piątek, 10 marca 2017

Rozdział 13 - Urodziny i Święta

-Czyżbyś się ukrywał? Chłopaki nie mogą cię nigdzie znaleźć od obiadu. - Spytała Krukonka, a blondyn milczał. - Cały czas byłeś tu?
-Ta.
-Co się stało?
-A co się mogło stać?
-Skąd mam wiedzieć? Nie siedzę w twojej głowie Malfoy. - W końcu zaszczycił ja spojrzeniem. Był rozgniewany. Ale nie na nią.
-Gissel Nott.
-Mogłam się tego spodziewać. - Powiedziała i usiadła na balustradzie naprzeciwko Ślizgona i odpaliła papierosa. - Co znowu zrobiła?
-Traktuje mnie jakbym był jej własnością. Mam jej dosyć. Doprowadza mnie do szału. Dzisiaj po obiedzie jak wyszedłem na błonia rzuciła mi się na szyję piszcząc mi do ucha "I jak tam się czujesz kochanie? Już dobrze? Przeżycia na tych trzech wyspach musiały być dla ciebie bardzo ciężkie i męczące. Mogę ci pomóc się odstresować." - Naśladował jej głos. Krukonka wybuchła śmiechem i omal nie spadła z balustrady. - To nie jest śmieszne Weasley. - Warknął na nią. Pierwszy raz od ich pierwszego spotkania użył w stosunku do niej tak podłego tonu.
-Wybacz. Ale rozśmieszyłeś mnie tym jej udawanym piskliwym głosikiem. - Teraz to ona starała się naśladować głos Panny Nott. Blondyn prychnął tłumiąc śmiech, ale nie udało mu się powstrzymać uśmiechu.
-Brzmiałem podobnie?
-W pewnym stopniu. Byłeś zabawniejszy.
-Minął miesiąc od pierwszego zadania. Wiesz już jak otworzyć te jaja i szkatułki? Znalazłaś jakieś podpowiedzi?
-Jeszcze nie. A ty?
-Też nie.
-Jedyne co mamy to te kamienie i cztery małe drewniane szkatułki, które bez problemu dało się otworzyć. Ale te podpowiedzi ... Nie mają sensu. "Zagadka płynów", "Zmiana", "Sen", "Prawda".
-Co to może znaczyć?
-Nie mam pojęcia. Nie było cię na kolacji więc nie wiesz. Od jutra zaczynamy naukę tańca, bo przecież odbywać się będzie Bal Bożonarodzeniowy. Uważaj, bo Gissel szybko wybiegła z Wielkiej Sali krzycząc "Muszę zaprosić Scorpiusa na Bal!"
-Tylko nie ona.
-Znajdź więc szybko kogoś innego. - Powiedziała zeskakując z balustrady.
-Rose! - Krzyknął nim zniknęła w cieniu.
-Tak? - Spytała odwracając się. Zszedł z balustrady i podszedł do niej.
-Bo wiesz ... może ... - Podrapał się niewinnie lewą ręką z tyłu głowy. - Może byśmy poszli razem na ten Bal. Jako przyjaciele. Ja miałbym spokój z Gissel, a ty ... nie obraź się, ale wiem, że unikasz wszystkich i nie masz zbyt wielu przyjaciół w Hogwarcie. Nie przyszłabyś sama.
-Dziękuję, że się o mnie troszczysz Scor. Ale dyrektorka wzięła wszystkich reprezentantów na rozmowę na osobności by nam powiedzieć, że Bal Bożonarodzeniowy rozpocznie dwunastu zawodników. Czyli dwanaście par. Więc jeśli na Bal chciałoby pójść razem dwoje zawodników, jest to niestety niemożliwe. Przeprosiła nas i uśmiechnęła się przepraszająco i niewinnie co nie było do niej podobne, bo jest wrednym starym babsztylem.
-Aha.
-Ale gdyby nie jej zakaz, wiedz że z chęcią bym z tobą poszła. - Uśmiechnęła się. - A tym czasem muszę postarać się znaleźć jakiegoś partnera na Bal. Do jutra. - Powiedziała i wyszła. Blondyn podszedł do balustrady i zapatrzył się w nocne niebo.
-Poszłaby. - Powiedział do siebie. - Jasne. Skłamała, żeby mi przykro nie było. Co mi strzeliło do głowy by ją zapraszać? Zbłaźniłem się. - Walnął głową w poręcz. - Ał. - Mruknął, ale nie podniósł głowy do góry. Pogrążył się w myślach.

***

-Sophie?
-James? Wystraszyłeś mnie.
-Przepraszam. Nie chciałem.
-Nic się nie stało. O co chodzi?
-Poszłabyś ze mną na Bal?
-Oh ... Wiesz już mnie ktoś zaprosił i ... tak głupio byłoby powiedzieć, że jednak z nim nie pójdę.
-Oh ... Aha ... Ok-k-okej ... Nie ma sprawy. Nic się nie stało
-James. Naprawdę przykro mi. - Uśmiechnęła się lekko. Pokiwał tylko głową i odszedł.
-Szukałem jej przez cały dzień, żeby usłyszeć, że ze mną nie pójdzie. - Mruknął do siebie.

***

-Scorpius kochanie! - Gdy tylko blondyn usłyszał piskliwy głos Panny Nott szybko skręcił za róg i ruszył biegiem przez korytarz potrącając przy tym niektórych uczniów i rzucając przez ramie krótkie "Wybacz", "Niechcący", "Przepraszam", "Sorki". W którymś momencie zderzył się z inną osobę wybiegając nagle zza rogu.
-Elain cześć.
-Scorpius. Co ty robisz?
-A nic.
-Śpieszyłeś się dokądś?
-Nie. A właściwie zamierzałem cię poszukać. A skoro już jesteś ...
-Tak?
-Wiesz ... może poszlibyśmy razem na Bal. Jeśli nie to zrozumiem. - Uśmiechnął się.
-Oh zaskoczyłeś mnie. W sensie że my ... razem?
-Jako przyjaciele oczywiście. Wiesz, że traktuję cię jak siostrę. Pomyśleć, że my coś ... haha śmieszne no nie?
-Tak. Śmieszne. Wystraszyłeś mnie tym pytaniem. Już myślałam, że ty ... hahaha niedorzeczne.
-Tsa. Więc?
-Oczywiście, że z tobą pójdę. Jako przyjaciółka. - Uśmiechnęła się i odeszła. Blondyn ruszył dalej korytarzem.
-Nareszcie cię dogoniłam skarbie.
-Odczep się! - Warknął na nią.
-Mógłbyś być milszy dla swojej dziewczyny ...
-Dziewczyny?! Czy ty siebie kurwa słyszysz? Zrozum to! Nie jestem twoim chłopakiem. I nigdy nim nie będę! Nie jestem tobą zainteresowany!
-Nie złość się, bo zmarszczek dostaniesz i jak będziesz wyglądał na zdjęciach w gazecie jak już wygrasz. - Zaczęła się do niego przytulać. - No właśnie idziemy razem na Bal prawda?
-Nie. Idę z kimś innym. Zaprosiłem Elain.
-Tą zołze?! Jest wredna wyrafinowana i brzydka.
-Fajnie, że opisujesz samą siebie! Nie obrażaj mojej przyjaciółki! - Warknął i odepchnął ją od siebie tak mocno, że plecami walnęła w ścianę i na chwilę zabrakło jej powietrza w płucach. - Jesteś totalną idiotką! Jak twoja matka! Wiesz, że twoja matka jest niezrównoważona psychicznie?! Raczej za dużo nie opowiadała ci o sowich przeżyciach w Hogwarcie! Ale ja wiem to i owo od ojca i wujostwa! Była zwykłą szmatą która puszczała się na prawo i lewo ze wszystkimi Ślizgonami. Miał ją praktycznie każdy. Nieliczni tylko ją odtrącili ci których wkurzała najbardziej i którzy mieli najwięcej rozumu w głowie by nie zadawać się z laską która była w setkach łóżkach, kto wie czym się zaraziła? Mój ojciec, wujek Tracker, Blais Zabini i jeszcze kilku odtrącali ją bo to wiedzieli. Upodabniasz się do swojej matki, która zrobiła z siebie dziwkę w wieku trzynastu lat w szkole. Myślisz, że ktoś jest w stanie pokochać taką osobę? Twój ojciec związał się z nią tylko dlatego, że nikt go nie chciał. A i ona wiedziała, że nikt nie zechce jej, dlatego zgodziła się na ślub z nim. Twój ojciec zrobił to tylko dlatego, żeby przedłużyć swój ród. Chciał mieć tylko syna, który by nosił jego nazwisko i przedłużył jego rodzinę. Doczekał się go. A ty ... Ty jesteś pomyłką. Urodziłaś się po Zachariaszu. Jesteś wpadką Gissel. Zrozum to. Twoi rodzice ciebie nie chcieli. Bo wiedzieli, że będziesz tak samo niewdzięczna i puszczalska jak Pansy! Poszłaś w ślady matki! Myślisz, że swoim zachowaniem robisz z siebie kogoś kogo wszyscy polubią i staniesz się panią wszystkich! Otóż się mylisz! Wiesz co ludzie o tobie myślą?! Mają ciebie za nikogo ważnego, za dno i obiekt do śmiechu. I nigdy więcej nie nazywaj mnie swoim skarbem i kochaniem, bo nie jesteśmy parą. Dla twojej wiadomości mam dziewczynę. Sto razy lepszą od ciebie. - Powiedział i odszedł zostawiając zapłakaną brunetkę na środku korytarza próbującą wtopić się w ścianę i zniknąć. Była jak wmurowana, nie miała sił by się ruszyć. Utorował sobie przejście przez tłum, który się zgromadził wokół nich. Jutro rano cały Hogwart będzie wiedział, o poniżeniu jakiego doświadczyła Gissel Nott za sprawą Scorpiusa. Młody Malfoy był pierwszą osobą, która powiedziała jej prawdę na jej temat i jej rodziny. Zranił ją bardzo mocno, ale miał to gdzieś, bo ona go nigdy nie interesowała. Zawsze go irytowała i wkurzała. Tylko to potrafiła. Jest pustą lalunią, która martwi się tylko o swój wygląd, makijaż i paznokcie. Pansy Parkinson miała chociaż więcej rozumu w głowie. Była mądrą i bystrą czarownicą. A Gissel nie osiągnie nic w życiu, jeśli dalej będzie się tak zachowywać. Kiedyś i owszem we wcześniejszych latach Pansy też robiła z siebie pustą laskę, ale w końcu zrozumiała, że tym nic nie osiągnie. I wyszła na ludzi. Bynajmniej zaczęła się uczyć o wiele więcej, bo do końca siódmej klasy pozostała panną lekkich obyczajów w szkole.

***

-Ależ ty jesteś brutalny.
-Co? - Spytał blondyn podnosząc wzrok na Krukonkę.
-Zniszczyłeś taki piękny i idealny świat Panny Nott. - Powiedziała nakładając sobie na talerz trzy sandwiche.
-Zasłużyła na to. - Mruknął również nakładając sobie na talerz kanapki.
-Mogłeś jej to powiedzieć na osobności. A nie na środku korytarza.
-Bronisz jej Liam?
-Nie. Oczywiście, że nie. Wszystko co powiedziałeś jest prawdą. Ale tylko nieliczni o tym wiedzieli. I ci którzy to wiedzieli milczeli. A ty to powiedziałeś na głos.
-Trudno. Wkurzyła mnie dobra?
-Wiesz, że jednym ze światków waszej kłótni był Joshua? Wysłał już notatki z tego co powiedziałeś do redakcji. Jutro rano w Proroku cały świat dowie się o prawdzie na temat rodziny Nott. - Powiedział Jace.
-Nie obchodzi mnie to. Zasłużyli sobie.
-Nie znam ani Gissel, Ani Zachariasza. Ani ich rodziców. Ale zgodzę się ze Scorpiusem. Zasłużyli na to. Skończcie temat chłopcy i zjedzmy w spokoju kolację.
-Dzięki. - Szepnął do niej bo nie miał zamiaru dłużej ciągnąć dyskusji na temat Gissel i jej rodziny. Rose posłała mu tylko uśmiech.

***

-Jak on mógł tak potraktować Gissel?
-Jest wredną suką. Normalnie.
-Al! - Oburzyła się na brata Lily. - Jest dziewczyną i ma uczucia. Należy jej się szacunek.
-Nie po tym jak przespała się z połową chłopaków w Hogwarcie.
-Ty go popierasz Emily?
-Ma rację. Robi z siebie dziwkę na oczach całej szkoły. Wszyscy to widzą. Malfoy powiedział jej to czego nie przyjmowała do wiadomości. Powiedział jej prawdę.
-Zranił ją.
-Jak wolisz siostra.
-Serg powiedz że mam rację.
-Masz rację. Ale Al i Em też ją mają.
-Co?!
-Ciszej. Malfoy nie powinien był mówić tego na korytarzu przy wszystkich. Ale wszyscy znamy prawdę na temat Gissel Nott. Puszcza się z wieloma chłopakami, robi z siebie dziwkę, jest pustą lalunią, która martwi się tylko tym by nie złamać sobie paznokcia i czy jej makijaż jest perfekcyjny. Chodzisz z nią do klasy. Ty wiesz najlepiej jaka ona jest. Tylko nie chcesz przyjąć prawdy do świadomości, ponieważ w jakiś dziwny sposób jej współczujesz.
-Nie rozumiem was. Malfoy jest podły.
-Gdybyś miała wybierać Scorpius czy Gissel. Kogo byś wybrała?
-Co to za pytanie Sergius?
-Odpowiedz.
-Malfoy. - Mruknęła nie wyraźnie.
-Czyli sama widzisz. Bardziej cenisz jego od niej. Czyli zasłużyła sobie na to co jej powiedział.
-Czy ty musisz być taki mądry? - Mruknęła i chwyciła kolejną kanapkę. Chłopak się tylko zaśmiał, a wraz z nim jej rodzeństwo i parę innych osób siedzących w pobliżu w tym przyjaciele Sergiusa i kuzynostwo oraz przyjaciółki Lily.
-A właśnie bo chciałem pytać. Lily? Czy uczynisz mi ten zaszczyt i udasz się ze mną na Bal Bożonarodzeniowy?
-Nie. - Odparła jak gdyby nigdy nic.
-Co? - Spytał zszokowany. Perrie zakrztusiła się sokiem dyniowym, który właśnie piła. Alowi widelec wypadł z dłoni i uderzył z brzękiem o talerz. A Ethan upuścił na podłogę kubek z sokiem, który rozlał się przy uderzeniu. Rudowłosa uśmiechnęła się i powiedziała.
-Żartowałam. Z chęcią z tobą pójdę. - Pocałowała go w policzek.
-Nigdy więcej takich żartów. - Warknęła Perrie. - O mało co się nie udusiłam przez ciebie. - Lily tylko niewinnie wzruszyła ramionami i przygryzła wargę.


***

-Co wy wyprawiacie? No ej! - Blondyn buntował się przeciw niewiadomym działaniom przyjaciół.
-Zamknij się i idź.
-Łatwo ci mówić, bo to nie tobie zawiązano oczy Jake.
-Dziś są twoje urodziny. Wyluzowałbyś.
-Mamy dla ciebie niespodziankę. - Powiedziała Tamara.
-Już ja znam te wasze niespodzianki. Co mi tym razem zaserwujecie? Skok z wieży Astronomicznej? A może pijana nocka w sowiarni?
-Długo będziesz nam to wypominał?
-Aż do śmierci.
-Ja również. Dobrze, że nic sobie nie złamałem wtedy. - Powiedział Liam. -  Namówiliście mnie, że skok z wieży będzie fantastycznym pomysłem. Gdyby nie Scor nie byłoby mnie tu dziś. A zeszłoroczne urodziny Scorpiusa ... W sowiarni. Cali w ...
-Nie kończ. Błagam. - Powiedziała Tris.
-To był wasz pomysł dziewczyny. - Dodał.
-Ale te urodziny będą o niebo lepsze.
-Skąd ta pewność? - Spytał Jubilat.
-Bo jest nas więcej. Tadam! - Krzyknęła Tris zdejmując opaskę z oczu blondyna. Byli na jednej z nieużywanych wież. Były tu kanapy, fotele, stoły zastawione alkoholem, słodyczami, jakimiś ciepłymi przekąskami, które kazano przygotować skrzatom oraz wielkim czekoladowym tortem. A dodatkowo w pomieszczeniu znajdowali się przyjaciele z Durmstrangu z Domu Smoka Natasha i Lex Krum, Riri i Akalai Olamk, Shawen i Alabaster Horde, Funia Osmahaia, Millow Gatirow, Kal Cecyrow, Logan Pumes. Z Domu Tygrysa Sher Roth, Arden Lubecky, Phentin i Ugo Aganow, Shima i Maella Terriego, Seth Joker. Z Domu Małpy Eliot Somelli, Franklin Dashner, Ivo Gereen i Melca Foreen. Z Domu Wilków Paige Breno i Urlich Redsou. Wśród tej gromadki byli też uczniowie ze szkoły Beauxbatons, z Domu Północy Stefan i Paul Oren, Flawio Montec, Eduardo Solles, Arima Loop, Ouanda Genewa, Dal Ribeira i Petra Ribeira. Z Domu Zachodu Marco Cami, Jett Ivencki, Jorge Merell, Brenda Sogrina i Ivanowa Dellesso. Oprócz tych wspaniałych gości na wieży znajdowali się także Jake i Tamara Greengrass, Liam i Tris Camisso, Jace i Jessica Zabini, Elain McMilan, Axel i Arietta Lightwood, Gale Cereyo, Caroline i Temari Sneell, Christopher i Annie Jackson, Michael Herondale oraz pewna Krukonka Rose Weasley ze swoim dalekim kuzynostwem Thanią i Tristanem Dursley. Rozbrzmiało głośne sto lat, a następnie składano Jubilatowi życzenia i wręczano prezenty.
-Więc imprezę czas zacząć! - Krzyknęła Natasha i włączyła radio, a na wieży od razu zabrzmiały ostre dźwięki rockowej muzyki. Panna Krum machnęła różdżką i Ognista Whisky sama nalała się do szklanek i podleciała każdemu do ręki.
-Uwaga Przemowa! - Krzyknął Liam przyciszając jednocześnie muzykę. Do głosu doszedł Jace Zabini.
-Ostatnie miesiące były przełomem w naszym życiu. Wszystkich z nas. Tegoroczny Turniej Trójmagiczny przywiał do nas was wszystkich. Mówię tu o przyjaciołach z Durmstrangu z Domu Smoka oraz przyjaciół z Domu Tygrysa, Wilka i Małpy z którymi ostatnio coraz lepiej nam się rozmawia. A także wspaniałych towarzyszy ze szkoły Beauxbatons z Domu Północy i z Domu Zachodu. Naszą przekochaną i przeuroczą Rose Weasley oraz pozostałą dwójkę Krukonów jej dalekich kuzynów Thanie i Tristana. Wszyscy, na których nam zależy znajdują się tutaj w tym pomieszczeniu. Salud mi Familia!
-Salud! - Krzyknęli wszyscy tradycyjnie stukając się uniesionymi w górę szklankami by wznieść toast.
-A teraz tort! - Krzyknęła Tamara.
-Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki. - Dodała Jessica Zabini.
-Życzenie tak? Hmm ... - Blondyn chwilę się zastanawiał, a po chwili nabrał powietrza do ust i zdmuchnął ogień ze świeczek. Rozbrzmiały brawa. Ktoś zaczarował nóż by pokroił tort na równe kawałeczki i już po chwili każdy zajadał się wyśmienitym kremowo-czekoladowym tortem siedząc na mniej lub bardziej wygodnych krzesłach, fotelach czy kanapach. Muzyka została znów podgłośniona i zabawa urodzinowa się zaczęła na dobre.
-Co sobie życzyłeś? - Spytał Jace.
-Jak ci powiem to się nie spełni.
-No powiedz.
-Nie.
-Scor jak możesz to przede mną ukrywać? Jestem twoim przyjacielem.
-Właśnie dlatego Jace.
-Ale ...
-Nie. - Powiedział dobitnie. Ciemnoskóry tylko wywrócił oczami i przesiadł się na oparcie fotela Elain, po chwili oboje wstali i zaczęli tańczyć na parkiecie
-Tak właściwie dlaczego świętujemy twoje urodziny dzisiaj jedenastego grudnia, skoro masz je jutro? - Spytała Rose siadając na miejscu Zabiniego na kanapie obok blondyna.
-Zawsze nasze urodziny świętujemy dzień wcześniej w małym gronie. Wiesz przyjaciele i rodzinka. A w dzień urodzin cały dom świętuje nasze urodziny.
-Ciekawe.
-Wy tu nie gadajcie tylko już na parkiet. - Tris złapała obojga za nadgarstki i pociągnęła na parkiet by tam zostawić ich we dwoje i sama poszła tańczyć z Christopherem Jacksonem. Jednym z bliższych przyjaciół swoich kuzynów.

3 godziny później

-Co powiecie na karaoke?! - Wykrzyknęła radośnie Elain.
-Świetny pomysł!
-Jubilat zaczyna!
-Czemu ja? - Oburzył się Malfoy, był jednym z nielicznych który był z tego pomysłu niezadowolony.
-Elain nawet nie wiesz o co prosisz. On nie ma za grosz rytmu. - Powiedział Jake.
-A właśnie, że mam wyśmienite. Tylko patrzcie. A raczej słuchajcie. - Poprawił się po chwili. W tym czasie Tris wyczarowała unoszący się biały ekran na którym będzie ukazywał się tekst oraz zaczarowała mugolski sprzęt do karaoke. Mogą wybierać sobie najróżniejsze piosenki. Wręczyła blondynowi mikrofon.


-Jake moje uszy!!! Zamilcz! Bo wyjesz gorzej niż wilk do księżyca! - Nawrzeszczała na przyjaciela Panna Weasley. Ale nie wzruszony Pan Greengrass śpiewał dalej.
-It's gotta be youuuu! Only youuuu! It's gotta be youuuu! Only youuuuuuuuu!
-Wreszcie koniec! Bóg jednak nas kocha! - Krzyknęła Natasha.
-Wy w ogóle nie macie poczucia rytmu. To było dobre.
-Dobre? Chyba chciałeś powiedzieć okropne. - Powiedział Scorpius.
-Dobrze my byśmy zrobili gdybyśmy ci nie dali mikrofonu. Uszy mnie będą tydzień bolały. - Powiedział Ugo.
-Nie żartujcie sobie ze mnie. - Oburzył się chłopak.
-Ty jesteś jednym wielkim żartem Jake. Od tego zacznijmy. - Powiedział Michael, a wszyscy zebrani oprócz Jake zaśmiali się.
-Zamknijcie się. - Mruknął i usiadł na kanapie rzucając mikrofon na stół.

***

Gdy tylko rano Scorpius Malfoy wyszedł ze swojego dormitorium wszyscy Ślizgoni zebrani w Pokoju Wspólnym zaczęli śpiewać Sto Lat. Ci, którzy wciąż znajdowali się w swoich pokojach szybko z nich wybiegli by dołączyć do pozostałych. W końcu swoje urodziny dziś obchodził jeden z najważniejszych Ślizgonów.

Przez cały dzień wiele osób składało mu życzenia urodzinowe, by gdy nastał wieczór w lochach rozpoczęła się wielka i wspaniała impreza urodzinowa. Oprócz Ślizgonów przyszło też kilkoro uczniów z Durmstrangu i Beauxbatons, a także znalazło się tu paru Krukonów, Puchonów a nawet Gryfonów. Jakby nie patrzeć w innych domach są osoby, które lubią i szanują Młodego Malfoya. Lecz jest to nieliczna grupa.

***

W ostatnich dniach Hogwart żył przygotowaniami do Balu. Na każdym rogu chłopcy decydowali się zaprosić dziewczęta by poszły z nimi. Czas leciał nie ubłagalnie szybko. I nim się wszyscy zorientowali do Balu zostały trzy dni. Pierwsze, drugie i trzecie klasy musiały wracać do domów na święta, a pozostali zostali w Hogwarcie by wspólnie z delegatami z Beauxbatons i Durmstrangu spędzić święta.

***

-Rose! Wstawaj! - Nad Krukonką pochylały się Thania Dursley, Tamara Greengrass, Tris Camisso oraz Elain McMilan.
-Co wy tu robicie? Jak tu weszłyście? To wieża Krukonów. - Zwróciła się do trzech Ślizgonek.
-Thania nas wpuściła. A teraz wstawaj Rose. Idziemy na śniadanie, a potem na zakupy do Hogsmeade. Razem z twoimi przyjaciółkami z Durmstrangu. Obiecałyśmy im to.
-Dobrze. Dobrze. Jeszcze pięć minut. - Powiedziała i przewróciła się na drugi bok tyłem do nich.
-Rose!
-Ale wy marudzicie. Już wstałam. - Powiedziała siadając na łóżku. Krukonka zabrała z fotela ubrania i udała się do łazienki, a w tym czasie cztery dziewczyny rozsiadły się na jej łóżku.

Dwadzieścia minut później Rose była już gotowa i wraz z przyjaciółkami opuściła swoje dormitorium. Przechodząc przez Pokój Wspólny inni Krukoni rzucali w ich stronę nieprzyjemne spojrzenia, gdyż Ślizgoni nie są mile widziani w ich towarzystwie, a co dopiero w ich wieży.
-Co one tu robią? - Warknęła blondynka nagle pojawiając się przed Rose.
-Lissa. Też miło cię widzieć. Przyjaciółki po mnie przyszły. Bo idziemy razem do Hogsmeade na zakupy. - Powiedziała i wyminęła Pannę Scamander z niewinnym uśmiechem. Rose uwielbiała robić na przekór wszystkim Prefektom. A Prefektom Ravenclaw najbardziej.

Przy Sali Wejściowej czekały już uczennice Domu Smoka, wśród nich były Natsha Krum, Funia Osmahaia, Riri Olmak, Millow Gatirow i Shawen Horde. I cala dziesiątka dziewczyn ruszyła ośnieżoną drogą do Hogsmeade.

***

-Gdzie dziewczyny? - Spytał Scorpius siadając na murku fontanny.
-Poszły do Hogsmeade kupić kreacje na Bal. - Powiedział Axel.
-Powiesz w końcu kogo zaprosiłeś?
-Nie. - Odparł i uśmiechnął się bezczelnie.
-Czemu robisz z tego taką tajemnicę?
-Bo mogę?
-Dobra nie kłóćcie cie. Dowiemy się za trzy dni. O ile w ogóle kogoś zaprosił. - Zaśmiał się Jace.
-Bardzo śmieszne. - Odparł Axel. - Po za tym nie tylko ja tu mam tajemnicę.
-No właśnie. Zabini. - Powiedział Malfoy i cała dziewiątka chłopców spojrzała na Jace'a.
-Z kim ty idziesz na Bal?
-Z piękną dziewczyną.
-Imię?
-Chciałbyś wiedzieć, ale ci nie powiem Scor.
-Ja nie wiem czemu wy robicie z tego tajemnicę. - Jęknął Lex.
-Przypomnij mi z kim idziesz Lex? - Spytał Jake.
-Dlatego, że twoja siostra mi odmówiła, zaprosiłem Biance Hale.
-Gryfonke.
-No i co z tego? Podczas trwania Turnieju chodzi o zawieranie międzynarodowych przyjaźni. Nie mogę tylko i wyłącznie przyjaźnić się ze Ślizgonami i Krukonami. Chcę poznać kogoś z Gryffindoru i Huffelpuffu. A powinienem to zrobić tym bardziej dlatego, że jestem jednym z reprezentantów Turnieju.
-I po co ja cię pytałem. - Jęknął Jake. - A tak właściwie, czemu Tamara ci odmówiła?
-Bo ktoś inny już ją zaprosił.
-Kto?
-Skąd mam wiedzieć?
-Nie pytałeś?
-Nie wypadało pytać.

***

-Jak ja nienawidzę zakupów. - Jęknęła Rose.
-Nie martw się. Ja też. - Powiedziała Thania idąca obok niej.
-Dziewczyny nie przesadzajcie. Nie jest tak źle.
-Nie wcale Tami. - Odpowiedziały obie Krukonki.
-Oj tam. Zdradzicie w końcu sekret?
-Jaki sekret? - Spytała Panna Weasley.
-No z kim idziecie?
-Ty znowu o tym. - Jęknęła rudowłosa. Ta posłała jej tylko uśmiech.
-Elain ta jest przepiękna. Musisz ją wziąć! - Ekscytowała się Panna Greengrass.
-Tamara ma rację. Bierz ją. - Przyznała jej rację Tris.
-Myślicie? Wydaje mi się, że jest ... nie w moim stylu.
-To weź inną. - Rzuciła swoją uwagę Rose. - Może tą. - Sięgnęła z wieszaka fioletową sukienkę i rzuciła w stronę Ślizgonki.
-Rose! - Oburzyły się obie Ślizgonki.
-To tylko ciuch. - Powiedziała dalej przeglądając kolekcje tej zimy.
-Tylko ciuch? Tylko ciuch?! Rose one są delikatne. - Mówiła Tamara.
-Mają uczucia. - Dodała Tris.
-Jasne a Voldemort był zdolny do miłości. - Posłała im triumfalny uśmiech, a one się już nie odezwały. Zrobiły tylko dziwne miny i zaczęły poganiać Elain by weszła z powrotem do przebieralni i przebrała się w sukienkę daną jej przez Rose. - Co jest im? - Spytała cicho Rose.
-Niektórzy nie lubią słuchać tego imienia. U niektórych wciąż budzi grozę tamtych czasów. Nieważne, że nas wtedy tam nie było gdy działy się te wszystkie złe rzeczy za sprawą tego czarnoksiężnika. Ale wszyscy znamy opowieści o nim. Co poniektórzy znają historię z pierwszej ręki, bo ich rodziny były uczestnikami tych zdarzeń.
-Rose ta jest w sam raz dla ciebie. - Natasha wyciągnęła do niej rękę w której trzymała wieszak z zieloną suknią.
-Jest piękna. - Powiedział odbierając od niej ciuch. - Ja z kolei wypatrzyłam coś dla ciebie. - Zaśmiała się.
-Która? - Spytała z uśmiechem.
-Tamta. - Wskazała krótką, zieloną sukienkę.
-Idealna. - Przyznała rację przyjaciółce i obie weszły do przebieralni.

***

-Wesołych Świąt! - Lily Potter została obudzona przez wesołe krzyki swych przyjaciółek. - Wstawaj Lils!
-Na dole czekają na nas prezenty!
-Nie! - Jęknęła Młoda Panna Potter. - Znów dostanę sweter od babci Molly.
-Lily no chodź! Nie narzekaj! - Panna Potter została wyciągnięta z łóżka przez blondynkę i zaciągnięta na dół wraz z pozostałymi przyjaciółkami.
-Lily. - Zatrzymała się gdy tylko stanęła w PW, a pozostała trójka dziewcząt podbiegła do choinki.
-Sergius.
-To dla ciebie Lily. Wesołych Świąt. - Powiedział podchodząc do niej i wręczając pudełeczko.
-Dziękuję. - Uśmiechnęła się. Po czym oboje podeszli do choinki. Panna Potter zaczęła odpakowywać prezenty przysłane przez rodzinę. - Mówiłam. - Powiedziała załamanym głosem. Z pakunku wyciągnęła zielono-biały świąteczny sweter w renifery i mikołaje z dużą złotą literą "L". - Przyjaciółki młodej Potterówny się zaśmiały. Chwyciła kolejną paczkę. - Nie będę sama. Sergius babcia zrobiła i dla ciebie. - Zaśmiała się podając pakunek swojemu chłopakowi. Chłopak wziął go do ręki i zerknął na karteczkę przyczepioną do prezentu. "Wesołych Świąt życzy Molly Weasley. Sergius mam nadzieję, że wkrótce cię poznamy." Zdarł papier i wyciągnął czerwony sweter w bałwanki z zielonym "S".

***

-Wesołych Świąt Rose!
-Lissa? - Zdziwiła się otwierając oczy.
-A myślałaś że kto? W końcu jesteśmy jak siostry. Pamiętasz? - Powiedziała z uśmiechem blondynka wyciągając rękę z pudełeczkiem w stronę rudowłosej.
-Co to?
-Prezent.
-Tyle to się domyśliłam. - Powiedziała zdejmując kokardkę, a następnie otwierając pudełeczko. - To jest ...


-Ten naszyjnik o którym rozmawiałyśmy wiele lat temu. - Uśmiechnęła się Lissa.
-Całkiem o tym zapomniałam. Liss przepraszam ... ja ...
-Nic się nie stało. - Posłała jej uśmiech chociaż w oczach czaił się smutek, ale Rose tego nie zauważyła. - Chodź na dół. Thania i Tristan zaraz wstaną. I twoi przyjaciele ze Slytherinu i ze Smoków i Tygrysów przyszli. Niestety. - Ostatnie słowo dodała ciszej.
-Daj spokój Liss. Są Święta. Zapomnij o sporach i nienawiści na ten jeden dzień.
-A mówisz tak dlatego bo ...?
-Proszę pod żadnym pozorem nie wpuszczaj Gryfonów. Mojej rodziny. Pozabijają się ze Ślizgonami na wzajem. I ze Świąt wyjdzie pogrzeb. A zamiast Balu Bożonarodzeniowego jutro będzie stypa.
-Dobrze nie wpuszczę ich. A teraz wstawaj. - Powiedziała wyciągając ją z łóżka. I razem zeszły do PW. W Ppokoju Wspólnym było pełno osób a wszystkie oczywiście w piżamach i był to niecodzienny widok widzieć zaspanych szczęśliwych uczniów w różnorakich piżamach.
-Rose! Wesołych Świąt! - Krzyknął młody Zabini.
-Przynieśliśmy wszystkie nasze prezenty tutaj by razem dzielić z tobą tę wspaniałą chwilę. - Powiedziała Natasha.
-To miło. - Powiedziała siadając pod choinkę między Lexem i Scorpiusem.

***

-Zapomniała. Mogłam się tego spodziewać. Co ja sobie myślałam? Że będzie tak jak kiedyś? Nie będzie. Wydałam tyle pieniędzy na ten wyjątkowy naszyjnik. Istnieją takie tylko dwa. Są dowodem wielkiej przyjaźni i przynoszą szczęście. A ona ... zapomniała.
-Lissa uspokój się. Obiecywałyście to sobie wiele lat temu. Miała prawo zapomnieć ... - John starał się ją uspokoić.
-Nie miała. - Oburzyła się blondynka mówiąc podniesionym głosem, ale starając się nie krzyczeć gdyż w PW znajdowało się wielu uczniów.
-Ile miałyście lat gdy złożyłyście sobie tę obietnicę?
-Osiem. Zobaczyłyśmy je wtedy na wystawie oprawione w złote ramki z pięknymi zdobieniami i równie pięknym opisem zachęcającym do kupna. Sprzedawca zobaczył nas wpatrujące się w nie i opowiedział ich historię.
-Jaką historię? - Włączył się do rozmowy Neo.
-Nie opowiadałam wam jej?
-Nie.
-Dawno, dawno temu były dwie czarownice, które były tak różne a tak do siebie podobne. By umocnić swą przyjaźń stworzyły te dwa identyczne nie do podrobienia naszyjniki. Były to ich talizmany. Przynosiły szczęście, bogactwo, miłość. Czasem będąc daleko od siebie czuły obecność tej drugiej przy sobie. Czasem przepływały do ich umysłów dobre rady tej drugiej z nich. Gdy któregoś dnia los tak okrutnie je rozłączył, wciąż miały ze sobą kontakt. Naszyjniki zaklęte ich przyjaźnią powiązały je ze sobą. Mówi się, że od tamtego czasu gdy naszyjniki znajdą nowych właścicieli łączą one ze sobą ów dwie osoby. Nie ważne czy się znają czy nie. Albo to tylko stworzona legenda by ludzie byli chętniejsi do zakupu tych talizmanów. Uśmiechnął się do nas i wrócił za ladę. Jeśli chcecie je mieć dla siebie by dały wam wiele szczęścia kupcie je sobie nawzajem w wieku szesnastu lat na prezent. Na urodziny, na gwiazdkę. Dodał i odszedł na zaplecze. Tamtego dnia obiecałyśmy sobie, że kupimy je sobie. A Rose ... Zapomniała ... - W jej oczach zalśniły łzy. By nie rozpłakać się przy przyjaciołach na środku PW odeszła do swojego dormitorium.

-------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------
--------------------------------
Mamy kolejny rozdział!
Mam nadzieję, że się wam podobał
Pamiętajcie!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz