniłem.
-Wiesz ty co? Jak mogłeś?
-Normalnie Rosie. Elo wszystkim. - Powiedział i przywitał się z każdym z osobna, a następnie ze Ślizgonami siedzącymi razem z nimi. Gdy wreszcie usiadł do stołu odezwał się. - Rosie, a czy ty przypadkiem siedzisz nie przy swoim stole?
-Oj tam. Slytherin i Dom Smoka są sobie podobne. Więc czuję się tutaj bardziej na miejscu, niż przy stole za nami.
-Ale zostałaś przydzielona tam.
-Co ty nie powiesz? - Spytała sarkastycznie.
-Czemu?
-Bo ta głupia czapka jednak myśli i nie chciała, żebym została zmieszana z błotem, gdy wszyscy Ślizgoni się dowiedzą, że Weasley trafiła do Slytherinu.
-Ale jakoś im to nie przeszkadza.
-Nie przeszkadza im bo z nimi ostro zabalowałam i zyskałam w ich oczach wielkie uznanie. Tym bardziej, że bawiłam się nie z byle jakimi Ślizgonami, a elitą Slytherinu.
-Elitą powiadasz? Czyli kim?
-Ci co siedzą z nami. Malfoy'owie, Greengrass'owie, Camisso i Zabini. - Wskazała kolejno osoby danych klanów.
-A on? - Wskazał palcem na chłopaka siedzącego obok Scorpiusa, którego Rose pominęła.
-Axel Lightwood, najlepszy przyjaciel Scorpiusa, nie licząc Jace'a oczywiście, bo on i Zabini znają się od narodzin praktycznie. Mam rację? - Zwróciła się z pytaniem do Malfoy'a.
-Tak Rose, masz rację. A Axela poznaliśmy w pierwszej klasie. I się zaprzyjaźniliśmy. - Powiedział zwracając się do Lorenca.
-Nasza Rosie urzekła wszystkich jak tylko przekroczyła próg szkoły. Była w centrum uwagi i podobało jej się to. Chociaż było widać po niej, że wolałaby jakby ją lepiej traktowano. I nie minęło wiele czasu a całą szkołę owinęła sobie wokół palca. Wszystkich uczniów. Rówieśników i starszych od nas. Nawet tych z ostatniej klasy. Bali się jej. - Powiedział z uśmiechem.
-Z tego co słyszałem to jesteś w klasie niżej. - Powiedział niepewnie Scorpius.
-Nie zdałem czwartej klasy. Nie starałem się.
-Nie chciało ci się. - Powiedział Akalai.
-Miałem problemy okej? - Powiedział patrząc na przyjaciela. - A teraz jeśli mogę ... - Powiedział z uśmiechem wyciągając z kieszeni zapisany pergamin. Wstał i podszedł do Czary, wrzucił pergamin w płomienie, a sala rozbrzmiała brawami. Wrócił na miejsce z zadowoleniem wymalowanym na twarzy i zabrał się za jedzenie obiadu.

***

-Lissa ty się na pewno nauczyłaś tego zaklęcia?! - Zakpiła Rose, mijając razem ze Scorpiusem ją i Johna. Ta się nic nie odezwała i wyprowadziła Johna z klasy do Skrzydła Szpitalnego, gdyż rzucając zaklęcie na Johna, które ćwiczyli przez cały tydzień coś jej nie wyszło i efektem tego chłopak jest teraz łysy i pozbawiony uszu, a na jego twarzy w niektórych miejscach występują zielone łuski. Próbowała zmienić jego twarz w pysk węża.
-Weasley, Molfoy! Wasza kolej! - Powiedział Profesor Wodley. Ustawili się na środku sali i Rose jako pierwsza wymierzyła różdżkę w Ślizgona.
-Motommi Anima. - Powiedziała, a twarz Ślizgona zmieniła się w pysk czarnego wilka. Gdy ten chciał coś powiedzieć, z jego pyska wydało się szczeknięcie.
-Dobrze Panno Weasley. Proszę cofnąć zaklęcie.
-Finite. - Scorpius odzyskał swoją twarz.
-Panie Malfoy, teraz Pan.
-Motommi Anima. - Rzucił zaklęcie na Krukonkę i jej twarz zmieniła się w pyszczek białego, puchatego króliczka z długimi uszami.
-Dobrze. Proszę cofnąć zaklęcie.
-Finite. - Twarz Rose wróciła do normalności.
-Oboje dostajecie ocenę Wybitną. Siadajcie. Następnie Potter i Longbottom. - Albus i Frank wyszli na środek sali.
-Motommi Anima. - Al rzucił zaklęcie i głowa Franka zmieniła się w głowę białego kota.
-Dobrze Potter cofnij zaklęcie.
-Finite. - Gdy tylko Frank otrząsnął się z szoku wycelował różdżką w przyjaciela.
-Motommi Anima. - Głowa Pottera zmieniła się w głowę sarny, tyle że nie całkowicie. Połowa prawego oka była jego, a druga połowa oka, tak samo jak drugie oko było zwierzęce. Fragment ust również pozostał niezmieniony. Oraz prawe ucho chłopaka dalej było jego. W dodatku na głowie sarny było trochę brązowych włosów Pottera.
-Cofnij zaklęcie Longbottom.
-Finite. - Na szczęście wszystko wróciło do normy, bez żadnych uszczerbków na zdrowiu chłopaka.
-Potter ocena Wybitna, Longbottem Zadowalająca. Siadajcie. - W tym momencie rozbrzmiał dzwon kończący lekcje. - Jutro dokończymy sprawdziany.
-Profesorze?!
-Tak Panno Weasley?
-Czy ci, którzy już je zdali muszą przychodzić na jutrzejszą lekcje? - Spytała, a wszyscy uczniowie spojrzeli na nauczyciela. Rozejrzał się po klasie i westchnął.
-Nie muszą. Niech przyjdą tylko ci co jeszcze nie zaliczyli sprawdzianu.
-Fajnie. To do widzenia. - Powiedziała wesoło Rose wychodząc wraz ze Ślizgonami z klasy

***

I w końcu nadeszła chwila na którą wszyscy czekali. Piątek, za chwilę wybije północ, a uczniowie wszystkich trzech szkół gromadzą się na wielkiej sali. Gdy wybiła północ, drzwi zamknęły się. McGonagall stanęła przed podium i przygasiła świece, by dawały tylko lekką poświatą.
-Nadszedł czas na który wszyscy czekali. Wybór zawodników. - Powiedziała.
Zbliżyła się do Czary Ognia, która stała na samym środku sali, między stołami. Po chwili z Czary wyleciała kartka, którą Dyrektorka złapała w dłoń i przeczytała.
-Reprezentant Durmstrangu z Domu Tygrysa, Pan Ugo Aganow. - Na sali rozległy się wielkie brawa. Chłopak wstał od swoich przyjaciół z wielkim uśmiechem i podszedł na środek sali do McGonagall. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając mu kartkę.
-Dziękuję. - Odpowiedział, a ona wskazała ręką by udał się w stronę podium i tak też zrobił, następnie przez Profesora Wodleya został pokierowany do drzwi i zniknął za nimi. W tym momencie z Czary wyskoczyła kolejna kartka.
-Reprezentantka Hogwartu z Huffelpuffu, Panna Aleksis Torino. - Blondynka wstała ze swojego miejsca, przytuliła przyjaciółkę, która cieszyła się wraz z nią i ruszyła do Dyrektorki. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając jej pergamin.
-Dziękuję Pani Profesor. - Powiedziała i odeszła. Czara wyrzuciła kolejną kartkę.
-Reprezentant Beauxbatons z Domu Zachodu, Pan Max Lemor. - Chłopak o brązowych włosach podszedł i odebrał kartkę od McGonagall. - Gratulacje.
-Dziękuję. - Powiedział i odszedł.
-Reprezentantka Beauxbatons, z Domu Północy, Panna Lea Molleti. - James, który siedział obok niej miał wielki uśmiech na twarzy, ona szczęśliwa spojrzała na niego i podeszła do McGonagall. - Gratuluję.
-Dziękuję. - Odpowiedziała i odeszła.
-Reprezentant Durmstrangu z Domu Małpy, Pan Ryan Kosmo. - Blondyn o włosach długich do łopatek wstał i podszedł do McGonagall. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając mu pergamin.
-Dziękuję. - Uśmiechnął się, odwrócił i odszedł. Gdy Czara wyrzuciła kolejną kartkę McGonagall przeczytała.
-Reprezentantka Durmstrangu z Domu Wilka, Panna Kora Argent. - Dziewczyna o brązowych włosach przytuliła się ze szczęścia do rudowłosej koleżanki siedzącej obok i podeszła do McGonagall. - Gratuluję.
-Dziękuję. - Powiedziała odbierając od niej pergamin i odeszła.
-Reprezentant Hogwartu z Gryffindoru, Pan Sergius McLaggen. - Trójka jego przyjaciół poklepała go po plecach z zadowolonymi uśmiechami, że to właśnie ich przyjaciel będzie reprezentował ich dom, a Lily Potter uścisnęła go. Nikt nie wie czy bardziej z obawy o niego co się może mu stać podczas trwania Turnieju, czy z radości. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając mu pergamin.
-Dziękuję Pani Dyrektor. - Powiedział i odszedł.
-Reprezentantka Beauxbatons z Domu Wschodu, Panna Sabrina Foolmi. - Czarnowłosa dziewczyna wstała dumna i podeszła na środek sali. - Gratuluję.
-Dziękuję. - Powiedziała odbierając pergamin i odeszła.
-Reprezentant Hogwartu ze Slytherinu, Pan Scorpius Malfoy. - To były najgłośniejsze brawa jakie tej nocy rozbrzmiały na sali, cały Slytherin bił brawo dumny z tego, że to właśnie on będzie reprezentował ich dom. Jego rodzina i przyjaciele wraz z Krukonką i przyjaciółmi z Durmstrangu pogratulowali mu, a on wstał i podszedł do Dyrektorki. - Gratuluję.
-Dziękuję. - Powiedział dumnie i odebrał od niej pergamin i odszedł.
-Reprezentant Beauxbatons z Domu Południa, Pan Kamel Bane. - Szatyn wstał i podszedł do McGonagall. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając mu kartkę.
-Dziękuję. - Powiedział i odszedł.
-Reprezentant Durmstrangu z Domu Smoka, Pan Lex Krum. - Chłopak wstał dumny odprowadzany wielkimi brawami, jak każdy wybrany uczestnik i podszedł do McGonagall. - Gratuluję.
-Dziękuję. - Powiedział odbierając od niej pergamin i odszedł. Gdy z Czary wyleciała ostatnia kartka McGonagall przeczytała.
-Reprezentantka Hogwartu z Ravenclaw, Panna Rose Weasley. - Krukoni oraz wszyscy uczniowie Durmstrangu bili jej głośne brawo. Gdyż, po mimo tego, że nie jest już uczennicą Durmstragu, ludzie wciąż mają do niej szacunek. Podeszła dumnie do Dyrektorki. - Gratuluję. - Powiedziała wręczając jej pergamin z jej nazwiskiem.
-Dziękuję. - Powiedziała z wielkim uśmiechem i odeszła.

-Jednak ty? - Spytał Scorpius gdy Rose zeszła po schodach do sali w której zebrali się już wszyscy reprezentanci po wyborze Czary.
-Jak widać Malfoy. Co boisz się że nie wygrasz?
-Chciałabyś. - W tej chwili piętro wyżej w wielkiej sali dało się słyszeć ogromne brawa i harmider oznaczający uczniów wychodzących z sali. Po chwili po schodach na dół zeszła trójka Dyrektorów oraz dwoje Ministrów.
-Gratulujemy wam zostania reprezentantami swoich domów. Niech wygra najlepszy. Albo najlepsza. - Powiedział Minister Monae patrząc po wszystkich uczniach. - Reprezentujcie godnie swoją szkołę, swój dom. A na tego kto zwycięży czeka wielka chwała, oraz nagroda pieniężna i Puchar Turnieju Trójmagicznego. Wasze pierwsze zadanie odbędzie się dwudziestego siódmego października. Życzę wszystkim powodzenia i oby nikomu wielka krzywda się nie stała. Rywalizujecie ze sobą podczas zadań, ale to nie znaczy, że macie w siebie rzucać klątwami i starać wyeliminować. O waszych wynikach świadczy czas wykonanego zadania, wasza taktyka i umiejętności. Bo w tym Turnieju sprawdzane są przede wszystkim wasze umiejętności magiczne. A teraz udajcie się do swoich przyjaciół i świętujcie. Bo macie co. Świętujcie, że zostaliście reprezentantami w Turnieju, bo tego właśnie chcieliście. - Uśmiechnął się i odsunął na bok, dając uczniom wolne przejście do schodów. Krukonka spojrzała na Ślizgona, oraz na swojego przyjaciela z Durmstrangu Lexa.
-Rywalizuję z dwojgiem moich przyjaciół. Niech wygra lepszy. - Powiedziała z cwanym uśmiechem.
-Niech wygra lepszy. - Powiedzieli oboje i we trójkę ruszyli ku schodom.
-Rose. Rose proszę poczekaj. - Powiedziała drugi raz głośniej, gdy Krukonka nie zareagowała wcześniej. Ale ta udawała, że nic nie usłyszała i zniknęła na schodach wraz z pozostałymi uczniami.
-Przykro mi Hermiono. Ale co się właściwie stało, że ona nie chce z tobą rozmawiać? Z tobą i ze swoim rodzeństwem i kuzynostwem? Widzę, że omija ich szerokim łukiem.
-Sama chciałabym to wiedzieć Profesor. Ona się zmieniła. Bardzo zmieniła. - Powiedziała Hermiona i weszła po schodach na górę.

-----------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------
Mamy kolejny rozdział.
Pamiętaj!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 6 - Czara Ognia cz. 1

Podczas poniedziałkowej kolacji na wielkiej sali wydarzyło się coś wspaniałego. A zaczęło się tak, jak poprzednim razem.
-Zanim zaczniemy kolację mam ważny komunikat. - Powiedziała Dyrektorka stojąc przed stołem nauczycielskim i patrząc na swoich uczniów. - Proszę wszystkich o ciszę! - Powiedziała donośniejszym głosem i momentalnie cała sala ucichła. - W tym roku nasza szkoła będzie brała udział w niezwykłym wydarzeniu. Ale najpierw powitajmy naszych gości bez których nie moglibyśmy się obejść. Po pierwsze nasi przyjaciele z Francji z Akademii Magii Beauxbatons. - Powiedziała, a po chwili na salę weszły uczennice i uczniowie ubrani w niebieskie jedwabne mundurki. Kilkoro uczennic zrobiło gwiazdy, pozostałe zaczęły wolny bieg po obu stronach głównego przejścia, a chłopcy zaczęli iść środkiem. Dziewczęta zatrzymały się na samym końcu sali i odwróciły się przodem do czterech stołów uczniowskich i za pomocą niewerbalnego zaklęcia, bez użycia różdżki wyczarowały niebieskie, srebrne i złote motylki, które rozleciały się po całej sali by po chwili zniknąć nagle jak dym. W czasie gdy motyle rozlatywały się po sali dziewczęta przykucnęły, a chłopacy zaczęli biec w ich stronę by na samym końcu przeskoczyć nad koleżankami i w końcu odwrócić się twarzą do uczniów Hogwartu i stanąć za dziewczynami, które również zdążyły już się wyprostować. Teraz już w połowie sali szedł dyrektor Beauxbatons, który wszedł na salę zaraz po swoich uczniach.
-Minervo moja droga! - Przywitał się Francuski dyrektor.
-Diego, miło cię widzieć! - Powitała go McGonagall. Dyrektorzy obieli się na powitanie. - A teraz nasi przyjaciele z Durmstrangu. Oto oni. - Powiedziała, a drzwi wielkiej sali ponownie się otworzyły. Najpierw zaczęli wchodzić chłopcy z laskami w rękach, po obu stronach przejścia, wymachując nimi i stukając, aż z posadzki szły iskry. Po chwili środkiem parami wchodziły dziewczęta, tak jak koledzy ubrane w mundurki w kolorze brązowym. Uczniowie na mundurkach po prawej stronie u góry i z tyłu na plecach wielkie, mieli zielone smoki, pomarańczowe tygrysy, białe wilki, lub czarne małpy w zależności do którego z domów przynależą. Dziewczęta szły odważnym, dumnym i pewnym siebie krokiem, z głową uniesioną do góry. Gdy chłopcy doszli do końca sali odwrócili się przodem do wejścia, a dziewczęta idąc wciąż do przodu wyczarowały z różdżek płomienie ognia, które leciały w górę, nie były one większe niż metr wysokości, a wtedy jeden z uczniów rzucił jakieś zaklęcie, a drugi większy płomień ognia, oba zaklęcia się połączył przelatując przez  płomienie wyczarowane przez uczennice i na samym końcu ogień przybrał formę czterech zwierząt smoka, małpę, wilka i tygrysa, którzy zatoczyli kółko nad całą salą, by gdy dziewczęta już ustawiły się przed kolegami poleciały w ich stronę i rozpłynęły się w dym.
-Natsuri! - Zawołała McGonagall
-Minervo! Kopę lat, kochana! - Kobiety wymieniły między sobą uściski powitania.
-A teraz, skoro już wszyscy są. - Powiedziała i machnęła różdżką i przy każdym z czterech stołów dołączyły kolejne by wydłużyć stoły, a uczniowie zasiedli przy nich, a nauczyciele przy dodatkowych miejscach przy stole nauczycielskim. - Teraz czas wyjaśnić, dlaczego mamy zaszczyt gościć w tym roku w Hogwarcie uczniów szkoły Beauxbatons, oraz Durmstrang. W tym roku odbędzie się kolejny Turniej Trójmagiczny. - Powiedziała, a na sali rozbrzmiał gwar rozmów podnieconych uczniów owym ogłoszeniem.- Cisza! - Krzyknęła, a na sali momentalnie zapadła cisza. - Będziemy gościć również Panią Hermionę Weasley z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, oraz z Departamentu Czarodziejskich Gier i Sportów Pana Jackoba Monae. - Powiedziała McGonagall a na salę weszło dwoje wyżej wymienionych Ministrów.
-Jeszcze tylko mojej matki tu brakowało. - Powiedziała załamana Krukonka.
-Teraz do głosu dopuszczę Pana Monae. Ministrze proszę przedstawić zasady.
-Witajcie na kolejnej odsłonie Turnieju. Jak wiecie przez siedemnaście lat trwały kłótnie czy ma odbyć się kolejny Turniej. Ustalono, że odbędzie się, ale zostały wprowadzone nowe zasady. Tak więc dziesięć lat temu w roku 2012 Turniej odbywał się w Beauxbatons, a pięć lat temu w roku 2017 w Durmstrangu. Oba Turnieje wygrał Instytut Magii Durmstrang. W tym roku Turniej odbywa się w Hogwarcie. A ja muszę wam przypomnieć zasady. W Turnieju udział może wziąć udział każdy uczeń powyżej piątej klasy. Każdą szkołę reprezentuje czworo uczniów, każdy z innego domu. Uczestnicy staną przed czterema bardzo niebezpiecznymi zadaniami. Są trzy miejsca na podium i trzy wspaniałe nagrody, ale zwycięzca może być tylko jeden. Ten najlepszy zostanie najbardziej zapamiętanym. Zwycięzca zostanie owiany wielką chwałą i zdobędzie najwyższe wyróżnienie. Puchar Turnieju Trójmagicznego! - Krzyknął, a z ciemnego kąta sali na środek sali pod podium nauczycielskim podjechał stół, na którym stał Puchar.
-Pamiętajmy również, że Turniej Trójmagiczny to nie tylko rywalizacja kto jest lepszy. W Turnieju liczy się też zawieranie nowych międzynarodowych przyjaźni. Miejcie to też na uwadze. - Dodała Hermiona.
-Do piątkowej nocy proszę wszystkich, którzy są chętni w udziale w Turnieju o wrzucenie kartki ze swoim nazwiskiem, szkołą i domem do Czary Ognia. - Powiedziała McGonagall. A z drugiego rogu sali podjechała Czara Ognia o niebieskim płomieniu i zatrzymała się obok stołu z Pucharem. - Zastanówcie się dobrze. Ten kogo Czara wybierze, nie będzie miał możliwości odwrotu. W piątkową noc, o północy wszyscy zbierzemy się tu na tej sali i Czara dokona wyboru. Jest jeszcze jedna wiadomość. Mecze Quidditcha nie zostają zawieszone. Będą się one odbywać jak dotychczas. Będziecie grać o Puchar Quidditcha swojej szkoły, gwarantujemy również że uczniowie Durmstrangu oraz Beauxbatons mogą grać i również odbyć swoje szkolne mecze na naszym boisku. Oraz zostaną rozegrane rozgrywki między szkolne. Każdy dom Hogwartu, Beauxbatons i Durmstrangu między sobą. Oraz każda szkoła wybierze jeden skład mieszany z każdego domu i rozegramy mecze międzyszkolne. To tyle. A teraz życzę wszystkim smacznego. - Powiedziała i na stołach pojawiły się dania nie tylko normalnie serwowane w Hogwardzie, znalazły się tu również dania typowo Francuskie i Norweskie.
-Rodzice mi często opowiadali o Turnieju za ich czasów. - Powiedział Neo.
-Mama tylko raz wspomniała. Popłakała się wtedy, więc zbytnio nie wiem nic o tym Turnieju. Więcej razy nie śmiałem pytać. - Powiedział Corey.
-Widzisz Cor ... Twoja mama w czasach szkolnych kochała się w Cedriku Diggory'm. Poszli razem na Bal Bożonarodzeniowy. Ale on został zamordowany.
-Podczas Turnieju?
-Tak.
-W zasadzie nie. - Odezwała się Rose. - W trzecim i wtedy ostatnim zadaniu w labiryncie został schowany Puchar. Ten kto pierwszy go dotknie wygra. Cedrik jak i mój wujek Harry razem złapali Puchar. Przenieśli się w niezbyt fajne miejsce. Bo na cmentarz. Tam był Voldemort, który czekał na mojego wujka, bo tylko jego krew mogła przywrócić go do dawnej postaci. Cedrik został przypadkową ofiarą zamordowaną przez Voldemorta. Wujek mu mówił żeby złapał Puchar i uciekał, oboje domyślili się że Puchar jest świstoklikiem. Cedrik nie posłuchał. Gdy pojawił się Glizdogon, albo inaczej zwany Peterem Pettigrew, Cedrik wycelował w niego różdżkę pytał kim jest, to stało się w ułamku sekundy. Wujek nie mógł nic zrobić, blizna go mocno piekła, dlatego że blisko znajdował się Voldemort. I wtedy ten rzucił Kedavrę na Cedrika. Wujek miał koszmary przez długi czas. Ciągle nawiedzało go to wspomnienie. Tak wygrał Turniej. Tak Cedrik wygrał razem z nim. Ale ... Nikt o Cedriku nie zapomni ... nigdy ... też zwyciężył. Na Pucharze który stoi w Sali Pamięci jest napisane "Za zajęcie Pierwszego Miejsca w Turnieju Trójmagicznym w latach 1994-1995 dla Harry'ego Pottera i Cedrika Diggory'ego"
-Czytałem trochę o Turniejach po tym jak mama nie chciała nic powiedzieć. Zawsze chciałem wziąć w nim udział.
-Jeśli się zgłosisz i zostaniesz uczestnikiem twoja mama dostanie szału. Straciła ukochanego w tym Turnieju, chociaż nie było to winą zadania, a czarnoksiężnika chcącego wrócić do normalnej postaci. Ale byłaby z ciebie dumna. - Powiedziała Rose. - Ja na pewno zgłaszam się do Turnieju.
-Podjęłaś decyzję tak od razu? - Zdziwiła się Lissa.
-Wiem o Turnieju od maja, gdyż będąc jeszcze w Durmstrangu pytano wszystkich kto chcę jechać na wycieczkę do Hogwartu na niezwykłe wydarzenie jakim jest Turniej Trójmagiczny. Wtedy wyraziłam swoją chęć na przyjazd, jak i na uczestnictwo. Mieliśmy dwa miesiące na podjęcie decyzji. Oczywiście mieliśmy zakaz mówienia, rodzinom. Mają się dowiedzieć w chwili gdy Turniej zostanie oficjalnie otwarty. Czyli dziś. W jutrzejszej gazecie będzie, że kolejna odsłona Turnieju właśnie została otwarta i tak dalej. Bo przecież Joshua Copen najsławniejszy dziennikarz od tak nie zjawiał by się w Hogwarcie wraz ze swym przyjacielem fotografem Gerardem Manette.
-Też racja.
-Przepraszam czy mogłabym się przywitać? - Spytała brązowowłosa uczennica Durmstrangu.
-Natasha! - Krukonka wstała i rzuciła się Bułgarce na szyję.
-Rose!
-Myślałaś, że się tak łatwo nas pozbędziesz? - Odsunęła się od dziewczyny i spojrzała na stojącego za nią chłopaka.
-Lex!
-Rosie! Cieszę się, że znów możemy się zobaczyć! - Powiedział wesoło i przytulił rudowłosą.
-Gdzie siedzicie?
-Przy stole tych zielonych. - Powiedziała 
-Ślizgonów.
-No dokładnie.
-Rozsiedliście się domami? Czy przypadkowo?
-Natsuri kazała nam siadać Domami.
-Nie mogliście wybrać naszego stołu?
-Skąd mogłam wiedzieć, że będziesz tu, a nie tam?
-Dobra to ja się idę dosiąść do was.
-Rose! - Krzyknęła Lissa.
-Co?
-Nie możesz! Jesteś Krukonką! Nie Ślizgonką!
-Ale pamiętaj, że Tiara na początku chciała przydzielić mnie do Slytherinie. Ponieważ Slytherin i Dom Smoka do którego należałam w Durmstrangu są bardzo podobne. Więc ... Pa pa. - Powiedziała odchodząc do stołu obok. Musieli obejść pół stołu Ravelcaw by móc przejść na drugą stroną i usiąść przy stole Ślizgonów.
-Jest i ona! - Przywitał ją ciemnowłosy blondyn.
-Akalai!
-Myślałaś że tak łatwo się nas pozbędziesz co? Będziemy ci zatruwać życie jeszcze przez rok. - Zaśmiał się. I w tym momencie zaczęła się wielka seria przywitań uczniów Norweskiej szkoły z Krukonką. Nikt ze Ślizgonów nie zwrócił jej uwagi, że ma stąd spadać. Większość Ślizgonów już słyszała opowieść o jej imprezie w Trzech Miotłach ze Ślizgonami. I to nie byle jakimi Ślizgonami, a elitą Slytherinu Malfoy'ami, Greengarssami, Camisso i Zabini. Siedząc wśród swoich i rozmawiając z przyjaciółmi poczuła się jak dawniej, jakby wszystkie złe dni i chwile odpłynęły. Poczuła, że żyje, że jest wolna, że znów może wszystko.
-To co podczas meczy w Quidditcha grasz w naszej drużynie?
-Chciałbyś Kal. Gram ze swoimi. - Wskazała głową na stół stojący za nią.
-Dostałaś się do drużyny?
-Przypadkiem. Ale tak. Co prawda Kapitan był na "Kategoryczne Nie." Ale go przekonała jedna z zawodniczek. W sumie wszyscy wiedzą, że jestem najlepsza. Chociaż tylko Durmstrang widział to na własne oczy.
-Jasne. Pewnie skopałaś mu tyłek żeby cię przyjął, a nam tu słodko ściemniasz Rosie. - Krukonka tylko się zaśmiała.
-To co? Jakie decyzje? Którzy z was wrzucą kartki do Czary? - Spytała Krukonka.
-Z naszego domu chcą się zgłosić Moira, Funia, Riri, Millow, Logan, Akalai, Kal, Alabaster i Taiken. - Powiedziała Natasha. - No i oczywiście my. - Wskazała na siebie i brata.
-Oczywiście. A z innych domów?
-Nie wiemy. Możliwe jest że z Tygrysów Pakun i jego dwaj kumple. Z Małp prawdopodobnie Karina i Boyd, A z Wilków Paige. Ale kto jeszcze ... Nie wiem. A ty się zgłaszasz?
-A macie jakieś wątpliwości?
-Nie. - Usłyszała chórek głosów przyjaciół.
-Pamiętacie Turniej sprzed pięciu lat?
-Tak. Byliśmy w pierwszej klasie. - Powiedział Lex wskazując na siebie, Krukonkę, Riri, Akalai'a i Shawen.
-A tak właściwie gdzie Lokoreila?
-W wakacje miała mały wypadek i nie dostała pozwolenia od Natsuri by przyjechała z nami tu, tylko kazała jej zostać w Durmstrangu i normalnie się uczyć. A po za tym i tak musi raz w tygodniu stawiać się na badaniach.
-Szkoda. Miałam nadzieję że ją znów podręczę. - Zaśmiała się. - No cóż będę musiała sobie wypatrzeć nową ofiarę. Może ty Riri?
-Chciałabyś.
-Przecież wiecie że żartuję.
-No wiemy Rosie, wiemy.
-A gdzie jest Emo?
-Jest jeszcze na wakacjach.
-Ale Lorenc powinien przyjechać tu w środę. Więc zdąży by dorzucić swoje nazwisko do Czary, chyba że się rozmyślił. - Wyjaśniła Millow.
-Aha. A gdzie pojechał?
-A kto go wie? Przecież to Lorenc, po nim się nigdy niczego nie można spodziewać.
-Czyli typowe Emo. - Powiedziała Rose.
-Czemu tak właściwie nazywasz go Emo? - Spytał Akalai.
-Bo ma fryzurę jak Emo. - Odpowiedziała Krukonka.
-Też racja. A wracając do poprzedniego Turnieju ...

***

Rano przy śniadaniu każdy dostał nowy plan lekcji. Od razu po śniadaniu wszyscy zaczynali i cały rocznik miał te same zajęcia razem, tylko dlatego by uczniowie szybciej kończyli lekcje i po obiedzie mieli już czas wolny. Stół nauczycielski, został zamieniony na dwa oddzielne, pomiędzy nimi stała Czara Ognia. Ten kto chciał wziąć udział w Turnieju mógł podczas posiłku na wielkiej sali podejść i wrzucić swoją kartkę w Czarę. Po zakończonym śniadaniu, które Rose Weasley zjadła przy stole Slytherinu wraz z przyjaciółmi z Durmstrangu wstała i z kartką trzymaną w dłoniach weszli całą dwunastką na podium i na oczach całej szkoły wrzucili karki w płomienie Czary. Po wrzuceniu kartki w płomienie przez każdą z osób cała sala rozbrzmiewała brawami za każdym razem gdy kartka zatapiała się w płomieniach. A Hermiona Weasley siedząc przy stole obok dyrektorki zrobiła smutną minę gdyż udział w tym Turnieju jest niebezpieczny. Pamięta jak jej przyjaciel dwadzieścia siedem lat temu omal nie zginął w nim. Tyle, że Harry nie wrzucił kartki do Czary, a Barty Crouch Junior zrobił to za niego by Voldemort mógł wrócić, doprowadził Harry'ego do zwycięstwa.
-Ona zwariowała. Zastanowiła się właściwie? - Mówiła oburzona Lily.
-Lils uspokój się. Ona na pewno wie co robi. - Pocieszyła ją Perrie.
-Wczoraj wieczorem ogłoszono otwarcie Turnieju i możliwość zgłaszania się, a dziś rano ona jako pierwsza wrzuca swoje nazwisko do Czary Ognia. Powinna się zastanowić!
-Nie chcę wyjść na kogoś kto podsłuchuje. - Powiedział jeden uczeń z Durmstrangu siedzący dwa miejsca obok rudowłosej. - Ale my i zapewne Beauxbatons również o Turnieju wiemy od maja. Musieliśmy się zgłosić wcześniej kto będzie chciał tu przyjechać na Turniej. Ona o tym wiedziała od maja i zastanawiała się każdego dnia. I w końcu zdecydowała, że weźmie udział. Cały Durmstrang na nią liczył, że wygra, ale ona się przeniosła.
-Dzięki ...
-Sielo z Małp. -Posłał jej uśmiech.
-Dzięki Sielo. - On tylko posłał jej uśmiech i wstał od stołu by podejść do podium i wrzucić kartkę do Czary Ognia, a sala jego zgłoszenie ukoronowała brawami jak każdego wcześniej.
-Boski. - Skomentowała Bianca.
-Mało, że boski. On jest przystojny. I to zabójczo przystojny. - Powiedziała Potterówna.
-Sergiusowi się to nie spodoba. - Powiedziała Sonya.
-A co on ma do tego?
-Byłaś z nim w niedziele na randce w Hogsmeade. Wczoraj z nim rozmawiałaś. Tak widziałyśmy was. A dziś go olewasz. W sumie to od wczorajszej kolacji go olewasz.
-No bo zobacz ilu tu nowych przystojniaków przyjechało. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji jaką los nam daje.
-Jesteś stuknięta Lils.
-Czepiasz się Hale. - Bianca tylko na jej słowa przewróciła oczami.
-Ale Lily ma rację. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji. - Powiedziała Perrie.
-Tak z tym to się muszę zgodzić. - Powiedziała Sonya.
-Tak, wiem. - Powiedziała Bianca lekko się uśmiechając. - Macie racje. To byłby grzech.
-Ale długo masz zamiar olewać McLaggena?
-Jak najdłużej. Teraz za cel obstawiam Sielo. Chyba też mu wpadłam w oko.

***

-Ty widziałeś, twoja siostra chcę wrzucić kartkę do Czary.
-Rose? - Hugo jak na zawołanie spojrzał na podium. I zobaczył jak zadowolona Krukonka podchodzi do Czary i w płomienie wrzuca kartkę. - Zwariowała. - Powiedział gdy cała sala zaczęła bić brawa dla niej. Po chwili po raz kolejny rozbrzmiały brawa gdy kolejna osoba wrzucała kartkę w Czarę.
-Albo jest odważna. Chce się sprawdzić. Jak każdy. Tylko nie wszyscy mają odwagę. A ona ewidentnie ją ma. - Powiedział Jasper.
-Hugo, Rose wie co robi. - Powiedział Albus. - Ja się zastanawiam, ale chyba też wrzucę kartkę.
-A ja się już zastanowiłem i idę. - James Potter uśmiechnął się do wszystkich mijając rodzinę i poszedł do Czary Ognia.
-Kolejny zwariował.
-Hugo nie przesadzasz? - Ten posłał mu tylko mordercze spojrzenie, a Jasper się tylko zaśmiał. Cała trójka spojrzała na podium gdzie James Potter właśnie wrzucał kartkę w płomienie Czary, na sali znów rozległy się brawa, a on z wielkim uśmiechem odwrócił się i zaczął wracać. Cztery uczennice z Beauxbatons siedzące przy stole Huffelpuffu siedzące blisko końca stołu wstały i też podeszły do Czary. A na sali po raz kolejny kilka razy rozbrzmiały brawa.

Nim śniadanie się skończyło od stołu Gryffindoru wstał jeszcze jeden chłopak.
-Sergius. - Powiedziała Potterówna widząc chłopaka idącego z kartką w dłoni w stronę podium. Wrzucając kartkę w płomienie i na jego cześć rozbrzmiały brawa. - Co ty robisz? - Spytała gdy wracał. Zatrzymał się i spojrzał na nią.
-Zgłaszam się do Turnieju.
-Ale ...
-Co?
-Nieważne. - Powiedziała odwracając się. Sergius ruszył dalej i usiadł obok swoich przyjaciół.
-Jesteś tego pewien Sergius?
-Teraz już niema odwrotu Trevor.
-Mam nadzieję, że ona jest tego warta.
-Jest. - Powiedział spoglądając na Potterównę.
-Nie myśl sobie, że nie będziesz miał konkurencji.
-Co to ma znaczyć Mason?
-To, że też się zgłaszam. - Powiedział, rzucając mu spojrzenie przez stół po czym wstał i ruszył w kierunku podium.

***

-Weasley nie przyzwyczaiłaś się zbytnio? - Spytał Scorpius wchodząc na wieże i widząc że Krukonka tak jak zawsze siedzi na balustradzie i pali papierosa.
-Nie mam pojęcie o co ci chodzi Malfoy.
-To, że dosiadasz się do stołu Slytherinu od wczorajszej kolacji. - Powiedział odpalając papierosa i opierając się o balustradę plecami.
-Dosiadam się, bo chcę spędzić czas ze swoimi przyjaciółmi. Pamiętaj że Dom Smoka i Slytherin niczym się nie różnią. Byłam w Domu Smoka.
-Więc czemu nie jesteś w Slytherinie? - Rudowłosa westchnęła.
-Jakbyś zareagował gdyby Tiara krzyknęła Slytherin gdy McGonagall mi ją założyła?
-Wkurzyłbym się.
-No właśnie. A reakcja pozostałych Ślizgonów? Tiara nie chciała żebym została zmieszana z błotem.
-Ta czapka ma uczucia? Woow Nie wiedziałem.
-Też się zdziwiłam.
-Gratuluję odwagi.
-Słucham?
-Zgłosiłaś się do Turnieju.
-No jasne że się zgłosiłam. Wiem o nim od początku maja. Natsuri zbierała listę osób, które chcą tu przyjechać. Moje nazwisko było pierwszym na liście. Nie dlatego, że chciałam zobaczyć się z rodziną, która tu chodzi. Ale chciałam wziąć udział w Turnieju. Mieliśmy się zastanowić przez cały maj. I w czerwcu wpisać się na listę.
-Przez ten cały czas wiedziałaś?
-Oczywiście.
-I nic nie powiedziałaś? Nikomu?
-Zobowiązywała nas klauzula milczenia. - Powiedziała i zeszła z balustrady. - Idziesz na obiad?
-Też pytanie.
-Pozwolę ci nawet usiąść z nami.
-Powinienem czuć się zaszczycony. Zapraszasz mnie do mojego stołu.
-Zapraszam cię do twojego stołu, ale na miejsce wśród uczniów Durmstrangu. - Posłała mu uśmiech. - Możesz wziąć kumpli.
-To moja rodzina.
-Na jedno wychodzi. - Blondyn tylko przewrócił oczami na słowa Krukonki.

***

-Ta znowu siada do stołu Ślizgonów. - Powiedziała z niedowierzaniem Potterówna.
-I w dodatku tym razem Malfoy i reszta jego bandy dosiada się razem z nią do tamtych z Durmstrangu. - Powiedział Hugo.
-Ja się jej nie dziwię. - Powiedział Albus, a wszystkie spojrzenia zostały utkwione w nim. - No co? Przecież to proste. Była w Durmstrangu przez pięć lat. Ma tam przyjaciół. Tu nie zna nikogo. Prócz nas. Ale z nami nie chce mieć kontaktu. Była w Domu Smoka. A Dom Smoka jest tym samym czym jest Slytherin. Są sobie podobni. I nie dziwi mnie, że Rose tak dobrze dogaduje się z Malfoy'ami, Greengrass'ami, Camisso i Zabinim. A wszyscy wiemy że dwoje z rodzeństwa Zabini jest w Ravenclaw, tak jak Rose, więc ... dogadują się.
-Ale to nie znaczy, że ma się z nimi przyjaźnić. Przecież to Malfoy. Rodzice nienawidzą tej rodziny najbardziej! Bardziej niż McLaggena!
-To może w końcu z nim pogadasz? - Spytała Perrie.
-Zwariowałaś? Nie zbliżę się do tej Ślizgońskiej mendy.
-O Sergiusie mówiłam debilko.
-Oh ... A czemu miałabym z nim pogadać?
-Boże Lils jaka ty jesteś tępa. Ty na serio jesteś moją siostrą?
-Albus bo jak cię zdzielę zaraz ...
-Daj spokój Ruda.
-Nie mów do mnie Ruda! - Albus patrzył na nią z lekko otwartymi oczami.
-Wiesz zawsze myślałem, że masz coś z Metamorfomaga, ale ... teraz widzę że jednak zawsze miałem rację. - Powiedział i się uśmiechnął.
-Co ty mówisz kretynie?
-Lils. On ma rację. - Powiedziała Bianca.
-Co?
-Spójrz. - Powiedziała Hale i kosmyk jej włosów przysunęła pod twarz. Jej włosy były teraz koloru krwistej czerwieni, a nie, tak pięknego rudego koloru, jak zawsze.
-Nie. To nie może być prawda. Jak?
-Takie rzeczy się zdarzają Lils. - Powiedziała Sonya. A Albus i Hugo wybuchnęli śmiechem, gdy włosy Potterówny z czerwonego zmieniły się w zielone. Wszyscy zaczęli się śmiać i wkrótce cała sala zaczęła się rozglądać za źródłem hałasu i z czego się ów uczniowie śmieją.

***

-Ktoś tu jest Metamorfomagiem. - Powiedział Akalai patrząc na stół Gryfonów. Rose się odwróciła i zaczęła szukać osoby na którą wszyscy się patrzyli.
-No nie wierze. Moja kuzynka. Lily Potter Metamorfomagiem. Kto by przypuszczał. Zawsze myślałam, że to James jest najbardziej dziwny z ich czwórki.
-Co?! Potter Metamorfomagiem?! - Krzyknął Scorpius i się odwrócił. - Ona ma zielone włosy! I ... Czy to są kocie wąsy? - Spytał, a osoby siedzące najbliżej parsknęli śmiechem w tym Krukonka.

***

-Lils uspokój się. Wdech i wydech. Zapanujesz nad tym. - Mówiła jej Perrie.
-Mam kocie wąsy. Jak mam się uspokoić? - Spytała z łzami w oczach i wybiegła z sali.
-Lily!
-Zostaw mnie! - Krzyknęła tylko zasłaniając twarz. Wbiegła do toalety Jęczącej Marty na pierwszym piętrze. Dopiero tam dała upust emocjom i rozpłakał się na dobre. Wszyscy się z niej śmiali. To nie było przyjemne. Owszem lubi być w centrum zainteresowania, ale nie w taki sposób.
-Lily Potter. Co się stało? - Spytała Marta podlatując do dziewczyny skulonej w kącie. - No powiedz coś. Wiesz, że twój tata w drugiej klasie ważył tutaj ze swoimi przyjaciółmi eliksir wielosokowy? Lubił być niegrzecznym chłopcem. - Powiedziała roześmiana. Lily zaśmiała się również.
-Nie wiedziałam. - Powiedziała, ale po jej głosie dało się poznać że płacze.
-Więc czemu płaczesz Lily?
-Nie chcę o tym mówić. Zostaw mnie samą. Proszę. - Powiedziała nie podnosząc głowy, wciąż siedząc skulona z nogami podwiniętymi pod brodę i oplątującymi je rękoma.
-Jak sobie chcesz. - Powiedziała i odleciała by dać nurka w muszlę klozetową. Po chwili Potterówna podniosła się i podeszła do lustra. Jej włosy w tej chwili były niebieskie, a twarz miała kaczki.
-Jak ja wyglądam. - Zaszlochała cicho i pochyliła głowę, opierając się rękoma o umywalkę. Drzwi łazienki lekko zaskrzypiały, ale Gryfonka zdawała się tego nie słyszeć. Ktoś szedł w jej kierunku, kroki były coraz głośniejsze, aż w końcu ucichły.
-Lily. Nie bój się. Nad tym da się zapanować. Pomogę ci. Lily. To jest dar. Rzadko spotykany, ale dar. - Dziewczyna nic nie powiedziała tylko odwróciła się i wtuliła w tors chłopaka. Nie śmiał się. Nie nabijał się z niej jak inni. - Nie płacz już. Jeszcze będą ci zazdrościć.
-Czego tu można zazdrościć? Jestem dziwadłem.
-Nie jesteś. Zaufaj mi. Widziałem dziwniejsze rzeczy w życiu. Mogę ci pokazać. Jeśli zechcesz. Bo ostatnio zdajesz się mnie unikać.
-Przepraszam McLaggen ... znaczy Sergius. - Poprawiła się szybko wciąż wtulając się w niego i popłakując lekko, a on tulił ją do siebie i głaskał po plecach.
-Już dobrze? - Spytał gdy po dłuższej chwili ciszy odsunęła się od niego. Pokiwała tylko głową. Odwróciła się i spojrzała w lustro. - Widzisz już jest dobrze. To się kontroluje. Jednym z Matamorfomagów była Nimfadora Tonks, matka Edwarda Lupina. Na pewno ją kojarzysz z opowieści rodziców. Twój tata się z nimi przyjaźnił. Czy ktokolwiek nabijał się z niej? Nie. Była jednym z najlepszych Aurorów. Była w Zakonie Feniksa. A swój dar wykorzystywała do rozbawiania przyjaciół, lub dezorientacji wroga. Bynajmniej tak słyszałem.
-Jakoś tak było. - Powiedziała cicho.
-Możemy się skontaktować z Edwardem. Powie nam jak nad tym panować.
-Ale on się z tym urodził. To jest inaczej. Ja to dostałam tak nagle. To nie to samo.
-Masz rację. Nie to samo. Ale to nie znaczy, że nie da się nauczyć kontroli nad tym. Chodź. - Powiedział i wyciągnął dłoń w jej stronę. Przygryzła wargę, ale po chwili odwróciła się do niego i chwyciła wyciągniętą dłoń chłopaka. Zabrał ją do wieży Gryffindoru. I tam razem napisali list i wysłali go jego sową.

***

-Współczuję jej trochę. Jest teraz głównym tematem rozmów. Jak to na sali jej włosy przybrały zielony kolor, a na twarzy wyrosły kocie wąsy. - Powiedziała smutno Sonya.
-To jest Metamorfomagia. Rzadko spotykana. Znaczy rzadko ukazuje się u kogoś po kilku latach. Zazwyczaj daje o sobie znak od narodzin. - Mówiła Perrie.
-Swoją drogą ciekawe gdzie pobiegła. - Powiedziała zmartwiona Bianca.
-Miejmy nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. - Powiedziała Sonya. - Współpraca. - Powiedziała do Grubej Damy, a ta otworzyła im przejście do PW.
-I co znalazłyście ją? - Spytał Al zmartwiony.
-Nie.
-Spokojnie znajdzie się. Nie ma się co martwić. Jest w Hogwarcie. Nic jej nie grozi. - Powiedział Hugo.
-Też racja. - Przyznała mu rację Perrie.
-No cóż trzeba czekać. - Powiedział Frank do tej pory milczący. - Jak zgłodnieje to sama się znajdzie. - Zaśmiał się.
-No właśnie może jest w kuchni? - Spytał Paul, który martwił się o siostrę przyjaciela w równym stopniu co jej rodzina.
-Nie ma jej tam. Właśnie sprawdzałem. - Powiedział James wchodząc właśnie do PW.

W tym samym czasie na najwyższym piętrze wieży z dormitoriami chłopców, w jednej z sypialń na łóżku leżał Sergius, tulący do siebie rudowłosą dziewczynę, która była zmęczona ostatnimi wydarzeniami.
-Oh. - Powiedział zszokowany Ethan wchodząc do dormitorium.
-Co jest? - Spytał Treveor popychając przyjaciela. - Pogodziliście się?
-Nigdy nie byliśmy pokłóceni.
-Ale cię olewała. - Powiedział Mason zamykając drzwi.
-Swoją drogą, wiesz że wszyscy jej szukają? - Spytał od niechcenia Ethan.
-Ona nigdzie się nie chowa.
-Mówisz za nią? - Spytał Ethan. Po czym kontynuował. - To powiedz to jej rodzinie i przyjaciółką którzy z nerwów rwą sobie włosy z głowy i zamartwiają o nią.
-Przesadzasz Quincey.
-Ja przesadzam? - Spytał brunet. - Słyszałem rozmowę jej przyjaciółek.
-No to one przesadzają. Co ty byś zrobił Ethan gdybyś nagle tak jak ona dostał kocich wąsów, a twoje włosy zrobiłyby się zielone? Chciałbyś się schować jak najgłębiej gdzie nikt by cię nie znalazł i nie zobaczył. Tak jak ona. Wiesz że płakała? To było dla niej męczące. Wszyscy na nią patrzyli, nie tylko nasza szkoła, ale i Durmstrang i Beauxbatons. I te krzyki i śmiechy.
-I postanowiła się schować w twoich ramionach. - Skwitował Trevor.
-Tak. Nie.
-To tak czy nie?
-Jak ją znalazłem, owszem wtuliła się we mnie. Potrzebowała czyjegoś ramienia żeby się wypłakać, a akurat ja ją znalazłem. A szukało ją ile osób? Dziewięć? Dziesięć?
-Coś koło tego. A dokładniej wliczając naszą trójkę - Trevor wskazał na siebie, Ethana i Masona. - czternaście. Może teraz zwróci na ciebie uwagę. Jako jeden z nielicznych się z niej nie śmiałeś. Wyciągnąłeś pomocne ramię.
-Już zwróciła. - Powiedział z lekkim uśmiechem zerkając na rudowłosą dziewczynę leżącą obok niego z głową opartą na jego klatce piersiowej. - Inaczej by jej tu nie było.
-To może was zostawimy? Żartowałem. - Dodał szybko Ethan widząc miny przyjaciół i rzucił się na swoje łóżko.
-Wiesz co zrobić z tymi jej matamorfozami, nad którymi nie panuje? - Spytał Trevor.
-Przede wszystkim nie przejmować się tym, bo to jest naturalne. Znaczy wiesz, jak ktoś ją zdenerwuję to jej włosy dadzą o tym znać. Zmienią kolor. I ... no nie wiem jakie objawy ma Metamorfomag. Ale się dowiem ... dowiemy.
-Jak?
-Namówiłem ją by napisała list do Edwarda Lupina. Jego mama była Metamorfomagiem i on to po niej odziedziczył. Może coś poradzi.
-Jak ją przekonałeś do siebie? Znaczy, że nie nawrzeszczała na ciebie, ani nic i tak grzecznie z tobą przyszła? - Spytał Mason.
-Mówiła, że jest dziwadłem. Zaprzeczyłem temu, bo taka prawda. Powiedziałem również, że widziałem dziwniejsze rzeczy w życiu i mogę jej pokazać.
-Masz na myśli mnie. - Powiedział Trevor patrząc na przyjaciela.
-Będąc szczerym. Tak, miałem na myśli ciebie.
-Uważasz mnie za dziwadło?
-Ty to powiedziałeś stary, nie ja.
-Masz szczęście, że ona śpi przy tobie, bo byś oberwał. Ale żal mi jej budzić.
-No Trevor nie obrażaj się. Stary zwariowałeś? Jesteś moim kumplem, może masz te swoje dziwne wybryki, ale ... Nie rób takiej miny. - Sergius przewrócił oczami na zachowanie przyjaciela. - Wiesz czasem zachowujesz się jak dziecko.
-I kto to mówi?
-Ja przy najmniej nie gadam sam ze sobą zastanawiając się czy się zgłosić do Turnieju. - Trevor pokręcił tylko głową i usiadł na łóżku po prawej stronie obok łóżka McLaggena.
-Czasem cię nienawidzę.
-Nie martw się. Nie jesteś sam. Też czasem siebie nienawidzę. - Powiedział, a cała czwórka zaśmiała się.

-------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------
-----------------------------------
Jest kolejny rozdział mam nadzieję że się wam podoba.
Czekam na waszą opinię w komentarzach.
Pamiętajcie!
Czytacie = Komentujecie = Motywujecie