poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 6 - Czara Ognia cz. 1

Podczas poniedziałkowej kolacji na wielkiej sali wydarzyło się coś wspaniałego. A zaczęło się tak, jak poprzednim razem.
-Zanim zaczniemy kolację mam ważny komunikat. - Powiedziała Dyrektorka stojąc przed stołem nauczycielskim i patrząc na swoich uczniów. - Proszę wszystkich o ciszę! - Powiedziała donośniejszym głosem i momentalnie cała sala ucichła. - W tym roku nasza szkoła będzie brała udział w niezwykłym wydarzeniu. Ale najpierw powitajmy naszych gości bez których nie moglibyśmy się obejść. Po pierwsze nasi przyjaciele z Francji z Akademii Magii Beauxbatons. - Powiedziała, a po chwili na salę weszły uczennice i uczniowie ubrani w niebieskie jedwabne mundurki. Kilkoro uczennic zrobiło gwiazdy, pozostałe zaczęły wolny bieg po obu stronach głównego przejścia, a chłopcy zaczęli iść środkiem. Dziewczęta zatrzymały się na samym końcu sali i odwróciły się przodem do czterech stołów uczniowskich i za pomocą niewerbalnego zaklęcia, bez użycia różdżki wyczarowały niebieskie, srebrne i złote motylki, które rozleciały się po całej sali by po chwili zniknąć nagle jak dym. W czasie gdy motyle rozlatywały się po sali dziewczęta przykucnęły, a chłopacy zaczęli biec w ich stronę by na samym końcu przeskoczyć nad koleżankami i w końcu odwrócić się twarzą do uczniów Hogwartu i stanąć za dziewczynami, które również zdążyły już się wyprostować. Teraz już w połowie sali szedł dyrektor Beauxbatons, który wszedł na salę zaraz po swoich uczniach.
-Minervo moja droga! - Przywitał się Francuski dyrektor.
-Diego, miło cię widzieć! - Powitała go McGonagall. Dyrektorzy obieli się na powitanie. - A teraz nasi przyjaciele z Durmstrangu. Oto oni. - Powiedziała, a drzwi wielkiej sali ponownie się otworzyły. Najpierw zaczęli wchodzić chłopcy z laskami w rękach, po obu stronach przejścia, wymachując nimi i stukając, aż z posadzki szły iskry. Po chwili środkiem parami wchodziły dziewczęta, tak jak koledzy ubrane w mundurki w kolorze brązowym. Uczniowie na mundurkach po prawej stronie u góry i z tyłu na plecach wielkie, mieli zielone smoki, pomarańczowe tygrysy, białe wilki, lub czarne małpy w zależności do którego z domów przynależą. Dziewczęta szły odważnym, dumnym i pewnym siebie krokiem, z głową uniesioną do góry. Gdy chłopcy doszli do końca sali odwrócili się przodem do wejścia, a dziewczęta idąc wciąż do przodu wyczarowały z różdżek płomienie ognia, które leciały w górę, nie były one większe niż metr wysokości, a wtedy jeden z uczniów rzucił jakieś zaklęcie, a drugi większy płomień ognia, oba zaklęcia się połączył przelatując przez  płomienie wyczarowane przez uczennice i na samym końcu ogień przybrał formę czterech zwierząt smoka, małpę, wilka i tygrysa, którzy zatoczyli kółko nad całą salą, by gdy dziewczęta już ustawiły się przed kolegami poleciały w ich stronę i rozpłynęły się w dym.
-Natsuri! - Zawołała McGonagall
-Minervo! Kopę lat, kochana! - Kobiety wymieniły między sobą uściski powitania.
-A teraz, skoro już wszyscy są. - Powiedziała i machnęła różdżką i przy każdym z czterech stołów dołączyły kolejne by wydłużyć stoły, a uczniowie zasiedli przy nich, a nauczyciele przy dodatkowych miejscach przy stole nauczycielskim. - Teraz czas wyjaśnić, dlaczego mamy zaszczyt gościć w tym roku w Hogwarcie uczniów szkoły Beauxbatons, oraz Durmstrang. W tym roku odbędzie się kolejny Turniej Trójmagiczny. - Powiedziała, a na sali rozbrzmiał gwar rozmów podnieconych uczniów owym ogłoszeniem.- Cisza! - Krzyknęła, a na sali momentalnie zapadła cisza. - Będziemy gościć również Panią Hermionę Weasley z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, oraz z Departamentu Czarodziejskich Gier i Sportów Pana Jackoba Monae. - Powiedziała McGonagall a na salę weszło dwoje wyżej wymienionych Ministrów.
-Jeszcze tylko mojej matki tu brakowało. - Powiedziała załamana Krukonka.
-Teraz do głosu dopuszczę Pana Monae. Ministrze proszę przedstawić zasady.
-Witajcie na kolejnej odsłonie Turnieju. Jak wiecie przez siedemnaście lat trwały kłótnie czy ma odbyć się kolejny Turniej. Ustalono, że odbędzie się, ale zostały wprowadzone nowe zasady. Tak więc dziesięć lat temu w roku 2012 Turniej odbywał się w Beauxbatons, a pięć lat temu w roku 2017 w Durmstrangu. Oba Turnieje wygrał Instytut Magii Durmstrang. W tym roku Turniej odbywa się w Hogwarcie. A ja muszę wam przypomnieć zasady. W Turnieju udział może wziąć udział każdy uczeń powyżej piątej klasy. Każdą szkołę reprezentuje czworo uczniów, każdy z innego domu. Uczestnicy staną przed czterema bardzo niebezpiecznymi zadaniami. Są trzy miejsca na podium i trzy wspaniałe nagrody, ale zwycięzca może być tylko jeden. Ten najlepszy zostanie najbardziej zapamiętanym. Zwycięzca zostanie owiany wielką chwałą i zdobędzie najwyższe wyróżnienie. Puchar Turnieju Trójmagicznego! - Krzyknął, a z ciemnego kąta sali na środek sali pod podium nauczycielskim podjechał stół, na którym stał Puchar.
-Pamiętajmy również, że Turniej Trójmagiczny to nie tylko rywalizacja kto jest lepszy. W Turnieju liczy się też zawieranie nowych międzynarodowych przyjaźni. Miejcie to też na uwadze. - Dodała Hermiona.
-Do piątkowej nocy proszę wszystkich, którzy są chętni w udziale w Turnieju o wrzucenie kartki ze swoim nazwiskiem, szkołą i domem do Czary Ognia. - Powiedziała McGonagall. A z drugiego rogu sali podjechała Czara Ognia o niebieskim płomieniu i zatrzymała się obok stołu z Pucharem. - Zastanówcie się dobrze. Ten kogo Czara wybierze, nie będzie miał możliwości odwrotu. W piątkową noc, o północy wszyscy zbierzemy się tu na tej sali i Czara dokona wyboru. Jest jeszcze jedna wiadomość. Mecze Quidditcha nie zostają zawieszone. Będą się one odbywać jak dotychczas. Będziecie grać o Puchar Quidditcha swojej szkoły, gwarantujemy również że uczniowie Durmstrangu oraz Beauxbatons mogą grać i również odbyć swoje szkolne mecze na naszym boisku. Oraz zostaną rozegrane rozgrywki między szkolne. Każdy dom Hogwartu, Beauxbatons i Durmstrangu między sobą. Oraz każda szkoła wybierze jeden skład mieszany z każdego domu i rozegramy mecze międzyszkolne. To tyle. A teraz życzę wszystkim smacznego. - Powiedziała i na stołach pojawiły się dania nie tylko normalnie serwowane w Hogwardzie, znalazły się tu również dania typowo Francuskie i Norweskie.
-Rodzice mi często opowiadali o Turnieju za ich czasów. - Powiedział Neo.
-Mama tylko raz wspomniała. Popłakała się wtedy, więc zbytnio nie wiem nic o tym Turnieju. Więcej razy nie śmiałem pytać. - Powiedział Corey.
-Widzisz Cor ... Twoja mama w czasach szkolnych kochała się w Cedriku Diggory'm. Poszli razem na Bal Bożonarodzeniowy. Ale on został zamordowany.
-Podczas Turnieju?
-Tak.
-W zasadzie nie. - Odezwała się Rose. - W trzecim i wtedy ostatnim zadaniu w labiryncie został schowany Puchar. Ten kto pierwszy go dotknie wygra. Cedrik jak i mój wujek Harry razem złapali Puchar. Przenieśli się w niezbyt fajne miejsce. Bo na cmentarz. Tam był Voldemort, który czekał na mojego wujka, bo tylko jego krew mogła przywrócić go do dawnej postaci. Cedrik został przypadkową ofiarą zamordowaną przez Voldemorta. Wujek mu mówił żeby złapał Puchar i uciekał, oboje domyślili się że Puchar jest świstoklikiem. Cedrik nie posłuchał. Gdy pojawił się Glizdogon, albo inaczej zwany Peterem Pettigrew, Cedrik wycelował w niego różdżkę pytał kim jest, to stało się w ułamku sekundy. Wujek nie mógł nic zrobić, blizna go mocno piekła, dlatego że blisko znajdował się Voldemort. I wtedy ten rzucił Kedavrę na Cedrika. Wujek miał koszmary przez długi czas. Ciągle nawiedzało go to wspomnienie. Tak wygrał Turniej. Tak Cedrik wygrał razem z nim. Ale ... Nikt o Cedriku nie zapomni ... nigdy ... też zwyciężył. Na Pucharze który stoi w Sali Pamięci jest napisane "Za zajęcie Pierwszego Miejsca w Turnieju Trójmagicznym w latach 1994-1995 dla Harry'ego Pottera i Cedrika Diggory'ego"
-Czytałem trochę o Turniejach po tym jak mama nie chciała nic powiedzieć. Zawsze chciałem wziąć w nim udział.
-Jeśli się zgłosisz i zostaniesz uczestnikiem twoja mama dostanie szału. Straciła ukochanego w tym Turnieju, chociaż nie było to winą zadania, a czarnoksiężnika chcącego wrócić do normalnej postaci. Ale byłaby z ciebie dumna. - Powiedziała Rose. - Ja na pewno zgłaszam się do Turnieju.
-Podjęłaś decyzję tak od razu? - Zdziwiła się Lissa.
-Wiem o Turnieju od maja, gdyż będąc jeszcze w Durmstrangu pytano wszystkich kto chcę jechać na wycieczkę do Hogwartu na niezwykłe wydarzenie jakim jest Turniej Trójmagiczny. Wtedy wyraziłam swoją chęć na przyjazd, jak i na uczestnictwo. Mieliśmy dwa miesiące na podjęcie decyzji. Oczywiście mieliśmy zakaz mówienia, rodzinom. Mają się dowiedzieć w chwili gdy Turniej zostanie oficjalnie otwarty. Czyli dziś. W jutrzejszej gazecie będzie, że kolejna odsłona Turnieju właśnie została otwarta i tak dalej. Bo przecież Joshua Copen najsławniejszy dziennikarz od tak nie zjawiał by się w Hogwarcie wraz ze swym przyjacielem fotografem Gerardem Manette.
-Też racja.
-Przepraszam czy mogłabym się przywitać? - Spytała brązowowłosa uczennica Durmstrangu.
-Natasha! - Krukonka wstała i rzuciła się Bułgarce na szyję.
-Rose!
-Myślałaś, że się tak łatwo nas pozbędziesz? - Odsunęła się od dziewczyny i spojrzała na stojącego za nią chłopaka.
-Lex!
-Rosie! Cieszę się, że znów możemy się zobaczyć! - Powiedział wesoło i przytulił rudowłosą.
-Gdzie siedzicie?
-Przy stole tych zielonych. - Powiedziała 
-Ślizgonów.
-No dokładnie.
-Rozsiedliście się domami? Czy przypadkowo?
-Natsuri kazała nam siadać Domami.
-Nie mogliście wybrać naszego stołu?
-Skąd mogłam wiedzieć, że będziesz tu, a nie tam?
-Dobra to ja się idę dosiąść do was.
-Rose! - Krzyknęła Lissa.
-Co?
-Nie możesz! Jesteś Krukonką! Nie Ślizgonką!
-Ale pamiętaj, że Tiara na początku chciała przydzielić mnie do Slytherinie. Ponieważ Slytherin i Dom Smoka do którego należałam w Durmstrangu są bardzo podobne. Więc ... Pa pa. - Powiedziała odchodząc do stołu obok. Musieli obejść pół stołu Ravelcaw by móc przejść na drugą stroną i usiąść przy stole Ślizgonów.
-Jest i ona! - Przywitał ją ciemnowłosy blondyn.
-Akalai!
-Myślałaś że tak łatwo się nas pozbędziesz co? Będziemy ci zatruwać życie jeszcze przez rok. - Zaśmiał się. I w tym momencie zaczęła się wielka seria przywitań uczniów Norweskiej szkoły z Krukonką. Nikt ze Ślizgonów nie zwrócił jej uwagi, że ma stąd spadać. Większość Ślizgonów już słyszała opowieść o jej imprezie w Trzech Miotłach ze Ślizgonami. I to nie byle jakimi Ślizgonami, a elitą Slytherinu Malfoy'ami, Greengarssami, Camisso i Zabini. Siedząc wśród swoich i rozmawiając z przyjaciółmi poczuła się jak dawniej, jakby wszystkie złe dni i chwile odpłynęły. Poczuła, że żyje, że jest wolna, że znów może wszystko.
-To co podczas meczy w Quidditcha grasz w naszej drużynie?
-Chciałbyś Kal. Gram ze swoimi. - Wskazała głową na stół stojący za nią.
-Dostałaś się do drużyny?
-Przypadkiem. Ale tak. Co prawda Kapitan był na "Kategoryczne Nie." Ale go przekonała jedna z zawodniczek. W sumie wszyscy wiedzą, że jestem najlepsza. Chociaż tylko Durmstrang widział to na własne oczy.
-Jasne. Pewnie skopałaś mu tyłek żeby cię przyjął, a nam tu słodko ściemniasz Rosie. - Krukonka tylko się zaśmiała.
-To co? Jakie decyzje? Którzy z was wrzucą kartki do Czary? - Spytała Krukonka.
-Z naszego domu chcą się zgłosić Moira, Funia, Riri, Millow, Logan, Akalai, Kal, Alabaster i Taiken. - Powiedziała Natasha. - No i oczywiście my. - Wskazała na siebie i brata.
-Oczywiście. A z innych domów?
-Nie wiemy. Możliwe jest że z Tygrysów Pakun i jego dwaj kumple. Z Małp prawdopodobnie Karina i Boyd, A z Wilków Paige. Ale kto jeszcze ... Nie wiem. A ty się zgłaszasz?
-A macie jakieś wątpliwości?
-Nie. - Usłyszała chórek głosów przyjaciół.
-Pamiętacie Turniej sprzed pięciu lat?
-Tak. Byliśmy w pierwszej klasie. - Powiedział Lex wskazując na siebie, Krukonkę, Riri, Akalai'a i Shawen.
-A tak właściwie gdzie Lokoreila?
-W wakacje miała mały wypadek i nie dostała pozwolenia od Natsuri by przyjechała z nami tu, tylko kazała jej zostać w Durmstrangu i normalnie się uczyć. A po za tym i tak musi raz w tygodniu stawiać się na badaniach.
-Szkoda. Miałam nadzieję że ją znów podręczę. - Zaśmiała się. - No cóż będę musiała sobie wypatrzeć nową ofiarę. Może ty Riri?
-Chciałabyś.
-Przecież wiecie że żartuję.
-No wiemy Rosie, wiemy.
-A gdzie jest Emo?
-Jest jeszcze na wakacjach.
-Ale Lorenc powinien przyjechać tu w środę. Więc zdąży by dorzucić swoje nazwisko do Czary, chyba że się rozmyślił. - Wyjaśniła Millow.
-Aha. A gdzie pojechał?
-A kto go wie? Przecież to Lorenc, po nim się nigdy niczego nie można spodziewać.
-Czyli typowe Emo. - Powiedziała Rose.
-Czemu tak właściwie nazywasz go Emo? - Spytał Akalai.
-Bo ma fryzurę jak Emo. - Odpowiedziała Krukonka.
-Też racja. A wracając do poprzedniego Turnieju ...

***

Rano przy śniadaniu każdy dostał nowy plan lekcji. Od razu po śniadaniu wszyscy zaczynali i cały rocznik miał te same zajęcia razem, tylko dlatego by uczniowie szybciej kończyli lekcje i po obiedzie mieli już czas wolny. Stół nauczycielski, został zamieniony na dwa oddzielne, pomiędzy nimi stała Czara Ognia. Ten kto chciał wziąć udział w Turnieju mógł podczas posiłku na wielkiej sali podejść i wrzucić swoją kartkę w Czarę. Po zakończonym śniadaniu, które Rose Weasley zjadła przy stole Slytherinu wraz z przyjaciółmi z Durmstrangu wstała i z kartką trzymaną w dłoniach weszli całą dwunastką na podium i na oczach całej szkoły wrzucili karki w płomienie Czary. Po wrzuceniu kartki w płomienie przez każdą z osób cała sala rozbrzmiewała brawami za każdym razem gdy kartka zatapiała się w płomieniach. A Hermiona Weasley siedząc przy stole obok dyrektorki zrobiła smutną minę gdyż udział w tym Turnieju jest niebezpieczny. Pamięta jak jej przyjaciel dwadzieścia siedem lat temu omal nie zginął w nim. Tyle, że Harry nie wrzucił kartki do Czary, a Barty Crouch Junior zrobił to za niego by Voldemort mógł wrócić, doprowadził Harry'ego do zwycięstwa.
-Ona zwariowała. Zastanowiła się właściwie? - Mówiła oburzona Lily.
-Lils uspokój się. Ona na pewno wie co robi. - Pocieszyła ją Perrie.
-Wczoraj wieczorem ogłoszono otwarcie Turnieju i możliwość zgłaszania się, a dziś rano ona jako pierwsza wrzuca swoje nazwisko do Czary Ognia. Powinna się zastanowić!
-Nie chcę wyjść na kogoś kto podsłuchuje. - Powiedział jeden uczeń z Durmstrangu siedzący dwa miejsca obok rudowłosej. - Ale my i zapewne Beauxbatons również o Turnieju wiemy od maja. Musieliśmy się zgłosić wcześniej kto będzie chciał tu przyjechać na Turniej. Ona o tym wiedziała od maja i zastanawiała się każdego dnia. I w końcu zdecydowała, że weźmie udział. Cały Durmstrang na nią liczył, że wygra, ale ona się przeniosła.
-Dzięki ...
-Sielo z Małp. -Posłał jej uśmiech.
-Dzięki Sielo. - On tylko posłał jej uśmiech i wstał od stołu by podejść do podium i wrzucić kartkę do Czary Ognia, a sala jego zgłoszenie ukoronowała brawami jak każdego wcześniej.
-Boski. - Skomentowała Bianca.
-Mało, że boski. On jest przystojny. I to zabójczo przystojny. - Powiedziała Potterówna.
-Sergiusowi się to nie spodoba. - Powiedziała Sonya.
-A co on ma do tego?
-Byłaś z nim w niedziele na randce w Hogsmeade. Wczoraj z nim rozmawiałaś. Tak widziałyśmy was. A dziś go olewasz. W sumie to od wczorajszej kolacji go olewasz.
-No bo zobacz ilu tu nowych przystojniaków przyjechało. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji jaką los nam daje.
-Jesteś stuknięta Lils.
-Czepiasz się Hale. - Bianca tylko na jej słowa przewróciła oczami.
-Ale Lily ma rację. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji. - Powiedziała Perrie.
-Tak z tym to się muszę zgodzić. - Powiedziała Sonya.
-Tak, wiem. - Powiedziała Bianca lekko się uśmiechając. - Macie racje. To byłby grzech.
-Ale długo masz zamiar olewać McLaggena?
-Jak najdłużej. Teraz za cel obstawiam Sielo. Chyba też mu wpadłam w oko.

***

-Ty widziałeś, twoja siostra chcę wrzucić kartkę do Czary.
-Rose? - Hugo jak na zawołanie spojrzał na podium. I zobaczył jak zadowolona Krukonka podchodzi do Czary i w płomienie wrzuca kartkę. - Zwariowała. - Powiedział gdy cała sala zaczęła bić brawa dla niej. Po chwili po raz kolejny rozbrzmiały brawa gdy kolejna osoba wrzucała kartkę w Czarę.
-Albo jest odważna. Chce się sprawdzić. Jak każdy. Tylko nie wszyscy mają odwagę. A ona ewidentnie ją ma. - Powiedział Jasper.
-Hugo, Rose wie co robi. - Powiedział Albus. - Ja się zastanawiam, ale chyba też wrzucę kartkę.
-A ja się już zastanowiłem i idę. - James Potter uśmiechnął się do wszystkich mijając rodzinę i poszedł do Czary Ognia.
-Kolejny zwariował.
-Hugo nie przesadzasz? - Ten posłał mu tylko mordercze spojrzenie, a Jasper się tylko zaśmiał. Cała trójka spojrzała na podium gdzie James Potter właśnie wrzucał kartkę w płomienie Czary, na sali znów rozległy się brawa, a on z wielkim uśmiechem odwrócił się i zaczął wracać. Cztery uczennice z Beauxbatons siedzące przy stole Huffelpuffu siedzące blisko końca stołu wstały i też podeszły do Czary. A na sali po raz kolejny kilka razy rozbrzmiały brawa.

Nim śniadanie się skończyło od stołu Gryffindoru wstał jeszcze jeden chłopak.
-Sergius. - Powiedziała Potterówna widząc chłopaka idącego z kartką w dłoni w stronę podium. Wrzucając kartkę w płomienie i na jego cześć rozbrzmiały brawa. - Co ty robisz? - Spytała gdy wracał. Zatrzymał się i spojrzał na nią.
-Zgłaszam się do Turnieju.
-Ale ...
-Co?
-Nieważne. - Powiedziała odwracając się. Sergius ruszył dalej i usiadł obok swoich przyjaciół.
-Jesteś tego pewien Sergius?
-Teraz już niema odwrotu Trevor.
-Mam nadzieję, że ona jest tego warta.
-Jest. - Powiedział spoglądając na Potterównę.
-Nie myśl sobie, że nie będziesz miał konkurencji.
-Co to ma znaczyć Mason?
-To, że też się zgłaszam. - Powiedział, rzucając mu spojrzenie przez stół po czym wstał i ruszył w kierunku podium.

***

-Weasley nie przyzwyczaiłaś się zbytnio? - Spytał Scorpius wchodząc na wieże i widząc że Krukonka tak jak zawsze siedzi na balustradzie i pali papierosa.
-Nie mam pojęcie o co ci chodzi Malfoy.
-To, że dosiadasz się do stołu Slytherinu od wczorajszej kolacji. - Powiedział odpalając papierosa i opierając się o balustradę plecami.
-Dosiadam się, bo chcę spędzić czas ze swoimi przyjaciółmi. Pamiętaj że Dom Smoka i Slytherin niczym się nie różnią. Byłam w Domu Smoka.
-Więc czemu nie jesteś w Slytherinie? - Rudowłosa westchnęła.
-Jakbyś zareagował gdyby Tiara krzyknęła Slytherin gdy McGonagall mi ją założyła?
-Wkurzyłbym się.
-No właśnie. A reakcja pozostałych Ślizgonów? Tiara nie chciała żebym została zmieszana z błotem.
-Ta czapka ma uczucia? Woow Nie wiedziałem.
-Też się zdziwiłam.
-Gratuluję odwagi.
-Słucham?
-Zgłosiłaś się do Turnieju.
-No jasne że się zgłosiłam. Wiem o nim od początku maja. Natsuri zbierała listę osób, które chcą tu przyjechać. Moje nazwisko było pierwszym na liście. Nie dlatego, że chciałam zobaczyć się z rodziną, która tu chodzi. Ale chciałam wziąć udział w Turnieju. Mieliśmy się zastanowić przez cały maj. I w czerwcu wpisać się na listę.
-Przez ten cały czas wiedziałaś?
-Oczywiście.
-I nic nie powiedziałaś? Nikomu?
-Zobowiązywała nas klauzula milczenia. - Powiedziała i zeszła z balustrady. - Idziesz na obiad?
-Też pytanie.
-Pozwolę ci nawet usiąść z nami.
-Powinienem czuć się zaszczycony. Zapraszasz mnie do mojego stołu.
-Zapraszam cię do twojego stołu, ale na miejsce wśród uczniów Durmstrangu. - Posłała mu uśmiech. - Możesz wziąć kumpli.
-To moja rodzina.
-Na jedno wychodzi. - Blondyn tylko przewrócił oczami na słowa Krukonki.

***

-Ta znowu siada do stołu Ślizgonów. - Powiedziała z niedowierzaniem Potterówna.
-I w dodatku tym razem Malfoy i reszta jego bandy dosiada się razem z nią do tamtych z Durmstrangu. - Powiedział Hugo.
-Ja się jej nie dziwię. - Powiedział Albus, a wszystkie spojrzenia zostały utkwione w nim. - No co? Przecież to proste. Była w Durmstrangu przez pięć lat. Ma tam przyjaciół. Tu nie zna nikogo. Prócz nas. Ale z nami nie chce mieć kontaktu. Była w Domu Smoka. A Dom Smoka jest tym samym czym jest Slytherin. Są sobie podobni. I nie dziwi mnie, że Rose tak dobrze dogaduje się z Malfoy'ami, Greengrass'ami, Camisso i Zabinim. A wszyscy wiemy że dwoje z rodzeństwa Zabini jest w Ravenclaw, tak jak Rose, więc ... dogadują się.
-Ale to nie znaczy, że ma się z nimi przyjaźnić. Przecież to Malfoy. Rodzice nienawidzą tej rodziny najbardziej! Bardziej niż McLaggena!
-To może w końcu z nim pogadasz? - Spytała Perrie.
-Zwariowałaś? Nie zbliżę się do tej Ślizgońskiej mendy.
-O Sergiusie mówiłam debilko.
-Oh ... A czemu miałabym z nim pogadać?
-Boże Lils jaka ty jesteś tępa. Ty na serio jesteś moją siostrą?
-Albus bo jak cię zdzielę zaraz ...
-Daj spokój Ruda.
-Nie mów do mnie Ruda! - Albus patrzył na nią z lekko otwartymi oczami.
-Wiesz zawsze myślałem, że masz coś z Metamorfomaga, ale ... teraz widzę że jednak zawsze miałem rację. - Powiedział i się uśmiechnął.
-Co ty mówisz kretynie?
-Lils. On ma rację. - Powiedziała Bianca.
-Co?
-Spójrz. - Powiedziała Hale i kosmyk jej włosów przysunęła pod twarz. Jej włosy były teraz koloru krwistej czerwieni, a nie, tak pięknego rudego koloru, jak zawsze.
-Nie. To nie może być prawda. Jak?
-Takie rzeczy się zdarzają Lils. - Powiedziała Sonya. A Albus i Hugo wybuchnęli śmiechem, gdy włosy Potterówny z czerwonego zmieniły się w zielone. Wszyscy zaczęli się śmiać i wkrótce cała sala zaczęła się rozglądać za źródłem hałasu i z czego się ów uczniowie śmieją.

***

-Ktoś tu jest Metamorfomagiem. - Powiedział Akalai patrząc na stół Gryfonów. Rose się odwróciła i zaczęła szukać osoby na którą wszyscy się patrzyli.
-No nie wierze. Moja kuzynka. Lily Potter Metamorfomagiem. Kto by przypuszczał. Zawsze myślałam, że to James jest najbardziej dziwny z ich czwórki.
-Co?! Potter Metamorfomagiem?! - Krzyknął Scorpius i się odwrócił. - Ona ma zielone włosy! I ... Czy to są kocie wąsy? - Spytał, a osoby siedzące najbliżej parsknęli śmiechem w tym Krukonka.

***

-Lils uspokój się. Wdech i wydech. Zapanujesz nad tym. - Mówiła jej Perrie.
-Mam kocie wąsy. Jak mam się uspokoić? - Spytała z łzami w oczach i wybiegła z sali.
-Lily!
-Zostaw mnie! - Krzyknęła tylko zasłaniając twarz. Wbiegła do toalety Jęczącej Marty na pierwszym piętrze. Dopiero tam dała upust emocjom i rozpłakał się na dobre. Wszyscy się z niej śmiali. To nie było przyjemne. Owszem lubi być w centrum zainteresowania, ale nie w taki sposób.
-Lily Potter. Co się stało? - Spytała Marta podlatując do dziewczyny skulonej w kącie. - No powiedz coś. Wiesz, że twój tata w drugiej klasie ważył tutaj ze swoimi przyjaciółmi eliksir wielosokowy? Lubił być niegrzecznym chłopcem. - Powiedziała roześmiana. Lily zaśmiała się również.
-Nie wiedziałam. - Powiedziała, ale po jej głosie dało się poznać że płacze.
-Więc czemu płaczesz Lily?
-Nie chcę o tym mówić. Zostaw mnie samą. Proszę. - Powiedziała nie podnosząc głowy, wciąż siedząc skulona z nogami podwiniętymi pod brodę i oplątującymi je rękoma.
-Jak sobie chcesz. - Powiedziała i odleciała by dać nurka w muszlę klozetową. Po chwili Potterówna podniosła się i podeszła do lustra. Jej włosy w tej chwili były niebieskie, a twarz miała kaczki.
-Jak ja wyglądam. - Zaszlochała cicho i pochyliła głowę, opierając się rękoma o umywalkę. Drzwi łazienki lekko zaskrzypiały, ale Gryfonka zdawała się tego nie słyszeć. Ktoś szedł w jej kierunku, kroki były coraz głośniejsze, aż w końcu ucichły.
-Lily. Nie bój się. Nad tym da się zapanować. Pomogę ci. Lily. To jest dar. Rzadko spotykany, ale dar. - Dziewczyna nic nie powiedziała tylko odwróciła się i wtuliła w tors chłopaka. Nie śmiał się. Nie nabijał się z niej jak inni. - Nie płacz już. Jeszcze będą ci zazdrościć.
-Czego tu można zazdrościć? Jestem dziwadłem.
-Nie jesteś. Zaufaj mi. Widziałem dziwniejsze rzeczy w życiu. Mogę ci pokazać. Jeśli zechcesz. Bo ostatnio zdajesz się mnie unikać.
-Przepraszam McLaggen ... znaczy Sergius. - Poprawiła się szybko wciąż wtulając się w niego i popłakując lekko, a on tulił ją do siebie i głaskał po plecach.
-Już dobrze? - Spytał gdy po dłuższej chwili ciszy odsunęła się od niego. Pokiwała tylko głową. Odwróciła się i spojrzała w lustro. - Widzisz już jest dobrze. To się kontroluje. Jednym z Matamorfomagów była Nimfadora Tonks, matka Edwarda Lupina. Na pewno ją kojarzysz z opowieści rodziców. Twój tata się z nimi przyjaźnił. Czy ktokolwiek nabijał się z niej? Nie. Była jednym z najlepszych Aurorów. Była w Zakonie Feniksa. A swój dar wykorzystywała do rozbawiania przyjaciół, lub dezorientacji wroga. Bynajmniej tak słyszałem.
-Jakoś tak było. - Powiedziała cicho.
-Możemy się skontaktować z Edwardem. Powie nam jak nad tym panować.
-Ale on się z tym urodził. To jest inaczej. Ja to dostałam tak nagle. To nie to samo.
-Masz rację. Nie to samo. Ale to nie znaczy, że nie da się nauczyć kontroli nad tym. Chodź. - Powiedział i wyciągnął dłoń w jej stronę. Przygryzła wargę, ale po chwili odwróciła się do niego i chwyciła wyciągniętą dłoń chłopaka. Zabrał ją do wieży Gryffindoru. I tam razem napisali list i wysłali go jego sową.

***

-Współczuję jej trochę. Jest teraz głównym tematem rozmów. Jak to na sali jej włosy przybrały zielony kolor, a na twarzy wyrosły kocie wąsy. - Powiedziała smutno Sonya.
-To jest Metamorfomagia. Rzadko spotykana. Znaczy rzadko ukazuje się u kogoś po kilku latach. Zazwyczaj daje o sobie znak od narodzin. - Mówiła Perrie.
-Swoją drogą ciekawe gdzie pobiegła. - Powiedziała zmartwiona Bianca.
-Miejmy nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. - Powiedziała Sonya. - Współpraca. - Powiedziała do Grubej Damy, a ta otworzyła im przejście do PW.
-I co znalazłyście ją? - Spytał Al zmartwiony.
-Nie.
-Spokojnie znajdzie się. Nie ma się co martwić. Jest w Hogwarcie. Nic jej nie grozi. - Powiedział Hugo.
-Też racja. - Przyznała mu rację Perrie.
-No cóż trzeba czekać. - Powiedział Frank do tej pory milczący. - Jak zgłodnieje to sama się znajdzie. - Zaśmiał się.
-No właśnie może jest w kuchni? - Spytał Paul, który martwił się o siostrę przyjaciela w równym stopniu co jej rodzina.
-Nie ma jej tam. Właśnie sprawdzałem. - Powiedział James wchodząc właśnie do PW.

W tym samym czasie na najwyższym piętrze wieży z dormitoriami chłopców, w jednej z sypialń na łóżku leżał Sergius, tulący do siebie rudowłosą dziewczynę, która była zmęczona ostatnimi wydarzeniami.
-Oh. - Powiedział zszokowany Ethan wchodząc do dormitorium.
-Co jest? - Spytał Treveor popychając przyjaciela. - Pogodziliście się?
-Nigdy nie byliśmy pokłóceni.
-Ale cię olewała. - Powiedział Mason zamykając drzwi.
-Swoją drogą, wiesz że wszyscy jej szukają? - Spytał od niechcenia Ethan.
-Ona nigdzie się nie chowa.
-Mówisz za nią? - Spytał Ethan. Po czym kontynuował. - To powiedz to jej rodzinie i przyjaciółką którzy z nerwów rwą sobie włosy z głowy i zamartwiają o nią.
-Przesadzasz Quincey.
-Ja przesadzam? - Spytał brunet. - Słyszałem rozmowę jej przyjaciółek.
-No to one przesadzają. Co ty byś zrobił Ethan gdybyś nagle tak jak ona dostał kocich wąsów, a twoje włosy zrobiłyby się zielone? Chciałbyś się schować jak najgłębiej gdzie nikt by cię nie znalazł i nie zobaczył. Tak jak ona. Wiesz że płakała? To było dla niej męczące. Wszyscy na nią patrzyli, nie tylko nasza szkoła, ale i Durmstrang i Beauxbatons. I te krzyki i śmiechy.
-I postanowiła się schować w twoich ramionach. - Skwitował Trevor.
-Tak. Nie.
-To tak czy nie?
-Jak ją znalazłem, owszem wtuliła się we mnie. Potrzebowała czyjegoś ramienia żeby się wypłakać, a akurat ja ją znalazłem. A szukało ją ile osób? Dziewięć? Dziesięć?
-Coś koło tego. A dokładniej wliczając naszą trójkę - Trevor wskazał na siebie, Ethana i Masona. - czternaście. Może teraz zwróci na ciebie uwagę. Jako jeden z nielicznych się z niej nie śmiałeś. Wyciągnąłeś pomocne ramię.
-Już zwróciła. - Powiedział z lekkim uśmiechem zerkając na rudowłosą dziewczynę leżącą obok niego z głową opartą na jego klatce piersiowej. - Inaczej by jej tu nie było.
-To może was zostawimy? Żartowałem. - Dodał szybko Ethan widząc miny przyjaciół i rzucił się na swoje łóżko.
-Wiesz co zrobić z tymi jej matamorfozami, nad którymi nie panuje? - Spytał Trevor.
-Przede wszystkim nie przejmować się tym, bo to jest naturalne. Znaczy wiesz, jak ktoś ją zdenerwuję to jej włosy dadzą o tym znać. Zmienią kolor. I ... no nie wiem jakie objawy ma Metamorfomag. Ale się dowiem ... dowiemy.
-Jak?
-Namówiłem ją by napisała list do Edwarda Lupina. Jego mama była Metamorfomagiem i on to po niej odziedziczył. Może coś poradzi.
-Jak ją przekonałeś do siebie? Znaczy, że nie nawrzeszczała na ciebie, ani nic i tak grzecznie z tobą przyszła? - Spytał Mason.
-Mówiła, że jest dziwadłem. Zaprzeczyłem temu, bo taka prawda. Powiedziałem również, że widziałem dziwniejsze rzeczy w życiu i mogę jej pokazać.
-Masz na myśli mnie. - Powiedział Trevor patrząc na przyjaciela.
-Będąc szczerym. Tak, miałem na myśli ciebie.
-Uważasz mnie za dziwadło?
-Ty to powiedziałeś stary, nie ja.
-Masz szczęście, że ona śpi przy tobie, bo byś oberwał. Ale żal mi jej budzić.
-No Trevor nie obrażaj się. Stary zwariowałeś? Jesteś moim kumplem, może masz te swoje dziwne wybryki, ale ... Nie rób takiej miny. - Sergius przewrócił oczami na zachowanie przyjaciela. - Wiesz czasem zachowujesz się jak dziecko.
-I kto to mówi?
-Ja przy najmniej nie gadam sam ze sobą zastanawiając się czy się zgłosić do Turnieju. - Trevor pokręcił tylko głową i usiadł na łóżku po prawej stronie obok łóżka McLaggena.
-Czasem cię nienawidzę.
-Nie martw się. Nie jesteś sam. Też czasem siebie nienawidzę. - Powiedział, a cała czwórka zaśmiała się.

-------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------
-----------------------------------
Jest kolejny rozdział mam nadzieję że się wam podoba.
Czekam na waszą opinię w komentarzach.
Pamiętajcie!
Czytacie = Komentujecie = Motywujecie

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział 5 - Weekend w Hogsmeade cz. 3

-W co ja się głupia wpakowałam? Zgodzić się na randkę z McLaggenem? Może go wystawię i nie przyjdę? Wymknę się potajemnie do Hogsmeade sama? Ja nie mogę z nim pójść. No ... Nie ma żadnego rozsądnego wyjaśnienia, ani powodu dla którego miałabym z nim pójść. No chociaż jest. Dzięki niemu nie połamałam się. Ale gdyby nie Perrie w ogóle bym nie spadła z tej pieprzonej balustrady. Zabiję ją. Niech mi się lepiej na oczy nie pokazuje. - Skończyła swój monolog, do nikogo tak właściwie. Siedziała dalej w pokoju wspólnym Gryfonów, przed kominkiem z trzecią już dolewką whisky. Wpatrując się w ogień mówiła swoje myśli na głos. Musiała dać upust emocjom. Tak nienawidzi McLaggena. Tak, wolałaby rzucić na siebie Kedavrę niż pójść z nim na randkę. I tak musi być nienormalna wierząc w dobre zamiary bruneta. Przecież to McLaggen największy kobieciarz w szkole. Nie potrafi zająć się porządnie sobą. Zawsze zwraca uwagę na więcej niż jedną dziewczynę. Oczywistym jest że i tym razem będąc na randce z nią będzie patrzył na inne tym samym spojrzeniem, z pożądaniem. Będzie szła u jego boku, a i tak nie będzie się czuć wyjątkowo. Nie chce takiego życia. Jeden z największych playboyów w Hogwarcie.
-Co cię gryzie siostra? - Spytał brunet siadając obok niej.
-Nie pytaj. Mam ochotę spaść z wysokości w przepaść.
-Tak jak parę chwil temu wprost w objęcia McLaggena? - Zaśmiał się lekko pod nosem. - Akurat przechodziłem przez portret i widziałem jak siedzisz tam u góry i nagle podskoczyłaś w górę jak oparzona co było przekomicznym widokiem. I spadasz w dół. I nagle McLaggen podbiegł kilka kroków szybko i złapał cię w ramiona broniąc przed upadkiem. To takie romantyczne. Udało mi się wyczytać z jego ust coś w stylu "Wiedziałem że jesteś aniołem, ale żeby spadać z nieba w moje ramiona." - Rudowłosa tylko przewróciła oczami, nie miała sił teraz kłócić się ze starszym bratem. - Pamiętasz co mama mówiła jak jechałaś pierwszy raz do Hogwartu? "Trzymaj się z daleka od syna McLaggena. Jego ojciec w czasach szkolnych był zadufanym w sobie narcyzem. Wnerwiał mnie i Hermionę na każdym kroku." A wujek Ron dodał szeptem żeby mama nie słyszała "McLaggen to samo zło." Chociaż ciocia Hermiona poszła z nim na Przyjęcie Bożonarodzeniowe w szóstej klasie organizowane przez Slughorna, zaproszeni byli tylko członkowie Klubu Ślimaka. Szkoda że tego Profesora już niema. Był super. Bynajmniej z opowieści rodziców i wujostwa. Ale słyszałem jak wujek Fred z wujkiem Georgiem coś kombinują specjalnie dla niego na święta. Babcia Molly narzeka na nich, że nie wydorośleli i ciągle zajmują się głupimi eksperymentami i dowcipami. Ale ja myślę że to coś specjalnego dla Slughorna.
-Ciekawe.
-Po moim jakże długim monologu odpowiadasz mi tylko "Ciekawe."? Lils do cholery co ci się stało?! - Potrząsnął ją za ramiona. - Kim jesteś i co zrobiłaś z moją siostrą?!
-James debilu weź się walnij porządnie w łeb zanim coś powiesz!
-Lily! Wróciłaś!
-Idiota. - Powiedziała Potterówna i wstała z kanapy oddalając się od brata. - I że on jest tej samej krwi co ja? Musieli go naprawdę podmienić w szpitalu. - Mruknęła pod nosem nalewając sobie kolejną szklaneczkę whisky i szybko wypiwszy jej zawartość weszła w środek tłumu tańczących. Bądź co bądź, ale Potterówna uwielbiała być w centrum zainteresowania. I już po chwili tańczyła w rytm gorącej muzyki lat czterdziestych do piosenek znanych tylko czarodziejom. Jej rękę złapał Ragnor Malakay chłopak o brązowych długich włosach do łopatek. Jeden z najbardziej najprzystojniejszych chłopaków w szkole, ale on w przeciwieństwie do większości chłopaków nie wykorzystuje faktu, że wszystkie dziewczyny chciałyby z nim chodzić lub po prostu się z nim przespać. Posłał rudowłosej uśmiech, a ona przez chwilę zatopiła się w jego czarnych jak noc oczach. I poczuła, że pragnie go bardziej niż zawsze, że on naprawdę się jej podoba. Zaczęła z nim tańczyć, a Sergius przypatrywał się jej tak szczęśliwej w ramionach innego chłopaka ze smutkiem w oczach. Wiedział że nie są razem. Ale widział jak bardzo ona chciałaby z nim być. Ale on się nie podda, nie popełni błędu ojca, który żałuje że się poddał tak łatwo i nie walczył o Hermionę Granger. On, Sergius sobie obiecał, będzie walczył o tę rudowłosą Gryfonkę. Gdy wybiła północ Lily stwierdziła, że na dziś starczy jej alkoholu i zabawy. Ragnor wraz z nią zakończył swoją imprezę. Razem zaczęli wchodzić po schodach na górę. I gdy tam ich nikt nie widział, brunet pocałował namiętnie Potterównę, zszokowana oddała pocałunek. Wyszeptał jej do ucha.
-Do zobaczenia piękna. - I wszedł kilka stopni wyżej, by po chwili zniknąć na piętrze, a następnie za drzwiami wieży z dormitoriami chłopców. Lily powoli ruszyła w górę schodami w ślad za nim, podeszła do drzwi prowadzących do dormitoriów dziewczyn i ruszyła do sypialni.

***

Koło pierwszej w nocy stwierdzili, że muszą się przewietrzyć. Wyszli z Pubu z zamiarem zrobienia rundki wokół wioski. W tym czasie towarzystwo postanowiło zapalić papierosa, oczywiście oprócz Tris i Jessici, które nie palą. Idąc ścieżką w lesie wygłupiali się i śmiali i Tamara zaczęła śpiewać, a reszta do niej dołączyła. I choć rockowe brzmienia tej piosenki brzmiały śmiesznie w wersji pijanych nastolatków, oni w tym czasie nie zwracali na to uwagi.

-Czy słyszałeś serca bicie w dźwiękach magii?!
Czy poczułeś dreszcz emocji kiedy powiedziała nie?!
Czy gdy ogień zgasł w kominku powiedziałeś sobie dość?!
Czy zaśpiewasz kołysankę aktem wiary i miłości?!
Czy gdy powiesz do widzenia szczere będzie to?!
Pożegnanie bezbolesne, pożegnanie bezlitosne!
Odwróć się i odejdź nim nastanie świt!
Bo gdy słońce wzejdzie rano, ona już zapomni cię.
Bo gdy biała róża zniknie, ty obierzesz nowy cel.
Bo łatwiejsza droga kręta, bo nie widać co ci da.
Bo bolesna prawda gorzką kawą jest.
Jest skażona, bezlitosna, smutna, wredna lecz przejrzysta.
Niźli kłamstwo tak okropne, przesłodzone, przebarwione.
Jest najgorszą rzeczą przecież, bo nieprzewidywalne jest.
Nucąc cicho tę melodię, wiesz jak dobrze prawda brzmiiiii iiiii?!

Cisza, mrok i nocna mgła, tak zawiła jak twe słodkie kłamstwa małe dwa.
Ludzie robią, lecz nie myślą, chcą mieć wszystko, nie dać nic.
Ludzie mówią wiele rzeczy, większość z nich to tylko blef.
Nic nie ujdzie naszym oczom, oczom tak prawdziwie złym!
Tak złamanym, smutnym, gniewnym, szukającym prawdy wciąż!
Tak dalece nam od prawdy, lecz zarazem blisko jest!
Bo czy kłamstwo tak istotne, prawdy w sobie może nie mieć nic?
W każdym kłamstwie ziarno prawdy znajdziesz, może dwa!
W każdym nie wiem, jakaś wiedza zawsze jest!
W nie widziałem, nie słyszałem, widziano wiele, słyszano też!
Usłyszano serca bicie, bicie magii w dźwiękach rocka!
Co ci może dać ten loooos?!
Co ci może dać ten loooos?!
Co ci może daaaać teeen looooooos?!

Jesteś sam, zupełnie sam!
Zapomniany w koncie siedzisz jak ten błazen stał!
Lubisz siedzieć, nic nie robić!
Jednocześnie pragniesz zmienić świat!
Nic nie robiąc w kącie ciemnym,
nie usłyszysz słów piosenki!
Nie usłyszysz słów miłości!
Nie usłyszysz jej wołania!
Nie usłyszysz serca bicia!
Serca bicia w dźwiękach magii!
Bezlitosnej! Nienawistnej!
Magii szczerej i prawdziwej!
Rytmu ciszy, samotności, nie zagłuszysz nigdy już!
Bo odszedłeś! Bo nie chciałeś! Nie walczyłeś o nią wcale!
Powiedziałeś do widzenia! Lecz nie szczere, nie prawdziwe!
Kłamstwo, słodkie i niewinne, oszukując własne serce!
Zagłuszyłeś dźwięki magii, serca bicie!

Cisza, mrok i nocna mgła, tak zawiła jak twe słodkie kłamstwa małe dwa.
Ludzie robią, lecz nie myślą, chcą mieć wszystko, nie dać nic.
Ludzie mówią wiele rzeczy, większość z nich to tylko blef.
Nic nie ujdzie naszym oczom, oczom tak prawdziwie złym!
Tak złamanym, smutnym, gniewnym, szukającym prawdy wciąż!
Tak dalece nam od prawdy, lecz zarazem blisko jest!
Bo czy kłamstwo tak istotne, prawdy w sobie może nie mieć nic?
W każdym kłamstwie ziarno prawdy znajdziesz, może dwa!
W każdym nie wiem, jakaś wiedza zawsze jest!
W nie widziałem, nie słyszałem, widziano wiele, słyszano też!
Usłyszano serca bicie, bicie magii w dźwiękach rocka!
Co ci może dać ten loooos?!
Co ci może dać ten loooos?!
Co ci może daaaać teeen looooooos?!

Los ci wiele może dać, lecz pamiętaj!
Miłość nie wybacza błąd!
Nim zabłądzisz w zapomnieniu!
Przestań patrzeć tak na tłum!
Nienawistnym swym spojrzeniem!
Nie zabierzesz tamtych dni!
Nie wyrzekniesz się przeszłości!
Nie zapomnisz o miłościiiii ...

I wrócili w końcu do Pubu podśpiewując tę starą dobrą rockową piosenkę The Cats Of Moon, ale już po cichu, nie krzycząc na całe gardło. Wchodząc spowrotem do Trzech Mioteł usiedli przy barze zamawiając Limonkowe szaleństwo, gorzkie, a zarazem kwaśne, ulubiony drink studentów Hogwartu. Po kolejnej mocnej dawce alkoholu grupa siedmiu wychowanków Slytherinu i jednej Krukonki wszyscy znów ruszyli na parkiet, a tańcząc bawili się świetnie. Alkohol ich wyzwalał, odprężał, pozwalali sobie na więcej. Szczególnie Rose. Pierwszy raz od dawna pozwoliła sobie na takie szaleństwo. Czy dobrze zrobiła? Nie chciała o tym myśleć. Wyrzutami będzie się gryźć później. Liczyła się chwila obecna, śmiech, taniec i zabawa. Ale za nim słońce wzeszło pousypiali w swoich ramionach, poopierani o ściany, krzesła i stoły. Lecz nie tylko ta ósemka, a co najmniej jedna czwarta, a może jedna trzecia wychowanków domu węża bawiąca się tej nocy w Trzech Miotłach.

***

Lily Potter wstała o dziesiątej trzydzieści i zastanawiała się czy ma pójść, czy jednak nie na randkę z Sergiusem. Przecież wczoraj pocałował ją Ragnor i podobało jej się. Po trwającej dwadzieścia minut wojnie myśli podeszła do szafy i zaczęła przeglądać co w niej ma. Ale miała problem co ubrać na randkę z McLaggenem. Przecież to McLaggen nie będzie się dla niego stroić, ale z drugiej strony nie wypada iść na randkę w byle czym. Wzięła pod uwagę że jest jeszcze ciepło, ostatki lata dają o sobie znać. Więc postawiła na sukienkę. Pytanie tylko, którą ma ubrać? Tę rubinową z koronką na piersi? Tą z motywem kwiatowym? Zwykłą czarną? Falowaną czarną z kokardką z tyłu? Zielono-złotą z błękitnymi i czarnymi wzorkami? Koniec końców ubrała fioletową z białą różą wszytą na prawym ramieniu, była ona luźna, zwiewna i falowana na ramiączka. Usiadła przy toaletce i nałożyła lekki podkład, oczy podkreśliła czarną kredką, rzęsy czarnym tuszem, powieki pomalowała srebrnym cieniem, a na usta nałożyła blado czerwoną szminkę. Włosy upięła w luźnego koka, z którego wychodziło kilka kosmyków włosów, efekt ten był zamierzony. Z kufra wyciągnęła jeszcze czarne koturny i była gotowa. Gdy spojrzała na zegarek była godzina jedenasta czterdzieści trzy. Wzięła głęboki oddech i spojrzała na siebie w lustrze. Wyglądała ślicznie, tak jak zawsze. Gdyby jej przyjaciółki obudziły się w tej chwili nie zgadłyby że Lily idzie na randkę, ona na ogół uwielbia ładnie wyglądać. Odwróciła się i spojrzała na pogrążone we śnie współlokatorki. Uśmiechnęła się na myśl, że gdy się obudzą będą cierpieć na strasznego kaca, gdyż zbyt dużo wypiły poprzedniego wieczora, z resztą tak samo jak Lily, ale to ona miała buteleczkę z eliksirem na kaca, którą wypiła gdy tylko się obudziła i niestety więcej nie miała. Będzie musiała uwarzyć go sobie sama, albo poprosić braci lub kuzynostwo. Wyszła po cichu z dormitorium. Przeszła krótki korytarz i zaczęła schodzić po owalnych schodach. Jej dormitorium znajduje się na drugim piętrze, a na każdym z pięter mieszczą się trzy sypialnie. Następnie przeszła znów dość krótkim korytarzem na drugą stronę i otworzyła drzwi i znalazła się na małym balkonie od którego odchodziły dwoje drzwi, jedne w których właśnie stała i drugie po przeciwnej stronie prowadzące do wieży dormitorium chłopców. Zamknęła za sobą drzwi i stanęła na chwilę przy balustradzie z której spadła wieczorem wprost w ramiona McLaggena. Stał tam na dole, tyłem do niej. Miał na sobie koszule w fioletowo-białą kratkę i czarne jeansowe spodnie, opinające jego nogi, typowe rurki. Musiała przyznać, że wyglądał dobrze od tyłu. Wzięła kolejny głęboki oddech tego dnia i zaczęła powoli schodzić po schodach do PW. Wchodząc do salonu, stał już przodem do niej, musiał usłyszeć, że schodziła. Zauważyła że na szyi ma zawiązany czerwony krawat.
-Wyglądasz prześlicznie Lily. - Powiedział podchodząc do niej i wyciągając do niej dłoń by pomóc zejść z tych kilku ostatnich schodków, gdyż zatrzymała się na czwartym licząc od dołu. Chwyciła lekko jego dłoń, gdy stanęła już na podłodze on uniósł jej dłoń do góry i ucałował wierzch jej dłoni. - Naprawdę cieszę się że się zgodziłaś Lily. - Uśmiechnął się do niej szczerze, chłopięco. Chcąc nie chcąc Potterówna odwzajemniła uśmiech. I wyszli do Hogsmeade, chwyceni pod ramię. Dzisiaj większość osób spała jeszcze po nocnej imprezie. Idąc korytarzami nie trafili na nikogo prócz duchów.

***

Gdy wybiła dwunasta w południe w Trzech Miotłach dało się słyszeć wielkie zamieszanie. Uczniowie przeklinający bolące mięśnie i kości od spania w niewygodnych pozycjach. Narzekający na bóle głowy, zawroty, mdłości. Wszystkich dopadł wielki kac morderca. Trzy Miotły wyglądały jak pobojowisko po III Wojnie, zresztą tak jak zawsze po wielkiej uczniowskiej imprezie. I tak jak za każdym razem tak i tym Rosmerta nie miała zamiaru nikomu ułatwiać sprawy. Wszyscy wiedzieli, że ma ona eliksiry na kaca w bardzo wielkiej ilości. Ale by owy eliksir dostać musieli sobie zasłużyć.
-Rosmerta, masz elik...
-Znacie zasady. Nie ma eliksiru, póki nie posprzątacie po sobie całego bałaganu. Mówię również o toaletach. - Powiedziała wracając do czyszczenia szklanek. W Pubie znajdowało się koło pięćdziesięciu osób więc wszyscy wzięli się do roboty. Rose z siódemką Ślizgonów ruszyła na piętro jak najszybciej by nie wylądować przy sprzątaniu toalet. Wszyscy zaczęli sprzątać potłuczone szkło, papierki, odpadki po jedzeniu i wycierać podłogi, stoliki i krzesła od rozlanych napoi. Nikt w tej chwili nie używał różdżek, bo przy takim kacu ciężko było przypomnieć sobie jakiekolwiek zaklęcie. Gdy Pub był już czysty i każdy wykonał swoją część sprzątania Rosmerta wyłożyła na stół skrzyneczkę z flakonikami z tak mocno wyczekiwanym eliksirem na kaca przez uczniów. Każdy po opróżnieniu fiolki oddał pustą by mogła ją później umyć i ponownie wykorzystać. Większość uczniów opuściła Pub, ale niektórzy w tym Rose, Tris, Tami, Jessica, Scorpius, Jace, Jake i Liam zostali. Owa ósemka została przy barze i zamówiła jakiś ciepły posiłek. Tak samo pozostali, którzy postanowili zostać rozsiedli się po stolikach w Pubie i czekali aż kelnerzy podejdą do nich po zamówienie.

***

-Czy to Rose?! Ze Ślizgonami?! Ona zwariowała! - Krzyknęła Lily przechodząc obok Trzech Mioteł i widząc kuzynkę siedzącą przy barze wraz z siódemką Ślizgonów razem rozmawiających i śmiejących się i jedzących obiad.
-Lily uspokój się. To twoja kuzynka. Ale ona wie co robi. Nie jest dzieckiem. Pięć lat w Durmstrangu potrafi zmienić człowieka.
-Skąd wiesz?
-Moja mama uczyła się w Durmstrangu. Ale nigdy już nie była taka jak przed rozpoczęciem szkoły. Siedem lat tam zmieniło ją mocno. Opowiadano nam to. Moi dziadkowie i wujkowie. Ale mama sama nigdy nie powiedziała tego na głos, za każdym razem ich wyśmiewa, mówiąc że nie mają racji. Ale gdy dziadek pokazał mi kiedyś film z jej dzieciństwa na kilka miesięcy przed rozpoczęciem szkoły, a następnie filmy z wakacji po każdym zakończonym roku. I ja to zauważyłem. Zmieniła się. Ona tego nie widzi, albo nie chce widzieć. Po mimo tego, że to bardzo dobra szkoła, praktykowanie i uczenie się o czarnej magii zmienia na zawsze. Może nie zrobi z ciebie od razu czarnoksiężnika. Ale zmienia człowieka, jego dusze, zachowanie, serce. Gdy ktoś cię rozzłości to pierwsze co masz zamiar zrobić to uderzyć w twarz, rzucić Stupyfy, albo Ekspeliarmus. A ten kto chodził do Durmstrangu rzuci jakąś klątwę, w najgorszym wypadku Cruciatusa.
-Oh.
-Rose już nigdy nie będzie taka jak dawniej. Nie dziwie jej się, że zaprzyjaźniła się ze Ślizgonami. Wszyscy którzy chodzili, chodzą do Durmstrangu są tacy sami i pasowaliby tylko i wyłącznie do Slytherinu w Hogwarcie.
-Ale Rose trafiła do Ravenclaw.
-A dziwisz się Tiarze, że ją tam przydzieliła? Nie jest już taka jak wcześniej. Gryffindor odpadał. Zapewne Tiara chciała ją przydzielić do Slytherinu, ale ktoś taki jak ona z nazwiskiem Weasley w Slytherinie ... zmieszali by ją z błotem w momencie w którym dosiadłaby się do ich stołu w czwartek na rozpoczęciu szkoły.
-Też racja.
-Więc skoro Trzy Miotły są oblegane przez samych Ślizgonów, którzy zapewne balowali tu przez dwadzieścia cztery ostatnie godziny ... Zapraszam cię do Stodoły. Może nazwa nie jest zachęcająca, ale nie pożałujesz. - Powiedział i wyciągnął do niej ramię by znów go chwyciła, bo w przypływie szoku i złości na Pannę Weasley, Potterówna puściła jego ramię.

***

Idąc ulicami Hogsmeade Rose i Scorpius kłócili się o to kto jest lepszym szukającym. Tami powiedziała że czytała każdą relację z meczy w Durmstrangu i że ją uwielbia. Scorpius się zdenerwował jak jego kuzynka może woleć ją od własnego kuzyna. I teraz wykłucał się z Krukonką dlaczego to on jest lepszy.
-Jestem Ślizgonem, więc jestem najlepszy. Po za tym mój ojciec też grał w Quidditcha jako szukający!
-Tak, ale wiesz czemu zgłosił się do drużyny? Bo chciał pokazać że jest lepszy od Harry'ego Pottera. I wiesz co?! Nie był lepszy!
-Rose jak ...
-Aaaa!
-Nic ci nie jest?!
-Simon powiedz coś!
-Co tam się stało? - Spytała Weasley'ówna idąc w stronę krzyków. Za rogiem była knajpa w której wczoraj Krukoni świętowali początek roku. - Thania! - Zawołała widząc blondynkę.
-Rose!
-Co się stało?! - Spytała podbiegając do kuzynki, a Ślizgoni za nią.
-Simon Frottu stał na balkonie i palił papierosa. Nagle balkon się zarwał. Nie wiem czemu. Spadł. Przygniotło go. - Powiedziała zmartwiona.
-Wzywaliście już pomoc?
-Tak McGonagall i Pani Pomfrey zaraz tu będą. Ale nie wykluczone jest że będzie musiał pojechać do Munga.
-Rozejść się! - Krzyknął Jorge Lokwood, nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią biegnąc na samym przedzie w stronę zbiegowiska uczniów. Tuż za nim biegł opiekun Ravenclaw Tylor Husel, następnie dyrektorka i na samym końcu pielęgniarka. Zrobiono im przejście i podbiegli do chłopaka, wciąż uwięzionego pod gruzami.
-Nie znam się zbytnio na urazach, ale chłopak chyba będzie musiał trafić do Munga. Wyślę wiadomości Patronusem do szpitala i do jego rodziców. - Powiedział do Minervy. - A wy rozejść się! - Krzyknął do tłumu gapiów.
-Ma złamaną prawą rękę i nogę. Możliwe że również kilka żeber. - Usłyszeli głos Pani Pomfrey nim odeszli.
-Ej czy on czasem nie jest waszym Szukającym? - Spytała Tris.
-Jest. - Odpowiedziała Thania smutno.
-Teraz możesz udowodnić mu kto jest lepszy. - Zwróciła się Tamara do rudowłosej.
-Ty przeciw mnie?
-Wybacz Scor.
-Rose! - Powiedziała nagle błagalnie. Ignorując Ślizgonów. - Jesteś przecież najlepszą Szukającą! Durmstrang nie miał nigdy tak dobrego zawodnika! Jesteś nawet lepsza od niegdyś sławnego Kruma! Musisz zostać Szukającą naszej drużyny!
-Zapomnijcie nie ma mowy!
-Będzie niezła zabawa. - Powiedział Jake.
-Rose zgódź się! Nie ma nikogo lepszego na miejsce Szukającego! Musisz się zgodzić!
-Tu ma rację. Nie mają dobrych graczy. - Skwitował Jace.
-A co z tego będę miała?! - Spytała buntowniczo. Blondynka tylko uśmiechnęła się tajemniczo, jakby właśnie takiej odpowiedzi się spodziewała i pokiwała głową. - Zgoda. - Powiedziała Rose. A Ślizgoni patrzyli na nią zdziwieni. - Ale ty nie jesteś Kapitanem więc ...
-Spokojnie. Zgodzi się. Wie że nie mamy zbytnio dobrego wyboru jeśli chodzi o Szukających. będzie wiedział że albo ty albo Flug. - Wymawiając to nazwisko udała że wymiotuje. Po czym uśmiechnęła się słodko. - To do zobaczenia. Ja mam złe wieści do przekazania Kapitanowi. - Powiedziała blondynka odchodząc.
-Ona nas całkowicie ignorowała.
-Thania już tak ma. Ma ogólnie wredny charakter.
-Ma zajebiste nogi.
-I bardzo cięty język. Nie chciałbyś jej usłyszeć wkurzonej Jake.
-A ty już miałaś okazję?
-Od szesnastu lat? Wielokrotnie.
-Szesnastu lat?
-To jest moja kuzynka. Daleka, ale jednak kuzynka. Córka, kuzyna Harry'ego Pottera. Tak jest mugolaczką. Ale ... Potrafi zajść za skórę jak czterdziestu Ślizgonów naraz. Ma w sobie Ślizgońską krew. I gdyby była czystej krwi, zapewne byłaby w waszym domu. Nie wierzę! - Krzyknęła nagle wpatrując się w okno jednego z budynków.
-Co?
-Moja kuzynka na romantycznym obiedzie z McLaggenem! - Zasłoniła sobie usta dłonią.
-Co w tym dziwnego?
-W naszej rodzinie od najmłodszych lat ostrzegano nas przed McLaggenami. Nasi rodzice nienawidzili jego ojca Cormaca McLaggena. Mieli na pieńku. podrywał moją mamę w szóstej klasie.
-McLaggen zarywał do twojej matki? - Zaśmiał się Liam.
-Tak. A ojciec widząc to krew się w nim gotowała i dostawał białej gorączki. Raz wujek Harry opowiedział nam historię z szóstej klasy jak to było. Chociaż wątpię, że wszystko co powiedział było prawdą. Mama na serio specjalnie jadła ślimaki żeby swoim oddechem odstraszyć od siebie Cormaca? Wierzyć mi się nie chce.
-To akurat prawda. - Powiedział Jace.
-A ty skąd wiesz? - Spytał Scorpius.
-Tata mi opowiadał. No przecież wiesz że mój ojciec też był w Klubie Ślimaka. Twojego ojca za to nie chciał. - Zaśmiał się. - Tata wszystko widział i opowiedział mi kiedyś jak zapytałem go jak było w szkole za jego czasów.

***

Czuła się dziwnie siedząc przy jednym stoliku tylko z McLaggenem, jedząc obiad w romantycznej małej knajpce. Naprawdę spodziewała się czegoś innego po miejscu o nazwie Stodoła. W rzeczywistości jest to mała knajpka jest tu dziesięć małych dwuosobowych stolików oraz sześć większych dla maksimum sześciu osób, chociaż na upartego i osiem by przy nim usiadło.
-Skąd wiesz o istnieniu tego miejsca?
-Może nie wyglądam, ale czasami zwracam uwagę na szczegóły. Kiedyś przyglądałem się wszystkim budynkom w tej wiosce i zauważyłem tą knajpkę, obok, której z początku przechodziłem obojętnie.
-Cześć Sergius. - Pewna brunetka z czwartej klasy przechodząc obok ich stolika uśmiechnęła się zadziornie do bruneta. Ten tylko uprzejmie skinął głową, rzuciwszy okiem na nią tylko na sekundę. Lily w tym czasie spuściła wzrok na swój już pusty talerz, myśląc że jak to on zacznie rozmowę z tamtą dziewczyną ale zdziwiła się gdy nie usłyszała z jego strony słów skierowanych do młodszej Gryfonki, a do siebie samej.
-Więc Lily, co ty na to by po tak wspaniałym obiedzie pójść na mały spacer? - Rudowłosa kiwnęła twierdząco głową. Wstali od stolika i ruszyli do wyjścia. Gdy już opuścili lokal Potterówna spytała.
-Czemu nie porozmawiałeś z nią? Przecież nigdy się tak nie zachowujesz.
-Dziś jestem na randce Lily. I całą uwagę zamierzam poświęcić tobie. - Spodobały jej się słowa które usłyszała. I choć nie okazywała tego, cieszyła się że tak się zachował.

----------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------
--------------------------------------
Jest kolejny rozdział.
Mam nadzieję, że się wam podoba.
Czekam na wasze komentarze.

środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział 4 - Weekend w Hogsmeade cz. 2

-Weasley! Co ty tu robisz o tak późnej porze? Jeszcze ktoś pomyśli że coś knujesz. - Usłyszała trochę niewyraźny głos.
-Malfoy! Jak jesteś pijany robisz się za miły.
-No cóż ... Ja ... Ten ... Co ja chciałem?
-Ty mnie pytasz Malfoy?
-A tak Weasley!
-Nie krzycz do mnie, jak stoisz tuż przede mną.
-Nie stoję tuż przed tobą. - Powiedział wyciągając ręką do przodu i dotknął jej ramienia. - No może stoję. - Powiedział robiąc dwa kroki w tył. - Aż za blisko.
-Tak Malfoy.
-Chłopaki mi coś dorzucili do szklanki. Nie moja wina. - Powiedział już dość niewyraźnie, chwiejąc się na nogach.
-Finite. - Powiedziała celując różdżką w blondyna. I już po chwili było widać, że jest mu lepiej.
-Dzięki Rose.
-Byliście dzisiaj u Zonka?
-Nie.
-A w Wezerdrat?
-Nie.
-A w Cytrusowym Smoku?
-Tak.
-Kupowaliście tam coś?
-Jace coś kupował.
-To się nie dziwię.
-A co?
-To ty nie wiesz, że Cytrusowy Smok słynie z różnego rodzaju smakołyków i napoi, które wywołują różnego typu zachowania, w zależności od smaków. Mają mały wybór.
-Zabiję Zabiniego.
-Nie wiń go. On pewnie też nie wiedział.
-A gdzie twoja wilczyca?
-W zamku.
-A ty tu jesteś bo ...?
-Byłam w Karczmie Pod Rogiem Jednorożca. Na Krukońskiej imprezie.
-I nie bawiłaś się dobrze. To ja cię teraz zapraszam na prawdziwą imprezę.
-Mam pójść na Ślizgońską imprezę?
-Tak?
-Z Malfoy'em?
-Od razu, że z Malfoy'em. Scorpius jestem.
-Więc, mam pójść na Ślizgońską imprezę, ze Ślizgonem Scorpiusem Malfoy'em?
-Z Przystojnym blondynem, o nieziemskim spojrzeniu.
-Ze Ślizgonem z zadufanym ego.
-Nie obrażaj.
-Nie obrażam cię Scorpius. Taka prawda.
-Jędza.
-Często to słyszałam w Durmstrangu. Więc mogę teraz spokojnie powiedzieć, że czuję się jak w domu.
-Jesteś dziwna.
-Co ty nie powiesz Sherlocku?
-Więc idziemy?
-A mam inne wyjście?
-Nie, bo jak nie pójdziesz z własnej woli, zaciągnę cię tam siłą.
-A czemu chcesz, żebym tam poszła. Ja, nic nie znacząca dziewczyna. W dodatku nazywam się Weasley. Pamiętasz nasze rodziny się nienawidzą.
-To że mój stary nienawidzi twojego, nie znaczy że my musimy się nienawidzić Rose. Taki ten los jest przewrotny.
-Powiedział ten, który nazwał mnie dziwną, a sam jest jeszcze bardziej dziwny. - Posłała mu przesłodzony uśmiech.
-Czepiasz się Rosie.
-Nie mów do mnie Rosie. - Powiedziała morderczym tonem patrząc na niego niczym bazyliszek na swoją ofiarę.
-Przepraszam. - Powiedział szybko.
-Coś takiego! Malfoy jednak potrafi przepraszać!
-To nie jest tak że słowo "Przepraszam, Dziękuję" i inne miłe słowa nie przechodzą nam Ślizgonom przez gardło. Po prostu rzadko je używamy. Więc idziemy do Trzech Mioteł. - Powiedział i ruszył w stronę Pubu, a Krukonka razem z nim. - A słyszałaś że z Trzech Mioteł chcą zrobić Cztery Miotły? Ten Pub chcą podnieść kolejny raz o rangę wyżej. I wcale się nie zdziwię jak im się to uda. Cała wioska rozbudowała się dość mocno od zakończenia wojny. Powiększyła się. Zamieszkało tu więcej osób. Przyjeżdża tu wielu czarodziei by się tu osiedlić i założyć rodziny. Wielu turystów tutaj przyjeżdża.
-Nie słyszałam, ale fajnie wiedzieć.
-Wiesz, że Helen Mocarte pochodzi właśnie z tej wioski?
-Nie wiem. Nie znam dziewczyny.
-Jej rodzice zamieszkali tu w trzy lata po skończeniu wojny. Trochę przesranę, że twoja rodzina mieszka tak blisko twojej szkoły. A wioska, którą można odwiedzać w weekendy, jest twoją rodzinną wioską.
-Tak masz rację.
-To się nazywa prawdziwa impreza Weasley. - Powiedział otwierając drzwi Pubu.
-No to jest impreza na jakie chodziłam. - Powiedziała Krukonka, przypominając sobie imprezy z Durmstrangu. Ludzie tańczący na stołach, alkohol leje się na każdą stronę. Jest masa ludzi, pub tak zapełniony, że ledwo można przechodzić. Dziewczyny skąpo poubierane, wyzywająco. Pary obmacujące się przy ścianach i myślą, że nikt ich nie widzi.
-Czyli cię nie zaskoczyłem.
-A chciałeś? Powiem tak. Byłam na wielu takich imprezach, więc taki widok mnie nie dziwi. Ale dziwi mnie fakt, że taka impreza jest tu w Hogsmeade, z uczniami z Hogwartu.
-Więc jednak trochę się zdziwiłaś?
-Troszeczkę.
-Choć Rosmerta zrobi nam wyjątkowe drinki.
-Jesteś na ty z barmanką?
-Znasz ją?
-Byłam kilka razy w Hogsmeade za namową, kuzynostwa i rodzeństwa. W wakacje po pierwszej klasie mnie tu wyciągnęli.
-Przecież od trzeciej klasy można wychodzić do Hogsmeade.
-Będąc w szkole tak. Ale starsze kuzynostwo zabrało nas młodszych tu.
-To niesprawiedliwe.
-Obraź się teraz Malfoy.
-Rosmerto!
-Scorpius witaj! Oh Rose miło cię znowu widzieć!
-Ciebie też.
-Co wam podać? Pewnie coś ze specjalnej listy co?
-Nie inaczej. - Powiedział blondyn. - Dwa białe Koroi z pianką. Wstrząśnięte, nie mieszane.
-Jasne. Znajdźcie sobie wolny stolik na górze. A ja zaraz wam przyniosę drinki.
-Cały Pub jest pełen, a na górze ma być wolne? - Spytała idąc za Ślizgonem w stronę schodów.
-Nie każdy ma wstęp na górę, gdy jest impreza, szczególnie Ślizgońska. Piętro jest dla Vipów Rose. - Powiedział wchodząc po schodach.
-Scor! A już myślałem, że zniknąłeś na dobre! - Zawołał Jace.
-Jednak nie! - Odkrzyknął blondyn.
-Przyszedłeś z Weasley? - Spytał Liam.
-Nie. Z Rose.
-Ale Weasley.
-Ale z duszą Ślizgonki. - Powiedziała rudowłosa siadając między Zabinim i Greengrassem.
-Jasne. - Zakpił Jake.
-Nie uwierzą, póki nie zobaczą. Zresztą ja też. - Powiedział Scorpius siadając na przeciwko niej.
-Proszę bardzo. - Powiedziała Rosmerta stawiając na stole dwa drinki.
-Rosmerta.
-Tak? - Spytała kobieta, a Rose wyszeptała jej coś do ucha, na co ta się uśmiechnęła i kiwnęła głową na znak zgody i odeszła.
-Co jej powiedziałaś?
-Moja słodka tajemnica Zabini. Malfoy - Powiedziała wznosząc szklankę z białym drinkiem do góry. - Za początek szkoły, pijmy do dna. - Powiedziała i przechyliła szklankę i zaczęła pić drinka. Biała słodka waniliowo-czekoladowa pianka pobudzała jej kubki smakowe. A dopiero potem do gardła przedzierała się gorzka posmaka białego ginu z nutą cynamonu, goździków i imbiru. By na końcu poczuć słodko-kwaśno-gorzki smak wódki z limonką i miodem. Pomimo tego, że smaki może i do siebie nie pasowały, za sprawą magii i magicznych kieliszków, nie mieszały się trzy części drinka ze sobą. A sam drink dla niektórych jest dobry, a dla innych wręcz przeciwnie. Odstawiła pustą szklankę z lekkim hukiem na stół i wielkim uśmiechem zadowolenia i triumfu na twarzy. Malfoy swoją szklankę na stół odstawił dopiero piętnaście sekund później.
-Jest lepsza od ciebie Jace. - Zaśmiał się Liam. - Ty tą białą bombę pijesz na raty. - Zaśmiał się szatyn.
-A co to za zebranie bez nas? - Spytała blondynka. - Tamara Greengrass. - Podała rękę Krukonce. - Mam nadzieję że mój brat nic nie palnął? - Spytała siadając obok Jake'a i targając jego blond czuprynę.
-Tami. - Powiedział oburzony, a wszyscy się zaśmiali.
-To jest Tris - Scorpius wskazał szatynkę. - Tak jak ta trójka, tak i ona jest moją kuzynką. Młodsza siostra Liama.
-No i Jessica moja o dwa lata młodsza siostra. - Powiedział Jace. Wskazując brunetkę o ciemnej karnacji, takiej jak on sam.
-Widziałyście gdzieś bliźniaczki? - Spytał Scorpius.
-Nie. - Odpowiedziała Jessica.
-To dobrze.
-Aż tak nie lubisz swoich sióstr? - Spytała Krukonka.
-Po wypiciu stają się nie znośne. I nie mam zamiaru je niańczyć.
-Nie masz się co martwić. Powiedziały, że zostają w Lochach. - Powiedziała Tris.
-To właśnie zaczynam się martwić. O Lochy i o tym, że prawdopodobnie nie mamy dokąd wracać. Panowie, Panie za tę długą noc i oby się nie skończyła. - Powiedział Scorpius podnosząc jeden z kieliszków z drinkiem, które na tacy właśnie przyniosła im Rosmerta. Wszyscy podnieśli kieliszki w góry i stuknęli się nimi i upili łyk ze swych kieliszków i pogrążyli w dalszych rozmowach.

***

-Czy on się nie może w końcu odwalić?! - Wrzasnęła Lily zamykając za sobą drzwi sypialni i patrząc na trzy przyjaciółki, które właśnie stały przed lustrem.
-Co się stało Lils? - Spytała Sonya Newman. Dziewczyna wzrostem równa Lily, ma piękne brązowe loki i błękitne oczy za które większość byłaby w stanie zabić.
-Jak co się stało? To samo co ostatnim razem. - Powiedziała oburzona niedomyślnością przyjaciółki.
-Chodzi o Sergiusa? - Spytała dziewczyna o blond włosach do ramion i zielonych oczach.
-Tak Perrie. Ja przez niego zwariuję. Ten człowiek doprowadza mnie do szału. Każde jego słowo do mnie, każde jego spojrzenie i gest zabija mnie.
-No cóż podobasz mu się.
-Zella! - Wrzasnęła na blondynkę Potterówna.
-No co taka prawda. - Odpowiedziała jej Perrie.
-Jesteś atrakcyjna Lily i on to widzi. - Powiedziała uśmiechnięta Bianca Hale, dziewczyna trochę wyższa od swoich przyjaciółek o niebieskich oczach, niemal tak ślicznie błękitnych jak Sonya, oraz o czarnych lekko kręconych włosach do pasa.
-Ale McLaggen?!
-No cóż serce nie sługa. Pasujecie do siebie. - Powiedziała Bianca.
-No chyba cię troszkę pogięło?
-Ale no sama przyznaj. Szaleje za nim cała damska część szkoły. A on wybrał ciebie.
-To niech wybierze kogoś innego.
-Ty nie wiesz że historia uwielbia się powtarzać?
-To znaczy?
-Lily, ja mam ci przypominać historię twojej rodziny? - Westchnęła szatynka. - Więc James Potter i nie, nie chodzi mi o twojego brata, a o dziadka. Był zajebiście przystojnym graczem w Quidditcha na pozycji Ścigającego. Wszystkie dziewczyny w szkole nie potrafiły oderwać od  niego wzroku. tylko Lily Evans, której jesteś imienniczką, nie zwracała na niego uwagi. A on zawsze starał się do niej dotrzeć, pogadać, rzucić komplement, lub złośliwą uwagę jak to chłopcy i ich końskie zaloty. Starał się przez rok, czy dwa nie wiem to nie jest historia mojej rodziny, lecz twojej, więc powinnaś to wiedzieć ty Lily. Więc starał się by się zgodziła na jedną randkę. I w końcu uległa i zgodziła się. Zaczęli ze sobą chodzić. Wzięli ślub zaraz po skończeniu szkoły, a rok później urodził się twój tata. Widzisz podobieństwa? Sergius, zajebiście przystojny chłopak, czarodziej z rodziny czarodziejskiej od wielu pokoleń. Ogląda się za nim każda dziewczyna, a on zwraca uwagę na ciebie. Komplementuje, chce pogadać. Czasem obrazi, ale oni już tacy są. Myślą, że jak nas obrażą to się domyślimy że chcą iść z nami na randkę. Powiedz mi, od jak dawna Sergius stara się zaprosić cię na randkę?
-Mniej więcej od połowy trzeciej klasy.
-Więc zgódź się w końcu. - Powiedziała Perrie.
-Ale ... To McLaggen.
-To co? Ja bym z chęcią się z nim umówiła.
-Więc na co czekasz?
-On nie zwraca uwagi na mnie głupia. - Powiedziała Bianca. - Tylko na ciebie.
-Ale jak jakaś cycata lafirynda przechodzi obok i coś powie to zaraz idzie do niej z nią pogadać i pogapić się w cycki, a mnie zostawia.
-Bo chce żebyś była zazdrosna. - Powiedziała blondynka. - A jak już o zazdrości mowa. Ty jesteś zazdrosna o to że więcej uwagi poświęca wszystkim innym laską niż tobie.
-Wy zwariowałyście! Ja wychodzę! - Powiedziała otwierając drzwi. Ale gdy tylko zauważyła Sergiusa pięć metrów przed drzwiami ich dormitorium zmierzającego w tą stronę, cofnęła się do pokoju i zatrzasnęła drzwi. - Albo i nie. - Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, a rudowłosa Gryfonka stała oparta plecami o drzwi i z zaciśniętymi powiekami, na co jej trzy przyjaciółki tylko się zaśmiały. Rozbrzmiało kolejne pukanie do drzwi. A dziewczyny posyłały rozbawione spojrzenia Lily. Po dwóch minutach Lily uchyliła drzwi i ku swojemu zadowoleniu zauważyła, że nikt nie stoi pod drzwiami, za to na podłodze leży piękna czerwona róża z białą i fioletową wstążką, oraz dołączonym liścikiem. Podniosła ją, a do jej nozdrzy dotarł przyjemny słodki zapach. Rozejrzała się czy nikt przypadkiem nie widzi, że bierze różę, po upewnieniu się że nikt nie widział zatrzasnęła ponownie drzwi i usiadła na swoim łóżku. Odpięła kartkę i różę ostrożnie położyła obok siebie, oraz powoli otworzyła liścik. Po przeczytaniu go nieświadomie lekko się uśmiechnęła. Ale gdy tylko przypomniała sobie, że nie jest sama w pokoju, prychnęła i zaśmiała się.
-Kretyn. - Mruknęła chowając liścik w kieszeń spodni i wyszła z dormitorium. Usiadła na poręczy nad schodami, spoglądając z góry na Pokój Wspólny i bawiących się w dole Gryfonów. Zrozumiała coś. Dowiedziała się czegoś, czego nie wiedziała, coś co jej wyleciało z głowy. Wyciągnęła ponownie liścik z kieszeni i rozłożyła go.

Droga Lily dostałaś ode mnie dziś różę. Tak jak w wakacje dostałaś ich cztery kosze. Białe, czerwone, żółte i fioletowe. Te ostatnie hodowałem specjalnie dla ciebie, bo wiem, że to twój ulubiony kolor. Dziś daję ci jedną, lecz wyjątkową. Zwiędnie w dniu, w którym o tobie zapomnę. Więc znów poproszę Lily Weasley pójdź ze mną na randkę do Hogsmeade. Będę czekał jutro o dwunastej w Gregorionie. Jeśli będzie trzeba, będę i czekał aż do rana.
Sergius

-Oh co ja mam zrobić? - Spytała cicho.
-Lily! - Wrzasnęła Perrie. Młoda Weasley'ówna wyrwana z zamyślenia i wystraszona spadła z balustrady do PW. I gdyby nie pewien Gryfon o szybkim refleksie najpewniej by się połamała, ale wpadła bezpiecznie w ramiona nie kogo innego jak ...
-McLaggen!
-Lily ... Ja wiedziałem, że jesteś aniołem, no ale żeby spadać z nieba wprost w moje ramiona.
-Ja ... ten ... bo ... Dzięki. - Uśmiechnęła się i przygryzła dolną wargę lekko zawstydzona. W tym czasie jej trzy przyjaciółki obserwowały ją z góry. Pozostali Gryfoni nie zwracali najmniejszej uwagi na Lily leżącą w ramionach Sergiusa, gdyż całe towarzystwo było zajęte swoimi sprawami, piwem kremowym, oraz Ognistą Whisky, a także tańcami i głośnymi śpiewami wraz z wokalistą, który śpiewał w radio.
-Uratowałem ci życie, więc mogłabyś mi się odwdzięczyć i pójść ze mną na randkę?
-Ja ... no nie wiem ... wiesz ... to nie najlepszy ... pomysł. - Mówiła jąkając się i oddychając ciężko.
-Tylko jedna randka Lily. O więcej nie poproszę. Jeśli nie zechcesz.
-Nie dasz mi spokoju z tą randką prawda?
-Staram się o randkę z tobą od prawie trzech lat. Nie poddam się, póki się nie zgodzisz. 
-Więc ... pójdę. - Powiedziała cicho i niepewnie. Sergius mógłby przysiąc że ujrzał na jej policzkach lekkie rumieńce, ale przemilczał ten fakt.
-Więc będę czekał na ciebie jutro o jedenastej czterdzieści tutaj w PW.
-Okej. Mógłbyś mnie postawić na ziemi? - Spytała po chwili ciszy.
-Oczywiście. - Odpowiedział i ostrożnie postawił rudowłosą Gryfonkę na ziemi.
-To ja ... muszę się napić. - Powiedziała i odeszła do stolika przy którym stały alkohole. Nalała sobie do szklanki Whisky i wypiła na raz całą zawartość. A następnie nalała sobie kolejną szklankę i usiadła na kanapie przy kominku. - Co się ze mną dzieje? - Spytała samą siebie.

***
------------------------
*The Heartbeat in the Sounds Of Magic zespołu The Cats Of Moon - Zespół oraz piosenka wymyślona przeze mnie, oraz kilka jej wersów w języku polskim.
---------------------------------

Po kilku szklaneczkach whisky Ślizgoni zaczęli traktować Rose jak jedną ze swoich, a nie jak dziewczynę z innego domu, nie jak każdego Weasley'a. Rose już dawno podwinęła swoją koszulkę i zaplątała na niej supeł tak by koszulka kończyła się pod linią biustu. Tym gestem zaimponowała Ślizgonom, bo żadna Krukonka, Puchonka i większość Gryfonek nigdy nie zdobyłaby się na taki gest. Ale ona owszem. Ona była jak Ślizgonka, po mimo tego, że przynależała do Ravenclaw, ale dlatego, by nie być poniżana przez wszystkich uczniów domu węża tylko dlatego, że ma nazwisko Weasley i trafiła do Slytherinu. I choć całe towarzystwo było już mocno pijane i ledwo co mówili dogadywali się doskonale i rozumieli się. Gdy w głośnikach zaczęła lecieć piosenka The Heartbeat in the Sounds Of Magic zespołu The Cats Of Moon* z gardła Rose wydarł się pisk radości, a także Tamara ucieszyła się słysząc pierwsze wersy piosenki. Krukonka niewiele myśląc weszła na stół i przymykając oczy zaczęła tańczyć, tak jak niegdyś w Norwegii.

Czy słyszałeś serca bicie w dźwiękach magii?
Czy poczułeś dreszcz emocji kiedy powiedziała nie?
Czy gdy ogień zgasł w kominku powiedziałeś sobie dość?
Czy zaśpiewasz kołysankę aktem wiary i miłości?
Czy gdy powiesz do widzenia, szczere będzie to?
Pożegnanie bezbolesne, pożegnanie bezlitosne.
Odwróć się i odejdź nim nastanie świt.
Bo gdy słońce wzejdzie rano, ona już zapomni cię.
Bo gdy biała róża zniknie, ty obierzesz nowy cel.

Ruszała się niczym nimfa, jak zaczarowana, niby w jakimś transie. Zwróciło na nią szczególną uwagę  w tym momencie nie tylko towarzystwo Ślizgonów ze stolika przy którym razem siedziała, lecz większości wychowanków domu Salazara Slytherina będących w tej chwili na piętrze. Każdy chłopak na sali dokładnie obserwował jej ruchy.
A Rose? Rose czuła się wolna. Czuła się tak jak kiedyś, zanim stało się tyle złego w jej życiu. I skoro już się poddała, powiedziała sobie, że dziś pozwoli sobie na chwile wolności, tańca i szaleństwa, na jakie nie miała ochoty od kilku miesięcy. I choć wie że rano będzie tego żałować, teraz o tym nie myśli.
Gdy piosenka dobiegła końca Krukonka zeskoczyła ze stolika i chwyciwszy jedną ręką Liama, a drugą Tamarę pociągnęła ku schodom, a zaraz za nimi ruszyli także Jake, Jace, Scorpius, Tris i Jessica. I już po chwili cała ósemka była na dole, w samym środku tańczących i tak jak pozostali Ślizgoni zaczęli wariować i tańczyć na parkiecie.
Po upływie półtorej godziny podeszli do baru i Rosmerta podała im kolejne szklaneczki Ognistej. Przy barze przesiedzieli dobre dwadzieścia minut. A gdy postanowili wrócić na parkiet, okazało się że połowy Ślizgonów już nie ma w Pubie. Z jednej strony dobrze bo nie będzie ścisku. Więc poszli znów na parkiet i przetańczyli całą noc, każdy w objęciach każdego. Nawet Rose tańczyła z Tris, a Tami z Jessicą, i co było dziwne, choć czego można się spodziewać po pijanych Ślizgonach Scorpius tańczył z Jace'ym, a Liam z Jake'iem. 

-----------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------
------------------------------------------
Jest kolejny rozdział.
Mam nadzieję że się wam podoba.
Czekam na wasze komentarze.
Pamiętaj!
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 3 - Weekend w Hogsmeade cz. 1

-Ty? W Hogwarcie? Jako asystent? Tak nisko upadłeś Lorcan? - Spytała gdy wszyscy uczniowie i profesor opuścili klasę.
-Nigdy nie przypuszczałaś, że ujrzysz mnie w Hogwarcie?
-Jako nauczyciela? - Pokręciła przecząco głową. - Chyba, że jest w tym inne dno? Wiem, że coś wiesz i ukrywasz to. - Blondyn zaśmiał się.
-Zawsze umiałaś czytać z ludzi jak z otwartej księgi.
-Przede mną nie można nic ukryć. Więc?
-Tyler Husel poprosił mnie abym został jego asystentem w tym roku szkolnym w Hogwarcie.
-Tylko w tym?
-Tylko.
-Dlaczego?
-Ponieważ ten rok szkolny Rose, będzie wyjątkowy. Wkrótce się dowiesz. A teraz wyjdź. Będę musiał teraz się użerać z pierwszorocznymi wraz z Tylerem.
-Tyler twój przyjaciel co nie? Też był w Ravenclow.
-Tak. Klasę wyżej. Był Ścigającym i Kapitanem, a ja z Lysandrem Pałkarzami.
-Wiedziałam, że skądś go znam. Pokazywaliście mi zdjęcie drużynowe.
-Tak. - Powiedział i ruszył do swojego gabinetu. A Krukonka odwróciła się i wyszła z sali.

***

-Co się stało Liss? - Spytał brunet widząc zdenerwowaną i zirytowaną przyjaciółkę.
-Mój brat wrócił do Hogwartu. Jako asystent nauczyciela eliksirów.
-No cóż twoi bracia zawsze byli dobrzy w eliksirach. Nic dziwnego, że zaproponowano tą posadę twojemu bratu. Któremu tak właściwie?
-Lorcan. Ale nie wiesz najlepszego. Nauczycielem eliksirów jest Husel.
-Husel? Tylor Husel?
-Tak. Ten sam. To nie jest śmieszne Al! - Skarciła przyjaciela blondynka i zirytowana usiadła na ławce na dziedzińcu.
-Co ty masz tak właściwie do niego? Na początku nie zwracałaś na niego uwagi, nie przeszkadzał ci, gadałaś z nim normalnie, lubiłaś go. A potem ... Co się stało Liss? - Blondynka milczała przez dłuższą chwilę. W końcu podniosła głowę i spojrzała Albusowi w oczy. Po upewnieniu się, że w pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby ich podsłuchać powiedziała powoli i cicho.
-Miałam z nim romans.
-Jest o pięć lat starszy! Kiedy?! Gdzie?! Jak?! Zwariowałaś?!
-Jeszcze głośniej, bo cały Hogwart cię nie usłyszał!
-Wybacz.
-Nikt o tym nie wie. Wiedział, że moi bracia by go zatłukli gdyby się dowiedzieli, że chodzę ze starszym o pięć lat chłopakiem. Ja miałam dziesięć lat, on piętnaście, gdy zakochaliśmy się w sobie. To było prawdziwe. Byliśmy ze sobą przez trzy lata. Zerwał ze mną w wakacje przed tym jak miałam wyjechać do Hogwartu. Pamiętasz? W trzeciej klasie byłam dość cicha. Nie rozumiałam czemu? Dlaczego? A w następne wakacje, gdy przyjechał do moich braci ...wszystko wróciło ... uczucia ... pragnienie, pożądanie, miłość. Poddaliśmy się temu i ... wszystko potoczyło się tak szybko. Znów razem, znów szczęśliwi. A dwa tygodnie przed końcem wakacji przedstawił wszystkim swoją narzeczoną. Zabolało ... Cholernie zabolało. Zaczęłam go unikać. Ale w końcu jednak wpadłam na niego. Cztery dni przed rozpoczęciem szkoły. Przyszedł do moich braci, ale zastał tylko mnie. Nie chciałam z nim gadać, ale był uparty i namolny. Więc usiadłam i czekałam na to jakie bzdury mi powie. Powiedział, że do małżeństwa z tą dziewczyną zmuszają go rodzice. Powiedział, że nie będzie się spieszył ze ślubem. Poczeka na mnie. Bo on chce mnie. Pragnie mnie. Pożąda coraz bardziej każdego dnia. Był bardzo przekonujący. Wybaczyłam mu, uwierzyłam. Byłam taka głupia. Całą czwartą klasę pisaliśmy do siebie masę listów. Każdy wypad do Hogsmeade, spotykałam się z nim. Potajemnie. Nikt, nigdy nas nie widział. Byłam wtedy taka szczęśliwa będąc z nim.
-Więc co się stało? - Spytał gdy przez dłuższy czas nic nie mówiła.
-Ta dziewczyna ... miała wypadek. To było miesiąc przed końcem szkoły. Zginęła na miejscu. Był wściekły. Byłam wtedy z nim gdy dostał telefon, że ona nie żyje ... Musiałam wtedy z kimś pogadać, a nikt nie miał dla mnie czasu, nikt nie chciał mnie wysłuchać, więc poszłam do Hogsmeade spotkać się z nim. Po odebraniu telefonu był wściekły ... przewrócił stół, rozwalił krzesło, potłukł szklanki ... a potem mnie ... na siłę ... Później przepraszał wiele razy, ale nie wybaczyłam mu. Ignorowałam. Na jego widok od razu uciekałam. Nienawidzę go. A teraz? Jest w szkole. Nieuniknione jest nasze spotkanie sam na sam. A jak mnie spotka, to nie puści. Będzie trzymał puki go nie wysłucham i nie wybaczę.
-Skąd wiesz?
-Przeczytałam każdy list, który do mnie wysłał.
-Skoro go nienawidzisz, to czemu czytałaś listy, które wysyłał?
-Nie wiem. Nie jestem ... Jestem po prostu zbyt ciekawa. Czytałam by zaspokoić ciekawość. Co tym razem ma mi do powiedzenia? Co mi wygarnie? O co poprosi? Czy będzie błagał? Sprawiało mi satysfakcję czytając jego listy, widząc jak się płaszczy i poniża. Dowartościowywało mnie to.
-Czujesz jeszcze coś do niego. - Stwierdził młody Potter.
-Zwariowałeś?
-Więc powiedz Lorcanowi. Że nienawidzisz Tylera, że cię skrzywdził. Zajmie się nim. I raz dwa załatwią nowego nauczyciela.
-Nie zrobię tego.
-Więc jednak czujesz coś do niego jeszcze.
-Nie mogę powiedzieć Lorcanowi. Wścieknie się na mnie. Powie reszcie rodziny. Wiesz kim wtedy będę w ich oczach? Nikim. Ten człowiek doprowadza mnie do szału, do białej gorączki ... Ja nie wytrzymam tu z nim dwóch lat. Ale nie mogę powiedzieć braciom, rodzinie. Wyrzekną się mnie. Al błagam nie mów nikomu. Obiecaj mi to.
-Nikomu nie powiem. Obiecuję. - Powiedział i przytulił Krukonkę.

***

I przyszła sobota. Większość uczniów nie zjawiła się w wielkiej sali na śniadaniu. Gdy nadchodzi wolne uczniowie lubią pospać dłużej. Dzisiaj jest pierwsze w tym roku wyjście do Hogsmeade. Rose jeszcze sama nie wiedziała czy pójdzie na imprezę na którą została zaproszona. Ale wiedziała, że na pewno nie zostanie w wieży. Musi gdzieś pójść. Zostać sama. Lecz nie tylko ona miała takie plany na dziś.

-Gissel odwal się w końcu ode mnie! Nie rozumiesz, że mam cię dość! Wkurzasz mnie! Twojej mamie nie udało się zostać panią Malfoy to myślicie sobie, że ty zostaniesz?! Zejdź mi z oczu! Już! - Krzyk Scorpiusa obudził chyba wszystkich, którzy wciąż smacznie spali w Lochach, jak nie w całym zamku. Ale większość Ślizgonów bynajmniej ze starszych klas wiedziała, że nie ma czym się przejmować. To tylko Scorpius i kolejna kłótnia. Nic takiego.
-Ale Scori ...
-Nie nazywaj mnie tak. Doprowadzasz mnie do szału kretynko! - Wycedził przez zęby. I wyszedł z Lochów. Kierował się w jedno miejsce w którym mógłby być teraz sam i nikt go nie znajdzie.

-Co w takim złym nastroju Malfoy? - Usłyszał gdy tylko wszedł na swoją wieżę do swojej samotni. Widocznie już nie tylko jego. Będzie ją dzielił z nią. Siedziała na balustradzie tak jak wczoraj. Wyluzowana, swobodna, ubrana w jeansowe krótkie spodenki i zieloną koszulkę na ramiączka ze smokiem na lewej piersi i czarnych adidasach za kostkę.
-Zielony jest zarezerwowany dla Ślizgonów Weasley. - Powiedział by nie mówić o sobie.
-Chciałbyś Malfoy. - Powiedziała najwyraźniej rozbawiona.
-Co cię tak bawi?
-Kilka rzeczy. Fakt, że zielony przywłaszczasz tylko dla siebie i innych Ślizgonów i twój stan. Wiesz jak byłam w Durmstrangu zielony był moim kolorem i pozostałych Smoków. A Tiara chciała mnie przydzielić do Slytherinu, ale zdecydowała, że jednak nie, bo osoba z moim nazwiskiem nie byłaby mile widziana w waszym gronie.
-Może każde z twojego rodzeństwa i kuzynostwa tak. Ale ty jesteś inna. Nie irytujesz mnie tak jak oni. - Powiedział siadając na przeciw niej i odpalając papierosa. Sam nie wiedział czemu to powiedział.
-A czemu oni cię tak wkurzają? Jak byś ich poznał zapewne byś ich polubił. A czemu ja cię nie denerwuję? Bo jestem podobna do ciebie. Choć na pozór tego nie widać. Ale w duszy jestem Ślizgonką. - Powiedziała i zapalając kolejną fajkę zapatrzyła się w horyzont. A on przyglądał jej się z wielkim zainteresowaniem.
-Zrób sobie zdjęcie. Zostanie na dłużej. - Powiedziała odwracając na niego głowę. - Malfoy to że na ciebie nie patrzę nie znaczy, że nie widzę i nie wiem, że się na mnie gapisz. Co cię gryzie? Widać z daleka, że złość rozsadza cię od środka. - Blondyn milczał przez chwilę. W końcu sam nie wiedział czemu odezwał się.
-Gissel Nott. Mój ojciec w czasach szkolnych kolegował się z jej ojcem, chociaż za bardzo nie przepadał za nim. A jej matka Pansy Parkinson, nękała mojego ojca. Za wszelką cenę chciała zostać Panią Malfoy. Ale ojciec nigdy nie był nią zainteresowany. Okazywał jej obojętność od pierwszej klasy. A ta nie dawała mu spokoju. Dopiero w czwartej klasie zauważył Astorię. To było na Balu Bożonarodzeniowym. Żałował, że nie wcześniej, bo na ten Bal poszedł właśnie z Pansy, bo nie miał z kim. Ale na Balu najbardziej właśnie zranił Pansy, swoją obojętnością i oziębłością wobec niej i okazywaniem zainteresowania komuś innemu, a nie jej. Pomimo tego że wraz z Astorią są w tym samym wieku, byli w tym samym domu w Slytherinie, to nigdy jej nie zauważał. Dopiero na balu. I to najbardziej zabolało Pansy. Ale nie poddawała się. Ale gdy Draco ogłosił Astorię swoją dziewczyną, wtedy zrezygnowała i była zła na niego, na Astorię. Na moich dziadków. A teraz jej córka klei się do mnie. co prawda dopiero od połowy drugiej klasy zaczęła się do mnie przystawiać, ale mam jej dość. Doprowadza mnie szału, mam ochotę ją torturować, zabić. Byleby tylko zniknęła mi z oczu.
-Bo zostanie Panią Maloy to najważniejsze osiągnięcie w życiu? - Zakpiła.
-Chodzi o to że moja rodzina ma wiele do zaoferowania, ma wielki majątek, wielkie wpływy praktycznie wszędzie. Pansy zależało tylko na tym. I Gissel też zależy tylko na tym. Co to jest?! - Spytał gdy wielki biały wilk przybiegł do nich. Scorpius od razu zaczął wyciągać różdżkę.
-Spokojnie Malfoy. To Sigala. - Powiedziała schodząc na dół i głaszcząc wilka po pyszczku, a ta polizała jej twarz. Blondyn przypatrywał się im z niepewnością. - To jest mój Wilk. Chociaż właściwie to jest Wolfpix. Mam ją od dziesięciu lat.
-Nigdy nie słyszałem o Wolfpixach.
-Mało kto wie o ich istnieniu. Ich istnienie odkryto w 1976 roku. Są to bardzo mądre stworzenia, inteligentne, bystre. Sama mnie wybrała jako swoją właścicielkę. Wolfpixy potrafią dzielić się swoimi myślami z ludźmi, dlatego są takie wyjątkowe. Potrafią dożyć nawet stu lat i urosnąć do metra wysokości, a może nawet i więcej, ale nie licząc głowy.
-Ciekawe. - Powiedział i zszedł z balustrady podchodząc powoli do nich.
-Sigala to jest Scorpius, Scorpius to jest Sigala. Nie bój się Malfoy, pogłaszcz ją. - Przykucnął obok Krukonki i wyciągnął rękę w stronę wilka. Ta obwąchała jego dłoń i dała się mu dotknąć, pogłaskać. Blondyn uśmiechnął się, a po chwili został powalony na plecy, gdy Sigala na niego wskoczyła i zaczęła lizać po twarzy. Na wieży rozbrzmiał dźwięczny śmiech Rose.
-Polubiła cię. - Powiedziała przez śmiech.
-Zauważyłem.
-Sigala dość. - Powiedziała, a wilczyca zeszła ze Ślizgona.
-Nie skrzywdź jej Scorpius. Bo jak ją skrzywdzisz ja skrzywdzę ciebie. - Usłyszał w swojej głowie Ślizgon.
-Przemówiła do ciebie prawda? - Spytała Rose, widząc zdziwioną minę Malfoya.
-Tak. - Powiedział wolno przypatrując się wilkowi, który teraz siedział obok Krukonki i merdał szczęśliwie ogonem.
-Pamiętam jak dziś, gdy pierwszy raz ją spotkałam. - Powiedziała głaszcząc wilka. - Miałam sześć lat, jak to ja lubiłam się wymykać z domu. Raz spacerowałam przy lesie usłyszałam wycie małego wilczka. Leżała ranna przy drzewie. Wystraszyłam się. I wtedy usłyszałam jej głos w swojej głowie. "Nie bój się. Pomóż mi proszę, a ja cię już nigdy nie opuszczę." Wzięłam ją na ręce. Mały biały wilczek, prawie cały we krwi. Wtedy jej sierść zamiast śnieżno biała, była czerwona. Ja sama ubrudziłam się jej krwią. I to dość mocno, bo ona mocno krwawiła. Pobiegłam z nią do domu, wbiegając do środka zaczęłam krzyczeć "Mamo, tato pomóżcie! Tu jest ranny wilczek! Ona potrzebuje pomocy!" Nie pytali skąd mam tego wilka, skąd wiem że to samiczka. Mama od razu jej pomogła na tyle na ile potrafiła. Znała się trochę na tym. Później zawołała ciocię Ginny żeby została z resztą mojego rodzeństwa w domu, a rodzice zabrali nas do specjalistów do Magoweterynarzy. I tam jej pomogli bardziej. Lekarze powiedzieli, że gdyby mama jej nie pomogła, byłoby za późno na uratowanie jej. Wtedy też dowiedzieliśmy się od lekarzy, że ów wilk, nie jest zwykłym wilkiem, a Wolfpixem. Dostaliśmy książkę o nich byśmy wiedzieli jak się nią opiekować i zajmować. Bo Sigala powiedziała nam wszystkim, że wybiera mnie na swojego właściciela za to, że uratowałam ją. Od tamtego czasu nie rozstajemy się. Zabieram ją wszędzie. Mogę ją nawet zabierać do mugolskiego świata, bo jest tak zaczarowana, że mugole widzą tylko dużego psa jakiejś tam rasy, nie pamiętam teraz jakiej. Co się dowiedziałam o Wolfpixach, czego niema w książkach, że ma umiejętność telekinezy. Może przenosić rzeczy, ludzi za pomocą myśli. Zgłosiłam to oczywiście do Ministerstwa i dopisali to w książkach o Wolfpixach. Jakie jeszcze tajemnica skrywa? Nie wiem. Ale pewnie się dowiem. Przed nami jeszcze co najmniej dziewięćdziesiąt lat życia wspólnie.
-McGonagall zgodziła się żebyś wilka, znaczy Wolfpixa miała w zamku?
-Nie miała wyboru. Sigala nie chciała mnie zostawić samej. W Durmstrangu mi towarzyszyła, więc McGonagall nie chcąc być gorsza też się zgodziła. Ale uparła się żeby Sigala podróż pociągiem przebyła w klatce w wagonie bagażowym. Miałam szczęście że mnie nie pogryzła jak ją zmuszałam żeby weszła do tej klatki. Ona nie lubi klatek, uwięzi. Dlatego załatwiłam taką klatkę z pełnymi ściankami i tylko jedna była kratką. Żeby lepiej przeżyła podróż.
-Uwielbiasz takie rzadkie i wspaniałe zwierzęta. - Stwierdził.
-Tak. Bardzo. Sigala jest wyjątkowym zwierzęciem. Jedynym które potrafi porozumiewać się z ludźmi. Sigala chodź. - Powiedziała ruszając ku schodom, a wilk również podniósł się i ruszył za nią.
-Gdzie idziesz? - Spytał wstając.
-Do Hogsmeade. Sigala musi się wybiegać.
-Nie wpuszczą jej do Hogsmeade.
-Wpuszczą. To jest udomowione zwierze. Po za tym każdy kto śledzi tygodnik "Czarownica" wie, że mam Wolfpixa, jednego z najbardziej rzadkich spotykanych zwierząt. Już kilka razy zdarzało się, że ktoś chciał mi ją ukraść, ale nigdy nikomu się nie udało.
-To twoja zasługa, czy jej, że się nie udało nikomu jej porwać?
-A chcesz się przekonać? - Spytała z cwanym uśmieszkiem na ustach. Ale nie doczekała się odpowiedzi. Odwróciła się i zeszła po schodach.

***

Idąc ulicami Hogsmeade z wilkiem u boku, mieszkańcy wioski, a także uczniowie spoglądali zdziwieni na nią. Ale nikt nie wpadał w panikę. Cały świat czarodziei wie, że dziesięć lat temu pewna mała dziewczynka znalazła i uratowała małego wilczka, który okazał się magicznym wilkiem zwanym Wolfpix. I ów zwierzak wybrał właśnie tę małą dziewczynkę jako swoją właścicielkę. A biały Wolfpix szedł dumnie machając swoim wielkim, puszystym ogonem z mordką dumnie uniesioną w górę.

Wraz z wilczycą odwiedziła sklep Zonka, sklep u Derwisza i Bangesa, oraz Miodowe Królestwo. Następnie usiadła na ławeczce i swojej przyjaciółce Sigali rzuciła właśnie zakupioną magiczną piłeczkę, która uciekała przed osobą, która próbowała ją złapać. Więc wilk zadowolony biegał i gonił ową piłkę, a ta turlała się, podskakiwała i czasem nawet leciała by tylko uciec od goniącego.
-Fajny pies. - Powiedział jakiś chłopak siadając na ławce obok niej.
-To nie jest pies. To jest Wolfpix, lub po prostu w skrócie wilk. Słowo pies jest obraźliwe dla Wolfpixów.
-Więc fajny wilk. - Krukonka przewróciła tylko oczami. - Zamierzasz coś powiedzieć?
-Na przykład co? Nie widzę powodu. - Powiedziała i wykonała lekki ruch nadgarstka obracając dłoń w prawo i lekko uginając palce do środka a piłka którą bawiła się Sigala przyleciała wprost do jej dłoni. Jest to niewerbalne zaklęcie przywołujące "Accio" bez użycia różdżki. Uczniowie Durmstrangu uczą się wielu takich zaklęć by w razie rozbrojenia móc nadal się bronić. To zaklęcie jest jednym z prostszych, uczonych w Norweskiej szkole na drugim roku. Po tym jak piłka wylądowała w dłoni Kruonki wilczyca podbiegła do niej chcąc by ta oddała jej piłkę. - Koniec zabawy na razie. - Powiedziała do wilczycy a ta zrobiła smutną minkę. Ślizgon siedzący obok Rose wyciągnął rękę w stronę zwierzęcia chcąc je pogłaskać, ale wilczyca nie dała się dotknął i obwarczała i obszczekała chłopaka.
-To jest niebezpieczne. - Powiedział lekko oburzony.
-Nie nazywaj zwierząt jakby były rzeczami. Wolfpix jest żyjącym stworzeniem. A one są przyjaźnie nastawione do ludzi.
-Właśnie widzę.
-Nie chciała zrobić ci krzywdy. Takim zachowaniem dała ci znak że cię nie lubi. Sigala idziemy. - Powiedziała wstając z ławki i odchodząc.
-Ktoś tu cię nie lubi Nott. - Zaśmiała się brunetka siadając obok chłopaka.
-Co ty możesz wiedzieć Maria?
-Wiesz, ja w przeciwieństwie do ciebie uwielbiam Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami i wiem wiele o nich, czyli wiem również wiele o Wolfpixach. Nie patrz tak na mnie Zach. Te zwierzęta potrafią wyczuwać czy ludzie mają dobre czy złe zamiary wobec nich i ich właścicieli. Ten Wolfpix ci nie zaufał, nie uwierzył twoim zamiarom, uznał za zagrożenie. I nie pozwoli byś zbliżył się do jego właścicielki. Chyba, że jakimś cudem Wolfpix ci zaufa, chociaż trudno jest uzyskać zaufanie Wolfpixa.
-Dimore czego ty się nałykałaś?
-Po prostu jestem mądrzejsza od ciebie. I o klasę starsza. - Powiedziała wstając i zostawiając bruneta samego.

***

-Sigala nie możesz tak po prostu warczeć i szczekać na ludzi.
-Zasłużył sobie na to.
-Niby czemu?
-Nazwał mnie psem. - Krukonka zaśmiała się z odpowiedzi wilczycy.
-Zapomniałam jak łatwo można cię urazić.
-Jestem wyjątkowym i szlachetnym zwierzęciem.
-Więc może powieszę cię na ścianie jako ozdobę? - Spytała, a Sigala zawarczała na nią niezadowolona, na co dziewczyna znów się zaśmiała. - Przecież wiesz że nigdy bym tego nie zrobiła.
-Wiem. Zdążyłam się poznać na twoich żartach przez te dziesięć lat.
-To nie warcz na mnie.
-Ktoś tu idzie.
-Kto?
-Skąd mam wiedzieć? Nie znam zapachów wszystkich ludzi w tej szkole.

Po chwili na polankę na której siedziały wyszedł James Potter.
-Jak mogłaś nie poznać jego zapachu?
-Dawno go nie widziałam.
-Zwierzęta, w tym także wilki i Wolfpixy nie zapominają nigdy raz poczutego zapachu.
-Uciekłabyś od razu gdybym ci powiedziała kto idzie.
-No. A teraz będę musiała się z nim użerać. - Wilczyca tylko posłała jej oburzone spojrzenie, bo lubiła wszystkich z rodziny swojej właścicielki. I nie wiedziała czemu Rose tak nagle przestała się z nimi kontaktować i rozmawiać jak dawniej.
-Cześć Rose! - Zawołał wesoło. - Cześć Sigala! - Zwrócił się do wilczycy, a ta radośnie podbiegła do bruneta i rzuciła na niego witając się z nim i liżąc po twarzy. - Dobrze już dobrze! Też się cieszę że cię widzę! Ale zejdź już ze mnie!
-Miło cię widzieć James. Dawno się nie widzieliśmy.
-To prawda. - Odpowiedział jej w myślach.
-Rose unikasz wszystkich.
-Spostrzegawczy jesteś. - Rzuciła sarkastycznie. I wyciągnęła z kieszeni piłkę i rzuciła wilczycy.
-Nie musisz być zaraz nie miła. Kiedy ostatni raz się widzieliśmy? Kiedy ostatni raz ze sobą normalnie rozmawialiśmy? Wydaje mi się jakby to było wieki temu.
-Bo może było. - Kto jak kto, ale James był jedną z niewielu osób których nie potrafiła zmieszać z błotem i odesłać z kwitkiem. On potrafił do niej dotrzeć. On jak i kilka innych osób, bracia Scamander, Frank Longbottom, Dominique Weasley oraz bliźniacy Finnigan Theo i Newt.
-Odcięłaś się od nas. Dlaczego?
-Z nudów.
-Wiesz dobrze, że wiem że to nieprawda.
-Nie chcesz wiedzieć. - Powiedziała i przywołała piłkę niewerbalnie wypowiadając zaklęcie i już po chwili piłka wylądowała w jej dłoni.
-Sigala powiedz mi co się z nią stało. - Powiedział do wilczycy na głos gdy ta przybiegła po piłkę.
-Sama chciałabym wiedzieć James. Po mimo tego, że razem byłyśmy w Durmstrangu nie chodziłam wszędzie krok w krok za nią. Były tam inne zwierzęta z którymi mogłam biegać i się bawić. Ja zajmowałam się swoimi przyjaciółmi i swoimi potrzebami. A ona bawiła się w gronie swoich przyjaciół. Wybacz James, ale nie powiem ci nic na ten temat. - Powiedziała i szczeknęła głośno na znak, że chce się bawić i chce odzyskać piłkę. Rose uśmiechnęła się lekko i rzuciła piłkę.
-Ograniczałaś jej tam spotkania ze sobą? Czy co?
-Nie. Po prostu kilka osób również miało Wolfpixy. A ona uwielbiała przebywać wśród swoich. Nie zmuszałam ją by chodziła za mną jak cień. Ja chodziłam z innymi uczniami gdzie chciałam, a ona znikała na noc, czasem na parę dni, wraz z innymi Wolfpixami gdzieś. Lubiła wraz z tamtymi Wolfpixami straszyć koty i fretki innych uczniów. Biegały, skakały, bawiły się. Była tam szczęśliwa. Tamte Wolfpixy też.
-Dobra rozumiem. Ale powiedz Rose. Co się z tobą stało? Kiedyś byłaś inna.
-Dorosłam.
-Ja też, jakbyś nie zauważyła. Ale nie zmieniłem się aż tak jak ty.
-Cóż Durmstrang potrafi zmieniać ludzi.
-Tu nie tylko o tą Norweską szkołę chodzi. Rose, ja wiem, że tam się coś wydarzyło. Coś co zmieniło twoje życie. Powiedz co. Wytłumacz. Pozwól sobie pomóc. Boję się że popełnisz jakieś głupstwo.
-Już je popełniłam James. Czasu nie cofnę. Nie ma odwrotu. - Powiedziała wstając. - Sigala idziemy! - Krzyknęła przywołując piłkę do ręki, a następnie chowając ją w kieszeni. - Nie staraj się do mnie dotrzeć James, bo ci to i tak nie wyjdzie. Nie jestem już tą samą osobą. Nie działają na mnie te same sztuczki. - Powiedziała i weszła między drzewa kierując się ku wiosce Hogsmeade.
-Jeszcze zobaczymy Rose. - Powiedział, choć ona nie mogła tego usłyszeć.

***

-Rose powinnaś się rozerwać, pobawić. Cokolwiek cię trapi, powinnaś przestać o tym myśleć.
-Oh Sigala, to nie jest takie proste.
-A właśnie że jest. Idź tam. Jest impreza. Wszyscy Krukoni tam są. Będziesz się doobrze bawić.
-Wątpię. No ale niech ci będzie, że pójdę. Leć do wieży.
-Dobrze. Ale daj piłkę!
-Masz. - Powiedziała rzucając jej piłkę, a ta ją złapała bez problemu do pyska.
-To do zobaczenia jutro. - Powiedziała i szczeknęła wesoło, a następnie odbiegła w stronę zamku.
-Co mi przyszło? Słuchać się własnego zwierzaka gdzie iść. - Powiedziała rudowłosa pod nosem i zaśmiała się lekko, A następnie skierowała swoje kroki do Karczmy "Pod Rogiem Jednorożca" znajdującej się na obrzeżach wioski, skąd dochodziła wesoła muzyka. Stała chwilę przed drzwiami i zastanawiała się czy wejść, a może jednak wrócić do zamku? Bo czemu miała by się słuchać rady swojej wilczycy? Oparła się plecami o ścianę budynku i odpaliła papierosa. Stała tak i patrzyła w niebo, które powoli zaczynało robić się granatowe a gwiazdy leniwie zaczęły rozświetlać noc. Nie zauważyła nawet kiedy spaliła całego papierosa. Więc wyrzuciła kiepa i weszła do Karczmy.
-Rose cieszę się że przyszłaś. - Powiedział Corey, który pierwszy ją zauważył.
-Tak, ja też. - Odpowiedziała sarkastycznie. Ale nikt z towarzystwa nie rozpoznał sarkazmu w jej głosie, gdyż każdy był już po kilku kieliszkach alkoholu.
-Choć napij się z nami Rose! Dawno się nie widziałyśmy! - Usłyszała głos dziewczyny. Głos który znała. Lecz nie mogła sobie przypomnieć skąd. Odwróciła się do dziewczyny stojącej przy barze. Właśnie stała tyłem i wołała barmana. - Dix! Dix!
-Co? - Spytał szatyn o ciemnej karnacji skóry, podchodząc do niej.
-Dwie Ogniste. Butelki oczywiście. - Chłopak przewrócił oczami, ale podał dziewczynie dwie butelki z Ognistą Whisky.
-Trzymaj.
-Dzięki Dix. - Powiedziała płacąc mu za alkohol. Odwróciła się przodem do Krukonki. - Więc Rose opowiadaj co u ciebie.
-Thania?
-Tak.
-Thania Dursley?
-No a kto inny? Wiem, że jakoś tak blisko spokrewnione nie jesteśmy, ale nadal jestem twoją kuzynką. Pamiętasz? Mój tata jest kuzynem Harry'ego Pottera, twojego wujka, jego żoną jest Ginny Weasley, czyli siostra twojego taty ...
-Nie musisz mi tego mówić, bo to wiem. Ja po prostu ... - Blondynka zaśmiała się.
-Siadaj i opowiadaj.
-A co mam ci opowiadać? Nudy.
-Ty się nigdy nie nudzisz Rose. Szkoda, że od pierwszej klasy nie chodziłaś do Hogwartu. Wiesz ile się działo przez te pięć lat? Na pewno nie słyszałaś przygody Lily, Hugo i bliźniaczek Eroll.
-Eroll?
-Od Padmy Patil i Malkolma Eroll?
-Ah tak rodzice kiedyś mi opowiadali o siostrach Patil.
-Były nawet wiele razy u was na święta i inne uroczystości.
-Dobra nieważne. Co z nimi?
-Cała czwórka jest w tej samej klasie. Na swoim drugim roku spotkały Irytka ...

***

-Hahaha Thania hahah Ty mówisz serio?! Wujek Harry w ... no nie wyobrażam go sobie.
-Poproś twoje kuzynostwo żeby ci zdjęcia pokazali i filmiki. Wiem, że mają ich mnóstwo.
-Tak zrobię.
-Koniecznie musisz. O albo to ... James i Kira przyłapani w łazience w dość dwuznacznej sytuacji.
-Zamieniam się w słuch.
-To była bardzo dwuznaczna sytuacja. On po prostu wylał na nią i na siebie poncz. No i poszli razem do łazienki, żeby przepłukać ubrania. Ja wtedy siedziałam w wannie, za zasłoną więc mnie nie widzieli. Nie pytaj czemu, nieważne. Słyszałam całą ich rozmowę, no i widziałam również bo lekko wyjrzałam by zobaczyć co odwalają. On stał w samych bokserkach, ona w spódniczce i staniku. Nagle nie wiem jak Potter to zrobił poślizgnął się i wpadł na nią tak jakoś że po prostu ich usta się zetknęły, ale nie zaczęli się całować. W tym samym momencie drzwi od łazienki się otworzyły i stanęła w nich Ginny. Ty byś słyszała jej wykład hahaha Ja mu to do tej pory wypominam. A on się zastanawia skąd ja tak dobrze znam tą historię. Oczywiście nie omieszkałam tego rozpowiedzieć wszystkim z naszej rodziny.
-Już wiem czym go będę dręczyć, jak on mnie będzie nękać.
-Widziałaś gdzieś właściwie mojego bliźniaka? Od początku imprezy nie mogę go nigdzie zlokalizować.
-Thania, ja od początku imprezy siedzę tu z tobą i piję więc. - Powiedziała pokazując swoją prawie pustą butelkę po Whisky.
-Jesteś cienka. Barman kolejna butelka dla mnie! - Krzyknęła.
-Jesteś już pijana, nie wystarczy ci to?
-Ja nie piję żeby być pijana. Piję żeby się napić. Dix!
-Dobra, ja się idę przewietrzyć. Nie wiem czy tu wrócę.
-Jak chcesz. Do zobaczenia. - Wybełkotała. Rudowłosa podniosła się i trzymając butelkę Ognistej w dłoni wyszła z Karczmy.

---------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------
-----------------------------------------
Witaj kolejny rozdziale!
Mam nadzieję że się wam podoba.
Czekam na wasze komentarze.