-Nigdy nie przypuszczałaś, że ujrzysz mnie w Hogwarcie?
-Jako nauczyciela? - Pokręciła przecząco głową. - Chyba, że jest w tym inne dno? Wiem, że coś wiesz i ukrywasz to. - Blondyn zaśmiał się.
-Zawsze umiałaś czytać z ludzi jak z otwartej księgi.
-Przede mną nie można nic ukryć. Więc?
-Tyler Husel poprosił mnie abym został jego asystentem w tym roku szkolnym w Hogwarcie.
-Tylko w tym?
-Tylko.
-Dlaczego?
-Ponieważ ten rok szkolny Rose, będzie wyjątkowy. Wkrótce się dowiesz. A teraz wyjdź. Będę musiał teraz się użerać z pierwszorocznymi wraz z Tylerem.
-Tyler twój przyjaciel co nie? Też był w Ravenclow.
-Tak. Klasę wyżej. Był Ścigającym i Kapitanem, a ja z Lysandrem Pałkarzami.
-Wiedziałam, że skądś go znam. Pokazywaliście mi zdjęcie drużynowe.
-Tak. - Powiedział i ruszył do swojego gabinetu. A Krukonka odwróciła się i wyszła z sali.
***
-Co się stało Liss? - Spytał brunet widząc zdenerwowaną i zirytowaną przyjaciółkę.
-Mój brat wrócił do Hogwartu. Jako asystent nauczyciela eliksirów.
-No cóż twoi bracia zawsze byli dobrzy w eliksirach. Nic dziwnego, że zaproponowano tą posadę twojemu bratu. Któremu tak właściwie?
-Lorcan. Ale nie wiesz najlepszego. Nauczycielem eliksirów jest Husel.
-Husel? Tylor Husel?
-Tak. Ten sam. To nie jest śmieszne Al! - Skarciła przyjaciela blondynka i zirytowana usiadła na ławce na dziedzińcu.
-Co ty masz tak właściwie do niego? Na początku nie zwracałaś na niego uwagi, nie przeszkadzał ci, gadałaś z nim normalnie, lubiłaś go. A potem ... Co się stało Liss? - Blondynka milczała przez dłuższą chwilę. W końcu podniosła głowę i spojrzała Albusowi w oczy. Po upewnieniu się, że w pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby ich podsłuchać powiedziała powoli i cicho.
-Miałam z nim romans.
-Jest o pięć lat starszy! Kiedy?! Gdzie?! Jak?! Zwariowałaś?!
-Jeszcze głośniej, bo cały Hogwart cię nie usłyszał!
-Wybacz.
-Nikt o tym nie wie. Wiedział, że moi bracia by go zatłukli gdyby się dowiedzieli, że chodzę ze starszym o pięć lat chłopakiem. Ja miałam dziesięć lat, on piętnaście, gdy zakochaliśmy się w sobie. To było prawdziwe. Byliśmy ze sobą przez trzy lata. Zerwał ze mną w wakacje przed tym jak miałam wyjechać do Hogwartu. Pamiętasz? W trzeciej klasie byłam dość cicha. Nie rozumiałam czemu? Dlaczego? A w następne wakacje, gdy przyjechał do moich braci ...wszystko wróciło ... uczucia ... pragnienie, pożądanie, miłość. Poddaliśmy się temu i ... wszystko potoczyło się tak szybko. Znów razem, znów szczęśliwi. A dwa tygodnie przed końcem wakacji przedstawił wszystkim swoją narzeczoną. Zabolało ... Cholernie zabolało. Zaczęłam go unikać. Ale w końcu jednak wpadłam na niego. Cztery dni przed rozpoczęciem szkoły. Przyszedł do moich braci, ale zastał tylko mnie. Nie chciałam z nim gadać, ale był uparty i namolny. Więc usiadłam i czekałam na to jakie bzdury mi powie. Powiedział, że do małżeństwa z tą dziewczyną zmuszają go rodzice. Powiedział, że nie będzie się spieszył ze ślubem. Poczeka na mnie. Bo on chce mnie. Pragnie mnie. Pożąda coraz bardziej każdego dnia. Był bardzo przekonujący. Wybaczyłam mu, uwierzyłam. Byłam taka głupia. Całą czwartą klasę pisaliśmy do siebie masę listów. Każdy wypad do Hogsmeade, spotykałam się z nim. Potajemnie. Nikt, nigdy nas nie widział. Byłam wtedy taka szczęśliwa będąc z nim.
-Więc co się stało? - Spytał gdy przez dłuższy czas nic nie mówiła.
-Ta dziewczyna ... miała wypadek. To było miesiąc przed końcem szkoły. Zginęła na miejscu. Był wściekły. Byłam wtedy z nim gdy dostał telefon, że ona nie żyje ... Musiałam wtedy z kimś pogadać, a nikt nie miał dla mnie czasu, nikt nie chciał mnie wysłuchać, więc poszłam do Hogsmeade spotkać się z nim. Po odebraniu telefonu był wściekły ... przewrócił stół, rozwalił krzesło, potłukł szklanki ... a potem mnie ... na siłę ... Później przepraszał wiele razy, ale nie wybaczyłam mu. Ignorowałam. Na jego widok od razu uciekałam. Nienawidzę go. A teraz? Jest w szkole. Nieuniknione jest nasze spotkanie sam na sam. A jak mnie spotka, to nie puści. Będzie trzymał puki go nie wysłucham i nie wybaczę.
-Skąd wiesz?
-Przeczytałam każdy list, który do mnie wysłał.
-Skoro go nienawidzisz, to czemu czytałaś listy, które wysyłał?
-Nie wiem. Nie jestem ... Jestem po prostu zbyt ciekawa. Czytałam by zaspokoić ciekawość. Co tym razem ma mi do powiedzenia? Co mi wygarnie? O co poprosi? Czy będzie błagał? Sprawiało mi satysfakcję czytając jego listy, widząc jak się płaszczy i poniża. Dowartościowywało mnie to.
-Czujesz jeszcze coś do niego. - Stwierdził młody Potter.
-Zwariowałeś?
-Więc powiedz Lorcanowi. Że nienawidzisz Tylera, że cię skrzywdził. Zajmie się nim. I raz dwa załatwią nowego nauczyciela.
-Nie zrobię tego.
-Więc jednak czujesz coś do niego jeszcze.
-Nie mogę powiedzieć Lorcanowi. Wścieknie się na mnie. Powie reszcie rodziny. Wiesz kim wtedy będę w ich oczach? Nikim. Ten człowiek doprowadza mnie do szału, do białej gorączki ... Ja nie wytrzymam tu z nim dwóch lat. Ale nie mogę powiedzieć braciom, rodzinie. Wyrzekną się mnie. Al błagam nie mów nikomu. Obiecaj mi to.
-Nikomu nie powiem. Obiecuję. - Powiedział i przytulił Krukonkę.
***
I przyszła sobota. Większość uczniów nie zjawiła się w wielkiej sali na śniadaniu. Gdy nadchodzi wolne uczniowie lubią pospać dłużej. Dzisiaj jest pierwsze w tym roku wyjście do Hogsmeade. Rose jeszcze sama nie wiedziała czy pójdzie na imprezę na którą została zaproszona. Ale wiedziała, że na pewno nie zostanie w wieży. Musi gdzieś pójść. Zostać sama. Lecz nie tylko ona miała takie plany na dziś.
-Gissel odwal się w końcu ode mnie! Nie rozumiesz, że mam cię dość! Wkurzasz mnie! Twojej mamie nie udało się zostać panią Malfoy to myślicie sobie, że ty zostaniesz?! Zejdź mi z oczu! Już! - Krzyk Scorpiusa obudził chyba wszystkich, którzy wciąż smacznie spali w Lochach, jak nie w całym zamku. Ale większość Ślizgonów bynajmniej ze starszych klas wiedziała, że nie ma czym się przejmować. To tylko Scorpius i kolejna kłótnia. Nic takiego.
-Ale Scori ...
-Nie nazywaj mnie tak. Doprowadzasz mnie do szału kretynko! - Wycedził przez zęby. I wyszedł z Lochów. Kierował się w jedno miejsce w którym mógłby być teraz sam i nikt go nie znajdzie.
-Co w takim złym nastroju Malfoy? - Usłyszał gdy tylko wszedł na swoją wieżę do swojej samotni. Widocznie już nie tylko jego. Będzie ją dzielił z nią. Siedziała na balustradzie tak jak wczoraj. Wyluzowana, swobodna, ubrana w jeansowe krótkie spodenki i zieloną koszulkę na ramiączka ze smokiem na lewej piersi i czarnych adidasach za kostkę.
-Zielony jest zarezerwowany dla Ślizgonów Weasley. - Powiedział by nie mówić o sobie.
-Chciałbyś Malfoy. - Powiedziała najwyraźniej rozbawiona.
-Co cię tak bawi?
-Kilka rzeczy. Fakt, że zielony przywłaszczasz tylko dla siebie i innych Ślizgonów i twój stan. Wiesz jak byłam w Durmstrangu zielony był moim kolorem i pozostałych Smoków. A Tiara chciała mnie przydzielić do Slytherinu, ale zdecydowała, że jednak nie, bo osoba z moim nazwiskiem nie byłaby mile widziana w waszym gronie.
-Może każde z twojego rodzeństwa i kuzynostwa tak. Ale ty jesteś inna. Nie irytujesz mnie tak jak oni. - Powiedział siadając na przeciw niej i odpalając papierosa. Sam nie wiedział czemu to powiedział.
-A czemu oni cię tak wkurzają? Jak byś ich poznał zapewne byś ich polubił. A czemu ja cię nie denerwuję? Bo jestem podobna do ciebie. Choć na pozór tego nie widać. Ale w duszy jestem Ślizgonką. - Powiedziała i zapalając kolejną fajkę zapatrzyła się w horyzont. A on przyglądał jej się z wielkim zainteresowaniem.
-Zrób sobie zdjęcie. Zostanie na dłużej. - Powiedziała odwracając na niego głowę. - Malfoy to że na ciebie nie patrzę nie znaczy, że nie widzę i nie wiem, że się na mnie gapisz. Co cię gryzie? Widać z daleka, że złość rozsadza cię od środka. - Blondyn milczał przez chwilę. W końcu sam nie wiedział czemu odezwał się.
-Gissel Nott. Mój ojciec w czasach szkolnych kolegował się z jej ojcem, chociaż za bardzo nie przepadał za nim. A jej matka Pansy Parkinson, nękała mojego ojca. Za wszelką cenę chciała zostać Panią Malfoy. Ale ojciec nigdy nie był nią zainteresowany. Okazywał jej obojętność od pierwszej klasy. A ta nie dawała mu spokoju. Dopiero w czwartej klasie zauważył Astorię. To było na Balu Bożonarodzeniowym. Żałował, że nie wcześniej, bo na ten Bal poszedł właśnie z Pansy, bo nie miał z kim. Ale na Balu najbardziej właśnie zranił Pansy, swoją obojętnością i oziębłością wobec niej i okazywaniem zainteresowania komuś innemu, a nie jej. Pomimo tego że wraz z Astorią są w tym samym wieku, byli w tym samym domu w Slytherinie, to nigdy jej nie zauważał. Dopiero na balu. I to najbardziej zabolało Pansy. Ale nie poddawała się. Ale gdy Draco ogłosił Astorię swoją dziewczyną, wtedy zrezygnowała i była zła na niego, na Astorię. Na moich dziadków. A teraz jej córka klei się do mnie. co prawda dopiero od połowy drugiej klasy zaczęła się do mnie przystawiać, ale mam jej dość. Doprowadza mnie szału, mam ochotę ją torturować, zabić. Byleby tylko zniknęła mi z oczu.
-Bo zostanie Panią Maloy to najważniejsze osiągnięcie w życiu? - Zakpiła.
-Chodzi o to że moja rodzina ma wiele do zaoferowania, ma wielki majątek, wielkie wpływy praktycznie wszędzie. Pansy zależało tylko na tym. I Gissel też zależy tylko na tym. Co to jest?! - Spytał gdy wielki biały wilk przybiegł do nich. Scorpius od razu zaczął wyciągać różdżkę.
-Spokojnie Malfoy. To Sigala. - Powiedziała schodząc na dół i głaszcząc wilka po pyszczku, a ta polizała jej twarz. Blondyn przypatrywał się im z niepewnością. - To jest mój Wilk. Chociaż właściwie to jest Wolfpix. Mam ją od dziesięciu lat.
-Nigdy nie słyszałem o Wolfpixach.
-Mało kto wie o ich istnieniu. Ich istnienie odkryto w 1976 roku. Są to bardzo mądre stworzenia, inteligentne, bystre. Sama mnie wybrała jako swoją właścicielkę. Wolfpixy potrafią dzielić się swoimi myślami z ludźmi, dlatego są takie wyjątkowe. Potrafią dożyć nawet stu lat i urosnąć do metra wysokości, a może nawet i więcej, ale nie licząc głowy.
-Ciekawe. - Powiedział i zszedł z balustrady podchodząc powoli do nich.
-Sigala to jest Scorpius, Scorpius to jest Sigala. Nie bój się Malfoy, pogłaszcz ją. - Przykucnął obok Krukonki i wyciągnął rękę w stronę wilka. Ta obwąchała jego dłoń i dała się mu dotknąć, pogłaskać. Blondyn uśmiechnął się, a po chwili został powalony na plecy, gdy Sigala na niego wskoczyła i zaczęła lizać po twarzy. Na wieży rozbrzmiał dźwięczny śmiech Rose.
-Polubiła cię. - Powiedziała przez śmiech.
-Zauważyłem.
-Sigala dość. - Powiedziała, a wilczyca zeszła ze Ślizgona.
-Nie skrzywdź jej Scorpius. Bo jak ją skrzywdzisz ja skrzywdzę ciebie. - Usłyszał w swojej głowie Ślizgon.
-Przemówiła do ciebie prawda? - Spytała Rose, widząc zdziwioną minę Malfoya.
-Tak. - Powiedział wolno przypatrując się wilkowi, który teraz siedział obok Krukonki i merdał szczęśliwie ogonem.
-Pamiętam jak dziś, gdy pierwszy raz ją spotkałam. - Powiedziała głaszcząc wilka. - Miałam sześć lat, jak to ja lubiłam się wymykać z domu. Raz spacerowałam przy lesie usłyszałam wycie małego wilczka. Leżała ranna przy drzewie. Wystraszyłam się. I wtedy usłyszałam jej głos w swojej głowie. "Nie bój się. Pomóż mi proszę, a ja cię już nigdy nie opuszczę." Wzięłam ją na ręce. Mały biały wilczek, prawie cały we krwi. Wtedy jej sierść zamiast śnieżno biała, była czerwona. Ja sama ubrudziłam się jej krwią. I to dość mocno, bo ona mocno krwawiła. Pobiegłam z nią do domu, wbiegając do środka zaczęłam krzyczeć "Mamo, tato pomóżcie! Tu jest ranny wilczek! Ona potrzebuje pomocy!" Nie pytali skąd mam tego wilka, skąd wiem że to samiczka. Mama od razu jej pomogła na tyle na ile potrafiła. Znała się trochę na tym. Później zawołała ciocię Ginny żeby została z resztą mojego rodzeństwa w domu, a rodzice zabrali nas do specjalistów do Magoweterynarzy. I tam jej pomogli bardziej. Lekarze powiedzieli, że gdyby mama jej nie pomogła, byłoby za późno na uratowanie jej. Wtedy też dowiedzieliśmy się od lekarzy, że ów wilk, nie jest zwykłym wilkiem, a Wolfpixem. Dostaliśmy książkę o nich byśmy wiedzieli jak się nią opiekować i zajmować. Bo Sigala powiedziała nam wszystkim, że wybiera mnie na swojego właściciela za to, że uratowałam ją. Od tamtego czasu nie rozstajemy się. Zabieram ją wszędzie. Mogę ją nawet zabierać do mugolskiego świata, bo jest tak zaczarowana, że mugole widzą tylko dużego psa jakiejś tam rasy, nie pamiętam teraz jakiej. Co się dowiedziałam o Wolfpixach, czego niema w książkach, że ma umiejętność telekinezy. Może przenosić rzeczy, ludzi za pomocą myśli. Zgłosiłam to oczywiście do Ministerstwa i dopisali to w książkach o Wolfpixach. Jakie jeszcze tajemnica skrywa? Nie wiem. Ale pewnie się dowiem. Przed nami jeszcze co najmniej dziewięćdziesiąt lat życia wspólnie.
-McGonagall zgodziła się żebyś wilka, znaczy Wolfpixa miała w zamku?
-Nie miała wyboru. Sigala nie chciała mnie zostawić samej. W Durmstrangu mi towarzyszyła, więc McGonagall nie chcąc być gorsza też się zgodziła. Ale uparła się żeby Sigala podróż pociągiem przebyła w klatce w wagonie bagażowym. Miałam szczęście że mnie nie pogryzła jak ją zmuszałam żeby weszła do tej klatki. Ona nie lubi klatek, uwięzi. Dlatego załatwiłam taką klatkę z pełnymi ściankami i tylko jedna była kratką. Żeby lepiej przeżyła podróż.
-Uwielbiasz takie rzadkie i wspaniałe zwierzęta. - Stwierdził.
-Tak. Bardzo. Sigala jest wyjątkowym zwierzęciem. Jedynym które potrafi porozumiewać się z ludźmi. Sigala chodź. - Powiedziała ruszając ku schodom, a wilk również podniósł się i ruszył za nią.
-Gdzie idziesz? - Spytał wstając.
-Do Hogsmeade. Sigala musi się wybiegać.
-Nie wpuszczą jej do Hogsmeade.
-Wpuszczą. To jest udomowione zwierze. Po za tym każdy kto śledzi tygodnik "Czarownica" wie, że mam Wolfpixa, jednego z najbardziej rzadkich spotykanych zwierząt. Już kilka razy zdarzało się, że ktoś chciał mi ją ukraść, ale nigdy nikomu się nie udało.
-To twoja zasługa, czy jej, że się nie udało nikomu jej porwać?
-A chcesz się przekonać? - Spytała z cwanym uśmieszkiem na ustach. Ale nie doczekała się odpowiedzi. Odwróciła się i zeszła po schodach.
***
Idąc ulicami Hogsmeade z wilkiem u boku, mieszkańcy wioski, a także uczniowie spoglądali zdziwieni na nią. Ale nikt nie wpadał w panikę. Cały świat czarodziei wie, że dziesięć lat temu pewna mała dziewczynka znalazła i uratowała małego wilczka, który okazał się magicznym wilkiem zwanym Wolfpix. I ów zwierzak wybrał właśnie tę małą dziewczynkę jako swoją właścicielkę. A biały Wolfpix szedł dumnie machając swoim wielkim, puszystym ogonem z mordką dumnie uniesioną w górę.
Wraz z wilczycą odwiedziła sklep Zonka, sklep u Derwisza i Bangesa, oraz Miodowe Królestwo. Następnie usiadła na ławeczce i swojej przyjaciółce Sigali rzuciła właśnie zakupioną magiczną piłeczkę, która uciekała przed osobą, która próbowała ją złapać. Więc wilk zadowolony biegał i gonił ową piłkę, a ta turlała się, podskakiwała i czasem nawet leciała by tylko uciec od goniącego.
-Fajny pies. - Powiedział jakiś chłopak siadając na ławce obok niej.
-To nie jest pies. To jest Wolfpix, lub po prostu w skrócie wilk. Słowo pies jest obraźliwe dla Wolfpixów.
-Więc fajny wilk. - Krukonka przewróciła tylko oczami. - Zamierzasz coś powiedzieć?
-Na przykład co? Nie widzę powodu. - Powiedziała i wykonała lekki ruch nadgarstka obracając dłoń w prawo i lekko uginając palce do środka a piłka którą bawiła się Sigala przyleciała wprost do jej dłoni. Jest to niewerbalne zaklęcie przywołujące "Accio" bez użycia różdżki. Uczniowie Durmstrangu uczą się wielu takich zaklęć by w razie rozbrojenia móc nadal się bronić. To zaklęcie jest jednym z prostszych, uczonych w Norweskiej szkole na drugim roku. Po tym jak piłka wylądowała w dłoni Kruonki wilczyca podbiegła do niej chcąc by ta oddała jej piłkę. - Koniec zabawy na razie. - Powiedziała do wilczycy a ta zrobiła smutną minkę. Ślizgon siedzący obok Rose wyciągnął rękę w stronę zwierzęcia chcąc je pogłaskać, ale wilczyca nie dała się dotknął i obwarczała i obszczekała chłopaka.
-To jest niebezpieczne. - Powiedział lekko oburzony.
-Nie nazywaj zwierząt jakby były rzeczami. Wolfpix jest żyjącym stworzeniem. A one są przyjaźnie nastawione do ludzi.
-Właśnie widzę.
-Nie chciała zrobić ci krzywdy. Takim zachowaniem dała ci znak że cię nie lubi. Sigala idziemy. - Powiedziała wstając z ławki i odchodząc.
-Ktoś tu cię nie lubi Nott. - Zaśmiała się brunetka siadając obok chłopaka.
-Co ty możesz wiedzieć Maria?
-Wiesz, ja w przeciwieństwie do ciebie uwielbiam Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami i wiem wiele o nich, czyli wiem również wiele o Wolfpixach. Nie patrz tak na mnie Zach. Te zwierzęta potrafią wyczuwać czy ludzie mają dobre czy złe zamiary wobec nich i ich właścicieli. Ten Wolfpix ci nie zaufał, nie uwierzył twoim zamiarom, uznał za zagrożenie. I nie pozwoli byś zbliżył się do jego właścicielki. Chyba, że jakimś cudem Wolfpix ci zaufa, chociaż trudno jest uzyskać zaufanie Wolfpixa.
-Dimore czego ty się nałykałaś?
-Po prostu jestem mądrzejsza od ciebie. I o klasę starsza. - Powiedziała wstając i zostawiając bruneta samego.
***
-Sigala nie możesz tak po prostu warczeć i szczekać na ludzi.
-Zasłużył sobie na to.
-Niby czemu?
-Nazwał mnie psem. - Krukonka zaśmiała się z odpowiedzi wilczycy.
-Zapomniałam jak łatwo można cię urazić.
-Jestem wyjątkowym i szlachetnym zwierzęciem.
-Więc może powieszę cię na ścianie jako ozdobę? - Spytała, a Sigala zawarczała na nią niezadowolona, na co dziewczyna znów się zaśmiała. - Przecież wiesz że nigdy bym tego nie zrobiła.
-Wiem. Zdążyłam się poznać na twoich żartach przez te dziesięć lat.
-To nie warcz na mnie.
-Ktoś tu idzie.
-Kto?
-Skąd mam wiedzieć? Nie znam zapachów wszystkich ludzi w tej szkole.
Po chwili na polankę na której siedziały wyszedł James Potter.
-Jak mogłaś nie poznać jego zapachu?
-Dawno go nie widziałam.
-Zwierzęta, w tym także wilki i Wolfpixy nie zapominają nigdy raz poczutego zapachu.
-Uciekłabyś od razu gdybym ci powiedziała kto idzie.
-No. A teraz będę musiała się z nim użerać. - Wilczyca tylko posłała jej oburzone spojrzenie, bo lubiła wszystkich z rodziny swojej właścicielki. I nie wiedziała czemu Rose tak nagle przestała się z nimi kontaktować i rozmawiać jak dawniej.
-Cześć Rose! - Zawołał wesoło. - Cześć Sigala! - Zwrócił się do wilczycy, a ta radośnie podbiegła do bruneta i rzuciła na niego witając się z nim i liżąc po twarzy. - Dobrze już dobrze! Też się cieszę że cię widzę! Ale zejdź już ze mnie!
-Miło cię widzieć James. Dawno się nie widzieliśmy.
-To prawda. - Odpowiedział jej w myślach.
-Rose unikasz wszystkich.
-Spostrzegawczy jesteś. - Rzuciła sarkastycznie. I wyciągnęła z kieszeni piłkę i rzuciła wilczycy.
-Nie musisz być zaraz nie miła. Kiedy ostatni raz się widzieliśmy? Kiedy ostatni raz ze sobą normalnie rozmawialiśmy? Wydaje mi się jakby to było wieki temu.
-Bo może było. - Kto jak kto, ale James był jedną z niewielu osób których nie potrafiła zmieszać z błotem i odesłać z kwitkiem. On potrafił do niej dotrzeć. On jak i kilka innych osób, bracia Scamander, Frank Longbottom, Dominique Weasley oraz bliźniacy Finnigan Theo i Newt.
-Odcięłaś się od nas. Dlaczego?
-Z nudów.
-Wiesz dobrze, że wiem że to nieprawda.
-Nie chcesz wiedzieć. - Powiedziała i przywołała piłkę niewerbalnie wypowiadając zaklęcie i już po chwili piłka wylądowała w jej dłoni.
-Sigala powiedz mi co się z nią stało. - Powiedział do wilczycy na głos gdy ta przybiegła po piłkę.
-Sama chciałabym wiedzieć James. Po mimo tego, że razem byłyśmy w Durmstrangu nie chodziłam wszędzie krok w krok za nią. Były tam inne zwierzęta z którymi mogłam biegać i się bawić. Ja zajmowałam się swoimi przyjaciółmi i swoimi potrzebami. A ona bawiła się w gronie swoich przyjaciół. Wybacz James, ale nie powiem ci nic na ten temat. - Powiedziała i szczeknęła głośno na znak, że chce się bawić i chce odzyskać piłkę. Rose uśmiechnęła się lekko i rzuciła piłkę.
-Ograniczałaś jej tam spotkania ze sobą? Czy co?
-Nie. Po prostu kilka osób również miało Wolfpixy. A ona uwielbiała przebywać wśród swoich. Nie zmuszałam ją by chodziła za mną jak cień. Ja chodziłam z innymi uczniami gdzie chciałam, a ona znikała na noc, czasem na parę dni, wraz z innymi Wolfpixami gdzieś. Lubiła wraz z tamtymi Wolfpixami straszyć koty i fretki innych uczniów. Biegały, skakały, bawiły się. Była tam szczęśliwa. Tamte Wolfpixy też.
-Dobra rozumiem. Ale powiedz Rose. Co się z tobą stało? Kiedyś byłaś inna.
-Dorosłam.
-Ja też, jakbyś nie zauważyła. Ale nie zmieniłem się aż tak jak ty.
-Cóż Durmstrang potrafi zmieniać ludzi.
-Tu nie tylko o tą Norweską szkołę chodzi. Rose, ja wiem, że tam się coś wydarzyło. Coś co zmieniło twoje życie. Powiedz co. Wytłumacz. Pozwól sobie pomóc. Boję się że popełnisz jakieś głupstwo.
-Już je popełniłam James. Czasu nie cofnę. Nie ma odwrotu. - Powiedziała wstając. - Sigala idziemy! - Krzyknęła przywołując piłkę do ręki, a następnie chowając ją w kieszeni. - Nie staraj się do mnie dotrzeć James, bo ci to i tak nie wyjdzie. Nie jestem już tą samą osobą. Nie działają na mnie te same sztuczki. - Powiedziała i weszła między drzewa kierując się ku wiosce Hogsmeade.
-Jeszcze zobaczymy Rose. - Powiedział, choć ona nie mogła tego usłyszeć.
***
-Rose powinnaś się rozerwać, pobawić. Cokolwiek cię trapi, powinnaś przestać o tym myśleć.
-Oh Sigala, to nie jest takie proste.
-A właśnie że jest. Idź tam. Jest impreza. Wszyscy Krukoni tam są. Będziesz się doobrze bawić.
-Wątpię. No ale niech ci będzie, że pójdę. Leć do wieży.
-Dobrze. Ale daj piłkę!
-Masz. - Powiedziała rzucając jej piłkę, a ta ją złapała bez problemu do pyska.
-To do zobaczenia jutro. - Powiedziała i szczeknęła wesoło, a następnie odbiegła w stronę zamku.
-Co mi przyszło? Słuchać się własnego zwierzaka gdzie iść. - Powiedziała rudowłosa pod nosem i zaśmiała się lekko, A następnie skierowała swoje kroki do Karczmy "Pod Rogiem Jednorożca" znajdującej się na obrzeżach wioski, skąd dochodziła wesoła muzyka. Stała chwilę przed drzwiami i zastanawiała się czy wejść, a może jednak wrócić do zamku? Bo czemu miała by się słuchać rady swojej wilczycy? Oparła się plecami o ścianę budynku i odpaliła papierosa. Stała tak i patrzyła w niebo, które powoli zaczynało robić się granatowe a gwiazdy leniwie zaczęły rozświetlać noc. Nie zauważyła nawet kiedy spaliła całego papierosa. Więc wyrzuciła kiepa i weszła do Karczmy.
-Rose cieszę się że przyszłaś. - Powiedział Corey, który pierwszy ją zauważył.
-Tak, ja też. - Odpowiedziała sarkastycznie. Ale nikt z towarzystwa nie rozpoznał sarkazmu w jej głosie, gdyż każdy był już po kilku kieliszkach alkoholu.
-Choć napij się z nami Rose! Dawno się nie widziałyśmy! - Usłyszała głos dziewczyny. Głos który znała. Lecz nie mogła sobie przypomnieć skąd. Odwróciła się do dziewczyny stojącej przy barze. Właśnie stała tyłem i wołała barmana. - Dix! Dix!
-Co? - Spytał szatyn o ciemnej karnacji skóry, podchodząc do niej.
-Dwie Ogniste. Butelki oczywiście. - Chłopak przewrócił oczami, ale podał dziewczynie dwie butelki z Ognistą Whisky.
-Trzymaj.
-Dzięki Dix. - Powiedziała płacąc mu za alkohol. Odwróciła się przodem do Krukonki. - Więc Rose opowiadaj co u ciebie.
-Thania?
-Tak.
-Thania Dursley?
-No a kto inny? Wiem, że jakoś tak blisko spokrewnione nie jesteśmy, ale nadal jestem twoją kuzynką. Pamiętasz? Mój tata jest kuzynem Harry'ego Pottera, twojego wujka, jego żoną jest Ginny Weasley, czyli siostra twojego taty ...
-Nie musisz mi tego mówić, bo to wiem. Ja po prostu ... - Blondynka zaśmiała się.
-Siadaj i opowiadaj.
-A co mam ci opowiadać? Nudy.
-Ty się nigdy nie nudzisz Rose. Szkoda, że od pierwszej klasy nie chodziłaś do Hogwartu. Wiesz ile się działo przez te pięć lat? Na pewno nie słyszałaś przygody Lily, Hugo i bliźniaczek Eroll.
-Eroll?
-Od Padmy Patil i Malkolma Eroll?
-Ah tak rodzice kiedyś mi opowiadali o siostrach Patil.
-Były nawet wiele razy u was na święta i inne uroczystości.
-Dobra nieważne. Co z nimi?
-Cała czwórka jest w tej samej klasie. Na swoim drugim roku spotkały Irytka ...
***
-Hahaha Thania hahah Ty mówisz serio?! Wujek Harry w ... no nie wyobrażam go sobie.
-Poproś twoje kuzynostwo żeby ci zdjęcia pokazali i filmiki. Wiem, że mają ich mnóstwo.
-Tak zrobię.
-Koniecznie musisz. O albo to ... James i Kira przyłapani w łazience w dość dwuznacznej sytuacji.
-Zamieniam się w słuch.
-To była bardzo dwuznaczna sytuacja. On po prostu wylał na nią i na siebie poncz. No i poszli razem do łazienki, żeby przepłukać ubrania. Ja wtedy siedziałam w wannie, za zasłoną więc mnie nie widzieli. Nie pytaj czemu, nieważne. Słyszałam całą ich rozmowę, no i widziałam również bo lekko wyjrzałam by zobaczyć co odwalają. On stał w samych bokserkach, ona w spódniczce i staniku. Nagle nie wiem jak Potter to zrobił poślizgnął się i wpadł na nią tak jakoś że po prostu ich usta się zetknęły, ale nie zaczęli się całować. W tym samym momencie drzwi od łazienki się otworzyły i stanęła w nich Ginny. Ty byś słyszała jej wykład hahaha Ja mu to do tej pory wypominam. A on się zastanawia skąd ja tak dobrze znam tą historię. Oczywiście nie omieszkałam tego rozpowiedzieć wszystkim z naszej rodziny.
-Już wiem czym go będę dręczyć, jak on mnie będzie nękać.
-Widziałaś gdzieś właściwie mojego bliźniaka? Od początku imprezy nie mogę go nigdzie zlokalizować.
-Thania, ja od początku imprezy siedzę tu z tobą i piję więc. - Powiedziała pokazując swoją prawie pustą butelkę po Whisky.
-Jesteś cienka. Barman kolejna butelka dla mnie! - Krzyknęła.
-Jesteś już pijana, nie wystarczy ci to?
-Ja nie piję żeby być pijana. Piję żeby się napić. Dix!
-Dobra, ja się idę przewietrzyć. Nie wiem czy tu wrócę.
-Jak chcesz. Do zobaczenia. - Wybełkotała. Rudowłosa podniosła się i trzymając butelkę Ognistej w dłoni wyszła z Karczmy.
---------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------
-----------------------------------------
Witaj kolejny rozdziale!
Mam nadzieję że się wam podoba.
Czekam na wasze komentarze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz