piątek, 10 marca 2017

Rozdział 13 - Urodziny i Święta

-Czyżbyś się ukrywał? Chłopaki nie mogą cię nigdzie znaleźć od obiadu. - Spytała Krukonka, a blondyn milczał. - Cały czas byłeś tu?
-Ta.
-Co się stało?
-A co się mogło stać?
-Skąd mam wiedzieć? Nie siedzę w twojej głowie Malfoy. - W końcu zaszczycił ja spojrzeniem. Był rozgniewany. Ale nie na nią.
-Gissel Nott.
-Mogłam się tego spodziewać. - Powiedziała i usiadła na balustradzie naprzeciwko Ślizgona i odpaliła papierosa. - Co znowu zrobiła?
-Traktuje mnie jakbym był jej własnością. Mam jej dosyć. Doprowadza mnie do szału. Dzisiaj po obiedzie jak wyszedłem na błonia rzuciła mi się na szyję piszcząc mi do ucha "I jak tam się czujesz kochanie? Już dobrze? Przeżycia na tych trzech wyspach musiały być dla ciebie bardzo ciężkie i męczące. Mogę ci pomóc się odstresować." - Naśladował jej głos. Krukonka wybuchła śmiechem i omal nie spadła z balustrady. - To nie jest śmieszne Weasley. - Warknął na nią. Pierwszy raz od ich pierwszego spotkania użył w stosunku do niej tak podłego tonu.
-Wybacz. Ale rozśmieszyłeś mnie tym jej udawanym piskliwym głosikiem. - Teraz to ona starała się naśladować głos Panny Nott. Blondyn prychnął tłumiąc śmiech, ale nie udało mu się powstrzymać uśmiechu.
-Brzmiałem podobnie?
-W pewnym stopniu. Byłeś zabawniejszy.
-Minął miesiąc od pierwszego zadania. Wiesz już jak otworzyć te jaja i szkatułki? Znalazłaś jakieś podpowiedzi?
-Jeszcze nie. A ty?
-Też nie.
-Jedyne co mamy to te kamienie i cztery małe drewniane szkatułki, które bez problemu dało się otworzyć. Ale te podpowiedzi ... Nie mają sensu. "Zagadka płynów", "Zmiana", "Sen", "Prawda".
-Co to może znaczyć?
-Nie mam pojęcia. Nie było cię na kolacji więc nie wiesz. Od jutra zaczynamy naukę tańca, bo przecież odbywać się będzie Bal Bożonarodzeniowy. Uważaj, bo Gissel szybko wybiegła z Wielkiej Sali krzycząc "Muszę zaprosić Scorpiusa na Bal!"
-Tylko nie ona.
-Znajdź więc szybko kogoś innego. - Powiedziała zeskakując z balustrady.
-Rose! - Krzyknął nim zniknęła w cieniu.
-Tak? - Spytała odwracając się. Zszedł z balustrady i podszedł do niej.
-Bo wiesz ... może ... - Podrapał się niewinnie lewą ręką z tyłu głowy. - Może byśmy poszli razem na ten Bal. Jako przyjaciele. Ja miałbym spokój z Gissel, a ty ... nie obraź się, ale wiem, że unikasz wszystkich i nie masz zbyt wielu przyjaciół w Hogwarcie. Nie przyszłabyś sama.
-Dziękuję, że się o mnie troszczysz Scor. Ale dyrektorka wzięła wszystkich reprezentantów na rozmowę na osobności by nam powiedzieć, że Bal Bożonarodzeniowy rozpocznie dwunastu zawodników. Czyli dwanaście par. Więc jeśli na Bal chciałoby pójść razem dwoje zawodników, jest to niestety niemożliwe. Przeprosiła nas i uśmiechnęła się przepraszająco i niewinnie co nie było do niej podobne, bo jest wrednym starym babsztylem.
-Aha.
-Ale gdyby nie jej zakaz, wiedz że z chęcią bym z tobą poszła. - Uśmiechnęła się. - A tym czasem muszę postarać się znaleźć jakiegoś partnera na Bal. Do jutra. - Powiedziała i wyszła. Blondyn podszedł do balustrady i zapatrzył się w nocne niebo.
-Poszłaby. - Powiedział do siebie. - Jasne. Skłamała, żeby mi przykro nie było. Co mi strzeliło do głowy by ją zapraszać? Zbłaźniłem się. - Walnął głową w poręcz. - Ał. - Mruknął, ale nie podniósł głowy do góry. Pogrążył się w myślach.

***

-Sophie?
-James? Wystraszyłeś mnie.
-Przepraszam. Nie chciałem.
-Nic się nie stało. O co chodzi?
-Poszłabyś ze mną na Bal?
-Oh ... Wiesz już mnie ktoś zaprosił i ... tak głupio byłoby powiedzieć, że jednak z nim nie pójdę.
-Oh ... Aha ... Ok-k-okej ... Nie ma sprawy. Nic się nie stało
-James. Naprawdę przykro mi. - Uśmiechnęła się lekko. Pokiwał tylko głową i odszedł.
-Szukałem jej przez cały dzień, żeby usłyszeć, że ze mną nie pójdzie. - Mruknął do siebie.

***

-Scorpius kochanie! - Gdy tylko blondyn usłyszał piskliwy głos Panny Nott szybko skręcił za róg i ruszył biegiem przez korytarz potrącając przy tym niektórych uczniów i rzucając przez ramie krótkie "Wybacz", "Niechcący", "Przepraszam", "Sorki". W którymś momencie zderzył się z inną osobę wybiegając nagle zza rogu.
-Elain cześć.
-Scorpius. Co ty robisz?
-A nic.
-Śpieszyłeś się dokądś?
-Nie. A właściwie zamierzałem cię poszukać. A skoro już jesteś ...
-Tak?
-Wiesz ... może poszlibyśmy razem na Bal. Jeśli nie to zrozumiem. - Uśmiechnął się.
-Oh zaskoczyłeś mnie. W sensie że my ... razem?
-Jako przyjaciele oczywiście. Wiesz, że traktuję cię jak siostrę. Pomyśleć, że my coś ... haha śmieszne no nie?
-Tak. Śmieszne. Wystraszyłeś mnie tym pytaniem. Już myślałam, że ty ... hahaha niedorzeczne.
-Tsa. Więc?
-Oczywiście, że z tobą pójdę. Jako przyjaciółka. - Uśmiechnęła się i odeszła. Blondyn ruszył dalej korytarzem.
-Nareszcie cię dogoniłam skarbie.
-Odczep się! - Warknął na nią.
-Mógłbyś być milszy dla swojej dziewczyny ...
-Dziewczyny?! Czy ty siebie kurwa słyszysz? Zrozum to! Nie jestem twoim chłopakiem. I nigdy nim nie będę! Nie jestem tobą zainteresowany!
-Nie złość się, bo zmarszczek dostaniesz i jak będziesz wyglądał na zdjęciach w gazecie jak już wygrasz. - Zaczęła się do niego przytulać. - No właśnie idziemy razem na Bal prawda?
-Nie. Idę z kimś innym. Zaprosiłem Elain.
-Tą zołze?! Jest wredna wyrafinowana i brzydka.
-Fajnie, że opisujesz samą siebie! Nie obrażaj mojej przyjaciółki! - Warknął i odepchnął ją od siebie tak mocno, że plecami walnęła w ścianę i na chwilę zabrakło jej powietrza w płucach. - Jesteś totalną idiotką! Jak twoja matka! Wiesz, że twoja matka jest niezrównoważona psychicznie?! Raczej za dużo nie opowiadała ci o sowich przeżyciach w Hogwarcie! Ale ja wiem to i owo od ojca i wujostwa! Była zwykłą szmatą która puszczała się na prawo i lewo ze wszystkimi Ślizgonami. Miał ją praktycznie każdy. Nieliczni tylko ją odtrącili ci których wkurzała najbardziej i którzy mieli najwięcej rozumu w głowie by nie zadawać się z laską która była w setkach łóżkach, kto wie czym się zaraziła? Mój ojciec, wujek Tracker, Blais Zabini i jeszcze kilku odtrącali ją bo to wiedzieli. Upodabniasz się do swojej matki, która zrobiła z siebie dziwkę w wieku trzynastu lat w szkole. Myślisz, że ktoś jest w stanie pokochać taką osobę? Twój ojciec związał się z nią tylko dlatego, że nikt go nie chciał. A i ona wiedziała, że nikt nie zechce jej, dlatego zgodziła się na ślub z nim. Twój ojciec zrobił to tylko dlatego, żeby przedłużyć swój ród. Chciał mieć tylko syna, który by nosił jego nazwisko i przedłużył jego rodzinę. Doczekał się go. A ty ... Ty jesteś pomyłką. Urodziłaś się po Zachariaszu. Jesteś wpadką Gissel. Zrozum to. Twoi rodzice ciebie nie chcieli. Bo wiedzieli, że będziesz tak samo niewdzięczna i puszczalska jak Pansy! Poszłaś w ślady matki! Myślisz, że swoim zachowaniem robisz z siebie kogoś kogo wszyscy polubią i staniesz się panią wszystkich! Otóż się mylisz! Wiesz co ludzie o tobie myślą?! Mają ciebie za nikogo ważnego, za dno i obiekt do śmiechu. I nigdy więcej nie nazywaj mnie swoim skarbem i kochaniem, bo nie jesteśmy parą. Dla twojej wiadomości mam dziewczynę. Sto razy lepszą od ciebie. - Powiedział i odszedł zostawiając zapłakaną brunetkę na środku korytarza próbującą wtopić się w ścianę i zniknąć. Była jak wmurowana, nie miała sił by się ruszyć. Utorował sobie przejście przez tłum, który się zgromadził wokół nich. Jutro rano cały Hogwart będzie wiedział, o poniżeniu jakiego doświadczyła Gissel Nott za sprawą Scorpiusa. Młody Malfoy był pierwszą osobą, która powiedziała jej prawdę na jej temat i jej rodziny. Zranił ją bardzo mocno, ale miał to gdzieś, bo ona go nigdy nie interesowała. Zawsze go irytowała i wkurzała. Tylko to potrafiła. Jest pustą lalunią, która martwi się tylko o swój wygląd, makijaż i paznokcie. Pansy Parkinson miała chociaż więcej rozumu w głowie. Była mądrą i bystrą czarownicą. A Gissel nie osiągnie nic w życiu, jeśli dalej będzie się tak zachowywać. Kiedyś i owszem we wcześniejszych latach Pansy też robiła z siebie pustą laskę, ale w końcu zrozumiała, że tym nic nie osiągnie. I wyszła na ludzi. Bynajmniej zaczęła się uczyć o wiele więcej, bo do końca siódmej klasy pozostała panną lekkich obyczajów w szkole.

***

-Ależ ty jesteś brutalny.
-Co? - Spytał blondyn podnosząc wzrok na Krukonkę.
-Zniszczyłeś taki piękny i idealny świat Panny Nott. - Powiedziała nakładając sobie na talerz trzy sandwiche.
-Zasłużyła na to. - Mruknął również nakładając sobie na talerz kanapki.
-Mogłeś jej to powiedzieć na osobności. A nie na środku korytarza.
-Bronisz jej Liam?
-Nie. Oczywiście, że nie. Wszystko co powiedziałeś jest prawdą. Ale tylko nieliczni o tym wiedzieli. I ci którzy to wiedzieli milczeli. A ty to powiedziałeś na głos.
-Trudno. Wkurzyła mnie dobra?
-Wiesz, że jednym ze światków waszej kłótni był Joshua? Wysłał już notatki z tego co powiedziałeś do redakcji. Jutro rano w Proroku cały świat dowie się o prawdzie na temat rodziny Nott. - Powiedział Jace.
-Nie obchodzi mnie to. Zasłużyli sobie.
-Nie znam ani Gissel, Ani Zachariasza. Ani ich rodziców. Ale zgodzę się ze Scorpiusem. Zasłużyli na to. Skończcie temat chłopcy i zjedzmy w spokoju kolację.
-Dzięki. - Szepnął do niej bo nie miał zamiaru dłużej ciągnąć dyskusji na temat Gissel i jej rodziny. Rose posłała mu tylko uśmiech.

***

-Jak on mógł tak potraktować Gissel?
-Jest wredną suką. Normalnie.
-Al! - Oburzyła się na brata Lily. - Jest dziewczyną i ma uczucia. Należy jej się szacunek.
-Nie po tym jak przespała się z połową chłopaków w Hogwarcie.
-Ty go popierasz Emily?
-Ma rację. Robi z siebie dziwkę na oczach całej szkoły. Wszyscy to widzą. Malfoy powiedział jej to czego nie przyjmowała do wiadomości. Powiedział jej prawdę.
-Zranił ją.
-Jak wolisz siostra.
-Serg powiedz że mam rację.
-Masz rację. Ale Al i Em też ją mają.
-Co?!
-Ciszej. Malfoy nie powinien był mówić tego na korytarzu przy wszystkich. Ale wszyscy znamy prawdę na temat Gissel Nott. Puszcza się z wieloma chłopakami, robi z siebie dziwkę, jest pustą lalunią, która martwi się tylko tym by nie złamać sobie paznokcia i czy jej makijaż jest perfekcyjny. Chodzisz z nią do klasy. Ty wiesz najlepiej jaka ona jest. Tylko nie chcesz przyjąć prawdy do świadomości, ponieważ w jakiś dziwny sposób jej współczujesz.
-Nie rozumiem was. Malfoy jest podły.
-Gdybyś miała wybierać Scorpius czy Gissel. Kogo byś wybrała?
-Co to za pytanie Sergius?
-Odpowiedz.
-Malfoy. - Mruknęła nie wyraźnie.
-Czyli sama widzisz. Bardziej cenisz jego od niej. Czyli zasłużyła sobie na to co jej powiedział.
-Czy ty musisz być taki mądry? - Mruknęła i chwyciła kolejną kanapkę. Chłopak się tylko zaśmiał, a wraz z nim jej rodzeństwo i parę innych osób siedzących w pobliżu w tym przyjaciele Sergiusa i kuzynostwo oraz przyjaciółki Lily.
-A właśnie bo chciałem pytać. Lily? Czy uczynisz mi ten zaszczyt i udasz się ze mną na Bal Bożonarodzeniowy?
-Nie. - Odparła jak gdyby nigdy nic.
-Co? - Spytał zszokowany. Perrie zakrztusiła się sokiem dyniowym, który właśnie piła. Alowi widelec wypadł z dłoni i uderzył z brzękiem o talerz. A Ethan upuścił na podłogę kubek z sokiem, który rozlał się przy uderzeniu. Rudowłosa uśmiechnęła się i powiedziała.
-Żartowałam. Z chęcią z tobą pójdę. - Pocałowała go w policzek.
-Nigdy więcej takich żartów. - Warknęła Perrie. - O mało co się nie udusiłam przez ciebie. - Lily tylko niewinnie wzruszyła ramionami i przygryzła wargę.


***

-Co wy wyprawiacie? No ej! - Blondyn buntował się przeciw niewiadomym działaniom przyjaciół.
-Zamknij się i idź.
-Łatwo ci mówić, bo to nie tobie zawiązano oczy Jake.
-Dziś są twoje urodziny. Wyluzowałbyś.
-Mamy dla ciebie niespodziankę. - Powiedziała Tamara.
-Już ja znam te wasze niespodzianki. Co mi tym razem zaserwujecie? Skok z wieży Astronomicznej? A może pijana nocka w sowiarni?
-Długo będziesz nam to wypominał?
-Aż do śmierci.
-Ja również. Dobrze, że nic sobie nie złamałem wtedy. - Powiedział Liam. -  Namówiliście mnie, że skok z wieży będzie fantastycznym pomysłem. Gdyby nie Scor nie byłoby mnie tu dziś. A zeszłoroczne urodziny Scorpiusa ... W sowiarni. Cali w ...
-Nie kończ. Błagam. - Powiedziała Tris.
-To był wasz pomysł dziewczyny. - Dodał.
-Ale te urodziny będą o niebo lepsze.
-Skąd ta pewność? - Spytał Jubilat.
-Bo jest nas więcej. Tadam! - Krzyknęła Tris zdejmując opaskę z oczu blondyna. Byli na jednej z nieużywanych wież. Były tu kanapy, fotele, stoły zastawione alkoholem, słodyczami, jakimiś ciepłymi przekąskami, które kazano przygotować skrzatom oraz wielkim czekoladowym tortem. A dodatkowo w pomieszczeniu znajdowali się przyjaciele z Durmstrangu z Domu Smoka Natasha i Lex Krum, Riri i Akalai Olamk, Shawen i Alabaster Horde, Funia Osmahaia, Millow Gatirow, Kal Cecyrow, Logan Pumes. Z Domu Tygrysa Sher Roth, Arden Lubecky, Phentin i Ugo Aganow, Shima i Maella Terriego, Seth Joker. Z Domu Małpy Eliot Somelli, Franklin Dashner, Ivo Gereen i Melca Foreen. Z Domu Wilków Paige Breno i Urlich Redsou. Wśród tej gromadki byli też uczniowie ze szkoły Beauxbatons, z Domu Północy Stefan i Paul Oren, Flawio Montec, Eduardo Solles, Arima Loop, Ouanda Genewa, Dal Ribeira i Petra Ribeira. Z Domu Zachodu Marco Cami, Jett Ivencki, Jorge Merell, Brenda Sogrina i Ivanowa Dellesso. Oprócz tych wspaniałych gości na wieży znajdowali się także Jake i Tamara Greengrass, Liam i Tris Camisso, Jace i Jessica Zabini, Elain McMilan, Axel i Arietta Lightwood, Gale Cereyo, Caroline i Temari Sneell, Christopher i Annie Jackson, Michael Herondale oraz pewna Krukonka Rose Weasley ze swoim dalekim kuzynostwem Thanią i Tristanem Dursley. Rozbrzmiało głośne sto lat, a następnie składano Jubilatowi życzenia i wręczano prezenty.
-Więc imprezę czas zacząć! - Krzyknęła Natasha i włączyła radio, a na wieży od razu zabrzmiały ostre dźwięki rockowej muzyki. Panna Krum machnęła różdżką i Ognista Whisky sama nalała się do szklanek i podleciała każdemu do ręki.
-Uwaga Przemowa! - Krzyknął Liam przyciszając jednocześnie muzykę. Do głosu doszedł Jace Zabini.
-Ostatnie miesiące były przełomem w naszym życiu. Wszystkich z nas. Tegoroczny Turniej Trójmagiczny przywiał do nas was wszystkich. Mówię tu o przyjaciołach z Durmstrangu z Domu Smoka oraz przyjaciół z Domu Tygrysa, Wilka i Małpy z którymi ostatnio coraz lepiej nam się rozmawia. A także wspaniałych towarzyszy ze szkoły Beauxbatons z Domu Północy i z Domu Zachodu. Naszą przekochaną i przeuroczą Rose Weasley oraz pozostałą dwójkę Krukonów jej dalekich kuzynów Thanie i Tristana. Wszyscy, na których nam zależy znajdują się tutaj w tym pomieszczeniu. Salud mi Familia!
-Salud! - Krzyknęli wszyscy tradycyjnie stukając się uniesionymi w górę szklankami by wznieść toast.
-A teraz tort! - Krzyknęła Tamara.
-Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki. - Dodała Jessica Zabini.
-Życzenie tak? Hmm ... - Blondyn chwilę się zastanawiał, a po chwili nabrał powietrza do ust i zdmuchnął ogień ze świeczek. Rozbrzmiały brawa. Ktoś zaczarował nóż by pokroił tort na równe kawałeczki i już po chwili każdy zajadał się wyśmienitym kremowo-czekoladowym tortem siedząc na mniej lub bardziej wygodnych krzesłach, fotelach czy kanapach. Muzyka została znów podgłośniona i zabawa urodzinowa się zaczęła na dobre.
-Co sobie życzyłeś? - Spytał Jace.
-Jak ci powiem to się nie spełni.
-No powiedz.
-Nie.
-Scor jak możesz to przede mną ukrywać? Jestem twoim przyjacielem.
-Właśnie dlatego Jace.
-Ale ...
-Nie. - Powiedział dobitnie. Ciemnoskóry tylko wywrócił oczami i przesiadł się na oparcie fotela Elain, po chwili oboje wstali i zaczęli tańczyć na parkiecie
-Tak właściwie dlaczego świętujemy twoje urodziny dzisiaj jedenastego grudnia, skoro masz je jutro? - Spytała Rose siadając na miejscu Zabiniego na kanapie obok blondyna.
-Zawsze nasze urodziny świętujemy dzień wcześniej w małym gronie. Wiesz przyjaciele i rodzinka. A w dzień urodzin cały dom świętuje nasze urodziny.
-Ciekawe.
-Wy tu nie gadajcie tylko już na parkiet. - Tris złapała obojga za nadgarstki i pociągnęła na parkiet by tam zostawić ich we dwoje i sama poszła tańczyć z Christopherem Jacksonem. Jednym z bliższych przyjaciół swoich kuzynów.

3 godziny później

-Co powiecie na karaoke?! - Wykrzyknęła radośnie Elain.
-Świetny pomysł!
-Jubilat zaczyna!
-Czemu ja? - Oburzył się Malfoy, był jednym z nielicznych który był z tego pomysłu niezadowolony.
-Elain nawet nie wiesz o co prosisz. On nie ma za grosz rytmu. - Powiedział Jake.
-A właśnie, że mam wyśmienite. Tylko patrzcie. A raczej słuchajcie. - Poprawił się po chwili. W tym czasie Tris wyczarowała unoszący się biały ekran na którym będzie ukazywał się tekst oraz zaczarowała mugolski sprzęt do karaoke. Mogą wybierać sobie najróżniejsze piosenki. Wręczyła blondynowi mikrofon.


-Jake moje uszy!!! Zamilcz! Bo wyjesz gorzej niż wilk do księżyca! - Nawrzeszczała na przyjaciela Panna Weasley. Ale nie wzruszony Pan Greengrass śpiewał dalej.
-It's gotta be youuuu! Only youuuu! It's gotta be youuuu! Only youuuuuuuuu!
-Wreszcie koniec! Bóg jednak nas kocha! - Krzyknęła Natasha.
-Wy w ogóle nie macie poczucia rytmu. To było dobre.
-Dobre? Chyba chciałeś powiedzieć okropne. - Powiedział Scorpius.
-Dobrze my byśmy zrobili gdybyśmy ci nie dali mikrofonu. Uszy mnie będą tydzień bolały. - Powiedział Ugo.
-Nie żartujcie sobie ze mnie. - Oburzył się chłopak.
-Ty jesteś jednym wielkim żartem Jake. Od tego zacznijmy. - Powiedział Michael, a wszyscy zebrani oprócz Jake zaśmiali się.
-Zamknijcie się. - Mruknął i usiadł na kanapie rzucając mikrofon na stół.

***

Gdy tylko rano Scorpius Malfoy wyszedł ze swojego dormitorium wszyscy Ślizgoni zebrani w Pokoju Wspólnym zaczęli śpiewać Sto Lat. Ci, którzy wciąż znajdowali się w swoich pokojach szybko z nich wybiegli by dołączyć do pozostałych. W końcu swoje urodziny dziś obchodził jeden z najważniejszych Ślizgonów.

Przez cały dzień wiele osób składało mu życzenia urodzinowe, by gdy nastał wieczór w lochach rozpoczęła się wielka i wspaniała impreza urodzinowa. Oprócz Ślizgonów przyszło też kilkoro uczniów z Durmstrangu i Beauxbatons, a także znalazło się tu paru Krukonów, Puchonów a nawet Gryfonów. Jakby nie patrzeć w innych domach są osoby, które lubią i szanują Młodego Malfoya. Lecz jest to nieliczna grupa.

***

W ostatnich dniach Hogwart żył przygotowaniami do Balu. Na każdym rogu chłopcy decydowali się zaprosić dziewczęta by poszły z nimi. Czas leciał nie ubłagalnie szybko. I nim się wszyscy zorientowali do Balu zostały trzy dni. Pierwsze, drugie i trzecie klasy musiały wracać do domów na święta, a pozostali zostali w Hogwarcie by wspólnie z delegatami z Beauxbatons i Durmstrangu spędzić święta.

***

-Rose! Wstawaj! - Nad Krukonką pochylały się Thania Dursley, Tamara Greengrass, Tris Camisso oraz Elain McMilan.
-Co wy tu robicie? Jak tu weszłyście? To wieża Krukonów. - Zwróciła się do trzech Ślizgonek.
-Thania nas wpuściła. A teraz wstawaj Rose. Idziemy na śniadanie, a potem na zakupy do Hogsmeade. Razem z twoimi przyjaciółkami z Durmstrangu. Obiecałyśmy im to.
-Dobrze. Dobrze. Jeszcze pięć minut. - Powiedziała i przewróciła się na drugi bok tyłem do nich.
-Rose!
-Ale wy marudzicie. Już wstałam. - Powiedziała siadając na łóżku. Krukonka zabrała z fotela ubrania i udała się do łazienki, a w tym czasie cztery dziewczyny rozsiadły się na jej łóżku.

Dwadzieścia minut później Rose była już gotowa i wraz z przyjaciółkami opuściła swoje dormitorium. Przechodząc przez Pokój Wspólny inni Krukoni rzucali w ich stronę nieprzyjemne spojrzenia, gdyż Ślizgoni nie są mile widziani w ich towarzystwie, a co dopiero w ich wieży.
-Co one tu robią? - Warknęła blondynka nagle pojawiając się przed Rose.
-Lissa. Też miło cię widzieć. Przyjaciółki po mnie przyszły. Bo idziemy razem do Hogsmeade na zakupy. - Powiedziała i wyminęła Pannę Scamander z niewinnym uśmiechem. Rose uwielbiała robić na przekór wszystkim Prefektom. A Prefektom Ravenclaw najbardziej.

Przy Sali Wejściowej czekały już uczennice Domu Smoka, wśród nich były Natsha Krum, Funia Osmahaia, Riri Olmak, Millow Gatirow i Shawen Horde. I cala dziesiątka dziewczyn ruszyła ośnieżoną drogą do Hogsmeade.

***

-Gdzie dziewczyny? - Spytał Scorpius siadając na murku fontanny.
-Poszły do Hogsmeade kupić kreacje na Bal. - Powiedział Axel.
-Powiesz w końcu kogo zaprosiłeś?
-Nie. - Odparł i uśmiechnął się bezczelnie.
-Czemu robisz z tego taką tajemnicę?
-Bo mogę?
-Dobra nie kłóćcie cie. Dowiemy się za trzy dni. O ile w ogóle kogoś zaprosił. - Zaśmiał się Jace.
-Bardzo śmieszne. - Odparł Axel. - Po za tym nie tylko ja tu mam tajemnicę.
-No właśnie. Zabini. - Powiedział Malfoy i cała dziewiątka chłopców spojrzała na Jace'a.
-Z kim ty idziesz na Bal?
-Z piękną dziewczyną.
-Imię?
-Chciałbyś wiedzieć, ale ci nie powiem Scor.
-Ja nie wiem czemu wy robicie z tego tajemnicę. - Jęknął Lex.
-Przypomnij mi z kim idziesz Lex? - Spytał Jake.
-Dlatego, że twoja siostra mi odmówiła, zaprosiłem Biance Hale.
-Gryfonke.
-No i co z tego? Podczas trwania Turnieju chodzi o zawieranie międzynarodowych przyjaźni. Nie mogę tylko i wyłącznie przyjaźnić się ze Ślizgonami i Krukonami. Chcę poznać kogoś z Gryffindoru i Huffelpuffu. A powinienem to zrobić tym bardziej dlatego, że jestem jednym z reprezentantów Turnieju.
-I po co ja cię pytałem. - Jęknął Jake. - A tak właściwie, czemu Tamara ci odmówiła?
-Bo ktoś inny już ją zaprosił.
-Kto?
-Skąd mam wiedzieć?
-Nie pytałeś?
-Nie wypadało pytać.

***

-Jak ja nienawidzę zakupów. - Jęknęła Rose.
-Nie martw się. Ja też. - Powiedziała Thania idąca obok niej.
-Dziewczyny nie przesadzajcie. Nie jest tak źle.
-Nie wcale Tami. - Odpowiedziały obie Krukonki.
-Oj tam. Zdradzicie w końcu sekret?
-Jaki sekret? - Spytała Panna Weasley.
-No z kim idziecie?
-Ty znowu o tym. - Jęknęła rudowłosa. Ta posłała jej tylko uśmiech.
-Elain ta jest przepiękna. Musisz ją wziąć! - Ekscytowała się Panna Greengrass.
-Tamara ma rację. Bierz ją. - Przyznała jej rację Tris.
-Myślicie? Wydaje mi się, że jest ... nie w moim stylu.
-To weź inną. - Rzuciła swoją uwagę Rose. - Może tą. - Sięgnęła z wieszaka fioletową sukienkę i rzuciła w stronę Ślizgonki.
-Rose! - Oburzyły się obie Ślizgonki.
-To tylko ciuch. - Powiedziała dalej przeglądając kolekcje tej zimy.
-Tylko ciuch? Tylko ciuch?! Rose one są delikatne. - Mówiła Tamara.
-Mają uczucia. - Dodała Tris.
-Jasne a Voldemort był zdolny do miłości. - Posłała im triumfalny uśmiech, a one się już nie odezwały. Zrobiły tylko dziwne miny i zaczęły poganiać Elain by weszła z powrotem do przebieralni i przebrała się w sukienkę daną jej przez Rose. - Co jest im? - Spytała cicho Rose.
-Niektórzy nie lubią słuchać tego imienia. U niektórych wciąż budzi grozę tamtych czasów. Nieważne, że nas wtedy tam nie było gdy działy się te wszystkie złe rzeczy za sprawą tego czarnoksiężnika. Ale wszyscy znamy opowieści o nim. Co poniektórzy znają historię z pierwszej ręki, bo ich rodziny były uczestnikami tych zdarzeń.
-Rose ta jest w sam raz dla ciebie. - Natasha wyciągnęła do niej rękę w której trzymała wieszak z zieloną suknią.
-Jest piękna. - Powiedział odbierając od niej ciuch. - Ja z kolei wypatrzyłam coś dla ciebie. - Zaśmiała się.
-Która? - Spytała z uśmiechem.
-Tamta. - Wskazała krótką, zieloną sukienkę.
-Idealna. - Przyznała rację przyjaciółce i obie weszły do przebieralni.

***

-Wesołych Świąt! - Lily Potter została obudzona przez wesołe krzyki swych przyjaciółek. - Wstawaj Lils!
-Na dole czekają na nas prezenty!
-Nie! - Jęknęła Młoda Panna Potter. - Znów dostanę sweter od babci Molly.
-Lily no chodź! Nie narzekaj! - Panna Potter została wyciągnięta z łóżka przez blondynkę i zaciągnięta na dół wraz z pozostałymi przyjaciółkami.
-Lily. - Zatrzymała się gdy tylko stanęła w PW, a pozostała trójka dziewcząt podbiegła do choinki.
-Sergius.
-To dla ciebie Lily. Wesołych Świąt. - Powiedział podchodząc do niej i wręczając pudełeczko.
-Dziękuję. - Uśmiechnęła się. Po czym oboje podeszli do choinki. Panna Potter zaczęła odpakowywać prezenty przysłane przez rodzinę. - Mówiłam. - Powiedziała załamanym głosem. Z pakunku wyciągnęła zielono-biały świąteczny sweter w renifery i mikołaje z dużą złotą literą "L". - Przyjaciółki młodej Potterówny się zaśmiały. Chwyciła kolejną paczkę. - Nie będę sama. Sergius babcia zrobiła i dla ciebie. - Zaśmiała się podając pakunek swojemu chłopakowi. Chłopak wziął go do ręki i zerknął na karteczkę przyczepioną do prezentu. "Wesołych Świąt życzy Molly Weasley. Sergius mam nadzieję, że wkrótce cię poznamy." Zdarł papier i wyciągnął czerwony sweter w bałwanki z zielonym "S".

***

-Wesołych Świąt Rose!
-Lissa? - Zdziwiła się otwierając oczy.
-A myślałaś że kto? W końcu jesteśmy jak siostry. Pamiętasz? - Powiedziała z uśmiechem blondynka wyciągając rękę z pudełeczkiem w stronę rudowłosej.
-Co to?
-Prezent.
-Tyle to się domyśliłam. - Powiedziała zdejmując kokardkę, a następnie otwierając pudełeczko. - To jest ...


-Ten naszyjnik o którym rozmawiałyśmy wiele lat temu. - Uśmiechnęła się Lissa.
-Całkiem o tym zapomniałam. Liss przepraszam ... ja ...
-Nic się nie stało. - Posłała jej uśmiech chociaż w oczach czaił się smutek, ale Rose tego nie zauważyła. - Chodź na dół. Thania i Tristan zaraz wstaną. I twoi przyjaciele ze Slytherinu i ze Smoków i Tygrysów przyszli. Niestety. - Ostatnie słowo dodała ciszej.
-Daj spokój Liss. Są Święta. Zapomnij o sporach i nienawiści na ten jeden dzień.
-A mówisz tak dlatego bo ...?
-Proszę pod żadnym pozorem nie wpuszczaj Gryfonów. Mojej rodziny. Pozabijają się ze Ślizgonami na wzajem. I ze Świąt wyjdzie pogrzeb. A zamiast Balu Bożonarodzeniowego jutro będzie stypa.
-Dobrze nie wpuszczę ich. A teraz wstawaj. - Powiedziała wyciągając ją z łóżka. I razem zeszły do PW. W Ppokoju Wspólnym było pełno osób a wszystkie oczywiście w piżamach i był to niecodzienny widok widzieć zaspanych szczęśliwych uczniów w różnorakich piżamach.
-Rose! Wesołych Świąt! - Krzyknął młody Zabini.
-Przynieśliśmy wszystkie nasze prezenty tutaj by razem dzielić z tobą tę wspaniałą chwilę. - Powiedziała Natasha.
-To miło. - Powiedziała siadając pod choinkę między Lexem i Scorpiusem.

***

-Zapomniała. Mogłam się tego spodziewać. Co ja sobie myślałam? Że będzie tak jak kiedyś? Nie będzie. Wydałam tyle pieniędzy na ten wyjątkowy naszyjnik. Istnieją takie tylko dwa. Są dowodem wielkiej przyjaźni i przynoszą szczęście. A ona ... zapomniała.
-Lissa uspokój się. Obiecywałyście to sobie wiele lat temu. Miała prawo zapomnieć ... - John starał się ją uspokoić.
-Nie miała. - Oburzyła się blondynka mówiąc podniesionym głosem, ale starając się nie krzyczeć gdyż w PW znajdowało się wielu uczniów.
-Ile miałyście lat gdy złożyłyście sobie tę obietnicę?
-Osiem. Zobaczyłyśmy je wtedy na wystawie oprawione w złote ramki z pięknymi zdobieniami i równie pięknym opisem zachęcającym do kupna. Sprzedawca zobaczył nas wpatrujące się w nie i opowiedział ich historię.
-Jaką historię? - Włączył się do rozmowy Neo.
-Nie opowiadałam wam jej?
-Nie.
-Dawno, dawno temu były dwie czarownice, które były tak różne a tak do siebie podobne. By umocnić swą przyjaźń stworzyły te dwa identyczne nie do podrobienia naszyjniki. Były to ich talizmany. Przynosiły szczęście, bogactwo, miłość. Czasem będąc daleko od siebie czuły obecność tej drugiej przy sobie. Czasem przepływały do ich umysłów dobre rady tej drugiej z nich. Gdy któregoś dnia los tak okrutnie je rozłączył, wciąż miały ze sobą kontakt. Naszyjniki zaklęte ich przyjaźnią powiązały je ze sobą. Mówi się, że od tamtego czasu gdy naszyjniki znajdą nowych właścicieli łączą one ze sobą ów dwie osoby. Nie ważne czy się znają czy nie. Albo to tylko stworzona legenda by ludzie byli chętniejsi do zakupu tych talizmanów. Uśmiechnął się do nas i wrócił za ladę. Jeśli chcecie je mieć dla siebie by dały wam wiele szczęścia kupcie je sobie nawzajem w wieku szesnastu lat na prezent. Na urodziny, na gwiazdkę. Dodał i odszedł na zaplecze. Tamtego dnia obiecałyśmy sobie, że kupimy je sobie. A Rose ... Zapomniała ... - W jej oczach zalśniły łzy. By nie rozpłakać się przy przyjaciołach na środku PW odeszła do swojego dormitorium.

-------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------
--------------------------------
Mamy kolejny rozdział!
Mam nadzieję, że się wam podobał
Pamiętajcie!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

poniedziałek, 27 lutego 2017

Rozdział 12 - Noc Duchów

-Dziś Halloween. Odwołali lekcje. A ty siedzisz o tak wczesnej godzinie tutaj.
-Jakbyś nie zauważył Malfoy ... palę.
-Widzę. Też przyszedłem zapalić.
-To siadaj. Jak codziennie.
-Coś cię gryzie?
-Czytałeś już Czarownice? Najnowsze wywiady? Cały Hogwart od szóstej żyje tylko tym czasopismem. Obudziły mnie krzyki Lissy i jej kumpelek z dołu. Musiałam się wyrwać z wieży. A co u ciebie?
-Gissel. Znowu. Czytałaś co opowiedziała Bruce'owi o mnie? Ja ją kiedyś zabije. I mam gdzieś, że pójdę do Azkabanu w tak młodym wieku.
-Aż tak źle?
-Tak.
-To jednak jest taką jędzą jaką ją wszyscy opisują.
-A miałaś jakieś wątpliwości?
-Nie znam jej. W tej szkole jestem od dwóch miesięcy. Myślisz, że mnie obchodzi poznawanie wszystkich uczniów? Chce tylko skończyć szkołę. W międzyczasie wygrać Turniej Trójmagiczny i Konkurs dla siódmoklasistów w eliksirach, który odbywa się w Ministerstwie.
-To dziwne. Bo pragnę tego samego. - Krukonka zaśmiała się, ale nie dlatego, że było to śmieszne.
-Nie przeżyłeś tego co ja. Więc tobą kieruje co innego i mną co innego.
-Nie wiem co przeżyłaś. Bo nie mówisz nic o sobie. Ale ja też mam przeszłość. W moim życiu zdarzyło się kilka rzeczy, które zdarzyć się nie powinny.
-Mówisz, że pragniesz tego co ja. Ale kluczowe pytanie brzmi ... Robisz to dla siebie, dla rodziny, przyjaciół, dla nazwiska, czy dla obcych osób lub po prostu od tak sobie. No ale nieważne. Nie wnikam w twoje życie, bo nie chcę by ktoś wnikał w moje. Zmieńmy temat.
-Poniedziałkowe wydanie Czarownicy. Stek bzdur czy garść prawdy?
-To jest dobre pytanie. W tym momencie każdy mógł powiedzieć co chciał. Mógł kłamać, łgać w żywe oczy i Bruce by się nie zorientował. Lub mówić prawdę by zwieść wszystkich. Bo większość osób myśli, że to kłamstwo.
-Masz ją? - Spytał zdziwiony, gdy Krukonka z szaty wyciągnęła nowy egzemplarz Czarownicy.
-Byłam ciekawa opinii mojej rodziny na mój temat, a także innych zawodników.

Opinie przyjaciół zawodników.
Wyznanie Lily Potter.
-Powiedz Lily komu kibicujesz? Swojej kuzynce, która trafiła do Ravenclaw? Czy może swojemu chłopakowi z Gryffindoru?
-Kibicuje obojgu tak samo mocno. Nie lubię wybierać między rodziną, a przynależnością do domu, a także swoim życiem prywatnym. Wiadomo, że najpierw stawia się rodzinę, później pozostałe bliskie osoby, a później dom do którego przynależy się w szkole. Ale ja ich stawiam na równi. Nieważne które z nich wygra, będę się cieszyć tak samo mocno.

Wyznanie Albusa Pottera.
-Albus co czułeś w momencie w którym z Czary wypadła kartka, że reprezentantem Gryffindoru będzie Sergius McLaggen? Wszyscy wiemy, że też wrzuciłeś kartkę ze swoim nazwiskiem.
-Co mogłem czuć? Zawód. Szkoda, że to nie mnie przypadnie zaszczyt reprezentowania swojego domu w tym Turnieju. Ale Sergius jest dobrym i zdolnym czarodziejem i wiem, że poradzi sobie świetnie. Może nie lepiej ode mnie ... [Śmieje się młody Potter] ... ale na pewno da z siebie wszystko.
-A co poczułeś gdy wszyscy dowiedzieliśmy się, że reprezentantką Ravnclaw została twoja kuzynka Rose Weasley?
-Na pewno ból, że ona, która nie uczyła się w tej szkole, nic o niej nie wie, nie zna tutejszych uczniów, zwyczajów, ani kompletnie nic nie wie o Hogwarcie będzie miała ten zaszczyt reprezentować dom do którego należy w Turnieju. To jest trochę niesprawiedliwe. Nawet nie wyobrażam sobie co czują inni Krukoni. To dla nich był naprawdę mocny cios. Obca im osoba ma ich wszystkich reprezentować. Ale oprócz tego na pewno też poczułem szczęście, że została dana jej ta szansa.

Wyznanie Emilly Potter.
-Emily za kogo trzymasz kciuki? Za swoją kuzynkę Rose, czy za Sergiusa, który reprezentuje dom do którego należysz?
-Wiadomo, że w Hogwarcie dom zastępuję rodzinę. Ale na ogół bywa tak, że nasze rodzeństwo i kuzynostwo trafia do tego samego domu. Więc niema się czym martwić, ani przejmować. Ale w sytuacjach takich jak ta, gdzie jeden członek rodziny został przydzielony do innego domu i mamy zawody, Turniej Trójmagiczny, jedna osoba z naszego domu zostaje reprezentantem i ten jeden członek rodziny, który jest w innym domu. Trudno wtedy wybrać. Wiadomo rodzina zawsze na pierwszym miejscu. Ale to jednak przyjaciół ma się w domu do którego się przynależy. Aczkolwiek Sergius jest wielkim Casanovą. A raczej był dopóki moja młodsza siostrzyczka zgodziła się z nim chodzić. Wiele osób go nie lubiło, ale tolerowało, bo jednak jest jednym z nas Gryfonów, nikt tego nie okazywał, bo i po co? Ale gdy to jego nazwisko wyleciało z Czary stał się kimś ważnym w naszym domu. Wszyscy pokładają w nim nadzieję, że przyniesie nam chwałę. Że pokarzemy iż potrafimy być lepsi od Ślizgonów nie tylko w nauce i nie tylko na boisku do Qiudditcha. Wiadomo oczywiście, że nie my zawsze jesteśmy na pierwszym miejscu i przyznaję to z bólem. Od trzech lat Ślizgoni są najlepsi w Quidditchu, my zaraz za nimi z minimalną różnicą punktów. Wcześniej przez dwa lata Puchar Quidditcha należał do Krukonów. A jeszcze wcześniej przez pięć lat do nas. A jeśli chodzi o Puchar Domów wygraliśmy w zeszłym roku. Dwa lata temu Puchar Domów otrzymali Krukoni. Wcześniej przez cztery lata wygrywali Ślizgoni, gdzie my przez dwa lata byliśmy na trzecim miejscu, a przez dwa na drugim. Zamiennie z Raenclaw. Jak widać nie idzie nam dobrze. Ale z roku na rok jesteśmy coraz lepsi. I chcemy udowodnić, że w Turnieju będziemy lepsi od Ślizgonów i Krukonów, dlatego wszyscy wierzymy w Sergiusa. Ale prawda jest taka, że moja kuzynka jest wyśmienitą czarownicą i nie ma jej równych. Tylko ktoś na jej poziomie może jej dorównać, lub nawet przegonić. I to są raczej osoby z Durmstrangu, a nie z Hogwartu. Więc z całym szacunkiem dla McLaggena, ale kibicuję kuzynce.
-Wiemy, że twoi bracia również wrzucili kartki w Czarę. Ty także. Ale teraz skupmy się na braciach.  Jeśli jeden bądź drugi z nich zostali by wylosowani zamiast Sergiusa. Kibicowałabyś bratu, czy kuzynce?
-To trudne pytanie. Ale z Rose w dzieciństwie czułyśmy się jak siostry. Chociaż ona była bardziej zżyta z Lissą. Ale nawet nie patrząc na to. Wiadomo w takiej sytuacji zawsze powinno się stawiać na najbliższą rodzinę, czyli na rodzeństwo. Ale nie w moim przypadku. Mam dwóch braci. Jeden głupszy od drugiego. Nie ważne który jest którym. wystarczy, że oni wiedzą i nasi przyjaciele też. [Śmieje się Gryfonka] Ale i tak stawiałabym na Rose. Ona jest zdecydowanie jedną z najlepszych Czarownic jakie w życiu widziałam. Przewyższa czarodziei, którzy mają za sobą cztery razy tyle lat co ona. Dlatego stawiam na Rose. Kuzynka wygraj. Musisz. Wierzę w ciebie.

Wyznanie Thanii i Tristana Dursley.
-Jako Krukoni zapewne jesteście bardzo dumni ze swojego reprezentanta, a raczej reprezentantki. Ale co czujecie od tej drugiej strony? Bo jak wiadomo łączą was więzi rodzinne. Wasz tata Dudley Durlsey jest kuzynem męża siostry jej ojca Ronalda Weasley'a.
-Tak. Jesteśmy kuzynostwem.
-I bardzo cieszymy się z tego, że ta stara czapka postanowiła wysłać Rose właśnie do naszego domu.
-Tristan!
-Co?
-Pani Dyrektor się to nie spodoba, gdy przeczyta ten artykuł. Ale tak, to prawda. Tiara przydzieliła Rose do Ravenclaw, chociaż bliżej jej było do Slytherinu niż jakiegokolwiek innego domu w Hogwarcie, mogła też jednak postawić na więzi rodzinne i tak jak wszyscy Weasley'owie mogła trafić do Gryffindoru. Ale ona nie jest wyjątkiem. Dominique Weasley była pierwszą osobą w rodzinie Weasley'ów która nie trafiła do Gryffindoru. Trafiła tak jak Rose do Ravenclaw.
-Nie jest wyjątkiem, ale jest wyjątkowa. Jest naprawdę wspaniałą i potężną czarownicą, a ma dopiero szesnaście lat.
-Tylko się nie zakochaj Trsitan.
-Zwariowałaś? To nasza kuzynka.
-Żart braciszku. Żart.

Wyznanie Lissy Scamander.
-Lisso jesteś Prefektem Ravenclaw. Co czujesz względem Rose, reprezentantki waszego domu w Turnieju Trójmagicznym?
-Z Rose znamy się praktycznie od urodzenia. Ale odkąd pojechałyśmy do szkoły wszystko się zmieniło. Ona pojechała do Durmstrangu, ja zostałam w Hogarcie. Poróżniłyśmy się. Znalazłyśmy inne ścieżki. Już nie jesteśmy jak kiedyś "Bliźniaczkami", bo tak o nas mówiono. [Śmieje się na wspomnienia] Ja dorastałam wśród Brytyjczyków, a za najlepszych przyjaciół miałam Krukonów. Ona dorastała wśród Bułgarów, a za przyjaciół miała Smoków. A wszyscy wiedzą, że Domowi Smoka najbardziej odpowiada Slytherin. Nie powinna trafić do naszego domu. Ale Tiara tak postanowiła. Po coś nam ją dała tutaj. Może chciała byśmy my z Rose znów się do siebie zbliżyły, byśmy były jak kiedyś, jak siostry. Może chciała by reprezentowała nasz dom w tym Turnieju. Może wiedziała, że ma duże jak nie największe szanse.

-Czekaj zaraz znajdę coś o tobie. - Powiedziała przerzucając strony w gazecie. - O jest!

Wyznanie Jace'a Zabini.
-Scor jest mi jak brat. Wszyscy wiedzą, że nasi ojcowie się przyjaźnią od lat szkolnych. Więc nic w tym dziwnego, że nasze rodziny spędzają ze sobą wiele czasu. Oczywiście trzymam za niego kciuki. Wiadomo jesteśmy Ślizgonami, nieważne co by nie było wiadome i tak zawsze wierzymy w swoich ludzi, nie jak Gryfoni czy Puchoni. Jedyni nam podobni pod tym względem to Krukoni. Wiara w swoich ludzi jest najważniejsza. A jeszcze bardziej wierzy się w rodzinę. A Scorpius Malfoy jest mi bratem.

Wyznanie Jessici Zabini.
-Scorpiusa znam od urodzenia. W dzieciństwie często przebywał z rodzicami w naszym domu, a my w jego. Chociaż ja zazwyczaj nie trzymałam się z nimi tylko z bliźniaczkami Malfoy. Ale znam go bardzo dobrze. Jest świetnym czarodziejem i wiem, że sobie poradzi.
-Czujesz coś do niego?
-Co to za pytanie Bruce? Scorpiusa znam niemal tak dobrze jak Jace'a. Choćby nie wiadomo co nigdy nie zobacze w nim kogoś więcej. Jest mi jak brat, który z nami nie mieszka, ale często nas odwiedza.
-Przepraszam jeśli cię uraziłem tym pytaniem. Ale ...
-Ale musiałeś spytać. Rozumiem. Wszyscy zawsze o to pytają.

Wyznanie Liama Camisso.
-Liam żałujesz, że Czara ciebie nie wylosowała?
-Tak. Bardzo. Oddałbym wiele by być na miejscu mojego kuzyna. Ale z drugiej strony cieszę się też że to on. Że ktoś z rodziny. Będzie jeszcze większy powód do dumy gdy wygramy.
-Jesteś taki pewny siebie. To dziwne.
-Dziwne? Dlaczego? Bo jestem Ślizgonem? [zaśmiał się] Nie wszyscy Ślizgoni to tchórze Bruce. Świat się zmienił, ludzie się zmienili, zmieniło się podejście do świata i ludzi. Zmieniły się nasze wartości. Do Slytherinu trafiają teraz coraz częściej odważne i pewne siebie osoby. Tak jak do Gryffindoru ostatnimi czasy trafiają tchórze. Widzisz Bruce role się zmieniły. Kiedyś Gryffindor szczycił się samymi odważnymi uczniami, a Ślizgonom doczepiono łatkę tchórzy, ponieważ byliśmy sprytniejsi i bystrzy niż pozostali i wiedzieliśmy kiedy się wycofać by zaatakować ze zdwojoną siłą w  najmniej podejrzanym momencie. Teraz Ślizgoni są coraz bardziej odważni i pewni siebie, a dodając do tego spryt, przebiegłość i zaradność. [Uśmiecha się cwaniacko] Zwycięstwo mamy zapewnione. A Scorpius z pewnością należy do takiej osoby jaką opisałem. On, ja, moje rodzeństwo, kuzynostwo.

Wyznanie Tris Camisso.
-Co czujesz względem kuzyna? Reprezentuje wszystkich Ślizgonów podczas tego Turnieju.
-Co czuję? To palant, który myśli o sobie, ale mój kuzyn wie co robi i umie sobie poradzić w wielu ciężkich sytuacjach, więc poradzi sobie i w tym Turnieju. Stanie na podium. Na pierwszym miejscu, może na drugim, gdyż Rose Weasley jest naprawdę mocnym przeciwnikiem.

Wyznanie Jake Greengrass.
-Jake co sądzisz o uczestnictwie swojego kuzyna Scorpiusa w tym niebezpiecznym Turnieju?
-Wariat, że się zgłosił. [śmieje się młody Greengrass] Ale cóż nie tylko on, ja, moja siostra, nasze kuzynostwo i przyjaciele również wrzucili kartki do Czary, ale ta postanowiła wybrać akurat Scora. Jest dobrym czarodziejem. Chyba jednym z najlepszych w Slytherinie.
-A w Hogwarcie?
-Wszyscy wiemy, że to Rose Weasley jest najlepsza. Gdyby to nie Scorpius został reprezentantem stawiałbym właśnie na nią, że wygra. Ale wierzę w Scorpiusa Malfoya. Jest moim kuzynem, przyjacielem i przede wszystkim jest Ślizgonem. Stawiam na niego oczywiście. Wierzę że pokona Rudą z Ravenclaw i pokarze, że może być od niej lepszy. To, że podczas pierwszego zadania stanął na czwartym miejscu nic nie znaczy. Liczy się finał. Kto na którym miejscu stanie po podsumowaniu punktów po zakończeniu ostatniego zadania. Scor musisz wygrać, Ruda nie ma z tobą szans.

-Zabiję go za tą Rudą.
-Hahaha.
-Nie śmiej się. Wiesz, że nie cierpię gdy tak się do mnie ktoś zwraca. Scorpius! - Krzyknęła gdy ten jeszcze głośniej parsknął śmiechem widząc jej minę i jej oburzenie słowami swojego kuzyna. - Bo będę do ciebie wołać Tleniony Blondynek.
-Ej nie jestem tlenionym blondynem! - Od razu przestał się śmiać i tym razem on z wielkim oburzeniem na nią spojrzał, a ona zaczęła się śmiać. - Dobra pogadam z nim. Ale już się nie śmiej.
-Dziękuję. - Powiedziała starając się ukryć rozbawienie.  choć przygryzała dolną wargę by stłumić uśmiech, nie pomagał ten gest. - Kogo wyznanie my tu jeszcze mamy? - Spytała spoglądając na kolejną stronę.

Wyznanie Tamary Greengrass.
-Tamara twój kuzyn został reprezentantem w Turnieju. Jak się z tym czujesz? Co o tym sądzisz?
-Sądzę, że nie mogło paść na nikogo innego, gdyż to właśnie Scor jest najlepszy w Slytherinie. Jestem dumna z kuzyna. Chociaż czwarte miejsce po zakończeniu pierwszego zadania nie jest zadowalające, wiem że przy następnym zadaniu postara się bardziej, ponieważ Scorpius jest typem człowieka który nie odpuszcza. Zrobi wszystko by wygrać i pokazać że jest najlepszy. By to osiągnąć byłby w stanie zaprzedać duszę diabłu. Jest wspaniałym człowiekiem i czarodziejem chociaż tak jak każdy z nas czasem popełnia błędy, pomyłki, ma potknięcia, gdyż nikt nie jest idealny. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, mamy prawo do błędów. I nawet jeśli posiadamy wielkie zdolności magiczne to są momenty w których zapominamy zaklęć i nie wiemy co zrobić. Panikujemy i staramy się w inny sposób wybrnąć z sytuacji. A po wszystkim nazwa zaklęcia magicznie powraca do naszych umysłów i okazuje się, że rozwiązanie było o wiele łatwiejsze. Ale Scorpius sobie poradzi. On wie co robi.

Wyznanie Zachariasza Notta.
-Chciałbym powiedzieć tylko, że Scorpius Malfoy nie jest godny reprezentowania naszego domu w Turnieju. Są lepsi kandydaci od niego. Chociażby John Fitzpatric, Anastazia Lureen lub ja. Nie mam pojęcia czemu Czara wybrała akurat jego. On jest żałosnym palantem, zapatrzonym tylko w siebie, jest egoistycznym dupkiem, który ma gdzieś zdanie innych. Nie potrafi dostrzegać w ludziach tego co powinien. Gdyby to potrafił nie kumplował by się z Weasley, ani z jej przygłupami z Durmstrangu. On nie wygra. Niema na to najmniejszych szans. Stanie pod podium. Na siódmym, szóstym ewentualnie na piątym miejscu. Nie wyżej. Osobiście stawiam na Ugo Aganow. Jest najlepszym czarodziejem jakiego dane mi było poznać w życiu.
-Nie stawiasz na reprezentanta swojego domu. Nie obchodzi cie co pomyślą inni Ślizgoni?
-Mam gdzieś ich zdanie. To jest wywiad w którym mamy się zwierzyć na temat zawodników Turnieju. Więc mówię Scorpius Malfoy sobie nie poradzi. Wygra Ugo. Czy tego chcemy czy nie Tygrysy z Durmstrangu wygrają Turniej Trójmagiczny.

-Ale cię pocisnął.
-Zabiję szmaciarza! Jak on tak mógł!
-Mści się za siostrę. A coś mi się wydaje że będzie jeszcze gorzej. Ale przeczytajmy jeszcze co do powiedzenia ma sama zainteresowana.

Wyznanie Gissel Nott.
-Mój Scorpius jest oczywiście najlepszy. Mój brat tego nie chce zauważyć, gdyż boi się, że to Scorpiusik stanie mi się najbliższym mężczyzną w moim życiu i że będę musiała go od siebie odsunąć. Ale przecież Zach jest moim bratem jakbym mogła odsunąć go od siebie. A Scorpiuś ... Oh on jest taki wspaniały. Mój skarb najdroższy. Wygra Turniej. Jest najlepszy i udowodni to wszystkim. Mój brat przyzna mi rację i zaakceptuje fakt, że się kochamy i nie zrezygnujemy z siebie nigdy. Przenigdy. Jest najdroższy memu sercu, zaraz po Zachariaszu oczywiście. Wiadomo rodzina zawsze na pierwszym miejscu. Mamy ze Scorpiuskiem wielkie plany. Zaręczyny w przyszłym roku. Ślub zaraz po skończeniu szkoły w wakacje. I piątka dzieci, gdyż dla mnie piątka jest szczęśliwą liczbą i on to rozumie. To wspaniały i mądry chłopak. Wiele wie i wiele potrafi. On jest częścią mojego życia. Nie potrafię z niego zrezygnować. Kocham go i nie potrafię przestać. 

-Zaraz puszczę pawia. Nie czytam dalej. Współczuję ci Scor. Naprawdę. Jest totalną jędzą. Ona serio uważa że jesteście razem?
-Tak uważa. Wkurwia mnie tym od dawna. Zaczynam się zastanawiać czy ona czasem nie jest ślepa i głucha. Z miliard razy jej powtarzałem, że nic do niej nie czuję, że nie jesteśmy parą, że nic nas nie łączy i nigdy nie połączy. A ona ciągle swoje. Wariatka. Kiedyś powiem jej co o niej myślę naprawdę. Może wtedy się odczepi. Ale jak to powiem pożałuje dnia w którym się pierwszy raz do mnie doczepiła. Bo to zaczęło się od tamtego czasu. Ile mogę znieść tego jej ględzenia. Dała dupy połowie Hogwartu zanim skończyła trzynaście lat. I ja miałbym ją pokochać? - Zaśmiał się gorzko. - Nigdy nikogo nie znajdzie. Nikt jej nigdy nie pokocha. Jej matka była podobna, ale jednak lepsza od niej. Pansy miała chociaż trochę rozumu. Była bystra. A Gissel jest pustą zapatrzoną w siebie lalą, którą prawie każdy chłopak chce wykorzystać, ale nikt nie chcę z nią być. Kto by chciał chodzić z dziwką? Nie patrz tak na mnie. Wszyscy tak o niej sądzą lecz nikt nie ma odwagi powiedzieć tego głośno. Nikomu nie starcza odwagi by wygarnąć jej prawdę. Gdybyś chodziła tu do szkoły, poznałabyś ją i myślałabyś tak samo jak ja o niej, jak wszyscy. Tylko ona tego nie zauważa. I Zachariasz oczywiście. Braciszek roku. "Mam gdzieś moją siostrę liczę się tylko ja. Wielki Macho w Hogwarcie. Panienki zapraszam do łóżka na niezapomnianą noc." Mówi, że się o nią troszczy, ale jedyne czym się martwi to jego własne potrzeby. - Gdy skończył zapadła cisza. I trwała dobrych kilka minut.
-Idziesz na Bal Halloweenowy?
-Chyba zrezygnuje.
-Powinieneś pójść. Wymagane jest przyjście w parach. Nie mam z kim iść.
-Mielibyśmy pójść razem?
-Czemu nie? Obojgu nam potrzeba trochę rozrywki. Trzeba się odprężyć po zakończonym pierwszym zadaniu i po tych bredniach wypisanych w Czarownicy. Przyda nam się ten Bal. Wymagane jest przebranie. Jeśli będziemy mieć maski nikt nas nie pozna. I będziemy mieć święty spokój. Wszystkim mówiłam, że nie pójdę. Ale jednak po przeczytaniu tego, zmieniłam zdanie i z chęcią bym poszła. Ale na kilka godzin przed Balem trudno znaleźć partnera. Jeśli zostanę w wierzy Lissa z jej "ekipą wsparcia" będzie mnie nękać. Żebym z nimi poszła na Bal lub, żebym spędziła z nimi czas na wspólnych zabawach w PW. A jeśli ty zostaniesz u siebie w lochach założę się że kumple i rodzina będą starać się ciebie pocieszyć po tych bredniach wypisanych przez wspaniałe rodzeństwo Nott. A przy okazji będą się z ciebie śmiać. Więc jak?
-Tak. Chyba masz rację. Powinienem pójść. Martwisz się o mnie?
-Martwię się, że wpadniesz w depresję, a wtedy rywalizacja z tobą byłaby jak rywalizacja z warzywem. - Uśmiechnęła się.

***

O dwudziestej na Wielką Salę zaczęli schodzić się uczniowie wszystkich trzech szkół. Poprzebierani byli za różne stworzenia i istoty. Wśród uczniów były mumie, zombie, clowny, które były bardziej przerażające niż zabawne, bo zamiast zwykłych atrybutów clowny miały noże i ociekały krwią. Po korytarzach błąkały się duchy, wampiry, wilkołaki, centaury, fauny i wiele innych nadprzyrodzonych istniejących bądź nieistniejących stworzeń. Rose Weasley i Scorpius Malfoy nieświadomie dopasowali swoje stroje. I byli tym zdumieni gdy ujrzeli za kogo jest przebrane drugie z nich. Rose przebrana za Upiór z Thunderbolt Hill . Scorpius przebrany za Upiór z Valley of Sin** .
A historia ów dwóch Upiorów jest taka.

Upiór z Valley of Sin nawiedzał tamtejszą dolinę w 1234 roku przez sto lat. Był mścicielem. Kiedyś był zwykłym czarodziejem, którego niewinnie oskarżono za wielkie zbrodnie. A mianowicie za gwałt i morderstwo kilkudziesięciu mugoli oraz parunastu czarodziei. Był niewinny. Czarodziej, który się tego dopełnił wykorzystał nowo przybyłego do miasteczka by zatuszować swe zbrodnie. Tak mocno zmasakrowano jego ciało, że gdy stał się duchem, wcale nie przypominał ducha a upiór. Straszył swych oskarżycieli i prześladowców przez wiele lat. A także ich dzieci oraz dzieci ich dzieci. A w szczególności nawiedzał prawdziwego zbrodniarza, który swe winy zwalił na niego. Sprawiał, że ludzie popadali w obłęd. Podpalali siebie, ale nim wyzionęli ducha ogień gasł i była im niesiona pomoc by cierpieli w mękach, a nie żeby dana im była szybka śmierć. Mieli cierpieć tak jak on, a nawet gorzej. Sprawiał, że ludzie skakali w przepaść, wchodzili do rwącego potoku i z jego silnymi prądami spadali w dół z wodospadu. Niektórzy zostali uwięzieni w grotach lub jaskiniach. Umierali z głodu i pragnienia, lub by zaspokoić swe potrzeby sprawiał by zjadali własne ciała, lub siebie nawzajem. A gdy w końcu zaspokoił swoje żądzę zemsty odszedł do Sun Hill*** do jaskiń w przed dzień Złotych Piorunów.
Upiór z Thunderbolt Hill był niegdyś piękną kobietą. W tamtejszym miasteczku zamieszkała w roku 1066. Co pięć lat nad tamtejszymi wzgórzami spadały Złote Pioruny naładowane potężną mocą. Mówiło się, że czarodziejów mieszkających w domu w który trafił Złoty Piorun miał spotkać wielki zaszczyt, mieli zaznać wielkiego szczęścia, lub miało im się przytrafić coś dobrego. Dom w który trafią dwa Złote Pioruny miał wieść wspaniałe i bogate życie przez pięć lat. Dom w który dwa razy z rzędu trafią Pioruny oznaczało, że w ów domu mieszka wielkie zło i należy je zgładzić. Do miasteczka na Thunderbolt Hill kilka miesięcy przed Dniem Złotych Piorunów wprowadziła się pewna dziewczyna. Zamieszkała w domu opuszczonym rok wcześniej przez pewną rodzinę. W dzień Złotych Piorunów dwa razy pod rząd uderzyły one w dom do którego się wprowadziła. Mieszkańcy wyciągnęli ją i torturowali przez jedenaście dni, przez sześć dni była przetrzymywana pod kluczem. Była karmiona i pojona by odzyskała siły. Siódmego dnia o zmierzchu spalili ją żywcem. Jej nadgarstki skuto w łańcuchy i przywiązano do wielkiego żelaznego słupa na środku placu. Wszyscy mieszkańcy patrzyli jak płonie i umiera w mękach. Gdy ogień zgasł z ciała nic nie pozostało prócz prochu. Lecz w kilka minut później proch zawirował i tuż nad nim pojawiła się zjawa. Była to ta młoda dziewczyna, która została zamordowana za nic. Lecz wyglądem przypominała strasznego Upiora z długimi blond włosami splamionymi krwią w spalonych szatach, a czasem nawet jej ubrania zdawały się wciąż płonąć. Była niewinna, a została zabita. Zaczęła straszyć ludzi w swym miasteczku. Nawiedzała je kilka razy w miesiącu. Ludzie nie wiedzieli kiedy Upiór się zjawi. A gdy się zjawiała wysysała życie z trzech osób. W ten sposób składała ofiarę Bogu Piorunów by dał jej nowe lepsze życie. Dwanaście niewinnych dusz w miesiącu by jej dane zostało nowe życie, gdyż ona też była niewinna, a została zgładzona. Tak nękała Thunderbolt Hill przez prawie dwieście lat. Wtedy w miasteczku zjawił się inny Upiór, podobny do niej. Który zmierzał do swego celu przez miasteczko w którym ona straszyła. I tak oto razem odeszli do jaskiń w Sun Hill.

---------------------------------------------------------------
*Thunderbolt Hill - Wzgórza Piorunów
**Valley of Sin - Doliny Grzechu
***Sun Hill - Wzgórza Słońca
--------------------------------------------------------

***

-Dopasowane stroje. Czy to było zamierzone?
-Nie przypuszczałem, że wybierzesz ją. Upiór z Thunderbolt Hill. Kto by pomyślał?
-Nie miałam pomysłu za kogo się przebrać. Wybrałam ją ... sama nie wiem czemu. Chciałam być oryginalna. Wyróżniać się z tłumu. A wiedziałam, że nikt jej nie wybierze jako przebranie na Bal szkolny. A ty? Upiór z Valley of Sin? - Zapytała zdziwiona.
-Niewinny człowiek zgładzony za grzechy innego czarodzieja. Też nie chciałem wtapiać się w tłum. - Zaśmiał się i wyciągnął do niej prawą rękę, którą ona ujęła i razem zeszli po schodach by za chwilę wejść na Wielką Salę. Bal trwał już od półgodziny, ale im się nie spieszyło by być na czas, dlatego od razu wiedzieli, że osoba stojąca u szczytu schodów jest tą na którą czekali. Gdy tylko przekroczyli próg Sali spojrzenia wszystkich utkwione zostały w nich. Dwa straszne Upiory, które będą tańczyć całą noc gdzieś między pozostałymi istotami i stworzeniami. Nikt nie przypuszczał, że ktokolwiek wpadnie na pomysł by przebrać się za tak przerażające Upiory. A jednak Rose i Scorpus potrafią zaskakiwać. Tyle, że nikt nie wiedział kto kryje się pod tymi dwoma przebraniami.

***

-Dziewczynom powiedziałam, że nie idę na Bal, a jednak cały czas zerkają w naszą stronę. Wiesz coś o tym?
-Lils skarbie myślisz, że coś powiedziałem? Chłopakom mówiłem "Może przyjdę, może nie." Ale nie mówiłem za co się przebiorę. Więc skąd by miały wiedzieć, że my to my?
-Nie wiem Serg, ale one co chwila tu zerkają.
-Zerkają na wszystkich, bo cię szukają. Chciały, żebyś przyszła.
-Ale ja nie chciałam by ten czas mi zabrały, bo Bal chciałam spędzić z tobą.
-Wiem Lily. Dlatego się nie martw. Jesteśmy tu razem. A one jak się dowiedzą, jeśli się dowiedzą, to zrozumieją. Uwierz mi.
-Jesteś pewny Sergius?
-Oczywiście skarbie. Widzę, że na trzeźwo tego nie zniesiesz. Co powiesz na małą szklaneczkę Ognistej?
-Ognistej? Skąd ją wytrzasnąłeś?
-Rosmerta sprzedaje wszystkim alkohol. Byleby tylko Dyrka się nie dowiedziała. Kupiłem wczoraj kilka butelek. Mam w barku w dormitorium. Ale jedną butelkę wziąłem ze sobą.
-Wariat.
-Ale twój. Przyznaj. Pragniesz się napić.
-Tak. Pragnę. - Przyznała Młoda Potterówna z niechęcią.
-To chwila zejdziemy z widoku nauczycieli i twojej rodziny - Powiedział i oboje opuścili Wielką Salę i udali się na błonia.

***

Na Wielkiej Sali wszyscy tańczyli w rytmach pięknych starych piosenek w stylu Halloween. A sama Sala wyglądała zdumiewająco przerażająca. Pajęczyny, pająki, nietoperze, zaczarowane szkielety i mumie zwisające gdzieś pod ścianami i sufitem, które co jakiś czas zlatują na dół i straszą.
-James ...
-Teketon Trillenden von Fering. Mówiłem. Dziś jestem Teketon czarodziej morderca, który zabił piętnastu innych czarodziei przy pomocy sztyletu, zamiast różdżki. - Sophie przewróciła oczami. - A ty jesteś moją ofiarą Lady Miraglina von Hensell.
-Wiem. Pamiętam. Razem przygotowywaliśmy te przebrania. - Zaśmiała się.
-A czy moja przepiękna ofiara zechce ze mną zatańczyć? Lady Miraglino, czy zatańczy Pani ze mną? - Pochylił się do przodu lekko i wyciągnął do niej dłoń.
-Ależ oczywiście Sir Teketonie. - Powiedziała chwytając swą suknię i skłaniając się lekko by następnie chwycić wyciągniętą dłoń Starszego z Potterów. I ruszyli na parkiet.

***

Wszyscy uczniowie przemycili na Wielką Salę alkohol, który spożywali tak by nikt z nauczycieli się nie zorientował. Najbardziej pijani byli przede wszystkim Ślizgoni, Smoki i Tygrysy, zaraz po nich Krukoni choć nie wszyscy i prawie wszystkie Małpy, spora część Gryfonów, Wilków, Północy i Zachodu oraz nieliczni Puchoni, Południe i Wschód.

Na parkiecie zdecydowanie królowały dwa przerażające Upiory. I wszyscy się zastanawiali kto kryje się pod tymi przebraniami. Kto by pomyślał, że Scorpius Malfoy jest tak wspaniałym tancerzem, a Rose Weasley jest taka rozrywkowa i również z wielkim talentem tanecznym. Na godzinę przed zakończeniem Balu Halloweenowego została wybrana Para Królewska Halloween. Nikogo nie zdziwił fakt gdy na scenę zostali poproszeniu Upiór z Valley of Sin oraz Upiór z Thunderbolt Hill.
-Najbardziej przerażająca para dzisiejszego wieczoru! Oraz najlepsi tancerze na Balu Halloween! Gratulację! - Krzyknęła Dyrektor McGonagall gdy na scenę obok niej pojawiły się dwa wcześniej wywołane Upiory. - Dowiemy się, kto kryje się pod tymi przebraniami? - Spytała, ale oboje milczeli. Rose wyciągnęła różdżkę i napisała w powietrzu płonącymi literami "Żadne z nas się nie zdradzi. Ale Pani, pani dyrektor przecież i tak wie, kto kryje się pod maską. Inaczej nie zwała by się pani Dyrektorką tej szkoły." Zostali udekorowani diamentowymi koronami, a następnie zrobiono im zdjęcie. - A teraz czas na Taniec Pary Królewskiej. - Oznajmiła, a Rose ze Scorpiusem zeszli ze sceny i zaczęli tańczyć do wolnej piosenki.

Na parę minut przed zakończeniem Balu, gdy grała szybka i ostra muzyka rockowa, Scorpius i Rose złączyli się w namiętnym pocałunku. Na ich szczęście lub nieszczęście nie pamiętali rano owego pocałunku. Byli zbyt mocno pijani.



-----------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------
---------------------------------
Jest kolejny rozdział
Mam nadzieję, że się wam podobał
Pamiętaj!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

sobota, 11 lutego 2017

Rozdział 11 - Artykuł w Czarownicy

Przez to, że pierwsze zadanie miało miejsce w czwartek, to następnego dnia mało kto pokazał się na śniadaniu i na lekcjach. Lecz tym razem nauczyciele odpuścili uczniom, gdyż wiedzieli, że wszyscy są zmęczeni po wczorajszych zmaganiach z zadaniem jeśli chodzi o zawodników, oraz przyglądaniem się niebezpiecznym etapom pierwszego zadania przez ponad jedenaście godzin. I oczywistym był też fakt, że wszyscy niezależnie od tego na którym miejscu dany reprezentant wylądował od swoich kolegów z domu otrzymał niespodziankę w postaci imprezy. Ale niektórzy postanowili być przykładnymi uczniami. Jedną z takich osób była Lissa Scamander.
-Skoro jest was dzisiaj tak mało, chciałbym abyście dziś pracowali sami. Każdy przy innym stoliku. Miejsca starczy dla wszystkich. Będzie to praca na dodatkową ocenę. - Powiedział Profesor Husel wchodząc do sali. I miał rację. Z Ravenclaw było tylko siedem osób, z Huffelpuffu dziewięć, z Gryffindoru cztery, a ze Slytherinu dwie. Czyli dzisiaj klasa liczy dwadzieścia dwie osoby. I tak dwa stoliki zostały wolne. Klasa ta liczy dwadzieścia cztery stoliki, każdy ma sześć stanowisk, ale nie wszystkie są zajęte podczas lekcji. Jest dużo wolnych miejsc. - Na dzisiejszej lekcji - Zaczął mówić dalej, gdy każdy uczeń siedział już na nowym miejscu. - zajmiemy się rozłożeniem eliksiru na pierwiastki. Waszym zadaniem jest odgadnięcie jaki eliksir wraz z moim asystentem uwarzyliśmy i macie na kartce zapisać jego składniki i sposób przygotowania. Do dzieła. - Powiedział i wtedy kociołki stojące na biurku profesora zaczęły przemieszczać się po sali za pomocą zaklęcia rzuconego przez Husela by po chwili jeden kociołek wylądował przed każdym uczniem.
-Jeśli macie jakieś wątpliwości i będziecie potrzebować naszej pomocy, możecie pytać. Warunek jest taki. Zadacie dwa pytania, to wasza ocena spadnie o stopień niżej. Zadacie cztery pytania, ocena spadnie o dwa stopnie niżej. Zadacie więcej niż siedem pytań wasza praca nie dostanie oceny, ale za to będziecie mieć przywilej, by jedną z prac w tym semestrze podwyższyć sobie o stopień wyżej. Pracę wybraną przez was. W czasie tego zadania będziemy oczywiście chodzić po sali i rozmawiać z każdym z was. - Powiedział Lorcan. I wszyscy zabrali się do pracy.

Po czterdziestu minutach lekcji do Lissy podszedł jej brat.
-I jak tam siostra? - Spytał opierając się tyłkiem o stolik i patrząc na młodszą siostrę.
-O co ci chodzi? - Spytała dalej analizując eliksir.
-Jesteś tu.
-No i?
-Powinnaś być w wieży Ravenclow.
-Co masz na myśli?
-Czy to przypadkiem nie Krukonka wygrała pierwsze zadanie Turnieju?
-Co z tego?
-To, że powinnaś świętować wraz z całym domem jej wygraną.
-Świętowałam.
-Ile? Godzinę?
-Półtorej.
-Dużo się nie pomyliłem. Siostra ja na twoim miejscu świętował bym ze wszystkimi do rana. Oni imprezę skończyli na trzydzieści minut przed śniadaniem.
-Wiem. Jak się obudziłam wciąż słychać było ich na dole.
-Jesteś mało rozrywkowa. Czy ty naprawdę jesteś moją siostrą?
-Żartuj sobie więcej.
-Kiedyś, gdy byłaś młodsza imprezowałaś częściej. Co się stało, że przestałaś?
-Jestem Prefektem. Muszę dawać przykład.
-Justin Fell też był Prefektem i też mówił, że musi dawać przykład. Ale jak była impreza to imprezował. Miał zostać Prefektem w piątej klasie. Ale polecieliśmy na Turniej do Durmstrangu. Zawsze muszą być wśród uczniów dwie osoby pełniące rolę Prefekta i pilnujące delegatów. Justin został jedną z tych dwóch osób. Ale nie odmawiał sobie imprez. I wszyscy o tym wiedzieli. Nauczyciele również. A gdy wróciliśmy na szósty rok do szkoły został Prefektem. I był nim przez dwa lata. I dalej imprezował. I wciąż był szanowany i uważany za przykład. O co chodzi siostra? - Liss uparcie milczała. - Skoro się nie odzywasz to stwierdzam, że chodzi o Rose.
-Zmieniła się.
-Bo postanowiła wziąć udział w Turnieju?
-Nie. Wiesz dobrze o co mi chodzi. Zmieniła się. Durmstrang ją zmienił.
-Wiem. I ona też to wie. Ale zamiast ją oceniać i dawać wrażenie że wolało się ją w poprzedniej wersji, po prostu zaakceptuj ją taką jaka jest. Tak jak zrobili to Ślizgoni. Malfoy i jego banda zaakceptowali ją taką jaka jest i ona się na nich otworzyła. A swoją rodzinę i przyjaciół z dzieciństwa unika. - Blondynka tylko prychnęła na słowa brata i zanotowała coś na kartce. - Trutniowiec pisze się przez "t" w środku, a nie przez "d" siostra. - Powiedział i poczochrał ją po włosach.
-Idź wnerwiać kogoś innego Lorcan.
-Dla ciebie Profesor Scamander. - Powiedział z uśmiechem.
-Chciałbyś.
-Jest wiele rzeczy, które w tej chwili bym chciał. I jedną z tych rzeczy na pewno nie jesteś ty siostra. - Powiedział i odszedł.
-Hej! Psst! - Zawołał cicho Ricky Daglausse.
-Co? - Spytała niemo odwracając się do niego, gdyż siedział w ławce za nią.
-W tym eliksirze jest Krew Trutniowca? Lub coś od niego pochodzące? - Spytał z dziwną miną.
-A co?
-Słyszałem jak Profesor cię poprawiał. Ale mi nie pasuje nic pochodzącego od Trutniowca do tego eliksiru. - Powiedział, a Krukonka zaśmiała się lekko.
-Nie. W tym eliksirze nie ma nic z Trutniowca. On odczytał moją notatkę przeznaczoną do czegoś innego.
-Aha. Spoko. Przepraszam. - Powiedział i wrócił na miejsce, gdyż przesiadł się na przeciwną stronę by móc z nią swobodniej porozmawiać.
-Nie ładnie rozmawiać na lekcji Panno Scamander.
-Tyler. - Powiedziała cicho lekko zdenerwowana.
-Dla ciebie Profesor Husel.
-Mam deja vu. - Usłyszała lekki ale charakterystyczny śmiech należący do Profesora eliksirów.
-Jestem tu Profesorem. To, że dziś jest luźniejsza lekcja nie upoważnia to ani ciebie, ani kogokolwiek na tej sali do rozmów z innymi uczniami. Tym bardziej, że dzisiaj pracujecie samodzielnie. - I wtedy zadzwonił dzwonek.
-To ja idę Tyler. - Powiedział Lorcan przekraczając próg sali.
-Zostawcie swoje prace na ławkach i wyjdźcie. Panno Scamander zostań na chwilę. - Blondynka przełknęła nerwowo ślinę i westchnęła głośno. Gdy na sali zostali sami odezwał się. - Chciałbym z tobą porozmawiać Liss.
-Nie mamy o czym.
-Tak uważasz?
-Ja to wiem.
-A mi się wydaję, że jednak powinniśmy porozmawiać, bo mamy o czym. O czymś ważnym. - Powiedział. Ona milczała. Podszedł bliżej niej. Chwycił kosmyk jej włosów i zamknął oczy. - Liss.
-Nie mów tak do mnie. - Powiedziała, starając się by jej głos nie zadrżał. Bała się go. Ale też pragnęła go. Chciała od niego uciec. A jednocześnie chciała być bliżej niego. Targały nią sprzeczne emocje.
-Liss to co zrobiłem ... Wiem, że nie powinien. Musiałem odreagować to. - Zaczął płakać. - Padło na ciebie, bo byłaś blisko. Nie chciałem tego. Każdego dnia i każdej nocy żałuje tego czynu. Nie wiesz ile razy pragnąłem zmienić czas. Ale wiesz, że nie mogłem tego zrobić. Gdyby tamten ja zobaczył samego siebie w takim stanie ... Byłoby o wiele gorzej. Ja ... Przepraszam Liss. Wiem, że to ci nie wynagrodzi bólu jaki ci zadałem. Wysłałem do ciebie ponad tysiąc listów. Na żaden nie odpisałaś. Nie dziwię ci się. Nie wiem nawet czy je przeczytałaś. Wątpię że to zrobiłaś, choć cały czas wierzyłem w to, że przeczytasz choć jeden list ode mnie. Że w końcu odpiszesz. Cokolwiek. Choćby kilka słów, nawet tych najgorszych, których nie chciałem usłyszeć. Ale wiedziałbym ... wiedziałbym, że czytasz listy, że ... może uda mi się naprawić ten błąd ... błąd którego nie powinienem popełniać, błąd który nie powinien mieć miejsca, nie powinien nigdy się wydarzyć. Błąd za który będę karał się do końca życia. Proszę wybacz mi.
-Nie wybaczę ci. Nigdy. - Powiedziała i wybiegła z klasy. Dopiero trzy piętra wyżej zatrzymała się w ciemnym kącie i rozpłakała. - Nie wybaczę. - Szepnęła. - Nie mogę wybaczyć. Dla samej siebie. Z powodu szacunku do samej siebie. Nie wybaczę ci.

***

-Jak twoją przegraną świętowali Ślizgoni? - Spytała Krukonka wchodząc na wieże i widząc przyjaciela siedzącego na balustradzie i palącego.
-Jaką przegraną? - Spytał odwracając głowę w jej stronę.
-Zająłeś czwarte miejsce. - Powiedziała, siadając na przeciwko niego na balustradzie.
-Ale wciąż jestem w najlepszej szóstce. Więc to tak jak bym wygrał.
-Niby tak. Ale lepsza od ciebie była Krukonka i nic w tym dziwnego.
-Ależ ty skromna. - Skomentował, a ona kontynuowała jak gdyby nic nie powiedział.
-A także najlepszy Tygrys z Durmstrangu Ugo. Oraz Gryfon. Sergius McLaggen. Czy czasem nie wspominałeś w wywiadzie, że walką o honor jest być lepszym od Gryffindora? Czekaj, czekaj jak to było? "McLaggen nie jest żadnym wyzwaniem. Jego to nawet pierwszoklasistka by pokonała." Twoje słowa.
-Miał farta.
-Nieoczekiwane zrządzenie losu? - Znów zacytowała jego słowa.
-Przestań mnie cytować. - Powiedział lekko rozdrażniony.
-Kiedy to jest zabawne. Dzisiaj wieczorem mamy wywiady z Tygodnikiem Czarownica. Chcą naszej opinii na temat pierwszego zadania. Będą też o to pytane osoby, które nie brały udziału w Turnieju. Zwykli obserwatorzy, nasi przyjaciele, a także rodzina. Bruce, będzie cię dręczył na ten temat. Lepiej się przygotuj. - Zaśmiała się i w końcu odpaliła papierosa.
-Kolejne wywiady?
-Tak. Po każdym zadaniu. I na sam koniec Turnieju. Muszą mieć wszystko zrelacjonowane i udokumentowane. W końcu to my tworzymy teraz historię, której częścią jesteśmy. O nas będzie się opowiadało na lekcjach. Nas będzie się wspominało przy starych szkolnych opowieściach. Tak jak teraz bliźniaków Scamander, którzy zajęli drugie miejsce w poprzednim Turnieju. Tak jak Alessę Smerlish, która wtedy zajęła pierwsze miejsce. Uczennica Durmstrangu z Domu Smoka. Tak jak Zwycięzca Osiemdziesiątej Ósmej Edycji Turnieju, która miała miejsce dziesięć lat temu. I każdej poprzedniej. Tworzymy historię Malfoy. Muszą mieć udokumentowane nasze wspomnienia, opinie, uczucia, co nam towarzyszyło podczas egzaminu, czego się lękaliśmy, gdy już wiedzieliśmy co nas czeka i takie tam.
-Tak Weasley tworzymy historię. Ale ja nie stanę na ostatnim miejscu.
-Jesteś tego pewien?
-Tak. Jeszcze cię dogonię. Zobaczysz.
-Będę czekać na tę chwilę. Choć nie wiem czy się doczekam.

***

-Liss? Lissa co się stało? - Spytał młody Pan Potter widząc siedzącą na parapecie zapłakaną blondynkę.
-Miałeś rację Al. - Powiedziała cicho. I tak ją usłyszał.
-Co? - Nie rozumiał o czym mówi.
-Miałeś rację ... wciąż go kocham. - Powiedziała zamykając oczy, a po jej prawym policzku spłynęła jedna samotna łza.
-Co? O kim mówisz. - Młody Potter był trochę niedomyślny o kim może mówić jego przyjaciółka.
-Husel. - Powiedziała obojętna, jakby wyprana z emocji. - Wciąż go kocham. - Jej głos nie wyrażał żadnych uczuć i to najbardziej przeraziło Gryfona. Nie fakt, że Krukonka wciąż kocha mężczyznę, który ją tak potwornie zranił, który dodatkowo jest teraz nauczycielem w Hogwarcie. - Wciąż go kocham. - Dodała, a jej twarz była pozbawiona wyrazu, nie ukazywała żadnych emocji ni uczuć. Tylko pusta i zimna obojętność. "Ona nienawidzi siebie za to co do niego czuje." Pomyślał Albus.
-Lissa musisz się ogarnąć. Za dwie godziny mamy wywiad z Brucem z Tygodnika Czarownica. Jako, że jesteśmy Prefektami chcą naszej opinii na temat reprezentantów z naszych domów i pozostałych uczestników. A jako, że ja jestem kuzynem Rose, a ty jej przyjaciółką, bynajmniej ty i twoja rodzina jesteście przyjaciółmi naszych rodzin to tym bardziej dziennikarz chce naszych opinii.
-Mogłam nie iść dziś na lekcję. Ominęło by mnie to ... to całe zamieszanie i spokojnie mogłabym się przygotować do wywiadu. - Powiedziała wstając i odchodząc. Nawet nie spojrzała na przyjaciela. Nie miał jej tego za złe. Zbyt dobrze ją znał i wiedział, że w takich chwilach potrzebuje samotności, że musi wszystko przemyśleć by bezmyślnie czegoś nie powiedzieć i nie zranić nikogo.

***

-James mi się wydaję czy masz coś do mojej siostry?
-Jest piękna, urocza i mądra. A jej oczy są zniewalające. Na taką dziewczynę czekam całe życie.
-Nie skrzywdź jej. Bo inaczej będziesz miał ze mną i moimi braćmi do czynienia.
-Nie strasz mnie Roy. Jak mógłbym skrzywdzić takiego Aniołka. - James mówił z maślanymi oczami.
-Naprawdę mocno cię chwyciło. - Zaśmiał się Eric Sobre najlepszy przyjaciel Jamesa.
-Tylko żebyś nas nie olał dla tej panny. - Zawtórował mu Dink Marphy.
-Jesteśmy! Wybaczcie spóźnienie. - Do czwórki chłopaków podbiegła grupa dziewczyn, Sophie i Camille Lemke, Lea Molleti i Stephania Ritus. - Wywiady się ciągnęły w nieskończoność.
-Czyli już możemy iść? - Spytał Roy.
-A wy?
-Nas wezwali od razu po śniadaniu, które swoją drogą jedliśmy o dwunastej z czymś. - Powiedział Roy i zaśmiał się wraz z trzema przyjaciółmi z Gryffindoru. I tak całą ósemką udali się do Hogsmeade.

***

W czwartek dwudziestego siódmego października byliśmy świadkami niezwykłego wydarzenia. Otóż tego dnia miało miejsce Pierwsze Zadanie Turnieju Trójmagicznego. Składało się ono z trzech etapów. Zawodnicy zostali podzieleni na trzy grupy losując z woreczka kamień z nazwą jednego z trzech etapów. Każda czteroosobowa grupa miała za zadanie uporać się  z czekającym niebezpieczeństwem na każdej z trzech wysp. Wyspa Ognia na której były cztery smoki; Walijski Zielony, Długopysk Portugalski, Chiński Ogniomiot, Biały Rogacz Panamski. Każdy pilnował dwunastu jaj. Każdy zawodnik jedno jajo musiał każdemu smoku odebrać, a także odnaleźć w gnieździe Salamnder szkatułkę. Wyspa Trawy ... - bla, bla, bla, brunet przejechał wzrokiem po tekście do następnego akapitu. - ... A oto relacje naszych zawodników ...
-Rose powiedz jak się czujesz z tym, że zajęłaś pierwsze miejsce?
-Świetnie. Wspaniale. Niewiarygodnie. Zadanie było ciężkie. Potwornie ciężkie, ale poradziłam sobie. Mogłam skończyć gorzej. Ale tu się liczy spryt, przebiegłość i szybkość. Ciekawe na czym będzie polegało drugie zadanie.
Więcej dowiecie się na stronie dwudziestej czwartej.

-Al od kiedy czytasz Czarownicę? - Spytał Nathan Clifford
-Od kiedy moja kuzynka zgłosiła się do Turnieju i została jego uczestniczką. - Odparł Al dalej śledząc tekst w czasopiśmie oczami i czytając je po cichu.
-Piszą w ogóle coś ciekawego? - Zainteresował się Dylan, starszy brat Bianci Hale, przyjaciółki młodej Potterówny.
-Opis wszystkich trzech platform. Znaczy wysp. Poziom ich trudności jak oceniali je pod tym względem dziennikarz, jury czyli trójka dyrektorów, uczestnicy, ich przyjaciele, ich rodziny i pozostali obserwatorzy choć wiadomo, że nie wszyscy. Większość jest zgodna co do tego że Wyspa Ognia była najtrudniejsza, za to połowa twierdzi że Wyspa Lodu była najłatwiejsza, a druga połowa, że Wyspa Trawy.
-A ty jak uważasz?
-Dobrze znasz moją opinię Danny. Wyspa Trawy była najłatwiejsza jak dla mnie.
-Co jeszcze piszą? - Spytał Alan, brat bliźniak Dylana. Choć są bliźniakami to łatwo ich rozpoznać. Dylan ma niebieski kolor oczu, a Alan ma heterochromię i prawe oko ma niebieskie, a lewe czarne.
-Przeżycia z Areny. Tak brzmi nagłówek do wywiadów z zawodnikami.
-Brzmi jakby to były walki na prawdziwej arenie między uczestnikami. Tak jak w przeszłości gladiatorzy. - Spojrzenia wszystkich chłopców w pomieszczeniu skupiły się na Newcie Finniganie. - No co? Mój dziadek jest mugolem i często oglądam z nim telewizję. A raczej często oglądałem w dzieciństwie za nim pojechałem pierwszy raz do Hogwartu. A jak teraz w wakacje jadę do dziadków to nie na tak długo i też inne zajęcia mamy.
-Dobrze Newt nie interesuje nas twoje życie w wakacje z domu dziadków.
-Czytaj. - Polecił Albusowi Edmund Thomas. A ten zaczął czytać na głos.

Zdecydowaną faworytką Turnieju jak na razie jest Rose Weasley znajdująca się na pierwszym miejscu w tabeli wyników mająca na swym koncie 10 punktów. Na drugim miejscu Ugo Aganow z 9 punktami na swoim koncie. Oraz ex aequo na trzecim miejscu z 8 punktami na koncie Sergius McLaggen, Scorpius Malfoy i Lex Krum.
Wyznania Rose.
Co mam powiedzieć? Zadanie było ciężkie, ale jak widać pokonałam postawioną przede mną poprzeczkę. Wyspa Lodu chyba najtrudniejsza według mnie. Musieliśmy sprostać nie lada wyzwaniu. Mało kto jest zdolny do zabicia innej istoty, stworzenia, zwierzęcia czy człowieka. A na tym właśnie polegało to zadanie. Zabić co najmniej czworo Yeti by zdobyć kryształy i szkatułki. Później szukanie pod lodem tej większej szkatułki. Wyspa Ognia walka ze smokami. Pokonanie ich i zdobycie czworo jaj które pilnują oraz zdobycie z gniazda Salamander szkatułki. Co do trudności jest dla mnie ona na drugim miejscu. Nie łatwo pokonać smoki i przechytrzyć je by zdobyć coś w czego są posiadaniu i jednocześnie wyjść z tego cało i zdrowo oraz starając się nie zrobić im większej krzywdy. Wszyscy wiemy że smoki są pod ochroną, ale dodatkowo są bardzo lubianą przeszkodą w Turniejach Trójmagicznych. Oraz Wyspa Trawy jak dla mnie najłatwiejsza. Znalezienie na tej zarośniętej wyspie zamieszkującej przez różne stworzenia pięciu potrzebnych nam przedmiotów. Dobrze ukrytych i mających dobrą straż w postaci magicznych stworzeń. Należało dobrze wykorzystać swoje zdolności i zdobyć je. Co czuję? Ulgę, że udało mi się wyjść z tego zadania cało i zdrowo oraz zdobyć wszystko co potrzebne. A także wielkie szczęście gdyż jestem na pierwszym miejscu.
Wyznanie Ugo.
Co czuję po przeżyciu Pierwszego Zadania tego Turnieju? Nie da się tego opisać słowami. Jestem zadowolony z zajęcia drugiego miejsca. Wszyscy wiedzą, że Rose jest świetną czarownicą. Na pierwszym roku była lepsza niż ja. Mam do niej wielki szacunek. Przegrać z nią to jak wygrać. Stopień trudności każdej z wysp? Myślę, że najtrudniejsza była Wyspa Ognia. Pokonanie smoków jest bardzo ciężkie. Większość osób która na swej drodze spotka smoka ginie. Na drugim miejscu według mnie jest Wyspa Lodu. Pokonanie Yeti, rozeznanie się w tym lodowym labiryncie. Odnalezienie serca wyspy. A najłatwiejsza Wyspa Trawy. z wiadomych powodów. Nie spożyło nikomu większych problemów przebywanie na niej. Chociaż Trutniowce mogły najbardziej uprzykrzyć nam życie.
Wyznanie Sergiusa.
No cóż trzecie miejsce. Mogło być lepiej, mogło być gorzej. To wszystko zależy od szczęścia tak naprawdę. Odnalezienie ukrytych kamieni i szkatułek. Rozeznanie się w terenie. Uniknięcie niepotrzebnych konfrontacji choć nie zawsze jest to możliwe. Pokonanie czychających na nas przeciwników czyli smoki, Yeti i inne stworzenia. Najtrudniejsze dla mnie było zabicie Yeti. Wiadomo nie zawsze ma się wybór. Przeżyj albo zgiń. Mogłem ich nie zabijać, ale bym przegrał. Zabijając te niewinne stworzenie stworzyłem sobie drogę do wygranej. To będzie już zawsze ciążyło na mojej duszy, a także innych zawodników. W końcu dopuściliśmy się strasznego czynu. Morderstwa. Najłatwiejsza była Wyspa Trawy. Oczywiście zagrożenie również było tak samo wielkie jak na innych, ale było to łatwe zadanie. Łatwy etap. Wyspa Ognia też była trudna. Pokonanie smoków, no cóż. Smoki są bystre i trudno je oszukać. Trudno jest pokonać je i wyjść z tego bez szwanku. Ale jak widać można. Wymaga to nie lada koncentracji oraz wielkich zdolności.
Wyznanie Scorpiusa.
Czwarte miejsce nie jest wcale takie złe. Jestem dumny z tego, że poszło mi tak dobrze. Lepszy od przyjaciela z Durmstrangu [śmiech], a jednocześnie słabszy od Krukonki, ja słabszy od dziewczyny? To się w głowie nie mieści. Ale trzeba przyznać dziewczyna zna się na czarach jak mało kto i mówię to z wielkim bólem serca i szacunkiem do jej osoby. Uczyła się pięć lat w Durmstrangu, była najlepsza na roku, a nawet najlepsza w całej szkole. Więc nic dziwnego, że zajęła pierwsze miejsce. Tego się można było po niej spodziewać. Co do McLaggena ... nie starałem się to tyle. Był lepszy ode mnie w tym zadaniu, ale ja będę lepszy w kolejnych. Niech się nacieszy tą chwilą, bo kolejnej szansy mieć nie będzie. Niech się poczuje choć przez chwilę lepszy. Chociaż trzecie miejsce nie jest wcale takim wspaniałym. Co do zadania. Najłatwiejsza była zdecydowanie Wyspa Trawy. Co to było Bruce? Łatwizna. Wyspa Ognia, walka ze smokami. Ciężka, ale nie aż tak. Dałem radę spokojnie. Najtrudniejsza Wyspa Lodu i pokonanie tej niewidzialnej bariery by po raz pierwszy zabić niewinną istotę. Bo by zdobyć te kamienie szlachetne, musieliśmy zabić czworo stworzeń. Oraz by się bronić i przeżyć również jedynym wyjściem pozostawało zabicie ich. Zaklęcia ogłuszające nie działają na Yeti. Tym bardziej większość zaklęć. Istnieje kilka, które mogą coś na nie zdziałać. Ale my niestety ich nie znaliśmy.
Wyznanie Lex'a.
Nie liczy się fakt, że zakończyłem zadnie jako piąty, ale to że wraz z Sergiusem i Scorpiusem jesteśmy razem na trzecim miejscu mając na koncie tyle samo punktów. Nie jest tak źle. No fakt nie popisałem się. Ale w kolejnych zadaniach dam z siebie więcej i będę wyżej w tabeli wyników. Co do zadania nie było proste. Wiadomo zadania w Turniejach nie mają być proste, a mają sprawiać zawodnikom kłopoty. Ale stanęliśmy tu przed trudną decyzją, którą wszyscy musieliśmy podjąć, wszyscy musieliśmy zdecydować tak samo. A mianowicie zabić. Niewinne stworzenie musieliśmy zabić by zdobyć potrzebne nam kryształy. Dlatego właśnie Wyspę Lodu oceniam jako najtrudniejszą. Wyspa Ognia też była trudna. Ale oszukać smoka jest łatwiej niż zabić Yeti. Najłatwiejsza Wyspa Trawy. Co prawda trzeba było się trochę na szukać i wytężyć wzrok, ale dało się radę.


-Wszyscy mówią z sensem. - Skomentował Dylan. - Dobrze argumentują dlaczego to Wyspa Lodu była najtrudniejsza. Ale tylko nieliczni tak uważają. Ta piątka Kora i Sabrina, jeśli chodzi o zawodników.
-A ty skąd wiesz skoro jeszcze nie doczytałem do tego momentu?
-Rozmawiałem z Korą. A przypadkowo podsłuchałem rozmowę Sabriny z koleżankami.
-To skąd wiesz że więcej osób tak nie myśli?
-Strzelam. - Uśmiechnął się.

***

Przyszedł czas na wywiady z rodzinami uczestników Turnieju.
Wyznania Rodziny Rose Weasley.
Wyznanie Hugo.
Bruce, co ja mogę czuć? Moja siostra zajęła pierwsze miejsce w pierwszym zadaniu. Poradziła sobie wyśmienicie. Jestem z niej dumny. Siostra dajesz czadu. Oby tak dalej a wygrasz ten Turniej.
Wyznanie Isobel.
Moja młodsza siostra jest zdolna do wielu rzeczy. Durmstrang sporo ją nauczył. Przewyższa wielu uczniów swoimi zdolnościami, tym bardziej nas uczących się w Hogwarcie. Pokona wszystkich i wygra ten Turniej nie ma innej opcji. Siostra jesteś wielka i wspaniała.
Wyznanie Marcusa i Lucasa.
-Nasza siostra poradzi sobie ze wszystkim. Jest potężną czarownicą.
-Wraz z Markiem jesteśmy dumni z jej osiągnięcia.
-Przez cały czas starała się udowodnić, że jest inna niż cała nasza rodzina.
-Pragnęła wyróżnić się z tłumu naszej rodziny.
-Ona jest Weasly którą wszyscy zapamiątają jako Rose Weasley.
-A nie jako córka Ronalda Weasley'a i Herniony Granger-Weasley.
-Siostra dałaś radę. Już cię wszyscy zauważyli. Jesteś postrzegana jako ty a nie córka wspaniałych czarodziejów.
Wyznanie Ronalda.
Byłem w wielkim szoku gdy dowiedziałem się, że Rose wrzuciła kartkę do Czary. A w jeszcze większym gdy Czara wybrała właśnie ją. Bałem się o nią. Boję cały czas. Ten Turniej słynie z tego, że jest bardzo niebezpieczny. Uczniowie w nim giną. Ale to była jej decyzja. Nie mógłbym jej tego zabronić nawet gdybym miał ku temu okazję. Bo to jest jej życie. Tak postanowiła. Sam za czasów szkolnych chciałem wziąć udział w Turnieju, ale nie mogłem, byłem za młody. Ograniczenie było, że tylko uczniowie powyżej siedemnastu lat mogąc brać w nim udział. Jestem dumny z Rose że tak wspaniale poradziła sobie z tym zadaniem. Zajęła pierwsze miejsce. Jestem szczęśliwy. [mówił przez łzy ojciec Krukonki]
Wyznanie Hermiony.
Jestem Ministrem w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Nie powinnam wypowiadać się jednostronnie. Ale chciałabym, żeby to Rose wygrała. Jest moją córką. To oczywiste, że jako matka, pragnę by moje dziecko było najlepsze. Jestem z niej bardzo dumna.

Wyznania rodziny Ugo Aganow.
Wyznanie Phentina.
Mój brat jest najlepszym uczniem w Domu Tygrysa. Niema od niego lepszych. Poradzi sobie ze wszystkim. Może i teraz wylądował na drugim miejscu, ale to się zmieni. Pokona Rose. Wierzę w niego i jego zdolności. Wygra Turniej tak jak niegdyś wiele lat temu nasza matka i dziadek.
Wyznanie Luli.
Jestem dumna z mojego starszego brata. Poradził sobie wyśmienicie. Według mnie był najlepszy. Mam nadzieję, że pokona Rose Weasley i wygra Turniej.

Wyznania rodziny Sergiusa McLaggena.

Wyznanie Edilio.
Serg jest najlepszy. Co tu dużo mówić. Zajął trzecie miejsce bo się nie starał, nie dał z siebie stu procent. Wiem to. I wiem także to, że w kolejnych zadaniach pokaże o wiele więcej i zajmie wyższe miejsce w tabeli.
Wyznanie Casedy.
Mój brat to dupek. Ale i tak go kocham. I wierze w niego. Jestem dumna z tego, że zgłosił się do Turnieju i z faktu, że został reprezentantem. Chociaż dziwię się że się zgłosił. To nie w jego stylu. Zrobił to prawdopodobnie przez dziewczynę. Nie patrz tak na mnie Bruce. A to niby nie chodzi z Lily Potter?
Wyznanie Isaaca.
Serg zawsze był odważny, więc nie zdziwił mnie fakt, że zgłosił się do Turnieju. Został reprezentantem naszego domu. Jestem z niego dumny. Chciałbym pójść kiedyś w jego ślady, ale za pięć lat nie będzie mnie już w Hogwarcie. Jest moim starszym bratem, więc wierzę że wygra Turniej.
Wyznanie Cormaca.
Co może czuć ojciec zawodnika Turnieju Trójmagicznego? Przede wszystkim dumę, ale także i strach. Serg, może zginąć w tym Turnieju. Jest on bardzo niebezpieczny. Ale wierzę w niego i jego zdolności.
Wyznanie Marii.
Byłam bardzo wzruszona i smutna w momencie w którym dowiedziałam się z gazety, że mój syn wrzucił kartkę do Czary Ognia. Ale w momencie w którym jego nazwisko wyleciało z Czary łzy zaczęły mi lecieć, ale nie ze smutku, ze szczęścia. Czułam w tedy wielką dumę i radość, że to właśnie mój syn Sergius będzie reprezentantem Gryffindoru w tym Turnieju. Cieszę się z jego osiągnięć. Zajął trzecie miejsce. Nie jest tak źle. Pokaże więcej w kolejnych zadaniach.

Wyznanie rodziny Scorpiusa Malfoya.
Wyznanie Perl i Bonnie.
-To nie sprawiedliwe że to właśnie Scorpius został wybrany spośród wszystkich Ślizgonów.
-Są lepsi kandydaci od niego.
-Na przykład ja i Perl.
-Wrzuciłyśmy też do Czary kartkę.
-Jedną wspólną.
-Tak jak kiedyś bracia Scamander.
-Ale tak czy siak, jesteśmy dumne z brata.
-Chociaż czwarte miejsce wcale nie jest takie honorowe.
-Scor pamiętaj w kolejnych zadaniach masz się bardziej postarać.
-I wygrać.
Wyznanie Nellou.
Brat zasłużył na to by reprezentować Slytherin w tym Turnieju. Jestem z niego dumny. Szkoda, że mi nie będzie dane sprawdzenie się w takim Turnieju.
Wyznanie Dracona.
Za moich czasów w Hogwarcie też był Turniej. Miał jednak ograniczenie wiekowe. I nie mogłem brać w nim udziału. Jestem dumny z tego, że mój syn został reprezentantem Slytherinu. W momencie w którym się dowiedziałem o tym, wzruszyłem się, bo to piękna chwila.
Wyznanie Astorii.
Kto by pomyślał, że mój synek zgłosi się do Turnieju Trójmagicznego. Ale jako matka jestem z niego bardzo dumna. Ale także i smutna i zła. Przecież może mu się stać tam wielka krzywda. Ten Turniej znany jest z tego, że ludzie w nim giną. Ale mam nadzieję, że mojego syna to nie spotka. Wierzę w niego i w to, że wygra ten Turniej.

Wyznanie rodziny Lex'a Kruma.

Wyznanie Natashy.
Mój brat to łamaga skoro zajął piąte miejsce. Ośmiesza siebie i naszą rodzinę swoim zachowaniem. Ale i tak go kocham, w końcu jest moim młodszym braciszkiem. Oczywiście jestem z niego dumna. Miał odwagę by się zgłosić. Nie spękał przed zadaniem. Wręcz przeciwnie, pokazał wielką odwagę. Wierzę, że wygra. Chociaż Rose może być wielkim przeciwnikiem dla niego. Wiem co ona potrafi i do czego jest zdolna, a także znam swojego brata. On nie ma z nią szans. Taka jest prawda. A i z pokonaniem Ugo może mieć wielkie problemy, ale wierzę w rodzinę. Trzymam za ciebie kciuki bracie.
Wyznanie Victora.
W głębi duszy wiedziałem, że Lex się zgłosi do Turnieju, tak jak niegdyś ja. Jestem bardzo dumny z niego. Reprezentuje swoją siłę, swoją osobę, a także szkołę do której chodzi i dom do którego w niej przynależy. Ma wielkie szanse by wygrać. Ale i konkurencja jest równie silna.
Wyznanie Irminy.
Gdy się dowiedziałam, że Lex zgłosił się do Turnieju byłam szczęśliwa. A gdy to właśnie jego nazwisko wyleciało z Czary, by to właśnie on reprezentował Dom Smoków byłam jeszcze bardziej szczęśliwa, wzruszona i przede wszystkim dumna.

Wyznanie rodziny Max'a Lemor.
Wyznanie Odrey.
Mój młodszy braciszek tak jak ja pięć lat temu zgłosił się do Turnieju. I tak jak ja został reprezentantem swojego domu. Po pierwszym zadaniu wylądowałam na ósmym miejscu. On na szóstym. Wniosek jest prosty. Albo jest lepszy ode mnie, albo to zadanie było dziecinnie łatwe. Ale po zakończeniu Turnieju stanęłam na piątym miejscu. Mam nadzieję, że mój brat stanie wyżej. Jestem z niego dumna. I myślę, że nasi rodzice też byliby z niego dumni. Tacie na tym zależało. Niestety nie doczekał się by zobaczyć tej chwili jak jego syn bierze udział w Turnieju, ani jego córka. Zginął siedem lat temu. [mówi ze łzami w oczach]
Wyznanie Natsu.
Jestem bardzo szczęśliwy z tego że mój starszy brat bierze udział w tym Turnieju. Dumny, że reprezentuje nasz dom. I myślę, że nasi rodzice też byliby z niego dumni. Zasłużył by reprezentować nasz dom.
Wyznanie Bridgett.
Ja jako babcia jestem przerażona jego udziałem w tym Turnieju. Wszyscy wiemy, że jest on bardzo niebezpieczny. Ale jeśli Max postanowił się zgłosić to znaczy, że wiedział, że jest gotów sprawdzić się. Mojemu synowi bardzo zależało by jego dzieci wzięły udział w Turnieju. Odrey przystąpiła do niego w siódmej klasie. Max w szóstej. Natsu niestety nie będzie miał okazji. Ale myślę, że jego ojciec ogląda jego zmagania gdziekolwiek teraz jest i czuje wielką dumę. Tak samo jak moja synowa, która zmarła trzy lata temu. Widziała swoją córkę walczącą w Turnieju, ale nie doczekała się by zobaczyć syna walczącego w nim.

Wyznanie rodziny Kamela Bane'a.
Wyznanie Nuelli.
Wierzę w mojego brata, jakbym nie wierzyła, co by ze mnie była za siostra. On jeszcze pokaże, że jest lepszy i stanie wyżej niż na siódmym miejscu. Staraj się bardziej bracie.
Wyznanie Seraphiny.
Jestem dumna z mojego starszego brata. Ja za rok pójdę do szkoły. Więc za pięć lat kiedy będzie się odbywał kolejny Turniej, akurat zmieszczę się w przedziale wiekowym.
Wyznanie Jorge.
Jestem bardzo dumny z syna. Wykazał wielki akt odwagi zgłaszając się do Turnieju. Nieważne na którym będzie miejscu, dla mnie wygranym. Jego matka byłaby dumna z niego. Kamel zrobił to dla niej. Iris zmarła przy porodzie Seraphiny, on miał wtedy sześć lat. Obiecał to mamie kilka dni wcześniej. A gdy zmarła stwierdził, że nie może złamać danej obietnicy. Ale zgłosił się także dla samego siebie. By się sprawdzić.

Wyznanie rodziny Kory Argent.
Wyznanie Jackoba.
Gdy ja chodziłem do szkoły, byłem za młody by wziąć udział w Turnieju. Ale moja siostra mieści się w przedziale. Wrzuciła kartkę do Czary, co wcale mnie nie zdziwiło. Zawsze była odważna i uwielbia ryzyko. Mi bardzo na tym zależało, miałem czternaście lat. Brakował mi rok. Jestem szczęśliwym i dumny starszym bratem, że ona może wziąć udział w Turnieju tak bardzo ważnym dla nas obojga.
Wyznanie Seana.
Jestem bardzo dumny z siostry. Pokazała na co stać rodzinę Argentów. Chociaż nie pokazała wszystkiego co potrafi. Jeszcze was zaskoczy. Za pięć lat ja wezmę udział w Turnieju. Będę lepszy od siostry.
Wyznanie Brianny.
Moja siostra jest wspaniała. Jest potężną młodą czarownicą. Wygra ten Turniej. Sami zobaczycie. To prawda, że przeciwnicy są również silni. Ale ona jest najlepsza.
Wyznanie Bastiana.
Gdy się dowiedziałem, że Kora została reprezentantką Wilków w Turnieju, byłem zszokowany, a także wzruszony. Pragnąłem by moje dzieci wzięły udział w tym Turnieju. Jackob był o rok za młody, ale Korze się udało. Jestem z niej dumny.
Wyznanie Peggi.
Jak się dowiedziałam, że Kora została zawodniczką w Turnieju popłakałam się. To była piękna chwila. Co prawda boję się o nią, jak to matka. Ale wierzę w jej zdolności. Dla mnie ona już wygrała. Jestem z niej bardzo dumna.

Wyznanie rodziny Ryana Kosmo.
Wyznanie Ritcharda.
Ja jako ojciec jestem bardzo szczęśliwy i dumny z decyzji mojego syna. Wie co robi więc nie martwię się, że popełni jakieś głupstwo.
Wyznanie Ossi.
Boję się o mojego syna. Ale także jestem bardzo dumna z niego. Jestem szczęśliwa, bo on jest szczęśliwy. Zgłosił się do Turnieju, bo wiedział, że sobie poradzi. Dlatego pragnę z całych sił by wygrał.

Wyznanie rodziny Lei Molleti.
Wyznanie Monic.
Ten Turniej nie jest dla mojej siostry. Nie poradzi sobie w nim. Zresztą już to pokazał podczas pierwszego zadania. Mi nie było dane wziąć udziału w Turnieju. A ona chce udowodnić mi, że jest ode mnie lepsza. Naszym rodzicom zależało by chociaż jedna z ich córek wzięła udział w Turnieju. Miałam to być ja. Ale nie mieściłam się w przedziale wiekowym, a gdy odbywał się kolejny Turniej ja już skończyłam szkołę. Więc obowiązek spadł na nią. Rodzice jej powtarzali, że ma dać sobie spokój. Że nic się nie stanie jeśli nie weźmie udziału. Ale ona się uparła. Za wszelką cenę chce pokazać, że jest ode mnie lepsza. Ale nigdy nie będzie. Ona nie potrafi tego zrozumieć. Czy jestem z niej dumna? [śmiech] Nie. To co ona robi jest żałosne. Ośmiesza naszą rodzinę. Gdyby rodzice ją widzieli ... Ten jeden raz cieszę się, że nie żyją, bo nie widzą tego co ona robi. Jak hańbi nasze nazwisko. Naszą rodzinę.

Wyznanie rodziny Aleksis Torino.
Wyznanie Sophie.
Jestem dumna z mojej córki. To wspaniałe, że dane jest jej wziąć udział w Turnieju. Jestem taka szczęśliwa. Szkoda, że Rey nie doczekał tej chwili. Ale na pewno jest dumny z naszej jedynej córki, gdziekolwiek jest.

Wyznanie rodziny Sabriny Foolmi
Wyznanie Ceasara.
Siostra poszła w moje ślady. Nie dziwię jej się. Od zawsze starała się mnie naśladować. Straciliśmy rodziców w bardzo młodym wieku. Ja miałem sześć lat, ona rok. Od tamtej pory ja służyłem jej za wzór do naśladowania. Jestem z niej bardzo dumny. Sabrina daje z siebie sto procent. Siostra nie ważne które miejsce zajmiesz w Turnieju. Dla mnie będziesz wygraną.


-----------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------
---------------------------------
Mamy kolejny rozdział
Mam nadzieję, że się wam podobał
Pamiętaj!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Rozdział 10 - Pierwsze zadnie

Im bliżej było do dwudziestego siódmego października. Tym zawodnicy, a w szczególności ich rodziny i przyjaciele byli coraz bardziej poddenerwowani.

***

Na dzień przed Turniejem wszyscy zawodnicy zostali wezwani do gabinetu Dyrektora by dostać ważną podpowiedź mówiącą jak pozytywnie przejść pierwsze zadanie.
-Zadanie dzieli się na trzy etapy. Oto podpowiedzi do każdego z nich. Pierwsza: Szukaj w głębi każdego rozmiaru małych artefaktów, a w głębi lodu skarb ukryty do zdobycia też czeka. Druga: Skarb swój mają zawsze przy sobie ogniści. Zdobądź go ostrożnie. Pamiętaj, że wyjść musisz mając pięć skarbów. Trzecia: Znajdź cztery szlachetne artefakty. I skarb ukryty w gęstwinie. To tyle. Teraz proszę zabrać specjalnie przygotowane dla was szaty na jutrzejszy dzień i udać się do swoich dormitoriów.

Do Pierwszego Zadania zostały dwadzieścia cztery godziny, które zawodnicy najprawdopodobniej zmarnują na rozwiązanie zagadki. I choć zapewne im się to teraz nie uda. To gdy ujrzą pierwsze zadanie, wszystko ubierze się w jedną całość i stanie się oczywiste.

***

W końcu nadszedł ten wyczekiwany przez wszystkich dzień. Wszyscy uczniowie, delegaci, rodziny zawodników, nauczyciele, Pan Minister z Departamentu Czarodziejskich Gier i Sportu i Pani Minister z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, a także dziennikarze z Proroka Codziennego i Tygodnika Czarownica zgromadzili się na jednej wielkiej okrągłej trybunie umieszczonej na jeziorze. Po środku trybuny były trzy wyspy.

Pierwsza była wyspą lodową. Pełną śniegu, lodu i oczywiście Yeti różnych kategorii. Od najmłodszych do najstarszych. Wszyscy wiemy że oczywiście Yeti dzielą się na cztery rodzaje. Najbardziej groźnymi i agresywnymi są o dziwo te najmłodsze, a zarazem najmniejsze, atakują bez ostrzeżenia. Boją się tego co nieznane, dlatego wolą to zlikwidować. Gdy stają się starsze są jak ludzcy nastolatkowie, ciekawi wszystkiego. Najmniej agresywne. Wolą poznawać, pobawić się. Nie boją się zagrożenia. Wolą uciec niż podjąć walkę. Trzecim rodzajem są Yeti dorosłe. Silne, doświadczone. Znaczą i bronią swój teren. Jeśli wejdzie się na ich teren najpierw będą starać się wroga przegonić, jeśli nie ustąpi zaatakuje. Czwartym rodzajem są Yeti stare. Najlepiej pozna je się po tym, że są pochylone i chodzą na czterech łapach a nie na dwóch jak pozostali. Mają wolniejsze ruchy. Ale nie boją się zaatakować bez ostrzeżenia. Znają życie. Doświadczyli w nim wszystkiego. I wiedzą że wroga trzeba zabić, nim on zabije ich.

Druga wyspa była wyspą skalną, górską, wulkaniczną. Umieszczone na niej były Ogniste Salamandry i Smoki. Teren był nierówny, ostry i dość zdradliwy. Na owej wyspie znajdują się następujące smoki: Walijski Zielony, Długopysk Portugalski, Chiński Ogniomiot, Biały Rogacz Panamski.

Trzecia wyspa była pokryta wysoką trawą i różnego rodzaju zbożami, między innymi pszenicą, kukurydzą wielkimi grzybami oraz wielkimi i gęstymi drzewami. Wszystko miało ponad dwa metry wysokości. Na tej wyspie umieszczone są psotne istoty, ale też kilka niebezpiecznych. Znajdują się na niej Chochliki Kornwalijskie, Bahanki, Caipory, Chorbotki, Czerwony trutniowiec krwiopijca, a także jego łagodniejsza odmiana fioletowy trutniowiec krwiopijca.

Na trybuny prowadziło tylko jedno przejście. Tym przejściem właśnie szli zawodnicy którym polecone zostało zebrać się na Wielkiej Sali i dokładnie o jedenastej trzydzieści razem opuścić ją i przyjść na trybuny. Na Wielkiej Sali znaleźli list zaadresowany do nich. Mówił on, że połowa reprezentantów ma dojść do głównego punktu trybuny prawą jej częścią, a druga połowa lewą.

Trybuny były już pozajmowane. I gdy tylko uczniowie ujrzeli idących w ich kierunku reprezentantów zaczęli krzyczeć i wiwatować na ich cześć. Tak więc jak im nakazano tak reprezentanci Ravenclaw, Slytherinu, Smoka, Wilka, Północy i Zachodu ruszyli w lewo, a reprezentanci Gryffindoru, Huffelpuffu, Tygrysa, Małpy, Wschodu i Południa poszli prawą częścią trybuny.

-Witam wszystkich zawodników! - Odezwała się Minister Monae do mikrofonu, żeby wszyscy zebrani na trybunach mogli go usłyszeć. Momentalnie cała trybuna ucichła. - Przed wami pierwsze zadanie. Nosi ono tytuł Trzy Wyspy. Każdy z was będzie musiał wejść na każdą z wysp i odnaleźć ukryte tam skarby. Ich ilość została wam wczoraj przekazana w formie podpowiedzi. Powtórzę i dziś te słowa. Zadanie dzieli się na trzy etapy. Szukaj w głębi każdego rozmiaru małych artefaktów, a w głębi lodu skarb ukryty do zdobycia też czeka. Skarb swój mają zawsze przy sobie ogniści. Zdobądź go ostrożnie. Pamiętaj, że wyjść musisz mając pięć skarbów. Znajdź cztery szlachetne artefakty i skarb ukryty w gęstwinie. Jak już mogliście zauważyć, te trzy etapy, to trzy wyspy. Lodowa. Ognista. I Trawiasta. Teraz każde z was wylosuje kamień z napisem wyspy. Ten, który wylosujecie, od tego zaczynacie. Gdy wszyscy skończą swój pierwszy etap, rozpocznie się drugi. Wszyscy zawodnicy biorą udział w zadaniu w tym samym czasie. Pani Minister proszę zacząć. - Minister Hermiona Weasley Podniosła biało-złoty woreczek i przysunęła go do pierwszego zawodnika najbliżej stojącego przy Panu Ministrze Monae.
-Gdy wylosujesz pokaż Panu Ministrowi Monae co wylosowałeś. - Powiedziała Pani Minister Weasley zanim Max Lemor wsadził rękę do woreczka. Po chwili wyciągnął rękę z kamieniem.
-Reprezentant Domu Zachodu Max Lemor zacznie od Wyspy Ognia!
Reprezentantka Domu Wilka Kora Argent zacznie od Wyspy Trawy!
Reprezentant Domu Slytherina Scorpius Malfoy zacznie od Wyspy Lodu!
Reprezentantka Domu Ravenclaw Rose Weasley zacznie od Wyspy Lodu!
Reprezentantka Domu Wschodu Sabrina Foolmi zacznie od Wyspy Ognia!
Reprezentant Domu Małpy Ryan Kosmo zacznie od Wyspy Ognia!
Reprezentantka Domu Huffelpuffu Aleksis Torino zacznie od Wyspy Trawy!
Reprezentant Domu Tygrysa Ugo Aganow zacznie od Wyspy Lodu!
Reprezentant Domu Południa Kamel Bane zacznie od Wyspy Trawy!
Reprezentant Domu Gryffindoru Sergius McLaggen zacznie od Wyspy Trawy!
Reprezentantka Domu Północy Lea Molleti zacznie od Wyspy Ognia!
Reprezentant Domu Smoka Lex Krum zacznie od Wyspy Lodu!
-Gratuluję wszystkim i życzę powodzenia. Wasze zmagania na wyspach są obserwowane i wyświetlane na telebimach, gdyż na każdej zostało rozmieszczonych wiele kamer, by pilnować, żeby jak najmniej osób zostało poważnie rannych, lub żeby nikt nie zginął. Jeśli ktoś postanowi przerwać podjęte zadanie, wystarczy powiedzieć "Zabierzcie mnie z wyspy." A ktoś zjawi się i was stamtąd zabierze. Na każdy etap macie przeznaczone trzy godziny. Dziękuję. I jeszcze raz powodzenia. - Powiedziała Pani Minister i odsunęła się na bok.
-A teraz proszę zawodników o zajęcia wyznaczonych tratw. Cztery do każdej wyspy. Każda staje z innej strony wyspy. Pomosty do których dopływają tratwy znajdują się odpowiednio w każdym z czterech kierunków świata. Na każdej tratwie jak widzicie leży plecak, na który rzucono zaklęcie pomniejszająco-powiększające oraz mapa wyspy na którą się udajecie. - Powiedział Minister Monae i wszyscy zawodnicy weszli na wyznaczone tratwy. Cztery z nich miały symbol płomienia, cztery trawy i cztery kostki lodu. Każdy założył taki sam plecak i wziął do ręki mapę. - Ów plecaki są wodoodporne i ognioodporne. Nie zgubcie ich bo nie doniesiecie wszystkich skarbów do czasu ukończenia trzeciego etapu pierwszego zadania. Pamiętajcie zadanie kończy się w momencie w którym wejdziecie na tratwę. - Powiedział i tratwy zaczęły odpływać, a na ich krawędziach pokazała się lekko mglista zasłona. - Zapora opadnie gdy zegar wybije dwunastą w południe. Wtedy też zacznie się pierwsze zadanie. I pamiętajcie, by wrócić z wyspy tutaj należy stanąć na swojej tratwie. Powodzenia.

Po trzech minutach pierwsze tratwy dopłynęły na swoje miejsca. Ale nim minęło dziesięć minut wszystkie zajęły swoje miejsca. Zaczęły się ostatnie odliczania. Cztery minuty do rozpoczęcia zadania. Cztery minuty, przez które uczestnicy zamknięci w czterech trzymetrowych ścianach z mgły na tratwie liczącej metr szerokości i metr długości nie mogli swobodnie myśleć. Wręcz szaleli ze zniecierpliwienia.

I w końcu po jak mogło się wydawać zawodnikom godzinach albo nawet i dniach rozbrzmiał dzwon wybijającą dwunastą. Zasłona mgielna opadła. I zawodnicy zeskoczyli z tratw na pomosty przy których cumowali.
Jak zegar wybijał ostatnie sekundy do rozpoczęcia zadania wszyscy zawodnicy rzucili zaklęcie Czterech Stron Świata, by sprawdzić w którym miejscu znajduje się ich pomost przy którym jest ich tratwa.

Już po zejściu z tratwy Rose Weasley spotkała pierwszego przeciwnika. Dzięki profesorowi Tylerowi Huselowi, który jest Opiekunem Domu Kruka, Rose doskonale znała rozwiązanie zagadki, które zostały im podane poprzedniego dnia przez dyrektorkę. Dziś rano tuż po śniadaniu profesor eliksirów poprosił Rose na chwilę do swojego gabinetu pod pretekstem omówienia eliksiru nad, którym ostatnio klasa pracowała. A tak naprawdę rozmowa ta wyglądał tak

*-*
-Dzień dobry Profesorze.
-Witam Panno Weasley.
-Chciał mnie Pan widzieć. Chodzi o eliksir tak? Źle uwarzyłam go?
-Nie Panno Weasley. Nie o po to Panią wezwałem.
-Ale Regulus powiedział ...
-To co mu przekazałem. Usiądź. - Wskazał na krzesło naprzeciw biurka. Krukonka powoli usiadła. - Jestem Opiekunem Ravenclaw. Więc zależy mi, żebyś to ty wygrała. Znam prawidłowe rozwiązanie wskazówek, które wczoraj otrzymaliście. Jest to zadanie składające się z trzech etapów, a konkretniej z trzech wysp na które wszyscy będziecie musieli wejść. "Skarb swój mają zawsze przy sobie ogniści. Zdobądź go ostrożnie. Pamiętaj, że wyjść musisz mając pięć skarbów." Chodzi o Wyspę Ognia. Jest ona skalista, górzysta, z wieloma wulkanami, jaskiniami, grotami. Na niej są Ogniste Salamandry w ich gnieździe znajdziesz potrzebną ci kryształową szkatułkę. Są tam również cztery Smoki.
-Smoki?
-Tak. Smoki. Walijski Zielony, Długopysk Portugalski, Chiński Ogniomiot oraz Biały Rogacz Panamski. Do każdego z ich ogonów są przywiązane złote jaja. Po jednym dla każdego. Twoim zadaniem, jak i pozostałych jest zabranie po jednym jaju każdemu smokowi. Następna "Szukaj w głębi każdego rozmiaru małych artefaktów, a w głębi lodu skarb ukryty do zdobycia też czeka." Chodzi o Wyspę Lodu. Ośnieżona, oblodzona, śliska, więc należy uważać. Na niej z kolei znajdują się Yeti każdego pokolenia. Lub jak to niektórzy wolą mówić, Yeti każdego rodzaju. Uważaj w szczególności na te najmniejsze czyli dzieci, i te najstarsze czyli po prostu stare Yeti poznasz je po tym, że zazwyczaj chodzą na czterech łapach, a nie na dwóch. Musisz zabić jednego Yeti każdego rodzaju. I z jego gardła wyciągnąć kryształy i takie małe drewniane szkatułeczki z podpowiedzią. Oraz gdzieś pod lodem ukryta jest szkatułka. W jakiejś studzience, albo w miejscu gdzie lód znajduje się bezpośrednio nad powierzchnią wody. "Znajdź cztery szlachetne artefakty. I skarb ukryty w gęstwinie." Czyli trzecia wyspa. Wyspa Trawy. Jest cała obrośnięta wysoką trawą i wysokimi zbożami. Ów szlachetne artefakty, czyli kule zrobione ze szlachetnych kamieni oraz szkatułka mogą być ukryte gdziekolwiek. Musisz tam sama pobłądzić i poszukać. Tylko uważaj na zamieszkujące ją istoty.
*-*

Tak więc bez namysłu rzuciła zaklęcie niewerbalne dzięki któremu ów mały, szalony Yeti wybuchnął. I wtedy z górnej części jego ciała coś wyleciało.
-To oto chodzi. "Szukaj w głębi każdego rozmiaru małych artefaktów." - Powiedziała podnosząc z lodu zakrwawiony szmaragdowy kryształ i małe drewniane pudełeczko. Wiedząc o co chodzi ruszyła w głąb wyspy. Mapa bezpiecznie w tej chwili spoczywała jej w kieszeni. Miała dostatecznie dużo czasu czyli czternaście minut by ją przestudiować. Chociaż wiadomo, że i tak można się zgubić. Najważniejsze było, by trafić spowrotem do swojej tratwy, Rudowłosa biegła przed siebie ślizgając się na lodzie i śniegu. Wspięła się na lodowe wzgórze, a następnie zbiegła w dół po jego drugiej stronie. Na dole wbiegła do lodowej jaskini, która okazała się nie taką zwykłą jaskinią, a istnym labiryntem. Przez chwilę Krukonka krążyła w kółko. Na mapie nie było zaznaczonego labiryntu. Teraz musi odnaleźć drogę, by z niego jak najszybciej wyjść i odnaleźć wszystkie potrzebne artefakty. Biegła tymi lodowymi ścieżkami. W końcu wybiegła na otwartą przestrzeń, ale kilka metrów przed nią stał dorosły Yeti. Który gdy tylko Rose weszła na tę lodową pustkę, zaczął wściekle ryczeć i starać się odpędzić wroga ze swojego terytorium.
-Wybacz kolego. Takie zasady. - Powiedziała podnosząc różdżkę. - Stupefy! - Rzuciła zaklęcie, które trafiło go w sam środek klatki. Wtedy Yeti się jeszcze bardziej rozzłościł i zaatakował. Był o wiele silniejszy niż poprzedni z którym się mierzyła. Tamten był dzieckiem. Ten jest dorosłym, znającym życie, silnym stworzeniem. - Diffindo! - Rzuciła zaklęcie, a Yeti został przepołowiony wzdłuż ciała. I było bardzo widoczne jak z gardła istoty wylatuje rubinowy kryształ i małe drewniane pudełeczko. - No to mam już dwa. - Powiedziała do siebie i ruszyła do wyjścia, które wcześniej zagrodził Yeti.

W tym samym czasie z Zachodniej części wyspy ku środkowi zmierza z jednym szafirowym kryształem Lex Krum. Znajdował się teraz w lesie zmrożonym i ośnieżonym. Słyszał w oddali kroki Yeti'ch. Zakradał się powoli przed siebie, ostrożnie rozglądając się na wszystkie strony. On również znał rozwiązanie zagadki. Wiedział czego ma szukać i gdzie tego szukać. Wyszedł na małą ośnieżoną polankę i kamień przeleciał mu tuż przed twarzą odwrócił się w lewą stronę skąd nadszedł atak. Stał tam stary Yeti. Zaryczał wściekle i podniósł kolejny głaz i rzucił nim w chłopaka.
-Bombarda! - Krzyknął i kamień rozwalił się nim do niego dotarł. Następnie rzucił w stworzenie kilka zaklęć Stupefy. I gdy Yeti leżał już na zmarzniętej ziemi ledwo się ruszając podszedł bliżej i celując w gardło wypowiedział zaklęcie Diffindo robiąc tylko nacięcie wszerz gardła. Zabrał z gardła Yeti diamentowy kryształ i drewnianą szkatułeczkę i ruszył dalej. Ale daleko nie uszedł gdyż potknął się o ukryty pod warstwą śniegu korzeń, sturlał się z pagórka i wpadł do groty. Potłukł się trochę i chyba zwichnął lewy nadgarstek, bo strasznie go bolał. Wspiąć się nawet jak by był zdolny nie dał by rady gdyż wejście do groty znajdowało się w sklepieniu, a ono znajdowało się jakieś pięć metrów nad chłopakiem. Wstał z zimnej, zmarzniętej i na całe szczęście osypanej wielką górą śniegu w której się zakopał ziemi i rozejrzał wokoło. Otrzepał się ze śniegu.
-Lumus Maxima! - Rzucił zaklęcie i cała grota rozświetliła się. I to chyba nie był najlepszy pomysł. Zwrócił na siebie uwagę wielu Yetich mieszkającej w ów grocie. Dorosłe zaczęły ryczeć i bić pięściami w klatę by pokazać że to ich teren i obcy ma go nie naruszać. Starsze Yeti aż rwały się do walki i łapały głazy w łapy, ale nie śmiali się sprzeciwić woli dorosłych Yeti, którzy próbowali wypędzić ze swojego terytorium chłopaka. Najmłodsze Yeti oraz te starsze od nich, ale nie na tyle co dorosłe patrzyły z ciekawością, dzikością w oczach na przybysza. Jedni byli go ciekawi i chcieli podejść i poznać go, a drudzy byli dzicy i przerażeni nieznanego i z chęcią by zaatakowali. Ale wszystkich powstrzymywały ryki dorosłych Yeti.
-No to się wpakowałem. Nie ma co.

Po przeciwnej stronie wyspy, od wschodu ku głębi wyspy szedł reprezentant Slytherinu, mający już wszystkie cztery kryształy. Teraz pozostało mu tylko znaleźć ukrytą w lodzie szkatułkę. I gdy tak szedł ścieżką między głazami i skałami, nagle zza jednej z nich wyskoczył Yeti. Co dziwne nie bał się go, ani nie próbował atakować. Był ciekawy ów przybysza i swoimi małymi włochatymi łapami złapał ramię chłopaka, ale równie szybko jak złapał tak samo szybko puścił.
-Co chciałbyś się pobawić? Niestety nie mam czasu. Zmykaj stąd jeśli chcesz żyć. - Powiedział do stworzenia i machnął obiema dłońmi w geście odpędzenia od siebie Yeti. Ten odskoczył do tyłu, ale wciąż z ciekawością przypatrywał się Scorpiusowi. Po chwili powtórzył gest, który chłopak zrobił w jego kierunku. A to z kolei rozśmieszyło Ślizgona.
-Tak. Idź sobie. Poszedł. - Powiedział, powtarzając gest. A ów zwierz powtórzył po raz kolejny po chłopaku ruchy łapami. Malfoy tylko pokręcił głową i ruszył dalej nie zważając na młodego osobnika. A ciekawski Yeti zaczął powoli podążać za blondynem.
-Zostaw mnie! Idź sobie! Do swoich! Do rodziny! - Krzyknął odwracając się od Yeti. Po czym znów się odwrócił i odbiegł zostawiając zwierze same. Po pewnym czasie dobiegł do lodowego pałacu.
-To chyba jest środek wyspy. - Powiedział przekraczając ostrożnie, ale i z ciekawością i zachwytem lodową bramę. Tak znalazł się na dziedzińcu pałacu. Wszystko było wykonane z dokładnością i perfekcją. Wrota, strażnice, mury, dziedziniec, ławy, schody po których ostrożnie wszedł chłopak.
-"A w głębi lodu skarb ukryty." W głębi lodu. Czyli w samym sercu. A gdzie indziej mogłoby być serce lodu jak nie w pałacowych lochach. - Powiedział i odnalazł schody prowadzące w dół. Schodził i schodził i schodził. Schodom nie było końca. Gdy dotarł w końcu na sam dół Scorpiusowi wydawało się że przeszedł 1000 schodów. I o wiele się nie pomylił. Dokładnie tych schodów był 1267. Wszystkie lodowe cele były zbudowane tak, że były zamknięte, a ich krat nie dało się otworzyć. Prócz jednej. Jedna cela miała wybudowane otwarte wejście. I to właśnie tam Scorpius ujrzał na lodowej posadzce umieszczone pod grubą warstwą lodu szkatułki. Jemu wystarczyła tylko jedna. Tak więc rzucił zaklęcie Diffindo i wsadził ręce do wytworzonego przerębla. Okazało się, że szkatułki są niżej niż przypuszczał. Położył się na posadzce i zanurkował do piersi głową w dół. Udało mu się złapać szkatułkę więc szybko się wynurzył.
-Cholernie zimno. - Powiedział gdy się już wynurzył i usiadł bezpiecznie pod ścianą. Chwilę odpoczął i wsadził szkatułkę w plecak i ruszył w drogę powrotną. Gdy opuścił mury lodowego pałacu do jego bram właśnie zbliżał się Lex. Posłali sobie tylko spojrzenia i ruszyli w swoją stronę.

Gdy Ugo wyszedł z lodowego pałacu skręcił do lasu z którego przyszedł. Nim zniknął w jego gęstwinie ujrzał zbliżającego się do pałacu Ślizgona. W lesie do którego wszedł napotkał stado Yetich. Musiał kierować się na Południe skąd zaczynał. Nie chciał tracić czasu na bezsensowną walkę ze stadem Yeti więc zaczął biec. A one jak na złość za nim. Rzucały w niego głazami, kulami śniegu, a nawet wielkimi gałęziami. Pomost i tratwę widział już z daleka. W końcu dobiegł do niego i skoczył na tratwę, a po chwili wytworzyła się wielka mglista bariera odcinając go od rozwścieczonych Yeti. Tratwa w kilka minut znalazła się przy miejscu z którego wyruszyli.
-Miejsce trzecie zajmuję...! - Usłyszał głos McGonagall. Gdy opadła zasłona krzyknęła. - Ugo Aganow! - Przyjaciele pomogli mu wejść z tratwy na podest trybuny.
-Jestem trzeci?
-Tak. Dwadzieścia minut przed tobą skończyła Rose Weasley, a siedem minut po niej Sergius McLaggen.

Na drugiej z wysp wszyscy zawodnicy wciąż zmagali się z zadaniem jakie przed nimi stało. Aczkolwiek dla Lei Molletti znalezienie i zabranie szkatułki z gniazda Salamandry było łatwizną. Lecz to co czekało dalej, nie było już takie miłe. Walka ze smokami, pojedynek, lub po prostu podejść go i ukraść jedno z dwunastu jaj zawieszonych na ogonie smoka. I tak cztery razy, z czterema różnymi smokami. Najpierw trafiła na Walijskiego Zielonego. Udało jej się ogłuszyć go za pomocą jego własnego ciężaru. Gdy po kilkunastu, a może kilkudziesięciu minutach walki zaszarżował na nią, ta szybko i zwinnie odsunęła się na bok w ostatniej chwili, a smok uderzył z całej siły w półkę skalną i stracił przytomność, a z ów ściany na dół odpadło kilka głazów i kamieni. Z drugim smokiem już nie bardzo sobie poradziła. Natrafiła na Chińskiego Ogniomiota. Ten nie był wcale takim głupim smokiem. I po zaledwie paru minutach machnął ogonem by odbić wroga gdzieś daleko. Nie udało jej się uniknąć ciosu. I z wielką szybkością i siłą oberwała w żebra. Nim spadła na głazy udało jej się ściągnąć z ogona smoka jajo. Gdy upadła poczuła jak zabrakło jej tchu w płucach. Poczuła również wielki ból w lewej kostce i prawym ramieniu i barku. Zaczęła się szybko podnosić by jak najszybciej uciec z tego miejsca. Zobaczyła zaledwie pięć metrów przed sobą otwartą paszczę smoka i po chwili zionął z niej ogień uskoczyła w bok, ale jej prawa ręka i tak została podpalona.
-Zabierzcie mnie z tej wyspy! - Krzyknęła gasząc w pośpiechu płonącą rękę i starając się uciec. Nie minęła minuta, a obok reprezentantki Domu Północy aportowali się czterej nauczycieli z Hogwartu Jorge Lokwood, Pola Erinzo, Gary Woodley i Broke Fell, a wraz z nimi dwóch magomedyków. Szybko i sprawnie ogłuszyli smoka nie robiąc mu zbytniej krzywdy i położyli dziewczynę na drewnianej desce zaczarowanej na podobnej podstawie co tratwy, które przywiozły zawodników na wyspę. Z dziewczyną na owej drewnianej latającej tratwie została nauczycielka Zaklęć i Uroków i dwaj medycy. A pozostali trzej nauczyciele deportowali się spowrotem na trybuny. Gdy tylko tratwa zatrzymała się na trybunach dziewczynie od razu została udzielona pomoc medyczna. Podbiegło do niej więcej magomedyków. Położyli ją na nosze i zanieśli do Namiotu Medycznego, znajdującego się  za główną częścią trybun.

Ryan znalazł smoka Zielonego Walijskiego nieprzytomnego zawalonego głazami. Było to dla niego zadanie ułatwione, więc tylko zabrał jajo z ogona smoka i ruszył dalej. Został mu ostatni smok do pokonania Biały Rogacz Panamski. Znaleźć go było z jednej strony łatwo, a z drugiej trudno. Na tle dymu i wybuchającej lawy z wulkanu dało się dostrzec białego smoka. Ale dotarcie tam stanowiło wielkie wyzwanie. Wyzwanie, który każdy zawodnik musi podjąć, jeśli chce wygrać.

Gdy Ryan zaczął wspinać się na górę wulkanu uważając przy tym by nie spłonąć w lawie, z Białym Smokiem Panamskim już ktoś walczył. Max Lemor rzucał w smoka zaklęcie, za zaklęciem wszelkiego rodzaju. Przywołał nawet swoją miotłę by wspomóc się i móc wznosić się w powietrze w walce ze smokiem. Próbował nawet podlecieć do ogona i zerwać jajo, ale było to niemożliwe. I wtedy Max, zauważył wspinającą się ku nim postać. Smok również wyczuł nowo przybyłego. Max wiedział, że w pojedynkę nie ma szans zdobyć jaja i wiedział, że i jego rywal sam nie zdoła tego uczynić.
-Niezłe miejsce na pojedynek no nie? - Krzyknął podlatując do zawodnika z Domu Małpy. - Sam sobie nie poradzisz na takim terenie. - Powiedział z lekkim uśmiech podlatując do góry unikając płomienia ognia, który smok właśnie wypluwał z siebie.
-A ty? - Zapytał skacząc i chowając się za głazem.
-Zawrzyjmy układ! Ty odciągniesz jego uwagę! A ja zdobędę jajo i dla ciebie i dla siebie!
-Zgoda! - Krzyknął wyskakując zza skały i zaczął rzucać w smoka różnymi zaklęciami. W tym czasie Max podleciał do smoka cicho i zdjął jedno jajo z jego ogona, ale wtedy smok się odwrócił w jego stronę i zionął w niego ogniem. Korzystając z tego, że smok zajął się Max'em Ryan szybko zdjął z ogona smoka jajo dla siebie. A następnie rzucił zaklęcie Wingardium Leviosa w rywala, który właśnie spadał z płonącej miotły do wulkanu. Z wciąż uniesioną w górze różdżką zaczął zbiegać ze zbocza. Gdy stwierdził, że są już bezpieczni odstawił chłopaka na dół.
-Nic ci nie jest? - Spytał Ryan podając rękę koledze by pomóc mu wstać.
-Przeżyję. Dzięki.
-No to jesteśmy kwita. Nie wiem jak ty, ale ja stąd spadam. - Powiedział Ryan i zaczął zbiegać na dół, a Max poszedł w jego ślady.

Trzecia z wysp jest jednocześnie wyspą najłatwiejszą i najtrudniejszą. Teren jest równy, lecz porośnięty wysokimi trawami, grzybami gigantami i zbożami oraz wysokimi i gęstymi drzewami. Ale za to było tu sporo utrudnień w postaci psotliwych i niebezpiecznych stworzeń.

Najbardziej uciążliwym stworzeniem na tej wyspie dla Kory są Chorbotki wyglądem przypominający mięsistego, różowego grzyba porośniętego rzadką sztywną szczeciną. Ów stworzenia szybko się rozmnażają i porastają teren zagradzając przejście. Kolejnymi uciążliwymi stworzeniami są psotne Caipory, Bahanki i Chochliki Kornwalijskie. Te dawały się najbardziej we znaki. Podnosiły za uszy, czy części garderoby do góry i wieszały reprezentantów na drzewach. W pewnym momencie Kora trafiła na zwisającego z gałęzi na wysokości pięciu może sześciu metrów reprezentanta Domu Południa.
-A ty co?! - Zawołała ze śmiechem.
-Postanowiłem odpocząć. - Powiedział sarkastycznie. - Bawi cię to?
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Pomożesz mi stąd zejść?
-A co za to dostanę?
-Zdradzę ci gdzie znajdziesz kryształową szkatułkę.
-Umowa stoi. - Powiedziała i rzucając zaklęcie Wingardium Leviosa ściągnęła chłopaka na dół.
-Dzięki. Pokaż mapę. - Podała mu swoją mapę - Szkatułkę znajdziesz tutaj. Tylko uważaj. Strzegą ich Trutniowce Krwiopijcy.
-Ale które? Fioletowe czy czerwone?
-Oba. - Powiedział i odbiegł.

***

-I nadpływa ostatnia tratwa! Miejsce jedenaste zajmuje Sabrina Foolmi! A oto wyniki! - Krzyknął Minister i na telebimach wyświetliły się wyniki.

-----------------------------------------------------------------------
Zadanie zakończono po: 1h 24 min - Rose Weasley
Zadanie zakończono po: 1h 31 mni - Sergius McLaggen
Zadanie zakończono po: 1h 44 min - Ugo Aganow
Zadanie zakończono po: 1h 58 min - Max Lemor
Zadanie zakończono po: 2h 01 min - Ryan Kosmo
Zadanie zakończono po: 2h 18 min - Kamel Bane
Zadanie zakończono po: 2h 27 min - Scorpius Malfoy
Zadanie zakończono po: 2h 45 min - Lex Krum
-------------------------------------------------------------------
Zadanie zakończono po: 3h 07 min - Kora Argent
Zadanie zakończono po: 3h 20 min - Aleksis Torino
Zadanie zakończono po: 3h 36 min - Sabrina Foolmi
-------------------------------------------------------------------
NIE PODOŁAŁA ZADANIU - skończyła po 2h - Lea Moletti
------------------------------------------------------------------

-Tylko jedna osoba nie ukończyła pierwszego etapu. A za to trzy osoby nie zmieściły się w czasie wyznaczonym na zadanie. Teraz ogłaszam piętnaście minut przerwy. I zaraz potem zaczyna się drugi etap. Zmiana Wysp. Reprezentanci, którzy teraz byli na Wyspie Lodu, przejdą na Wyspę Trawy. Reprezentanci, którzy teraz byli na Wyspie Trawy, przejdą na Wyspę Ognia. A reprezentanci, którzy teraz byli na Wyspie Ognia, przejdą na Wyspę Lodu.

Dopilnowano by reprezentanci dostali trzy osobne namioty na wypoczynek, by nikt nie został poinformowany co czeka na innych wyspach. Po zakończonym etapie uczestnik był od razu odsyłany do odpowiedniego namiotu. W namiotach czekały napoje zimne, jak i gorące, a także ciepłe posiłki i przekąski oraz desery.

-Ciekawe co nas czeka na Wyspie Trawy. - Powiedział Lex.
-Zapewne nic dobrego. Słyszałam, że Kamela na drzewie powiesiły Bahanki i Chochliki Kornwalijskie
-Skąd? Jak? - Spytał rozbawiony Ugo.
-Nie śmiej się. Ciebie też to może spotkać. - Powiedział Scorpius, a reprezentantowi Domu Tygrysa od razu uśmiech zszedł z twarzy.
-Gdy akurat jego tratwa przypłynęła wyszłam na chwilę zaczerpnąć świeżego powietrza. Słyszałam jak skarżył się kolegom.

Gdy minął wyznaczony czas przerwy, Pan Minister przywołał do siebie reprezentantów.
-Proszę zająć wyznaczone miejsca. Zadanie rozpocznie się gdy zabije dzwon, wtedy też zasłona mgielna opadnie. Powodzenia. - Powiedział, a każdy z zawodników zajął odpowiednią tratwę. A te ruszyły ku wyspą.

I wreszcie zabrzmiał dzwon. Zasłona mgielna opadła i zawodnicy ruszyli na podbój kolejnej wyspy. Jako, że wcześniej inna grupa była na wyspie, zawodnicy mijali martwe ciała zwierząt oraz istot.

Scorpius pierwszą kulę znalazł przypadkiem. Uciekając przed chmarą Chochlików schował się w krzakach a w nich leżała rubinowa kula. Kulę szmaragdową znalazł dzięki śladom pozostawionym przez poprzednich zawodników. Na ziemi leżało pełno kawałków wielkiego grzyba, a kawałek dalej stał właśnie wielki grzyb z poszarpanym brzegiem. Jak się okazało kula jest usadowiona od spodu grzyba, ale mocno do niego przywiera. By ją zdobyć musiał zaklęciem Diffindo odciąć kawałek grzyba, a następnie ręcznie obrać szafirową kule obrośniętą ów grzybem.

Ugo już z daleka zauważył rozmnażającego się Chorbotka. I przypatrując się ów dziwnym grzybom zauważył topazowe kule. Był tylko jeden mały problem jak dostać się w sam środek wielkiego legowiska Chorbotków. Wiedział, że ich rzadka szczecina, jest ostra jak igły. Nie wiedząc zbytnio jak dojść tam by nie zrobić sobie zbytniej krzywdy niewiele myślą rzucił zaklęcie.
-Incendio! - I Chorbotki zaczęły płonąć. Po wypaleniu tych, które zagradzały mu dojście do kryształów ugasił ogień i podbiegł zabrać jedną topazową kulę i szybko pobiegł dalej.

Lex jako pierwszy dotarł do miejsca ukrytych szkatułek. Ale zanim zdążył podejść do nich zaatakowały go Fioletowe i Czerwone Trutniowce Krwiopijcy. Rose do tego samego miejsca dotarła piętnaście minut później. Korzystając z tego, że Trutniowce są zajęte jej przyjacielem szybko podbiegła do szkatułek i jedną z nich zabrała i schowała w plecak.
-Dzięki Lex!
-To niesprawiedliwe Rose! Ja tu z nimi walczę już jakieś dwadzieścia minut!
-Uwiodła mnie twoja historia! To cześć!
-Rose!
-Co?!
-Pomóż! Proszę!
-A co za to dostanę?!
-A co byś chciała?!
-A co masz do zaoferowania?!
-Wiem gdzie są topazowe kule!
-Mam już ją!
-I szmaragdowe kule!
-Masz szmaragdową?!
-Tak!
-To zrobimy tak! Ja wezmę dla ciebie stąd tą szkatułkę! Ty mi oddasz swoją szmaragdową kulę! I znajdziesz sobie swoją ponownie!
-Rose! - Krzyknął oburzony wciąż walcząc.
-Jak sobie chcesz! - Krzyknęła i zaczęła odchodzić.
-Dobra! Zgadzam się! - Krzyknął, a ona się uśmiechnęła.
-Było tak od razu! - Krzyknęła i zabrała drugą szkatułkę i zniknęła w lesie. A po chwili w głąb lasu również zaczął wycofywać się Lex. A następnie musiał skręcić w stronę gdzie zniknęła Krukonka i ją odnaleźć.
-Dzięki. - Powiedział odbierając od niej szkatułkę.
-Kula. - Powiedziała, a on wyciągnął z plecaka ów pięknie oszlifowany szlachetny kamień. Tak inny od tych z poprzedniej wyspy. Tamte były kanciaste, w swej naturalnej formie, niczym przed chwilą wyrwane ze ściany w której się tworzyły. - Dziękuję.
-Zapamiętam to sobie. Będziesz coś chciała.
-Ja od ciebie? Skądże. Pamiętaj Lex, poza Turniejem jesteśmy przyjaciółmi, ale tu jesteśmy rywalami. - Powiedziała i odbiegła w tylko sobie znanym kierunku i to samo uczynił chłopak.

Na Wyspie Ognia zawodnicy poradzili sobie o wiele lepiej niż poprzednia czwórka.
Sergius gnał do przodu nie rozglądając się niepotrzebnie na boki, szkatułkę już miał. A zdobył ją bardzo szybko. Nie robiąc sobie kłopotu z walczeniem z Salamandrami, po prostu wbiegł w sam środek gniazda i zabrał jedną z siedmiu szkatułek i uciekł stamtąd. Zadziwiający był fakt, że przez te kilka minut drasnęły go tylko dwa płomienie Salamander, Na lewym udzie i pod prawym okiem. Pokonał już Białego Rogacza Panamskiego i zabrał jedno jajo, udało mu się również ukraść jajo śpiącemu smokowi Chińskiemu Ogniomiotowi. Uważał, że ma szczęście. Ale stwierdził, że go opuściło w momencie w którym z nie nacka oberwał gałęziami korony drzewa, które wyrwał Długopysk Portugalski i rzucił nim. Może nie tyle co w Sergiusa, a w Korę, która stała kilka metrów na prawo od Gryfona. Dziewczyna kiepsko sobie z nim radziła, było to widać. Miała spaloną szatę z lewej strony i oparzenia widoczne na żebrach, plecach i przedramieniu. Zastanawiał się tylko przez chwilę czy ma podejść i zabrać smokowi jajo, czy podjąć z nim walkę i uratować dziewczynę z Domu Wilka. Zaczął rzucać przeróżnymi zaklęciami odpychającymi i oszałamiającymi w smoka. Ten w końcu zwrócił swoją uwagę na bruneta.
-Uciekaj! - Krzyknął do dziewczyny. Ta podniosła się z ziemi i zaczęła wchodzić w głąb lasu. W końcu po kilku minutach walki udało się Gryfonowi ogłuszyć smoka. Zabrał dwa jaja z jego ogona i wbiegł w las w ślad za dziewczyną. Wytropić ją było łatwo, gdyż zostawiała za sobą plamy krwi.
-Nic ci nie jest? - Spytał podbiegając do niej i wręczając jajo.
-Dzięki. Jestem trochę obolała i poparzona. Ale przeżyję.
-Nie chcesz skończyć zadania?
-Wilki nigdy się nie poddają. Zapamiętaj to.
-To chociaż pozwól sobie pomóc. Znam kilka zaklęć które zatrzymają krwotok i choć trochę wyleczą twoje rany.
-Dziękuję. - Powiedziała i uśmiechnęła się lekko. A brunet przystąpił do działania.

Gdy Kamel wbiegał na górę wulkanu by zdobyć jajo Białego Rogacza Panamskiego, zauważył, że smok leży nieprzytomny na szczycie, łeb zwiesza mu się w środek wulkanu, a ogon na zewnątrz. Zauważył również że kawałek dalej stoją nauczyciele i dwaj magomedycy, którzy z ostrych kamieni przenoszą właśnie nieprzytomną i zakrwawioną dziewczynę na deskę, a ta po chwili rusza w górę i odlatuje w kierunku trybun. Nim nauczyciele się deportowali zdążył spytać się ich.
-Co się tu stało? Kto to był?
-Aleksis Torino nie poradziła sobie z tym smokiem. Zostaje przeniesiona do Namiotu Medycznego. Nie będzie niestety mogła kontynuować tej części egzaminu. Czy weźmie udział w trzecim etapie to zależy od magomedyków i od niej samej. - Powiedział profesor Woodley i deportował się wraz z pozostałymi dwoma nauczycielami. Gdyż profesor Erinzo wraz z magomedykami została przy Puchonce. Więc Kamel tylko zabrał jajo i zbiegł na dół by kontynuować zadanie.

Na Wyspie Lodu z kolei Lei szło o wiele lepiej niż w pierwszym etapie. Pokonanie Yeti było dla niej dziecinnym zadaniem. Mimo tego i tak najmłodszy z Yeti ugryzł ją w lewe udo i trochę krwawiła. Nie jest zbyt dobra w zaklęciach leczniczych więc tylko urwała gruby pasek koszulki i zrobiła sobie prowizoryczny opatrunek. Zastanawiała się teraz gdzie znaleźć szkatułkę ukrytą w lodzie. I po dwudziestu minutach błądzenia natknęła się na pałac z lodu. Więc weszła do niego w poszukiwaniu tego co potrzebne.

Natomiast Sabrina miała trochę gorzej wpadła do lodowej groty, a tam były wściekłe wielkie stado Yeti każdego rodzaju. Na ziemi zobaczyła również krew i martwe ciała zwierząt. Czyli ktoś przed nią już tu był. Nie miała dokąd uciec. Ze wszystkich stron otaczały ją Yeti. Nawet dzięki światłu które wytworzyła, nie była w stanie dojrzeć w którą stronę iść by wydostać się na powierzchnię. Ale nie mając wyjścia zaczęła walkę. I zaczęła iść w jednym obranym przez siebie kierunku w nadziei że idzie w dobrą stronę. Jak się później okazało, nie był to dobry kierunek, bo zamiast w górę prowadził w dół, a tam było jeszcze więcej zwierząt. W końcu już wyczerpana z sił, poobijana i pogryziona przez Yeti opadła na kolana i krzyknęła.
-Zabierzcie mnie z tej wyspy! Proszę! - Długo czekać nie musiała. Pomoc zjawiła się po kilku sekundach. I zabrali ją stamtąd. Lecz najpierw musieli wyjść na powierzchnię.

-I właśnie nadpływa ostatnia tratwa! Miejsce dziesiąte zajmuje Ryan Kosmo! A oto wyniki! - Krzyknął Minister i na telebimach wyświetliły się wyniki.

-----------------------------------------------------------------------
Zadanie zakończono po: 1h 49 min - Ugo Aganow
Zadanie zakończono po: 1h 56 min - Scorpius Malfoy
Zadanie zakończono po: 1h 57 min - Rose Weasley
Zadanie zakończono po: 2h 03 min - Lex Krum
Zadanie zakończono po: 2h 17 min - Sergius McLaggen
Zadanie zakończono po: 2h 20 min - Kora Argent
Zadanie zakończono po: 2h 48 min - Max Lemor
-------------------------------------------------------------------
Zadanie zakończono po: 3h 01min - Lea Molleti 
Zadanie zakończono po: 3h 10 min - Kamel Bane
Zadanie zakończono po: 3h 38 min - Ryan Kosmo
-------------------------------------------------------------------
NIE PODOŁAŁA ZADANIU - skończyła po 2h i 15 min - Aleksis Torino
NIE PODOŁAŁA ZADANIU - skończyła po 3h i 10 min - Sabrina Foolmi
------------------------------------------------------------------

-Drugi etap pierwszego zadania jak widać sprawił uczestnikom więcej problemów. Dwie osoby nie ukończyły zadania. Trzy skończyły je po czasie. Ogłaszam kolejne piętnaście minut przerwy dla zawodników. A po niej nastąpi ostatni etap. Kolejna zmiana wysp.

-No to czeka nas ostatni etap. - Powiedział Scorpius pijąc sok dyniowy.
-A jak ty jeszcze raz zrobisz mi taki numer to ...
-To co Lex? I tak nic nie zrobisz. Wszyscy wiemy, że za bardzo mnie lubisz.
-Jesteś zbyt pewna siebie.
-No cóż. To jest rodzinne. - Zaśmiała się Krukonka. - Mój ojciec, matka, a także wujostwo byli zbyt pewni siebie przez wszystkie lata nauki w Hogwarcie. I gdzie ich do doprowadziło? Najpierw stoczyli po mniejsze bitwy ze złem, Śmierciożercami i samym Voldemortem pierw w nie swojej postaci, a później już w pełni sił swej postaci. By na końcu stoczyć z Nim Bitwę o Hogwart. Przy czym prawie cała szkoła została doszczętnie zniszczona. Ale na szczęście wszyscy uczniowie wzięli się za pomoc w odbudowie zamku.
-Czy ciebie w ogóle można obrazić? - Spytał Scorpius.
-Próbujcie. Może kiedyś wam się uda. - Znów się zaśmiała i również nalała sobie soku dyniowego. A następnie chwyciła pączka w czekoladzie i wgryzła się w niego.
-Czeka nas wyspa Ognia. Z tego co słyszałem są na niej smoki. - Powiedział do tej pory milczący Ugo.
-Ktoś tu podsłuchuje. - Zaśmiała się dziewczyna.
-Lea i Aleksis nie poradziły sobie z pokonaniem smoków. Ta Wyspa jest najtrudniejsza. Bo to z niej dwie osoby, po jednej w każdym etapie nie ukończyła zadania.
-Jeśli myślisz że ja nie ukończę zadania ze smokami. To jesteś w błędzie Ugo.
-Nie mówię, że nie dasz rady. Bo wiem, że dasz. Ale chodzi o to, że ta wyspa jest niebezpieczna.
-Martwisz się o nas. - Powiedziała z uśmiechem. - Coś takiego. Nie przypuszczałabym nigdy, że ty Ugo Aganow będziesz się martwił o kogokolwiek innego niż o samego siebie.
-Wiem też że podczas poprzednich etapów reprezentanci pomagali sobie w walce ze smokami.
-I chcesz byśmy i my współpracowali. - Dokończył za niego Scorpius.
-Tu chodzi o coś więcej prawda Ugo?
-Chcesz pokazać ojcu, że potrafisz pomóc wrogowi i że wróg jest w stanie pomóc tobie jeśli oboje na tym skorzystacie. - Powiedziała Rose zajadając się kremówkami.
-Czy ty musisz wszystko wiedzieć? - Spytał z lekkim uśmiechem wychowanek Domu Tygrysa.
-No cóż. Czytam z ludzi jak z otwartej księgi. Wiesz dobrze że mam talent do czytania ludzi.
-Tak w Durmstrangu siałaś tym strach u każdego. Wystarczyło tylko, że spojrzałaś komuś w twarz i znałaś jego myśli.
-W większości miałam farta. Zgadywałam. Żartowałam sobie. No może nie w większości. Ale w wielu sytuacjach tak było. A czasem udawałam, że wiem co robią i co chcą zrobić, chociaż nie wiedziałam. I tamci sami mówili mi co chcieli zrobić i przepraszali, po mimo tego, że nic nie zrobili. - Powiedziała i chwyciła jabłko by po chwili się w nie wgryźć.
-Zdradzasz swoje sekrety? - Spytał z niedowierzaniem Lex.
-On nic nikomu nie powie. - Powiedziała z uśmiechem. - Prawda Ugo? - Podniosła na niego wzrok.
-Tak. Prawda.

I w końcu nadszedł koniec przerwy. Reprezentaci wyszli ze swoich namiotów.
-Czas zacząć trzeci, ostatni etap pierwszego zadania Turnieju Trójmagicznego. Reprezentanci proszę zająć miejsca na poszczególnych tratwach. Przypominam. Osoby, które wcześniej walczyły na Wyspie Lodu, teraz przechodzą na Wyspę Trawy. Ci którzy byli na Wyspie Trawy, przechodzą na Wyspę Ognia. A ci co teraz byli na Wyspie Ognia, przechodzą na Wyspę Lodu. Zasłona opadnie, gdy wszystkie trawy zatrzymają się w wyznaczonym im miejscu oraz gdy rozbrzmi dzwon. - Powiedział, a uczniowie zajęli odpowiednie tratwy i uniosła się zasłona mgielna.

Zabrzmiał dzwon, zasłona opadła, a reprezentanci ruszyli w głąb wysp.

Pierwszym smokiem jakiego Ugo napotkał był Chiński Ogniomiot. Ale jak widać nie on pierwszy wpadł na tego smoka. W oddali Ugo zauważył sylwetkę blondyna ze Slytherinu. A smok leżał oszołomiony między drzewami. Zabrał jedno z trzech wciąż przywiązanych jaj do ogona smoka i ruszył na północ. Po dwudziestominutowym biegu dobiegł do podnóża krateru. Zauważył, że ktoś już się wspina w górę. A była to dobrze mu znana rudowłosa dziewczyna. Szybko ją dogonił.
-Co tam Weasley?
-Aganow. No, no. Chyba mamy szczęście co? Skoro tak wpadliśmy na siebie. Dużo czytałam o smokach. A Biały Rogacz Panamski jest wyjątkowo wrednym smokiem. Jeśli będziemy współpracować, to mamy szansę go pokonać i zdobyć jaja nim zrobią to nasi przyjaciele, którzy nie wiadomo gdzie w tej chwili są.
-Widziałem Malfoy'a idącego na wschód.
-Jeden problem z głowy.
-Więc współpraca.
-Tak. Ty odwracasz jego uwagę. A ja zabiorę dwa jaja.
-Zgoda. - Powiedział i zaczął wspinać się szybciej. Wszedł na krater i odciągnął smoka tak by gdy Krukonka wejdzie na szczyt krateru miała łatwy dostęp do jego ogona i mogła zabrać jego skarby. I według Ugo oraz według Rose było to łatwe zadanie. Ugo był świetny w zaklęciach rozbrajających jak i obronnych. W pewnym momencie smok zachwiał się i przewrócił się nieprzytomny na ścieżkę dzielącą dwoje reprezentantów. Po chwili na smoka wspiął się wychowanek Domu Tygrysa z wielkim uśmiechem.
-Bułka z masłem ten smok. - Powiedział. Rose się tylko zaśmiała i rzuciła zdjęte chwilę przed upadkiem smoka jajo w stronę Ugo.
-Miło się współpracowało. - Powiedziała i zaczęła schodzić w dół.
-I wzajemnie. - Powiedział by po chwili zejść ze smoka i też zacząć schodzić w dół. Tam ich drogi się rozeszły. Rose ruszyła na wschód, a Ugo na zachód.

Gdy Rose wpadła na kolejnego smoka, okazało się, że właśnie z nim już ktoś walczy. Był to Długopysk Portugalski, próbujący spalić młodego Pana Kruma. Rose zakradła się i zabrała dwa jaja z jego ogona, a następnie rzuciła jedno w kierunku przyjaciela oraz jednocześnie zaczęła rzucać zaklęcia w smoka by zwrócić jego uwagę na siebie. Gdy smok się odwrócił w jej stronę dziewczyna uciekła między drzewa. Smok więc spowrotem odwrócił się do chłopaka, ale jego już nie było.

Kora pomimo tak ciężkich obrażeń jakich nabawiła się podczas drugiego etapu dawała radę doskonalę. Magomedycy pogratulowali Sergiusowi tak dobrej znajomości zaklęć leczniczych. Dobrze, że po wojnie postanowiono uformować dodatkowe zajęcia właśnie z zajęć leczniczych, do których zaliczają się zaklęcia, warzenie mikstur, a także zielarstwo. I na te zajęcia Sergius uczęszczał od pierwszej klasy. Tak więc jego szybka pomoc Korze dała bardzo wiele, gdyby nie ona mogła by skończyć o wiele gorzej. Wyspa Lodu dawała Korze spokojne i orzeźwiające ukojenie po bólu jakiego nabawiła się podczas walk ze smokami i salamandrami. Pokonanie czterech różnych Yeti i zabranie ich kryształów wraz z dodatkowymi drewnianymi małymi szkatułkami było dla niej dziecinnie łatwe. Ale odnalezienie głównej szkatułki okazało się cięższym zadaniem. Dopiero później wpadła na rozwiązanie.
-"... a w głębi lodu skarb ukryty też czeka." Chodzi o środek wyspy. I to dosłownie.  - Szybko pobiegła w kierunku środka wyspy dokładnie przypatrując się mapie. Wybiegając na polankę przed pałacem zauważyła wychodzącego z niej Kamela Bane'a. Ten mijając ją posłał jej uśmiech i pobiegł w głąb lasu.

Sergius miał mały problem z pokonaniem najmłodszego Yeti. Biegał wszędzie robiąc różne zwody i uniki, więc trudno było w niego trafić. W końcu rzucił zaklęcie spowalniające.
-Immobilus! - Spowalniając na chwilę wszystko co dzieje się w okolicy. A następnie rzucił - Diffindo! - by rozciąć gardło stworzenia i zabrać z niego kryształ i małą drewnianą szkatułkę. - No to mam wszystko. - Powiedział sam do siebie pakując ostatnie przedmioty w plecak i pobiegł w kierunku swojej tratwy.

Ryanowi do odnalezienia pozostała tylko kryształowa szkatułka. Jeszcze będąc w gęstym lesie zauważył ją z daleka. Ale wiedział, że tu musi być jakaś pułapka. Po chwili wiedział już jaka. Było to siedlisko Trutniowców Krwiopijców i to w dodatku obu gatunków. Rzucił Immobilus i dopiero później wszedł na tą małą polankę. Zabrał szkatułkę i odszedł w kierunku pomostu przy którym przycumowana była jego tratwa.

Lea by zdobyć topazowe kule zaczęła przeciskać się przez stado Chrobotków. Ich szczecina była bardzo ostra i już po chwili porzałowa tej decyzji. Nie wiedząc co robić, gdyż droga została już odcięta, ponieważ Chrobotki szybko się rozmnażały, postanowiła najpierw dojść do małej pustej przestrzeni, na której spoczywała ostatnia topazowa kula. Następnie rzuciła zaklęcie liny na rosnącą nad nią gałąź. Wspięła się trochę w górę i rozbujała, a następnie skoczyła lądując przed stadem Chrobotków. Pobiegła dalej

-I oto nadpływa ostatnia tratwa! Tym samym kończymy trzeci i ostatni etap pierwszego zadania! Miejsce dwunaste zajmuje Max Lemor! A oto wyniki trzeciego etapu! - Krzyknął Minister i na telebimach wyświetliły się wyniki.

-----------------------------------------------------------------------
Zadanie zakończono po: 1h 52 min - Rose Weasley
Zadanie zakończono po: 1h 58 min - Lex Krum
Zadanie zakończono po: 2h 06 min - Scorpius Malfoy
Zadanie zakończono po: 2h 15 min - Kamel Bane
Zadanie zakończono po: 2h 19 min - Ryan Kosmo
Zadanie zakończono po: 2h 23 min - Lea Molleti
Zadanie zakończono po: 2h 29 min - Sergius McLaggen
Zadanie zakończono po: 2h 29 min - Ugo Aganow
Zadanie zakończono po: 2h 30 min - Kora Argent
Zadanie zakończono po: 2h 45 min - Sabrina Foolmi
Zadanie zakończono po: 2h 59 min - Aleksis Torino
-------------------------------------------------------------------
Zadanie zakończono po:  3h 04 min - Max Lemor
-------------------------------------------------------------------

-Jak widać ostatni etap zmobilizował wszystkich zawodników. I tylko jedna osoba zakończyła zadanie po czasie. A teraz przedstawimy tabele końcową. Zsumujemy wszystkie wyniki. I przedstawimy w formie punktowej. Osoby które ukończyły zadanie po wyznaczonym czasie będą miały odjęte punkty. Za każdą minutę zostanie odjęty jeden punkt. Osoby, które nie zaliczyły któregoś z etapów nie dostaną punktów za dany etap. A wynik otrzymanych punktów za wykonane dwa zadania będzie dzielony na pół pod warunkiem, że nie jest on ujemny. Może wyjść tak, że wynik będzie ujemny, więc w kolejnym zadaniu część przyznanych punktów będzie mniejsza na plusie, gdyż wykasuje ona ujemne punkty. Oto ostateczny wynik

-----------------------------------------------
System oceniania Pierwszego Etapu
----------------------------------------------
wynik na minusie = 0
nieukończenie jednego etapu = 1
0-20 =2
21-35 =3
36 - 50 =4
51 - 70 =5
71 - 90 = 6
91 - 125 = 7
126 - 165 =8
166 - 200 = 9
200 - ^ = 10
----------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
TRZY ETAPY                |  czas ukończenia 3 etapów   |       |  zaoszczędzony czas  | punkty  |
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Suma czasów ukończonego zadania: 5h 13 min - Rose Weasley          | 227min           | 10
Suma czasów ukończonego zadania: 6h 02 min - Ugo Aganow           | 178min            | 9
Suma czasów ukończonego zadania: 6h 17 min - Sergius McLaggen  | 163min            | 8
Suma czasów ukończonego zadania: 6h 29 min - Scorpius Malfoy      | 151min            | 8
Suma czasów ukończonego zadania: 6h 46 min - Lex Krum                | 134min            | 8
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Suma czasów ukończonego zadania: 7h 50 min - Max Lemor            | 70min                | 5
Suma czasów ukończonego zadania: 7h 43 min - Kamel Bane           | 67min                | 5
Suma czasów ukończonego zadania: 7h 57 min - Kora Argent           | 56min                | 5
Suma czasów ukończonego zadania: 7h 58 min - Ryan Kosmo          | 24min                | 3
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
DWA ETAPY
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Suma czasów ukończonego zadania: 5h 24 min - Lea Molleti             | 17,5min             | 1
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Suma czasów ukończonego zadania: 6h 19 min - Aleksis Torino        | -19                    | 0
Suma czasów ukończonego zadania: 6h 21 min - Sabrina Foolmi       | -21                    | 0
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

-Jak na razie piątką najlepszych zawodników Turnieju Trójmagicznego jest Rose Weasley, Ugo Aganow, Sergius McLaggen, Scorpius Malfoy oraz Lex Krum! - Krzyczał Minister Jackob Monae. - A teraz po przyznaniu punktów wszyscy oprócz naszych reprezentantów mogą wrócić na zamek. Was zapraszam do Namiotu Medycznego. - Tak jak powiedział, tak wszyscy uczynili. Ci którym wciąż była potrzebna pomoc medyczna otrzymali ją. - Drugie zadanie Turnieju odbędzie się Czwartego Stycznia. Do tego czasu musicie rozpracować zagadki i podpowiedzi jakie otrzymaliście w tym zadaniu. Ci którzy nie zebrali wszystkich potrzebnych artefaktów muszą je wykupić. Ceną jest czas. Od waszego drugiego zadania zostanie odjęte parę minut wzamian za potrzebne wam przedmioty. Tu nie macie wyboru, gdyż każdy musi mieć te klejnoty, które będą potrzebne w przyszłości. A co do szkatułek to możecie je wykupić, ale nie musicie ceną również jest czas drugiego zadnia odjęty od puli. Cena jednego klejnotu 5 minut, cena szkatułki 10 minut.
-Więc ja bym musiała kupić jajo smoka Długopyska Portugalskiego i Białego Rogacza Panamskiego. - Powiedziała Lea.
-Więc od twojego czasu na kolejne zadnie zostaje odęte 10 minit.
-Ja potrzebuje Jajo smoka Panamskiego. - Powiedziała Aleksis.
-Więc odejmujemy ci 5 minut.
-Ja się na razie wstrzymam z kupnem szkatułki. Bo mogę się zastanowić prawda? I jak coś kupić ją później.
-Oczywiście. Masz czas do trzeciego stycznia. A teraz możecie wracać do zamku. - Powiedział i cała dwunastka wyszła z namiotu na opustoszałe już trybuny, a następnie ruszyła ścieżką w kierunku zamku. Każdy z reprezentantów ruszył do siebie. A w swoich domach powitano wszystkich jak bohaterów. Szczególnie górną szóstkę w tabeli. I pomimo tego, że była godzina dwudziesta trzecia dwadzieścia cztery wszyscy uczniowie zaczęli świętować.

-------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------
---------------------------------------
Mamy kolejny rozdział
Mam nadzieję, że się wam podobał
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz