-Zanim zaczniemy kolację mam ważny komunikat. - Powiedziała Dyrektorka stojąc przed stołem nauczycielskim i patrząc na swoich uczniów. - Proszę wszystkich o ciszę! - Powiedziała donośniejszym głosem i momentalnie cała sala ucichła. - W tym roku nasza szkoła będzie brała udział w niezwykłym wydarzeniu. Ale najpierw powitajmy naszych gości bez których nie moglibyśmy się obejść. Po pierwsze nasi przyjaciele z Francji z Akademii Magii Beauxbatons. - Powiedziała, a po chwili na salę weszły uczennice i uczniowie ubrani w niebieskie jedwabne mundurki. Kilkoro uczennic zrobiło gwiazdy, pozostałe zaczęły wolny bieg po obu stronach głównego przejścia, a chłopcy zaczęli iść środkiem. Dziewczęta zatrzymały się na samym końcu sali i odwróciły się przodem do czterech stołów uczniowskich i za pomocą niewerbalnego zaklęcia, bez użycia różdżki wyczarowały niebieskie, srebrne i złote motylki, które rozleciały się po całej sali by po chwili zniknąć nagle jak dym. W czasie gdy motyle rozlatywały się po sali dziewczęta przykucnęły, a chłopacy zaczęli biec w ich stronę by na samym końcu przeskoczyć nad koleżankami i w końcu odwrócić się twarzą do uczniów Hogwartu i stanąć za dziewczynami, które również zdążyły już się wyprostować. Teraz już w połowie sali szedł dyrektor Beauxbatons, który wszedł na salę zaraz po swoich uczniach.
-Minervo moja droga! - Przywitał się Francuski dyrektor.
-Diego, miło cię widzieć! - Powitała go McGonagall. Dyrektorzy obieli się na powitanie. - A teraz nasi przyjaciele z Durmstrangu. Oto oni. - Powiedziała, a drzwi wielkiej sali ponownie się otworzyły. Najpierw zaczęli wchodzić chłopcy z laskami w rękach, po obu stronach przejścia, wymachując nimi i stukając, aż z posadzki szły iskry. Po chwili środkiem parami wchodziły dziewczęta, tak jak koledzy ubrane w mundurki w kolorze brązowym. Uczniowie na mundurkach po prawej stronie u góry i z tyłu na plecach wielkie, mieli zielone smoki, pomarańczowe tygrysy, białe wilki, lub czarne małpy w zależności do którego z domów przynależą. Dziewczęta szły odważnym, dumnym i pewnym siebie krokiem, z głową uniesioną do góry. Gdy chłopcy doszli do końca sali odwrócili się przodem do wejścia, a dziewczęta idąc wciąż do przodu wyczarowały z różdżek płomienie ognia, które leciały w górę, nie były one większe niż metr wysokości, a wtedy jeden z uczniów rzucił jakieś zaklęcie, a drugi większy płomień ognia, oba zaklęcia się połączył przelatując przez płomienie wyczarowane przez uczennice i na samym końcu ogień przybrał formę czterech zwierząt smoka, małpę, wilka i tygrysa, którzy zatoczyli kółko nad całą salą, by gdy dziewczęta już ustawiły się przed kolegami poleciały w ich stronę i rozpłynęły się w dym.
-Natsuri! - Zawołała McGonagall
-Minervo! Kopę lat, kochana! - Kobiety wymieniły między sobą uściski powitania.
-A teraz, skoro już wszyscy są. - Powiedziała i machnęła różdżką i przy każdym z czterech stołów dołączyły kolejne by wydłużyć stoły, a uczniowie zasiedli przy nich, a nauczyciele przy dodatkowych miejscach przy stole nauczycielskim. - Teraz czas wyjaśnić, dlaczego mamy zaszczyt gościć w tym roku w Hogwarcie uczniów szkoły Beauxbatons, oraz Durmstrang. W tym roku odbędzie się kolejny Turniej Trójmagiczny. - Powiedziała, a na sali rozbrzmiał gwar rozmów podnieconych uczniów owym ogłoszeniem.- Cisza! - Krzyknęła, a na sali momentalnie zapadła cisza. - Będziemy gościć również Panią Hermionę Weasley z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, oraz z Departamentu Czarodziejskich Gier i Sportów Pana Jackoba Monae. - Powiedziała McGonagall a na salę weszło dwoje wyżej wymienionych Ministrów.
-Jeszcze tylko mojej matki tu brakowało. - Powiedziała załamana Krukonka.
-Teraz do głosu dopuszczę Pana Monae. Ministrze proszę przedstawić zasady.
-Witajcie na kolejnej odsłonie Turnieju. Jak wiecie przez siedemnaście lat trwały kłótnie czy ma odbyć się kolejny Turniej. Ustalono, że odbędzie się, ale zostały wprowadzone nowe zasady. Tak więc dziesięć lat temu w roku 2012 Turniej odbywał się w Beauxbatons, a pięć lat temu w roku 2017 w Durmstrangu. Oba Turnieje wygrał Instytut Magii Durmstrang. W tym roku Turniej odbywa się w Hogwarcie. A ja muszę wam przypomnieć zasady. W Turnieju udział może wziąć udział każdy uczeń powyżej piątej klasy. Każdą szkołę reprezentuje czworo uczniów, każdy z innego domu. Uczestnicy staną przed czterema bardzo niebezpiecznymi zadaniami. Są trzy miejsca na podium i trzy wspaniałe nagrody, ale zwycięzca może być tylko jeden. Ten najlepszy zostanie najbardziej zapamiętanym. Zwycięzca zostanie owiany wielką chwałą i zdobędzie najwyższe wyróżnienie. Puchar Turnieju Trójmagicznego! - Krzyknął, a z ciemnego kąta sali na środek sali pod podium nauczycielskim podjechał stół, na którym stał Puchar.
-Pamiętajmy również, że Turniej Trójmagiczny to nie tylko rywalizacja kto jest lepszy. W Turnieju liczy się też zawieranie nowych międzynarodowych przyjaźni. Miejcie to też na uwadze. - Dodała Hermiona.
-Do piątkowej nocy proszę wszystkich, którzy są chętni w udziale w Turnieju o wrzucenie kartki ze swoim nazwiskiem, szkołą i domem do Czary Ognia. - Powiedziała McGonagall. A z drugiego rogu sali podjechała Czara Ognia o niebieskim płomieniu i zatrzymała się obok stołu z Pucharem. - Zastanówcie się dobrze. Ten kogo Czara wybierze, nie będzie miał możliwości odwrotu. W piątkową noc, o północy wszyscy zbierzemy się tu na tej sali i Czara dokona wyboru. Jest jeszcze jedna wiadomość. Mecze Quidditcha nie zostają zawieszone. Będą się one odbywać jak dotychczas. Będziecie grać o Puchar Quidditcha swojej szkoły, gwarantujemy również że uczniowie Durmstrangu oraz Beauxbatons mogą grać i również odbyć swoje szkolne mecze na naszym boisku. Oraz zostaną rozegrane rozgrywki między szkolne. Każdy dom Hogwartu, Beauxbatons i Durmstrangu między sobą. Oraz każda szkoła wybierze jeden skład mieszany z każdego domu i rozegramy mecze międzyszkolne. To tyle. A teraz życzę wszystkim smacznego. - Powiedziała i na stołach pojawiły się dania nie tylko normalnie serwowane w Hogwardzie, znalazły się tu również dania typowo Francuskie i Norweskie.
-Rodzice mi często opowiadali o Turnieju za ich czasów. - Powiedział Neo.
-Mama tylko raz wspomniała. Popłakała się wtedy, więc zbytnio nie wiem nic o tym Turnieju. Więcej razy nie śmiałem pytać. - Powiedział Corey.
-Widzisz Cor ... Twoja mama w czasach szkolnych kochała się w Cedriku Diggory'm. Poszli razem na Bal Bożonarodzeniowy. Ale on został zamordowany.
-Podczas Turnieju?
-Tak.
-W zasadzie nie. - Odezwała się Rose. - W trzecim i wtedy ostatnim zadaniu w labiryncie został schowany Puchar. Ten kto pierwszy go dotknie wygra. Cedrik jak i mój wujek Harry razem złapali Puchar. Przenieśli się w niezbyt fajne miejsce. Bo na cmentarz. Tam był Voldemort, który czekał na mojego wujka, bo tylko jego krew mogła przywrócić go do dawnej postaci. Cedrik został przypadkową ofiarą zamordowaną przez Voldemorta. Wujek mu mówił żeby złapał Puchar i uciekał, oboje domyślili się że Puchar jest świstoklikiem. Cedrik nie posłuchał. Gdy pojawił się Glizdogon, albo inaczej zwany Peterem Pettigrew, Cedrik wycelował w niego różdżkę pytał kim jest, to stało się w ułamku sekundy. Wujek nie mógł nic zrobić, blizna go mocno piekła, dlatego że blisko znajdował się Voldemort. I wtedy ten rzucił Kedavrę na Cedrika. Wujek miał koszmary przez długi czas. Ciągle nawiedzało go to wspomnienie. Tak wygrał Turniej. Tak Cedrik wygrał razem z nim. Ale ... Nikt o Cedriku nie zapomni ... nigdy ... też zwyciężył. Na Pucharze który stoi w Sali Pamięci jest napisane "Za zajęcie Pierwszego Miejsca w Turnieju Trójmagicznym w latach 1994-1995 dla Harry'ego Pottera i Cedrika Diggory'ego"
-Czytałem trochę o Turniejach po tym jak mama nie chciała nic powiedzieć. Zawsze chciałem wziąć w nim udział.
-Jeśli się zgłosisz i zostaniesz uczestnikiem twoja mama dostanie szału. Straciła ukochanego w tym Turnieju, chociaż nie było to winą zadania, a czarnoksiężnika chcącego wrócić do normalnej postaci. Ale byłaby z ciebie dumna. - Powiedziała Rose. - Ja na pewno zgłaszam się do Turnieju.
-Podjęłaś decyzję tak od razu? - Zdziwiła się Lissa.
-Wiem o Turnieju od maja, gdyż będąc jeszcze w Durmstrangu pytano wszystkich kto chcę jechać na wycieczkę do Hogwartu na niezwykłe wydarzenie jakim jest Turniej Trójmagiczny. Wtedy wyraziłam swoją chęć na przyjazd, jak i na uczestnictwo. Mieliśmy dwa miesiące na podjęcie decyzji. Oczywiście mieliśmy zakaz mówienia, rodzinom. Mają się dowiedzieć w chwili gdy Turniej zostanie oficjalnie otwarty. Czyli dziś. W jutrzejszej gazecie będzie, że kolejna odsłona Turnieju właśnie została otwarta i tak dalej. Bo przecież Joshua Copen najsławniejszy dziennikarz od tak nie zjawiał by się w Hogwarcie wraz ze swym przyjacielem fotografem Gerardem Manette.
-Też racja.
-Przepraszam czy mogłabym się przywitać? - Spytała brązowowłosa uczennica Durmstrangu.
-Natasha! - Krukonka wstała i rzuciła się Bułgarce na szyję.
-Rose!
-Myślałaś, że się tak łatwo nas pozbędziesz? - Odsunęła się od dziewczyny i spojrzała na stojącego za nią chłopaka.
-Lex!
-Rosie! Cieszę się, że znów możemy się zobaczyć! - Powiedział wesoło i przytulił rudowłosą.
-Gdzie siedzicie?
-Przy stole tych zielonych. - Powiedziała
-Ślizgonów.
-No dokładnie.
-Rozsiedliście się domami? Czy przypadkowo?
-Natsuri kazała nam siadać Domami.
-Nie mogliście wybrać naszego stołu?
-Skąd mogłam wiedzieć, że będziesz tu, a nie tam?
-Dobra to ja się idę dosiąść do was.
-Rose! - Krzyknęła Lissa.
-Co?
-Nie możesz! Jesteś Krukonką! Nie Ślizgonką!
-Ale pamiętaj, że Tiara na początku chciała przydzielić mnie do Slytherinie. Ponieważ Slytherin i Dom Smoka do którego należałam w Durmstrangu są bardzo podobne. Więc ... Pa pa. - Powiedziała odchodząc do stołu obok. Musieli obejść pół stołu Ravelcaw by móc przejść na drugą stroną i usiąść przy stole Ślizgonów.
-Jest i ona! - Przywitał ją ciemnowłosy blondyn.
-Akalai!
-Myślałaś że tak łatwo się nas pozbędziesz co? Będziemy ci zatruwać życie jeszcze przez rok. - Zaśmiał się. I w tym momencie zaczęła się wielka seria przywitań uczniów Norweskiej szkoły z Krukonką. Nikt ze Ślizgonów nie zwrócił jej uwagi, że ma stąd spadać. Większość Ślizgonów już słyszała opowieść o jej imprezie w Trzech Miotłach ze Ślizgonami. I to nie byle jakimi Ślizgonami, a elitą Slytherinu Malfoy'ami, Greengarssami, Camisso i Zabini. Siedząc wśród swoich i rozmawiając z przyjaciółmi poczuła się jak dawniej, jakby wszystkie złe dni i chwile odpłynęły. Poczuła, że żyje, że jest wolna, że znów może wszystko.
-To co podczas meczy w Quidditcha grasz w naszej drużynie?
-Chciałbyś Kal. Gram ze swoimi. - Wskazała głową na stół stojący za nią.
-Dostałaś się do drużyny?
-Przypadkiem. Ale tak. Co prawda Kapitan był na "Kategoryczne Nie." Ale go przekonała jedna z zawodniczek. W sumie wszyscy wiedzą, że jestem najlepsza. Chociaż tylko Durmstrang widział to na własne oczy.
-Jasne. Pewnie skopałaś mu tyłek żeby cię przyjął, a nam tu słodko ściemniasz Rosie. - Krukonka tylko się zaśmiała.
-To co? Jakie decyzje? Którzy z was wrzucą kartki do Czary? - Spytała Krukonka.
-Z naszego domu chcą się zgłosić Moira, Funia, Riri, Millow, Logan, Akalai, Kal, Alabaster i Taiken. - Powiedziała Natasha. - No i oczywiście my. - Wskazała na siebie i brata.
-Oczywiście. A z innych domów?
-Nie wiemy. Możliwe jest że z Tygrysów Pakun i jego dwaj kumple. Z Małp prawdopodobnie Karina i Boyd, A z Wilków Paige. Ale kto jeszcze ... Nie wiem. A ty się zgłaszasz?
-A macie jakieś wątpliwości?
-Nie. - Usłyszała chórek głosów przyjaciół.
-Pamiętacie Turniej sprzed pięciu lat?
-Tak. Byliśmy w pierwszej klasie. - Powiedział Lex wskazując na siebie, Krukonkę, Riri, Akalai'a i Shawen.
-A tak właściwie gdzie Lokoreila?
-W wakacje miała mały wypadek i nie dostała pozwolenia od Natsuri by przyjechała z nami tu, tylko kazała jej zostać w Durmstrangu i normalnie się uczyć. A po za tym i tak musi raz w tygodniu stawiać się na badaniach.
-Szkoda. Miałam nadzieję że ją znów podręczę. - Zaśmiała się. - No cóż będę musiała sobie wypatrzeć nową ofiarę. Może ty Riri?
-Chciałabyś.
-Przecież wiecie że żartuję.
-No wiemy Rosie, wiemy.
-A gdzie jest Emo?
-Jest jeszcze na wakacjach.
-Ale Lorenc powinien przyjechać tu w środę. Więc zdąży by dorzucić swoje nazwisko do Czary, chyba że się rozmyślił. - Wyjaśniła Millow.
-Aha. A gdzie pojechał?
-A kto go wie? Przecież to Lorenc, po nim się nigdy niczego nie można spodziewać.
-Czyli typowe Emo. - Powiedziała Rose.
-Czemu tak właściwie nazywasz go Emo? - Spytał Akalai.
-Bo ma fryzurę jak Emo. - Odpowiedziała Krukonka.
-Też racja. A wracając do poprzedniego Turnieju ...
-A gdzie jest Emo?
-Jest jeszcze na wakacjach.
-Ale Lorenc powinien przyjechać tu w środę. Więc zdąży by dorzucić swoje nazwisko do Czary, chyba że się rozmyślił. - Wyjaśniła Millow.
-Aha. A gdzie pojechał?
-A kto go wie? Przecież to Lorenc, po nim się nigdy niczego nie można spodziewać.
-Czyli typowe Emo. - Powiedziała Rose.
-Czemu tak właściwie nazywasz go Emo? - Spytał Akalai.
-Bo ma fryzurę jak Emo. - Odpowiedziała Krukonka.
-Też racja. A wracając do poprzedniego Turnieju ...
***
Rano przy śniadaniu każdy dostał nowy plan lekcji. Od razu po śniadaniu wszyscy zaczynali i cały rocznik miał te same zajęcia razem, tylko dlatego by uczniowie szybciej kończyli lekcje i po obiedzie mieli już czas wolny. Stół nauczycielski, został zamieniony na dwa oddzielne, pomiędzy nimi stała Czara Ognia. Ten kto chciał wziąć udział w Turnieju mógł podczas posiłku na wielkiej sali podejść i wrzucić swoją kartkę w Czarę. Po zakończonym śniadaniu, które Rose Weasley zjadła przy stole Slytherinu wraz z przyjaciółmi z Durmstrangu wstała i z kartką trzymaną w dłoniach weszli całą dwunastką na podium i na oczach całej szkoły wrzucili karki w płomienie Czary. Po wrzuceniu kartki w płomienie przez każdą z osób cała sala rozbrzmiewała brawami za każdym razem gdy kartka zatapiała się w płomieniach. A Hermiona Weasley siedząc przy stole obok dyrektorki zrobiła smutną minę gdyż udział w tym Turnieju jest niebezpieczny. Pamięta jak jej przyjaciel dwadzieścia siedem lat temu omal nie zginął w nim. Tyle, że Harry nie wrzucił kartki do Czary, a Barty Crouch Junior zrobił to za niego by Voldemort mógł wrócić, doprowadził Harry'ego do zwycięstwa.
-Ona zwariowała. Zastanowiła się właściwie? - Mówiła oburzona Lily.
-Lils uspokój się. Ona na pewno wie co robi. - Pocieszyła ją Perrie.
-Wczoraj wieczorem ogłoszono otwarcie Turnieju i możliwość zgłaszania się, a dziś rano ona jako pierwsza wrzuca swoje nazwisko do Czary Ognia. Powinna się zastanowić!
-Nie chcę wyjść na kogoś kto podsłuchuje. - Powiedział jeden uczeń z Durmstrangu siedzący dwa miejsca obok rudowłosej. - Ale my i zapewne Beauxbatons również o Turnieju wiemy od maja. Musieliśmy się zgłosić wcześniej kto będzie chciał tu przyjechać na Turniej. Ona o tym wiedziała od maja i zastanawiała się każdego dnia. I w końcu zdecydowała, że weźmie udział. Cały Durmstrang na nią liczył, że wygra, ale ona się przeniosła.
-Dzięki ...
-Sielo z Małp. -Posłał jej uśmiech.
-Dzięki Sielo. - On tylko posłał jej uśmiech i wstał od stołu by podejść do podium i wrzucić kartkę do Czary Ognia, a sala jego zgłoszenie ukoronowała brawami jak każdego wcześniej.
-Boski. - Skomentowała Bianca.
-Mało, że boski. On jest przystojny. I to zabójczo przystojny. - Powiedziała Potterówna.
-Sergiusowi się to nie spodoba. - Powiedziała Sonya.
-A co on ma do tego?
-Byłaś z nim w niedziele na randce w Hogsmeade. Wczoraj z nim rozmawiałaś. Tak widziałyśmy was. A dziś go olewasz. W sumie to od wczorajszej kolacji go olewasz.
-No bo zobacz ilu tu nowych przystojniaków przyjechało. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji jaką los nam daje.
-Jesteś stuknięta Lils.
-Czepiasz się Hale. - Bianca tylko na jej słowa przewróciła oczami.
-Ale Lily ma rację. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji. - Powiedziała Perrie.
-Tak z tym to się muszę zgodzić. - Powiedziała Sonya.
-Tak, wiem. - Powiedziała Bianca lekko się uśmiechając. - Macie racje. To byłby grzech.
-Ale długo masz zamiar olewać McLaggena?
-Jak najdłużej. Teraz za cel obstawiam Sielo. Chyba też mu wpadłam w oko.
-Ty widziałeś, twoja siostra chcę wrzucić kartkę do Czary.
-Rose? - Hugo jak na zawołanie spojrzał na podium. I zobaczył jak zadowolona Krukonka podchodzi do Czary i w płomienie wrzuca kartkę. - Zwariowała. - Powiedział gdy cała sala zaczęła bić brawa dla niej. Po chwili po raz kolejny rozbrzmiały brawa gdy kolejna osoba wrzucała kartkę w Czarę.
-Albo jest odważna. Chce się sprawdzić. Jak każdy. Tylko nie wszyscy mają odwagę. A ona ewidentnie ją ma. - Powiedział Jasper.
-Hugo, Rose wie co robi. - Powiedział Albus. - Ja się zastanawiam, ale chyba też wrzucę kartkę.
-A ja się już zastanowiłem i idę. - James Potter uśmiechnął się do wszystkich mijając rodzinę i poszedł do Czary Ognia.
-Kolejny zwariował.
-Hugo nie przesadzasz? - Ten posłał mu tylko mordercze spojrzenie, a Jasper się tylko zaśmiał. Cała trójka spojrzała na podium gdzie James Potter właśnie wrzucał kartkę w płomienie Czary, na sali znów rozległy się brawa, a on z wielkim uśmiechem odwrócił się i zaczął wracać. Cztery uczennice z Beauxbatons siedzące przy stole Huffelpuffu siedzące blisko końca stołu wstały i też podeszły do Czary. A na sali po raz kolejny kilka razy rozbrzmiały brawa.
Nim śniadanie się skończyło od stołu Gryffindoru wstał jeszcze jeden chłopak.
-Sergius. - Powiedziała Potterówna widząc chłopaka idącego z kartką w dłoni w stronę podium. Wrzucając kartkę w płomienie i na jego cześć rozbrzmiały brawa. - Co ty robisz? - Spytała gdy wracał. Zatrzymał się i spojrzał na nią.
-Zgłaszam się do Turnieju.
-Ale ...
-Co?
-Nieważne. - Powiedziała odwracając się. Sergius ruszył dalej i usiadł obok swoich przyjaciół.
-Jesteś tego pewien Sergius?
-Teraz już niema odwrotu Trevor.
-Mam nadzieję, że ona jest tego warta.
-Jest. - Powiedział spoglądając na Potterównę.
-Nie myśl sobie, że nie będziesz miał konkurencji.
-Co to ma znaczyć Mason?
-To, że też się zgłaszam. - Powiedział, rzucając mu spojrzenie przez stół po czym wstał i ruszył w kierunku podium.
-Weasley nie przyzwyczaiłaś się zbytnio? - Spytał Scorpius wchodząc na wieże i widząc że Krukonka tak jak zawsze siedzi na balustradzie i pali papierosa.
-Nie mam pojęcie o co ci chodzi Malfoy.
-To, że dosiadasz się do stołu Slytherinu od wczorajszej kolacji. - Powiedział odpalając papierosa i opierając się o balustradę plecami.
-Dosiadam się, bo chcę spędzić czas ze swoimi przyjaciółmi. Pamiętaj że Dom Smoka i Slytherin niczym się nie różnią. Byłam w Domu Smoka.
-Więc czemu nie jesteś w Slytherinie? - Rudowłosa westchnęła.
-Jakbyś zareagował gdyby Tiara krzyknęła Slytherin gdy McGonagall mi ją założyła?
-Wkurzyłbym się.
-No właśnie. A reakcja pozostałych Ślizgonów? Tiara nie chciała żebym została zmieszana z błotem.
-Ta czapka ma uczucia? Woow Nie wiedziałem.
-Też się zdziwiłam.
-Gratuluję odwagi.
-Słucham?
-Zgłosiłaś się do Turnieju.
-No jasne że się zgłosiłam. Wiem o nim od początku maja. Natsuri zbierała listę osób, które chcą tu przyjechać. Moje nazwisko było pierwszym na liście. Nie dlatego, że chciałam zobaczyć się z rodziną, która tu chodzi. Ale chciałam wziąć udział w Turnieju. Mieliśmy się zastanowić przez cały maj. I w czerwcu wpisać się na listę.
-Przez ten cały czas wiedziałaś?
-Oczywiście.
-I nic nie powiedziałaś? Nikomu?
-Zobowiązywała nas klauzula milczenia. - Powiedziała i zeszła z balustrady. - Idziesz na obiad?
-Też pytanie.
-Pozwolę ci nawet usiąść z nami.
-Powinienem czuć się zaszczycony. Zapraszasz mnie do mojego stołu.
-Zapraszam cię do twojego stołu, ale na miejsce wśród uczniów Durmstrangu. - Posłała mu uśmiech. - Możesz wziąć kumpli.
-To moja rodzina.
-Na jedno wychodzi. - Blondyn tylko przewrócił oczami na słowa Krukonki.
-Ta znowu siada do stołu Ślizgonów. - Powiedziała z niedowierzaniem Potterówna.
-I w dodatku tym razem Malfoy i reszta jego bandy dosiada się razem z nią do tamtych z Durmstrangu. - Powiedział Hugo.
-Ja się jej nie dziwię. - Powiedział Albus, a wszystkie spojrzenia zostały utkwione w nim. - No co? Przecież to proste. Była w Durmstrangu przez pięć lat. Ma tam przyjaciół. Tu nie zna nikogo. Prócz nas. Ale z nami nie chce mieć kontaktu. Była w Domu Smoka. A Dom Smoka jest tym samym czym jest Slytherin. Są sobie podobni. I nie dziwi mnie, że Rose tak dobrze dogaduje się z Malfoy'ami, Greengrass'ami, Camisso i Zabinim. A wszyscy wiemy że dwoje z rodzeństwa Zabini jest w Ravenclaw, tak jak Rose, więc ... dogadują się.
-Ale to nie znaczy, że ma się z nimi przyjaźnić. Przecież to Malfoy. Rodzice nienawidzą tej rodziny najbardziej! Bardziej niż McLaggena!
-To może w końcu z nim pogadasz? - Spytała Perrie.
-Zwariowałaś? Nie zbliżę się do tej Ślizgońskiej mendy.
-O Sergiusie mówiłam debilko.
-Oh ... A czemu miałabym z nim pogadać?
-Boże Lils jaka ty jesteś tępa. Ty na serio jesteś moją siostrą?
-Albus bo jak cię zdzielę zaraz ...
-Daj spokój Ruda.
-Nie mów do mnie Ruda! - Albus patrzył na nią z lekko otwartymi oczami.
-Wiesz zawsze myślałem, że masz coś z Metamorfomaga, ale ... teraz widzę że jednak zawsze miałem rację. - Powiedział i się uśmiechnął.
-Co ty mówisz kretynie?
-Lils. On ma rację. - Powiedziała Bianca.
-Co?
-Spójrz. - Powiedziała Hale i kosmyk jej włosów przysunęła pod twarz. Jej włosy były teraz koloru krwistej czerwieni, a nie, tak pięknego rudego koloru, jak zawsze.
-Nie. To nie może być prawda. Jak?
-Takie rzeczy się zdarzają Lils. - Powiedziała Sonya. A Albus i Hugo wybuchnęli śmiechem, gdy włosy Potterówny z czerwonego zmieniły się w zielone. Wszyscy zaczęli się śmiać i wkrótce cała sala zaczęła się rozglądać za źródłem hałasu i z czego się ów uczniowie śmieją.
-Ktoś tu jest Metamorfomagiem. - Powiedział Akalai patrząc na stół Gryfonów. Rose się odwróciła i zaczęła szukać osoby na którą wszyscy się patrzyli.
-No nie wierze. Moja kuzynka. Lily Potter Metamorfomagiem. Kto by przypuszczał. Zawsze myślałam, że to James jest najbardziej dziwny z ich czwórki.
-Co?! Potter Metamorfomagiem?! - Krzyknął Scorpius i się odwrócił. - Ona ma zielone włosy! I ... Czy to są kocie wąsy? - Spytał, a osoby siedzące najbliżej parsknęli śmiechem w tym Krukonka.
-Lils uspokój się. Wdech i wydech. Zapanujesz nad tym. - Mówiła jej Perrie.
-Mam kocie wąsy. Jak mam się uspokoić? - Spytała z łzami w oczach i wybiegła z sali.
-Lily!
-Zostaw mnie! - Krzyknęła tylko zasłaniając twarz. Wbiegła do toalety Jęczącej Marty na pierwszym piętrze. Dopiero tam dała upust emocjom i rozpłakał się na dobre. Wszyscy się z niej śmiali. To nie było przyjemne. Owszem lubi być w centrum zainteresowania, ale nie w taki sposób.
-Lily Potter. Co się stało? - Spytała Marta podlatując do dziewczyny skulonej w kącie. - No powiedz coś. Wiesz, że twój tata w drugiej klasie ważył tutaj ze swoimi przyjaciółmi eliksir wielosokowy? Lubił być niegrzecznym chłopcem. - Powiedziała roześmiana. Lily zaśmiała się również.
-Nie wiedziałam. - Powiedziała, ale po jej głosie dało się poznać że płacze.
-Więc czemu płaczesz Lily?
-Nie chcę o tym mówić. Zostaw mnie samą. Proszę. - Powiedziała nie podnosząc głowy, wciąż siedząc skulona z nogami podwiniętymi pod brodę i oplątującymi je rękoma.
-Jak sobie chcesz. - Powiedziała i odleciała by dać nurka w muszlę klozetową. Po chwili Potterówna podniosła się i podeszła do lustra. Jej włosy w tej chwili były niebieskie, a twarz miała kaczki.
-Jak ja wyglądam. - Zaszlochała cicho i pochyliła głowę, opierając się rękoma o umywalkę. Drzwi łazienki lekko zaskrzypiały, ale Gryfonka zdawała się tego nie słyszeć. Ktoś szedł w jej kierunku, kroki były coraz głośniejsze, aż w końcu ucichły.
-Lily. Nie bój się. Nad tym da się zapanować. Pomogę ci. Lily. To jest dar. Rzadko spotykany, ale dar. - Dziewczyna nic nie powiedziała tylko odwróciła się i wtuliła w tors chłopaka. Nie śmiał się. Nie nabijał się z niej jak inni. - Nie płacz już. Jeszcze będą ci zazdrościć.
-Czego tu można zazdrościć? Jestem dziwadłem.
-Nie jesteś. Zaufaj mi. Widziałem dziwniejsze rzeczy w życiu. Mogę ci pokazać. Jeśli zechcesz. Bo ostatnio zdajesz się mnie unikać.
-Przepraszam McLaggen ... znaczy Sergius. - Poprawiła się szybko wciąż wtulając się w niego i popłakując lekko, a on tulił ją do siebie i głaskał po plecach.
-Już dobrze? - Spytał gdy po dłuższej chwili ciszy odsunęła się od niego. Pokiwała tylko głową. Odwróciła się i spojrzała w lustro. - Widzisz już jest dobrze. To się kontroluje. Jednym z Matamorfomagów była Nimfadora Tonks, matka Edwarda Lupina. Na pewno ją kojarzysz z opowieści rodziców. Twój tata się z nimi przyjaźnił. Czy ktokolwiek nabijał się z niej? Nie. Była jednym z najlepszych Aurorów. Była w Zakonie Feniksa. A swój dar wykorzystywała do rozbawiania przyjaciół, lub dezorientacji wroga. Bynajmniej tak słyszałem.
-Jakoś tak było. - Powiedziała cicho.
-Możemy się skontaktować z Edwardem. Powie nam jak nad tym panować.
-Ale on się z tym urodził. To jest inaczej. Ja to dostałam tak nagle. To nie to samo.
-Masz rację. Nie to samo. Ale to nie znaczy, że nie da się nauczyć kontroli nad tym. Chodź. - Powiedział i wyciągnął dłoń w jej stronę. Przygryzła wargę, ale po chwili odwróciła się do niego i chwyciła wyciągniętą dłoń chłopaka. Zabrał ją do wieży Gryffindoru. I tam razem napisali list i wysłali go jego sową.
-Współczuję jej trochę. Jest teraz głównym tematem rozmów. Jak to na sali jej włosy przybrały zielony kolor, a na twarzy wyrosły kocie wąsy. - Powiedziała smutno Sonya.
-To jest Metamorfomagia. Rzadko spotykana. Znaczy rzadko ukazuje się u kogoś po kilku latach. Zazwyczaj daje o sobie znak od narodzin. - Mówiła Perrie.
-Swoją drogą ciekawe gdzie pobiegła. - Powiedziała zmartwiona Bianca.
-Miejmy nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. - Powiedziała Sonya. - Współpraca. - Powiedziała do Grubej Damy, a ta otworzyła im przejście do PW.
-I co znalazłyście ją? - Spytał Al zmartwiony.
-Nie.
-Spokojnie znajdzie się. Nie ma się co martwić. Jest w Hogwarcie. Nic jej nie grozi. - Powiedział Hugo.
-Też racja. - Przyznała mu rację Perrie.
-No cóż trzeba czekać. - Powiedział Frank do tej pory milczący. - Jak zgłodnieje to sama się znajdzie. - Zaśmiał się.
-No właśnie może jest w kuchni? - Spytał Paul, który martwił się o siostrę przyjaciela w równym stopniu co jej rodzina.
-Nie ma jej tam. Właśnie sprawdzałem. - Powiedział James wchodząc właśnie do PW.
W tym samym czasie na najwyższym piętrze wieży z dormitoriami chłopców, w jednej z sypialń na łóżku leżał Sergius, tulący do siebie rudowłosą dziewczynę, która była zmęczona ostatnimi wydarzeniami.
-Oh. - Powiedział zszokowany Ethan wchodząc do dormitorium.
-Co jest? - Spytał Treveor popychając przyjaciela. - Pogodziliście się?
-Nigdy nie byliśmy pokłóceni.
-Ale cię olewała. - Powiedział Mason zamykając drzwi.
-Swoją drogą, wiesz że wszyscy jej szukają? - Spytał od niechcenia Ethan.
-Ona nigdzie się nie chowa.
-Mówisz za nią? - Spytał Ethan. Po czym kontynuował. - To powiedz to jej rodzinie i przyjaciółką którzy z nerwów rwą sobie włosy z głowy i zamartwiają o nią.
-Przesadzasz Quincey.
-Ja przesadzam? - Spytał brunet. - Słyszałem rozmowę jej przyjaciółek.
-No to one przesadzają. Co ty byś zrobił Ethan gdybyś nagle tak jak ona dostał kocich wąsów, a twoje włosy zrobiłyby się zielone? Chciałbyś się schować jak najgłębiej gdzie nikt by cię nie znalazł i nie zobaczył. Tak jak ona. Wiesz że płakała? To było dla niej męczące. Wszyscy na nią patrzyli, nie tylko nasza szkoła, ale i Durmstrang i Beauxbatons. I te krzyki i śmiechy.
-I postanowiła się schować w twoich ramionach. - Skwitował Trevor.
-Tak. Nie.
-To tak czy nie?
-Jak ją znalazłem, owszem wtuliła się we mnie. Potrzebowała czyjegoś ramienia żeby się wypłakać, a akurat ja ją znalazłem. A szukało ją ile osób? Dziewięć? Dziesięć?
-Coś koło tego. A dokładniej wliczając naszą trójkę - Trevor wskazał na siebie, Ethana i Masona. - czternaście. Może teraz zwróci na ciebie uwagę. Jako jeden z nielicznych się z niej nie śmiałeś. Wyciągnąłeś pomocne ramię.
-Już zwróciła. - Powiedział z lekkim uśmiechem zerkając na rudowłosą dziewczynę leżącą obok niego z głową opartą na jego klatce piersiowej. - Inaczej by jej tu nie było.
-To może was zostawimy? Żartowałem. - Dodał szybko Ethan widząc miny przyjaciół i rzucił się na swoje łóżko.
-Wiesz co zrobić z tymi jej matamorfozami, nad którymi nie panuje? - Spytał Trevor.
-Przede wszystkim nie przejmować się tym, bo to jest naturalne. Znaczy wiesz, jak ktoś ją zdenerwuję to jej włosy dadzą o tym znać. Zmienią kolor. I ... no nie wiem jakie objawy ma Metamorfomag. Ale się dowiem ... dowiemy.
-Jak?
-Namówiłem ją by napisała list do Edwarda Lupina. Jego mama była Metamorfomagiem i on to po niej odziedziczył. Może coś poradzi.
-Jak ją przekonałeś do siebie? Znaczy, że nie nawrzeszczała na ciebie, ani nic i tak grzecznie z tobą przyszła? - Spytał Mason.
-Mówiła, że jest dziwadłem. Zaprzeczyłem temu, bo taka prawda. Powiedziałem również, że widziałem dziwniejsze rzeczy w życiu i mogę jej pokazać.
-Masz na myśli mnie. - Powiedział Trevor patrząc na przyjaciela.
-Będąc szczerym. Tak, miałem na myśli ciebie.
-Uważasz mnie za dziwadło?
-Ty to powiedziałeś stary, nie ja.
-Masz szczęście, że ona śpi przy tobie, bo byś oberwał. Ale żal mi jej budzić.
-No Trevor nie obrażaj się. Stary zwariowałeś? Jesteś moim kumplem, może masz te swoje dziwne wybryki, ale ... Nie rób takiej miny. - Sergius przewrócił oczami na zachowanie przyjaciela. - Wiesz czasem zachowujesz się jak dziecko.
-I kto to mówi?
-Ja przy najmniej nie gadam sam ze sobą zastanawiając się czy się zgłosić do Turnieju. - Trevor pokręcił tylko głową i usiadł na łóżku po prawej stronie obok łóżka McLaggena.
-Czasem cię nienawidzę.
-Nie martw się. Nie jesteś sam. Też czasem siebie nienawidzę. - Powiedział, a cała czwórka zaśmiała się.
-Ona zwariowała. Zastanowiła się właściwie? - Mówiła oburzona Lily.
-Lils uspokój się. Ona na pewno wie co robi. - Pocieszyła ją Perrie.
-Wczoraj wieczorem ogłoszono otwarcie Turnieju i możliwość zgłaszania się, a dziś rano ona jako pierwsza wrzuca swoje nazwisko do Czary Ognia. Powinna się zastanowić!
-Nie chcę wyjść na kogoś kto podsłuchuje. - Powiedział jeden uczeń z Durmstrangu siedzący dwa miejsca obok rudowłosej. - Ale my i zapewne Beauxbatons również o Turnieju wiemy od maja. Musieliśmy się zgłosić wcześniej kto będzie chciał tu przyjechać na Turniej. Ona o tym wiedziała od maja i zastanawiała się każdego dnia. I w końcu zdecydowała, że weźmie udział. Cały Durmstrang na nią liczył, że wygra, ale ona się przeniosła.
-Dzięki ...
-Sielo z Małp. -Posłał jej uśmiech.
-Dzięki Sielo. - On tylko posłał jej uśmiech i wstał od stołu by podejść do podium i wrzucić kartkę do Czary Ognia, a sala jego zgłoszenie ukoronowała brawami jak każdego wcześniej.
-Boski. - Skomentowała Bianca.
-Mało, że boski. On jest przystojny. I to zabójczo przystojny. - Powiedziała Potterówna.
-Sergiusowi się to nie spodoba. - Powiedziała Sonya.
-A co on ma do tego?
-Byłaś z nim w niedziele na randce w Hogsmeade. Wczoraj z nim rozmawiałaś. Tak widziałyśmy was. A dziś go olewasz. W sumie to od wczorajszej kolacji go olewasz.
-No bo zobacz ilu tu nowych przystojniaków przyjechało. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji jaką los nam daje.
-Jesteś stuknięta Lils.
-Czepiasz się Hale. - Bianca tylko na jej słowa przewróciła oczami.
-Ale Lily ma rację. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji. - Powiedziała Perrie.
-Tak z tym to się muszę zgodzić. - Powiedziała Sonya.
-Tak, wiem. - Powiedziała Bianca lekko się uśmiechając. - Macie racje. To byłby grzech.
-Ale długo masz zamiar olewać McLaggena?
-Jak najdłużej. Teraz za cel obstawiam Sielo. Chyba też mu wpadłam w oko.
***
-Ty widziałeś, twoja siostra chcę wrzucić kartkę do Czary.
-Rose? - Hugo jak na zawołanie spojrzał na podium. I zobaczył jak zadowolona Krukonka podchodzi do Czary i w płomienie wrzuca kartkę. - Zwariowała. - Powiedział gdy cała sala zaczęła bić brawa dla niej. Po chwili po raz kolejny rozbrzmiały brawa gdy kolejna osoba wrzucała kartkę w Czarę.
-Albo jest odważna. Chce się sprawdzić. Jak każdy. Tylko nie wszyscy mają odwagę. A ona ewidentnie ją ma. - Powiedział Jasper.
-Hugo, Rose wie co robi. - Powiedział Albus. - Ja się zastanawiam, ale chyba też wrzucę kartkę.
-A ja się już zastanowiłem i idę. - James Potter uśmiechnął się do wszystkich mijając rodzinę i poszedł do Czary Ognia.
-Kolejny zwariował.
-Hugo nie przesadzasz? - Ten posłał mu tylko mordercze spojrzenie, a Jasper się tylko zaśmiał. Cała trójka spojrzała na podium gdzie James Potter właśnie wrzucał kartkę w płomienie Czary, na sali znów rozległy się brawa, a on z wielkim uśmiechem odwrócił się i zaczął wracać. Cztery uczennice z Beauxbatons siedzące przy stole Huffelpuffu siedzące blisko końca stołu wstały i też podeszły do Czary. A na sali po raz kolejny kilka razy rozbrzmiały brawa.
Nim śniadanie się skończyło od stołu Gryffindoru wstał jeszcze jeden chłopak.
-Sergius. - Powiedziała Potterówna widząc chłopaka idącego z kartką w dłoni w stronę podium. Wrzucając kartkę w płomienie i na jego cześć rozbrzmiały brawa. - Co ty robisz? - Spytała gdy wracał. Zatrzymał się i spojrzał na nią.
-Zgłaszam się do Turnieju.
-Ale ...
-Co?
-Nieważne. - Powiedziała odwracając się. Sergius ruszył dalej i usiadł obok swoich przyjaciół.
-Jesteś tego pewien Sergius?
-Teraz już niema odwrotu Trevor.
-Mam nadzieję, że ona jest tego warta.
-Jest. - Powiedział spoglądając na Potterównę.
-Nie myśl sobie, że nie będziesz miał konkurencji.
-Co to ma znaczyć Mason?
-To, że też się zgłaszam. - Powiedział, rzucając mu spojrzenie przez stół po czym wstał i ruszył w kierunku podium.
***
-Weasley nie przyzwyczaiłaś się zbytnio? - Spytał Scorpius wchodząc na wieże i widząc że Krukonka tak jak zawsze siedzi na balustradzie i pali papierosa.
-Nie mam pojęcie o co ci chodzi Malfoy.
-To, że dosiadasz się do stołu Slytherinu od wczorajszej kolacji. - Powiedział odpalając papierosa i opierając się o balustradę plecami.
-Dosiadam się, bo chcę spędzić czas ze swoimi przyjaciółmi. Pamiętaj że Dom Smoka i Slytherin niczym się nie różnią. Byłam w Domu Smoka.
-Więc czemu nie jesteś w Slytherinie? - Rudowłosa westchnęła.
-Jakbyś zareagował gdyby Tiara krzyknęła Slytherin gdy McGonagall mi ją założyła?
-Wkurzyłbym się.
-No właśnie. A reakcja pozostałych Ślizgonów? Tiara nie chciała żebym została zmieszana z błotem.
-Ta czapka ma uczucia? Woow Nie wiedziałem.
-Też się zdziwiłam.
-Gratuluję odwagi.
-Słucham?
-Zgłosiłaś się do Turnieju.
-No jasne że się zgłosiłam. Wiem o nim od początku maja. Natsuri zbierała listę osób, które chcą tu przyjechać. Moje nazwisko było pierwszym na liście. Nie dlatego, że chciałam zobaczyć się z rodziną, która tu chodzi. Ale chciałam wziąć udział w Turnieju. Mieliśmy się zastanowić przez cały maj. I w czerwcu wpisać się na listę.
-Przez ten cały czas wiedziałaś?
-Oczywiście.
-I nic nie powiedziałaś? Nikomu?
-Zobowiązywała nas klauzula milczenia. - Powiedziała i zeszła z balustrady. - Idziesz na obiad?
-Też pytanie.
-Pozwolę ci nawet usiąść z nami.
-Powinienem czuć się zaszczycony. Zapraszasz mnie do mojego stołu.
-Zapraszam cię do twojego stołu, ale na miejsce wśród uczniów Durmstrangu. - Posłała mu uśmiech. - Możesz wziąć kumpli.
-To moja rodzina.
-Na jedno wychodzi. - Blondyn tylko przewrócił oczami na słowa Krukonki.
***
-Ta znowu siada do stołu Ślizgonów. - Powiedziała z niedowierzaniem Potterówna.
-I w dodatku tym razem Malfoy i reszta jego bandy dosiada się razem z nią do tamtych z Durmstrangu. - Powiedział Hugo.
-Ja się jej nie dziwię. - Powiedział Albus, a wszystkie spojrzenia zostały utkwione w nim. - No co? Przecież to proste. Była w Durmstrangu przez pięć lat. Ma tam przyjaciół. Tu nie zna nikogo. Prócz nas. Ale z nami nie chce mieć kontaktu. Była w Domu Smoka. A Dom Smoka jest tym samym czym jest Slytherin. Są sobie podobni. I nie dziwi mnie, że Rose tak dobrze dogaduje się z Malfoy'ami, Greengrass'ami, Camisso i Zabinim. A wszyscy wiemy że dwoje z rodzeństwa Zabini jest w Ravenclaw, tak jak Rose, więc ... dogadują się.
-Ale to nie znaczy, że ma się z nimi przyjaźnić. Przecież to Malfoy. Rodzice nienawidzą tej rodziny najbardziej! Bardziej niż McLaggena!
-To może w końcu z nim pogadasz? - Spytała Perrie.
-Zwariowałaś? Nie zbliżę się do tej Ślizgońskiej mendy.
-O Sergiusie mówiłam debilko.
-Oh ... A czemu miałabym z nim pogadać?
-Boże Lils jaka ty jesteś tępa. Ty na serio jesteś moją siostrą?
-Albus bo jak cię zdzielę zaraz ...
-Daj spokój Ruda.
-Nie mów do mnie Ruda! - Albus patrzył na nią z lekko otwartymi oczami.
-Wiesz zawsze myślałem, że masz coś z Metamorfomaga, ale ... teraz widzę że jednak zawsze miałem rację. - Powiedział i się uśmiechnął.
-Co ty mówisz kretynie?
-Lils. On ma rację. - Powiedziała Bianca.
-Co?
-Spójrz. - Powiedziała Hale i kosmyk jej włosów przysunęła pod twarz. Jej włosy były teraz koloru krwistej czerwieni, a nie, tak pięknego rudego koloru, jak zawsze.
-Nie. To nie może być prawda. Jak?
-Takie rzeczy się zdarzają Lils. - Powiedziała Sonya. A Albus i Hugo wybuchnęli śmiechem, gdy włosy Potterówny z czerwonego zmieniły się w zielone. Wszyscy zaczęli się śmiać i wkrótce cała sala zaczęła się rozglądać za źródłem hałasu i z czego się ów uczniowie śmieją.
***
-Ktoś tu jest Metamorfomagiem. - Powiedział Akalai patrząc na stół Gryfonów. Rose się odwróciła i zaczęła szukać osoby na którą wszyscy się patrzyli.
-No nie wierze. Moja kuzynka. Lily Potter Metamorfomagiem. Kto by przypuszczał. Zawsze myślałam, że to James jest najbardziej dziwny z ich czwórki.
-Co?! Potter Metamorfomagiem?! - Krzyknął Scorpius i się odwrócił. - Ona ma zielone włosy! I ... Czy to są kocie wąsy? - Spytał, a osoby siedzące najbliżej parsknęli śmiechem w tym Krukonka.
***
-Lils uspokój się. Wdech i wydech. Zapanujesz nad tym. - Mówiła jej Perrie.
-Mam kocie wąsy. Jak mam się uspokoić? - Spytała z łzami w oczach i wybiegła z sali.
-Lily!
-Zostaw mnie! - Krzyknęła tylko zasłaniając twarz. Wbiegła do toalety Jęczącej Marty na pierwszym piętrze. Dopiero tam dała upust emocjom i rozpłakał się na dobre. Wszyscy się z niej śmiali. To nie było przyjemne. Owszem lubi być w centrum zainteresowania, ale nie w taki sposób.
-Lily Potter. Co się stało? - Spytała Marta podlatując do dziewczyny skulonej w kącie. - No powiedz coś. Wiesz, że twój tata w drugiej klasie ważył tutaj ze swoimi przyjaciółmi eliksir wielosokowy? Lubił być niegrzecznym chłopcem. - Powiedziała roześmiana. Lily zaśmiała się również.
-Nie wiedziałam. - Powiedziała, ale po jej głosie dało się poznać że płacze.
-Więc czemu płaczesz Lily?
-Nie chcę o tym mówić. Zostaw mnie samą. Proszę. - Powiedziała nie podnosząc głowy, wciąż siedząc skulona z nogami podwiniętymi pod brodę i oplątującymi je rękoma.
-Jak sobie chcesz. - Powiedziała i odleciała by dać nurka w muszlę klozetową. Po chwili Potterówna podniosła się i podeszła do lustra. Jej włosy w tej chwili były niebieskie, a twarz miała kaczki.
-Jak ja wyglądam. - Zaszlochała cicho i pochyliła głowę, opierając się rękoma o umywalkę. Drzwi łazienki lekko zaskrzypiały, ale Gryfonka zdawała się tego nie słyszeć. Ktoś szedł w jej kierunku, kroki były coraz głośniejsze, aż w końcu ucichły.
-Lily. Nie bój się. Nad tym da się zapanować. Pomogę ci. Lily. To jest dar. Rzadko spotykany, ale dar. - Dziewczyna nic nie powiedziała tylko odwróciła się i wtuliła w tors chłopaka. Nie śmiał się. Nie nabijał się z niej jak inni. - Nie płacz już. Jeszcze będą ci zazdrościć.
-Czego tu można zazdrościć? Jestem dziwadłem.
-Nie jesteś. Zaufaj mi. Widziałem dziwniejsze rzeczy w życiu. Mogę ci pokazać. Jeśli zechcesz. Bo ostatnio zdajesz się mnie unikać.
-Przepraszam McLaggen ... znaczy Sergius. - Poprawiła się szybko wciąż wtulając się w niego i popłakując lekko, a on tulił ją do siebie i głaskał po plecach.
-Już dobrze? - Spytał gdy po dłuższej chwili ciszy odsunęła się od niego. Pokiwała tylko głową. Odwróciła się i spojrzała w lustro. - Widzisz już jest dobrze. To się kontroluje. Jednym z Matamorfomagów była Nimfadora Tonks, matka Edwarda Lupina. Na pewno ją kojarzysz z opowieści rodziców. Twój tata się z nimi przyjaźnił. Czy ktokolwiek nabijał się z niej? Nie. Była jednym z najlepszych Aurorów. Była w Zakonie Feniksa. A swój dar wykorzystywała do rozbawiania przyjaciół, lub dezorientacji wroga. Bynajmniej tak słyszałem.
-Jakoś tak było. - Powiedziała cicho.
-Możemy się skontaktować z Edwardem. Powie nam jak nad tym panować.
-Ale on się z tym urodził. To jest inaczej. Ja to dostałam tak nagle. To nie to samo.
-Masz rację. Nie to samo. Ale to nie znaczy, że nie da się nauczyć kontroli nad tym. Chodź. - Powiedział i wyciągnął dłoń w jej stronę. Przygryzła wargę, ale po chwili odwróciła się do niego i chwyciła wyciągniętą dłoń chłopaka. Zabrał ją do wieży Gryffindoru. I tam razem napisali list i wysłali go jego sową.
***
-Współczuję jej trochę. Jest teraz głównym tematem rozmów. Jak to na sali jej włosy przybrały zielony kolor, a na twarzy wyrosły kocie wąsy. - Powiedziała smutno Sonya.
-To jest Metamorfomagia. Rzadko spotykana. Znaczy rzadko ukazuje się u kogoś po kilku latach. Zazwyczaj daje o sobie znak od narodzin. - Mówiła Perrie.
-Swoją drogą ciekawe gdzie pobiegła. - Powiedziała zmartwiona Bianca.
-Miejmy nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. - Powiedziała Sonya. - Współpraca. - Powiedziała do Grubej Damy, a ta otworzyła im przejście do PW.
-I co znalazłyście ją? - Spytał Al zmartwiony.
-Nie.
-Spokojnie znajdzie się. Nie ma się co martwić. Jest w Hogwarcie. Nic jej nie grozi. - Powiedział Hugo.
-Też racja. - Przyznała mu rację Perrie.
-No cóż trzeba czekać. - Powiedział Frank do tej pory milczący. - Jak zgłodnieje to sama się znajdzie. - Zaśmiał się.
-No właśnie może jest w kuchni? - Spytał Paul, który martwił się o siostrę przyjaciela w równym stopniu co jej rodzina.
-Nie ma jej tam. Właśnie sprawdzałem. - Powiedział James wchodząc właśnie do PW.
W tym samym czasie na najwyższym piętrze wieży z dormitoriami chłopców, w jednej z sypialń na łóżku leżał Sergius, tulący do siebie rudowłosą dziewczynę, która była zmęczona ostatnimi wydarzeniami.
-Oh. - Powiedział zszokowany Ethan wchodząc do dormitorium.
-Co jest? - Spytał Treveor popychając przyjaciela. - Pogodziliście się?
-Nigdy nie byliśmy pokłóceni.
-Ale cię olewała. - Powiedział Mason zamykając drzwi.
-Swoją drogą, wiesz że wszyscy jej szukają? - Spytał od niechcenia Ethan.
-Ona nigdzie się nie chowa.
-Mówisz za nią? - Spytał Ethan. Po czym kontynuował. - To powiedz to jej rodzinie i przyjaciółką którzy z nerwów rwą sobie włosy z głowy i zamartwiają o nią.
-Przesadzasz Quincey.
-Ja przesadzam? - Spytał brunet. - Słyszałem rozmowę jej przyjaciółek.
-No to one przesadzają. Co ty byś zrobił Ethan gdybyś nagle tak jak ona dostał kocich wąsów, a twoje włosy zrobiłyby się zielone? Chciałbyś się schować jak najgłębiej gdzie nikt by cię nie znalazł i nie zobaczył. Tak jak ona. Wiesz że płakała? To było dla niej męczące. Wszyscy na nią patrzyli, nie tylko nasza szkoła, ale i Durmstrang i Beauxbatons. I te krzyki i śmiechy.
-I postanowiła się schować w twoich ramionach. - Skwitował Trevor.
-Tak. Nie.
-To tak czy nie?
-Jak ją znalazłem, owszem wtuliła się we mnie. Potrzebowała czyjegoś ramienia żeby się wypłakać, a akurat ja ją znalazłem. A szukało ją ile osób? Dziewięć? Dziesięć?
-Coś koło tego. A dokładniej wliczając naszą trójkę - Trevor wskazał na siebie, Ethana i Masona. - czternaście. Może teraz zwróci na ciebie uwagę. Jako jeden z nielicznych się z niej nie śmiałeś. Wyciągnąłeś pomocne ramię.
-Już zwróciła. - Powiedział z lekkim uśmiechem zerkając na rudowłosą dziewczynę leżącą obok niego z głową opartą na jego klatce piersiowej. - Inaczej by jej tu nie było.
-To może was zostawimy? Żartowałem. - Dodał szybko Ethan widząc miny przyjaciół i rzucił się na swoje łóżko.
-Wiesz co zrobić z tymi jej matamorfozami, nad którymi nie panuje? - Spytał Trevor.
-Przede wszystkim nie przejmować się tym, bo to jest naturalne. Znaczy wiesz, jak ktoś ją zdenerwuję to jej włosy dadzą o tym znać. Zmienią kolor. I ... no nie wiem jakie objawy ma Metamorfomag. Ale się dowiem ... dowiemy.
-Jak?
-Namówiłem ją by napisała list do Edwarda Lupina. Jego mama była Metamorfomagiem i on to po niej odziedziczył. Może coś poradzi.
-Jak ją przekonałeś do siebie? Znaczy, że nie nawrzeszczała na ciebie, ani nic i tak grzecznie z tobą przyszła? - Spytał Mason.
-Mówiła, że jest dziwadłem. Zaprzeczyłem temu, bo taka prawda. Powiedziałem również, że widziałem dziwniejsze rzeczy w życiu i mogę jej pokazać.
-Masz na myśli mnie. - Powiedział Trevor patrząc na przyjaciela.
-Będąc szczerym. Tak, miałem na myśli ciebie.
-Uważasz mnie za dziwadło?
-Ty to powiedziałeś stary, nie ja.
-Masz szczęście, że ona śpi przy tobie, bo byś oberwał. Ale żal mi jej budzić.
-No Trevor nie obrażaj się. Stary zwariowałeś? Jesteś moim kumplem, może masz te swoje dziwne wybryki, ale ... Nie rób takiej miny. - Sergius przewrócił oczami na zachowanie przyjaciela. - Wiesz czasem zachowujesz się jak dziecko.
-I kto to mówi?
-Ja przy najmniej nie gadam sam ze sobą zastanawiając się czy się zgłosić do Turnieju. - Trevor pokręcił tylko głową i usiadł na łóżku po prawej stronie obok łóżka McLaggena.
-Czasem cię nienawidzę.
-Nie martw się. Nie jesteś sam. Też czasem siebie nienawidzę. - Powiedział, a cała czwórka zaśmiała się.
-------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------
-----------------------------------
Jest kolejny rozdział mam nadzieję że się wam podoba.
Czekam na waszą opinię w komentarzach.
Pamiętajcie!
Czytacie = Komentujecie = Motywujecie