-Co cię gryzie siostra? - Spytał brunet siadając obok niej.
-Nie pytaj. Mam ochotę spaść z wysokości w przepaść.
-Tak jak parę chwil temu wprost w objęcia McLaggena? - Zaśmiał się lekko pod nosem. - Akurat przechodziłem przez portret i widziałem jak siedzisz tam u góry i nagle podskoczyłaś w górę jak oparzona co było przekomicznym widokiem. I spadasz w dół. I nagle McLaggen podbiegł kilka kroków szybko i złapał cię w ramiona broniąc przed upadkiem. To takie romantyczne. Udało mi się wyczytać z jego ust coś w stylu "Wiedziałem że jesteś aniołem, ale żeby spadać z nieba w moje ramiona." - Rudowłosa tylko przewróciła oczami, nie miała sił teraz kłócić się ze starszym bratem. - Pamiętasz co mama mówiła jak jechałaś pierwszy raz do Hogwartu? "Trzymaj się z daleka od syna McLaggena. Jego ojciec w czasach szkolnych był zadufanym w sobie narcyzem. Wnerwiał mnie i Hermionę na każdym kroku." A wujek Ron dodał szeptem żeby mama nie słyszała "McLaggen to samo zło." Chociaż ciocia Hermiona poszła z nim na Przyjęcie Bożonarodzeniowe w szóstej klasie organizowane przez Slughorna, zaproszeni byli tylko członkowie Klubu Ślimaka. Szkoda że tego Profesora już niema. Był super. Bynajmniej z opowieści rodziców i wujostwa. Ale słyszałem jak wujek Fred z wujkiem Georgiem coś kombinują specjalnie dla niego na święta. Babcia Molly narzeka na nich, że nie wydorośleli i ciągle zajmują się głupimi eksperymentami i dowcipami. Ale ja myślę że to coś specjalnego dla Slughorna.
-Ciekawe.
-Po moim jakże długim monologu odpowiadasz mi tylko "Ciekawe."? Lils do cholery co ci się stało?! - Potrząsnął ją za ramiona. - Kim jesteś i co zrobiłaś z moją siostrą?!
-James debilu weź się walnij porządnie w łeb zanim coś powiesz!
-Lily! Wróciłaś!
-Idiota. - Powiedziała Potterówna i wstała z kanapy oddalając się od brata. - I że on jest tej samej krwi co ja? Musieli go naprawdę podmienić w szpitalu. - Mruknęła pod nosem nalewając sobie kolejną szklaneczkę whisky i szybko wypiwszy jej zawartość weszła w środek tłumu tańczących. Bądź co bądź, ale Potterówna uwielbiała być w centrum zainteresowania. I już po chwili tańczyła w rytm gorącej muzyki lat czterdziestych do piosenek znanych tylko czarodziejom. Jej rękę złapał Ragnor Malakay chłopak o brązowych długich włosach do łopatek. Jeden z najbardziej najprzystojniejszych chłopaków w szkole, ale on w przeciwieństwie do większości chłopaków nie wykorzystuje faktu, że wszystkie dziewczyny chciałyby z nim chodzić lub po prostu się z nim przespać. Posłał rudowłosej uśmiech, a ona przez chwilę zatopiła się w jego czarnych jak noc oczach. I poczuła, że pragnie go bardziej niż zawsze, że on naprawdę się jej podoba. Zaczęła z nim tańczyć, a Sergius przypatrywał się jej tak szczęśliwej w ramionach innego chłopaka ze smutkiem w oczach. Wiedział że nie są razem. Ale widział jak bardzo ona chciałaby z nim być. Ale on się nie podda, nie popełni błędu ojca, który żałuje że się poddał tak łatwo i nie walczył o Hermionę Granger. On, Sergius sobie obiecał, będzie walczył o tę rudowłosą Gryfonkę. Gdy wybiła północ Lily stwierdziła, że na dziś starczy jej alkoholu i zabawy. Ragnor wraz z nią zakończył swoją imprezę. Razem zaczęli wchodzić po schodach na górę. I gdy tam ich nikt nie widział, brunet pocałował namiętnie Potterównę, zszokowana oddała pocałunek. Wyszeptał jej do ucha.
-Do zobaczenia piękna. - I wszedł kilka stopni wyżej, by po chwili zniknąć na piętrze, a następnie za drzwiami wieży z dormitoriami chłopców. Lily powoli ruszyła w górę schodami w ślad za nim, podeszła do drzwi prowadzących do dormitoriów dziewczyn i ruszyła do sypialni.
***
Koło pierwszej w nocy stwierdzili, że muszą się przewietrzyć. Wyszli z Pubu z zamiarem zrobienia rundki wokół wioski. W tym czasie towarzystwo postanowiło zapalić papierosa, oczywiście oprócz Tris i Jessici, które nie palą. Idąc ścieżką w lesie wygłupiali się i śmiali i Tamara zaczęła śpiewać, a reszta do niej dołączyła. I choć rockowe brzmienia tej piosenki brzmiały śmiesznie w wersji pijanych nastolatków, oni w tym czasie nie zwracali na to uwagi.
-Czy słyszałeś serca bicie w dźwiękach magii?!
Czy poczułeś dreszcz emocji kiedy powiedziała nie?!
Czy gdy ogień zgasł w kominku powiedziałeś sobie dość?!
Czy zaśpiewasz kołysankę aktem wiary i miłości?!
Czy gdy powiesz do widzenia szczere będzie to?!
Pożegnanie bezbolesne, pożegnanie bezlitosne!
Odwróć się i odejdź nim nastanie świt!
Bo gdy słońce wzejdzie rano, ona już zapomni cię.
Bo gdy biała róża zniknie, ty obierzesz nowy cel.
Bo łatwiejsza droga kręta, bo nie widać co ci da.
Bo bolesna prawda gorzką kawą jest.
Jest skażona, bezlitosna, smutna, wredna lecz przejrzysta.
Niźli kłamstwo tak okropne, przesłodzone, przebarwione.
Jest najgorszą rzeczą przecież, bo nieprzewidywalne jest.
Nucąc cicho tę melodię, wiesz jak dobrze prawda brzmiiiii iiiii?!
Cisza, mrok i nocna mgła, tak zawiła jak twe słodkie kłamstwa małe dwa.
Ludzie robią, lecz nie myślą, chcą mieć wszystko, nie dać nic.
Ludzie mówią wiele rzeczy, większość z nich to tylko blef.
Nic nie ujdzie naszym oczom, oczom tak prawdziwie złym!
Tak złamanym, smutnym, gniewnym, szukającym prawdy wciąż!
Tak dalece nam od prawdy, lecz zarazem blisko jest!
Bo czy kłamstwo tak istotne, prawdy w sobie może nie mieć nic?
W każdym kłamstwie ziarno prawdy znajdziesz, może dwa!
W każdym nie wiem, jakaś wiedza zawsze jest!
W nie widziałem, nie słyszałem, widziano wiele, słyszano też!
Usłyszano serca bicie, bicie magii w dźwiękach rocka!
Co ci może dać ten loooos?!
Co ci może dać ten loooos?!
Co ci może daaaać teeen looooooos?!
Jesteś sam, zupełnie sam!
Zapomniany w koncie siedzisz jak ten błazen stał!
Lubisz siedzieć, nic nie robić!
Jednocześnie pragniesz zmienić świat!
Nic nie robiąc w kącie ciemnym,
nie usłyszysz słów piosenki!
Nie usłyszysz słów miłości!
Nie usłyszysz jej wołania!
Nie usłyszysz serca bicia!
Serca bicia w dźwiękach magii!
Bezlitosnej! Nienawistnej!
Magii szczerej i prawdziwej!
Rytmu ciszy, samotności, nie zagłuszysz nigdy już!
Bo odszedłeś! Bo nie chciałeś! Nie walczyłeś o nią wcale!
Powiedziałeś do widzenia! Lecz nie szczere, nie prawdziwe!
Kłamstwo, słodkie i niewinne, oszukując własne serce!
Zagłuszyłeś dźwięki magii, serca bicie!
Cisza, mrok i nocna mgła, tak zawiła jak twe słodkie kłamstwa małe dwa.
Ludzie robią, lecz nie myślą, chcą mieć wszystko, nie dać nic.
Ludzie mówią wiele rzeczy, większość z nich to tylko blef.
Nic nie ujdzie naszym oczom, oczom tak prawdziwie złym!
Tak złamanym, smutnym, gniewnym, szukającym prawdy wciąż!
Tak dalece nam od prawdy, lecz zarazem blisko jest!
Bo czy kłamstwo tak istotne, prawdy w sobie może nie mieć nic?
W każdym kłamstwie ziarno prawdy znajdziesz, może dwa!
W każdym nie wiem, jakaś wiedza zawsze jest!
W nie widziałem, nie słyszałem, widziano wiele, słyszano też!
Usłyszano serca bicie, bicie magii w dźwiękach rocka!
Co ci może dać ten loooos?!
Co ci może dać ten loooos?!
Co ci może daaaać teeen looooooos?!
Los ci wiele może dać, lecz pamiętaj!
Miłość nie wybacza błąd!
Nim zabłądzisz w zapomnieniu!
Przestań patrzeć tak na tłum!
Nienawistnym swym spojrzeniem!
Nie zabierzesz tamtych dni!
Nie wyrzekniesz się przeszłości!
Nie zapomnisz o miłościiiii ...
***
Lily Potter wstała o dziesiątej trzydzieści i zastanawiała się czy ma pójść, czy jednak nie na randkę z Sergiusem. Przecież wczoraj pocałował ją Ragnor i podobało jej się. Po trwającej dwadzieścia minut wojnie myśli podeszła do szafy i zaczęła przeglądać co w niej ma. Ale miała problem co ubrać na randkę z McLaggenem. Przecież to McLaggen nie będzie się dla niego stroić, ale z drugiej strony nie wypada iść na randkę w byle czym. Wzięła pod uwagę że jest jeszcze ciepło, ostatki lata dają o sobie znać. Więc postawiła na sukienkę. Pytanie tylko, którą ma ubrać? Tę rubinową z koronką na piersi? Tą z motywem kwiatowym? Zwykłą czarną? Falowaną czarną z kokardką z tyłu? Zielono-złotą z błękitnymi i czarnymi wzorkami? Koniec końców ubrała fioletową z białą różą wszytą na prawym ramieniu, była ona luźna, zwiewna i falowana na ramiączka. Usiadła przy toaletce i nałożyła lekki podkład, oczy podkreśliła czarną kredką, rzęsy czarnym tuszem, powieki pomalowała srebrnym cieniem, a na usta nałożyła blado czerwoną szminkę. Włosy upięła w luźnego koka, z którego wychodziło kilka kosmyków włosów, efekt ten był zamierzony. Z kufra wyciągnęła jeszcze czarne koturny i była gotowa. Gdy spojrzała na zegarek była godzina jedenasta czterdzieści trzy. Wzięła głęboki oddech i spojrzała na siebie w lustrze. Wyglądała ślicznie, tak jak zawsze. Gdyby jej przyjaciółki obudziły się w tej chwili nie zgadłyby że Lily idzie na randkę, ona na ogół uwielbia ładnie wyglądać. Odwróciła się i spojrzała na pogrążone we śnie współlokatorki. Uśmiechnęła się na myśl, że gdy się obudzą będą cierpieć na strasznego kaca, gdyż zbyt dużo wypiły poprzedniego wieczora, z resztą tak samo jak Lily, ale to ona miała buteleczkę z eliksirem na kaca, którą wypiła gdy tylko się obudziła i niestety więcej nie miała. Będzie musiała uwarzyć go sobie sama, albo poprosić braci lub kuzynostwo. Wyszła po cichu z dormitorium. Przeszła krótki korytarz i zaczęła schodzić po owalnych schodach. Jej dormitorium znajduje się na drugim piętrze, a na każdym z pięter mieszczą się trzy sypialnie. Następnie przeszła znów dość krótkim korytarzem na drugą stronę i otworzyła drzwi i znalazła się na małym balkonie od którego odchodziły dwoje drzwi, jedne w których właśnie stała i drugie po przeciwnej stronie prowadzące do wieży dormitorium chłopców. Zamknęła za sobą drzwi i stanęła na chwilę przy balustradzie z której spadła wieczorem wprost w ramiona McLaggena. Stał tam na dole, tyłem do niej. Miał na sobie koszule w fioletowo-białą kratkę i czarne jeansowe spodnie, opinające jego nogi, typowe rurki. Musiała przyznać, że wyglądał dobrze od tyłu. Wzięła kolejny głęboki oddech tego dnia i zaczęła powoli schodzić po schodach do PW. Wchodząc do salonu, stał już przodem do niej, musiał usłyszeć, że schodziła. Zauważyła że na szyi ma zawiązany czerwony krawat.
-Wyglądasz prześlicznie Lily. - Powiedział podchodząc do niej i wyciągając do niej dłoń by pomóc zejść z tych kilku ostatnich schodków, gdyż zatrzymała się na czwartym licząc od dołu. Chwyciła lekko jego dłoń, gdy stanęła już na podłodze on uniósł jej dłoń do góry i ucałował wierzch jej dłoni. - Naprawdę cieszę się że się zgodziłaś Lily. - Uśmiechnął się do niej szczerze, chłopięco. Chcąc nie chcąc Potterówna odwzajemniła uśmiech. I wyszli do Hogsmeade, chwyceni pod ramię. Dzisiaj większość osób spała jeszcze po nocnej imprezie. Idąc korytarzami nie trafili na nikogo prócz duchów.
***
Gdy wybiła dwunasta w południe w Trzech Miotłach dało się słyszeć wielkie zamieszanie. Uczniowie przeklinający bolące mięśnie i kości od spania w niewygodnych pozycjach. Narzekający na bóle głowy, zawroty, mdłości. Wszystkich dopadł wielki kac morderca. Trzy Miotły wyglądały jak pobojowisko po III Wojnie, zresztą tak jak zawsze po wielkiej uczniowskiej imprezie. I tak jak za każdym razem tak i tym Rosmerta nie miała zamiaru nikomu ułatwiać sprawy. Wszyscy wiedzieli, że ma ona eliksiry na kaca w bardzo wielkiej ilości. Ale by owy eliksir dostać musieli sobie zasłużyć.
-Rosmerta, masz elik...
-Znacie zasady. Nie ma eliksiru, póki nie posprzątacie po sobie całego bałaganu. Mówię również o toaletach. - Powiedziała wracając do czyszczenia szklanek. W Pubie znajdowało się koło pięćdziesięciu osób więc wszyscy wzięli się do roboty. Rose z siódemką Ślizgonów ruszyła na piętro jak najszybciej by nie wylądować przy sprzątaniu toalet. Wszyscy zaczęli sprzątać potłuczone szkło, papierki, odpadki po jedzeniu i wycierać podłogi, stoliki i krzesła od rozlanych napoi. Nikt w tej chwili nie używał różdżek, bo przy takim kacu ciężko było przypomnieć sobie jakiekolwiek zaklęcie. Gdy Pub był już czysty i każdy wykonał swoją część sprzątania Rosmerta wyłożyła na stół skrzyneczkę z flakonikami z tak mocno wyczekiwanym eliksirem na kaca przez uczniów. Każdy po opróżnieniu fiolki oddał pustą by mogła ją później umyć i ponownie wykorzystać. Większość uczniów opuściła Pub, ale niektórzy w tym Rose, Tris, Tami, Jessica, Scorpius, Jace, Jake i Liam zostali. Owa ósemka została przy barze i zamówiła jakiś ciepły posiłek. Tak samo pozostali, którzy postanowili zostać rozsiedli się po stolikach w Pubie i czekali aż kelnerzy podejdą do nich po zamówienie.
***
-Czy to Rose?! Ze Ślizgonami?! Ona zwariowała! - Krzyknęła Lily przechodząc obok Trzech Mioteł i widząc kuzynkę siedzącą przy barze wraz z siódemką Ślizgonów razem rozmawiających i śmiejących się i jedzących obiad.
-Lily uspokój się. To twoja kuzynka. Ale ona wie co robi. Nie jest dzieckiem. Pięć lat w Durmstrangu potrafi zmienić człowieka.
-Skąd wiesz?
-Moja mama uczyła się w Durmstrangu. Ale nigdy już nie była taka jak przed rozpoczęciem szkoły. Siedem lat tam zmieniło ją mocno. Opowiadano nam to. Moi dziadkowie i wujkowie. Ale mama sama nigdy nie powiedziała tego na głos, za każdym razem ich wyśmiewa, mówiąc że nie mają racji. Ale gdy dziadek pokazał mi kiedyś film z jej dzieciństwa na kilka miesięcy przed rozpoczęciem szkoły, a następnie filmy z wakacji po każdym zakończonym roku. I ja to zauważyłem. Zmieniła się. Ona tego nie widzi, albo nie chce widzieć. Po mimo tego, że to bardzo dobra szkoła, praktykowanie i uczenie się o czarnej magii zmienia na zawsze. Może nie zrobi z ciebie od razu czarnoksiężnika. Ale zmienia człowieka, jego dusze, zachowanie, serce. Gdy ktoś cię rozzłości to pierwsze co masz zamiar zrobić to uderzyć w twarz, rzucić Stupyfy, albo Ekspeliarmus. A ten kto chodził do Durmstrangu rzuci jakąś klątwę, w najgorszym wypadku Cruciatusa.
-Oh.
-Rose już nigdy nie będzie taka jak dawniej. Nie dziwie jej się, że zaprzyjaźniła się ze Ślizgonami. Wszyscy którzy chodzili, chodzą do Durmstrangu są tacy sami i pasowaliby tylko i wyłącznie do Slytherinu w Hogwarcie.
-Ale Rose trafiła do Ravenclaw.
-A dziwisz się Tiarze, że ją tam przydzieliła? Nie jest już taka jak wcześniej. Gryffindor odpadał. Zapewne Tiara chciała ją przydzielić do Slytherinu, ale ktoś taki jak ona z nazwiskiem Weasley w Slytherinie ... zmieszali by ją z błotem w momencie w którym dosiadłaby się do ich stołu w czwartek na rozpoczęciu szkoły.
-Też racja.
-Więc skoro Trzy Miotły są oblegane przez samych Ślizgonów, którzy zapewne balowali tu przez dwadzieścia cztery ostatnie godziny ... Zapraszam cię do Stodoły. Może nazwa nie jest zachęcająca, ale nie pożałujesz. - Powiedział i wyciągnął do niej ramię by znów go chwyciła, bo w przypływie szoku i złości na Pannę Weasley, Potterówna puściła jego ramię.
***
Idąc ulicami Hogsmeade Rose i Scorpius kłócili się o to kto jest lepszym szukającym. Tami powiedziała że czytała każdą relację z meczy w Durmstrangu i że ją uwielbia. Scorpius się zdenerwował jak jego kuzynka może woleć ją od własnego kuzyna. I teraz wykłucał się z Krukonką dlaczego to on jest lepszy.
-Jestem Ślizgonem, więc jestem najlepszy. Po za tym mój ojciec też grał w Quidditcha jako szukający!
-Tak, ale wiesz czemu zgłosił się do drużyny? Bo chciał pokazać że jest lepszy od Harry'ego Pottera. I wiesz co?! Nie był lepszy!
-Rose jak ...
-Aaaa!
-Nic ci nie jest?!
-Simon powiedz coś!
-Co tam się stało? - Spytała Weasley'ówna idąc w stronę krzyków. Za rogiem była knajpa w której wczoraj Krukoni świętowali początek roku. - Thania! - Zawołała widząc blondynkę.
-Rose!
-Co się stało?! - Spytała podbiegając do kuzynki, a Ślizgoni za nią.
-Simon Frottu stał na balkonie i palił papierosa. Nagle balkon się zarwał. Nie wiem czemu. Spadł. Przygniotło go. - Powiedziała zmartwiona.
-Wzywaliście już pomoc?
-Tak McGonagall i Pani Pomfrey zaraz tu będą. Ale nie wykluczone jest że będzie musiał pojechać do Munga.
-Rozejść się! - Krzyknął Jorge Lokwood, nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią biegnąc na samym przedzie w stronę zbiegowiska uczniów. Tuż za nim biegł opiekun Ravenclaw Tylor Husel, następnie dyrektorka i na samym końcu pielęgniarka. Zrobiono im przejście i podbiegli do chłopaka, wciąż uwięzionego pod gruzami.
-Nie znam się zbytnio na urazach, ale chłopak chyba będzie musiał trafić do Munga. Wyślę wiadomości Patronusem do szpitala i do jego rodziców. - Powiedział do Minervy. - A wy rozejść się! - Krzyknął do tłumu gapiów.
-Ma złamaną prawą rękę i nogę. Możliwe że również kilka żeber. - Usłyszeli głos Pani Pomfrey nim odeszli.
-Ej czy on czasem nie jest waszym Szukającym? - Spytała Tris.
-Jest. - Odpowiedziała Thania smutno.
-Teraz możesz udowodnić mu kto jest lepszy. - Zwróciła się Tamara do rudowłosej.
-Ty przeciw mnie?
-Wybacz Scor.
-Rose! - Powiedziała nagle błagalnie. Ignorując Ślizgonów. - Jesteś przecież najlepszą Szukającą! Durmstrang nie miał nigdy tak dobrego zawodnika! Jesteś nawet lepsza od niegdyś sławnego Kruma! Musisz zostać Szukającą naszej drużyny!
-Zapomnijcie nie ma mowy!
-Będzie niezła zabawa. - Powiedział Jake.
-Rose zgódź się! Nie ma nikogo lepszego na miejsce Szukającego! Musisz się zgodzić!
-Tu ma rację. Nie mają dobrych graczy. - Skwitował Jace.
-A co z tego będę miała?! - Spytała buntowniczo. Blondynka tylko uśmiechnęła się tajemniczo, jakby właśnie takiej odpowiedzi się spodziewała i pokiwała głową. - Zgoda. - Powiedziała Rose. A Ślizgoni patrzyli na nią zdziwieni. - Ale ty nie jesteś Kapitanem więc ...
-Spokojnie. Zgodzi się. Wie że nie mamy zbytnio dobrego wyboru jeśli chodzi o Szukających. będzie wiedział że albo ty albo Flug. - Wymawiając to nazwisko udała że wymiotuje. Po czym uśmiechnęła się słodko. - To do zobaczenia. Ja mam złe wieści do przekazania Kapitanowi. - Powiedziała blondynka odchodząc.
-Ona nas całkowicie ignorowała.
-Thania już tak ma. Ma ogólnie wredny charakter.
-Ma zajebiste nogi.
-I bardzo cięty język. Nie chciałbyś jej usłyszeć wkurzonej Jake.
-A ty już miałaś okazję?
-Od szesnastu lat? Wielokrotnie.
-Szesnastu lat?
-To jest moja kuzynka. Daleka, ale jednak kuzynka. Córka, kuzyna Harry'ego Pottera. Tak jest mugolaczką. Ale ... Potrafi zajść za skórę jak czterdziestu Ślizgonów naraz. Ma w sobie Ślizgońską krew. I gdyby była czystej krwi, zapewne byłaby w waszym domu. Nie wierzę! - Krzyknęła nagle wpatrując się w okno jednego z budynków.
-Co?
-Moja kuzynka na romantycznym obiedzie z McLaggenem! - Zasłoniła sobie usta dłonią.
-Co w tym dziwnego?
-W naszej rodzinie od najmłodszych lat ostrzegano nas przed McLaggenami. Nasi rodzice nienawidzili jego ojca Cormaca McLaggena. Mieli na pieńku. podrywał moją mamę w szóstej klasie.
-McLaggen zarywał do twojej matki? - Zaśmiał się Liam.
-Tak. A ojciec widząc to krew się w nim gotowała i dostawał białej gorączki. Raz wujek Harry opowiedział nam historię z szóstej klasy jak to było. Chociaż wątpię, że wszystko co powiedział było prawdą. Mama na serio specjalnie jadła ślimaki żeby swoim oddechem odstraszyć od siebie Cormaca? Wierzyć mi się nie chce.
-To akurat prawda. - Powiedział Jace.
-A ty skąd wiesz? - Spytał Scorpius.
-Tata mi opowiadał. No przecież wiesz że mój ojciec też był w Klubie Ślimaka. Twojego ojca za to nie chciał. - Zaśmiał się. - Tata wszystko widział i opowiedział mi kiedyś jak zapytałem go jak było w szkole za jego czasów.
***
Czuła się dziwnie siedząc przy jednym stoliku tylko z McLaggenem, jedząc obiad w romantycznej małej knajpce. Naprawdę spodziewała się czegoś innego po miejscu o nazwie Stodoła. W rzeczywistości jest to mała knajpka jest tu dziesięć małych dwuosobowych stolików oraz sześć większych dla maksimum sześciu osób, chociaż na upartego i osiem by przy nim usiadło.
-Skąd wiesz o istnieniu tego miejsca?
-Może nie wyglądam, ale czasami zwracam uwagę na szczegóły. Kiedyś przyglądałem się wszystkim budynkom w tej wiosce i zauważyłem tą knajpkę, obok, której z początku przechodziłem obojętnie.
-Cześć Sergius. - Pewna brunetka z czwartej klasy przechodząc obok ich stolika uśmiechnęła się zadziornie do bruneta. Ten tylko uprzejmie skinął głową, rzuciwszy okiem na nią tylko na sekundę. Lily w tym czasie spuściła wzrok na swój już pusty talerz, myśląc że jak to on zacznie rozmowę z tamtą dziewczyną ale zdziwiła się gdy nie usłyszała z jego strony słów skierowanych do młodszej Gryfonki, a do siebie samej.
-Więc Lily, co ty na to by po tak wspaniałym obiedzie pójść na mały spacer? - Rudowłosa kiwnęła twierdząco głową. Wstali od stolika i ruszyli do wyjścia. Gdy już opuścili lokal Potterówna spytała.
-Czemu nie porozmawiałeś z nią? Przecież nigdy się tak nie zachowujesz.
-Dziś jestem na randce Lily. I całą uwagę zamierzam poświęcić tobie. - Spodobały jej się słowa które usłyszała. I choć nie okazywała tego, cieszyła się że tak się zachował.
----------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------
--------------------------------------
Jest kolejny rozdział.
Mam nadzieję, że się wam podoba.
Czekam na wasze komentarze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz