piątek, 15 kwietnia 2016

Rozdział 1 - Pierwszy dzień szkoły

Pożegnała rodziców na dworcu King's Cross na peronie 9 i 3/4 pociąg Ekspres Hogwart stał gotowy do odjazdu. Ostatni uczniowie wsiadali jeszcze do wagonów. Ci którzy się spóźnili, ci którym tak ciężko pożegnać się z rodzicami, oraz ci których rodzice chcą jak najdłużej zatrzymać przy sobie. Stała w przejściu gdyż, wszystkie przedziały były już pozajmowane. Usłyszała gwizdek pociągu i ten po chwili powoli zaczął ruszać. Słyszała krzyki rodziców martwiących się o swoje dzieci. "Zobaczymy się w święta!", "Szerokiej drogi!", "Szczęśliwej podróży!", "Pa dzieci!", "Kochanie uważaj na siebie!". Oraz dzieciaki odkrzykujące, że wszystko będzie dobrze i nie mają o co się martwić. W końcu pociąg wyjechał ze stacji i ruszył przez polany ku Szkocji, by zatrzymać się na stacji w Hogsmeade przy Hogwarcie.

Rudowłosa oparła się plecami o kabinie jednego z przedziałów i zjechała po niej siadając na podłodze. Miała teraz wielką ochotę zapalić. Ale wiedziała że w pociągu nie może. Może jak wysiądą? A może dopiero w zamku?
-Czego tak tu siedzisz rudzielcu? - Usłyszała pogardę w głosie blondyna, który właśnie wyszedł ze swojego przedziału.
-A co to zabronione? Jeśli tak? To mam to gdzieś. - Chłopak uśmiechnął się lekko pod nosem widząc buntownicze zachowanie dziewczyny.
-Jesteś nowa? Nigdy wcześniej cię nie widziałem. - Zagadnął niby od niechcenia.
-Powiedzmy, że wracam na stare śmieci, ale do innego kontenera.
-Ciekawa odpowiedź.
-Chociaż coś. - Powiedziała niby do siebie. Blondyn rzucił jej ostatnie spojrzenie i odszedł. Nie zwracała już na nic uwagi. Z kieszeni wyciągnęła odtwarzacz mp3 wraz ze słuchawkami i włączyła muzykę. Już nie zwracała na nic uwagi. Patrzyła w górę, na widoki mijane za oknem, na błękitne niebo, które po woli stawało się szare, by w końcu przybrać granatową barwę ostatniej letniej nocy.

Pociąg w końcu zatrzymał się na stacji, a uczniowie zaczęli wychodzić z niego jak najprędzej. Gdy tylko wyszła, podszedł do niej niski starszy czarodziej.
-Ty musisz być Rose prawda?
-Rose Weasley. Tak.
-Jestem Profesor Fell. Chwyć mnie za rękę. - Powiedział i tak uczyniła. A nauczyciel deportował ich przed bramę Hogwartu. Jako pierwsi znaleźli się w zamku. Profesor zaprowadził ją do gabinetu Dyrektora.
-Pani Dyrektor. - Powiedział wchodząc do pomieszczenia po usłyszanym "Proszę".
-Panna Weasley. Dziękuję Profesorze. - Powiedziała starsza kobieta w szpiczastym kapeluszu. - Usiądź Rose. - Wskazała na fotel stojący przy biurku. - Musimy poczekać jeszcze na prefektów. - Powiedziała siadając przy swoim biurku i dokańczając papierkową robotę. Po paru minutach w gabinecie rozległ się dźwięk pukania do drzwi. - Proszę. - Powiedziała wstając. - Dobrze, że jesteście.
-Pani Dyrektor nas wzywała?
-Tak. Jak już wiecie mamy w szkole nową uczennicę. Nie chcę robić zamieszania na Ceremonii, dlatego Rose zostanie tutaj przydzielona do Domu, w waszej obecności. Rose? - Rudowłosa wstała z fotela i dopiero teraz wszyscy mogli ją zobaczyć. - Usiądź tu na stołku. Lissa podaj Tiarę Przydziału. - Dziewczyna z Ravenclaw podeszła do starego regału i podniosła z niego starą Tiarę i wręczyła Dyrektorce. A ta założyła ją na głowę Rose.

-Znów się spotykamy Weasley.
-Cóż jak widać.
-Wybór chyba jest oczywisty.
-Nie Gryffindor.
-Nie? A to dlaczego?
-Nieważne. Po prostu nie.
-Ah ty nie wiesz, że ja wiem wszystko? Wszystko jest tu w twojej głowie Rose.
-Jakbym nie wiedziała.
-Więc skoro nie Gryffindor ... W Durmstrangu byłaś kimś wielkim. I ... tak czuję to ... Ambitna, pełna złości, wielkie plany, żądna władzy ... tak pasujesz do Slytherinu.
-Skoro tak twierdzisz.
-Będziesz wyjątkiem nad wyjątkami Rose. Ale czy na pewno tego chcesz? Zmieniłaś się bardzo od momentu w którym pięć lat temu zasiadłaś na tym samym stołku w wielkiej sali. Widzę wszystko. Chociaż Slytherin i ty ... to się raczej nie skończy dobrze. Ale niech będzie wtedy ...

-Ravenclaw! - Krzyknęła Tiara.
-No cóż panno Weasley, od dziś jesteś Krukonką. Corey Kurosime i Lissa Scamander są Prefectami Ravenclaw a Neo Dollen jest Prefektem Naczelnym z Ravenclaw. Odprowadzą cię oni teraz do Wielkiej Sali, a następnie do Wieży Ravenclaw. Macie mi jej pilnować. Zrozumiano?
-Tak pani dyrektor. - Odpowiedziała cała trójka.
-Wy zaczekajcie za drzwiami. Reszta do wielkiej sali. Rose. - Wskazała ręką na szafkę na której leżały schludnie ułożone szaty w barwach wszystkich domów i również opuściła gabinet. Rudowłosa chwyciła te z barwami Domu Kruka i gdy tylko została sama zaczęła się przebierać.
-Wiesz co Rose, nawet w tym momencie wydajesz się bardziej podobna do wychowanków Slytherina, niż Ravenclaw. - Zaśmiała się Tiara w głos, a dyrektorzy siedzący w swoich obrazach, zaczęli się baczniej przysłuchiwać jej.
-Trzeba było przydzielić mnie do Slytherinu.
-O Chciałam ale ktoś z twoim nazwiskiem w Slytherinie nie miałby życia.
-Nie tylko tam. - Mruknęła zapinając guziki białej koszuli. I zaczęła zawiązywać sobie krawat.
-Nie mów tak. Wszystko może się zmienić. I ty także. I chociaż nie przyznajesz się nawet przed samą sobą, to dobrze wiesz o czym mówię i wiesz że mam rację.
-Jesteś tylko głupią, starą, gadającą czapką. Co ty możesz wiedzieć o życiu?
-Więcej niż ci się wydaje. Widziałam bardzo wiele, słyszałam również wiele. Mam tysiące lat i przydzielam uczniów do domów. Bo wiem co siedzi głęboko w waszych duszach. A w tobie siedzi prawdziwy wielki wąż jak u Salazara Slytherina. Będziesz kimś wielkim Rose Weasley. I wiele osób będzie cię brać za Ślizgonkę, bo Krukonki nie przypominasz, a i Gryfonki, którą jeszcze pięć lat temu byłaś.
-Byłam tylko przez dwa tygodnie. - Powiedziała zakładając czarną szatę.
-A jednak trzymasz stroje w szafie.
-Pamiątka.
-Czyżby?
-Co ty chcesz ode mnie?
-Wiesz powinnam jednak przydzielić cię do Slytherinu. Nieważne co by się działo. - Powiedziała i zamilkła.
-Głupia czapka. - Prychnęła pod nosem. Ale zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno ta stara Tiara niema racji. Nawet nie wie że przypadkiem do swojej torby, wraz ze swymi ubraniami wsadziła szaty Slytherinu. Niezważając już na nic więcej dziewcyzna w pośpiechu opuściła gabinet.
-Słyszałeś Albusie. Ta Weasley prawie wylądowała w Slytherinie! Co się stało z tą Tiarą?!
-Prawidłowe pytanie Severusie brzmi, co się stało w życiu tej młodej czarownicy, że Tiara chciała umieścić ją w Slytherinie. Pamiętasz przecież jak pięć lat temu Tiara bez problemu, od razu umieściła ją w Gryffindorze.

***

W milczeniu dotarła wraz z trzema Prefektami na Wielką Salę. Ostatni uczniowie starszych klas właśnie również wchodzili. Zajęła miejsce przy stole Krukonów. Cała czwórka usiadła od wewnętrznej strony sali, więc widok mieli na stół Ślizgonów, a za sobą mieli stół Gryfonów, a dalej pod ścianą po drugiej stronie sali stał stół Puchonów. Rudowłosa westchnęła siadając, obok czarnowłosego chłopaka, a obok niej z drugiej strony usiadł Corey.

Rudowłosa zatopiła się w myślach wpatrując się w stół Slytherinu i zastanawiając się czy ta stara Tiara może jednak miała rację. Ale nawet jeśli tak, już jest za późno. Ma na sobie szaty Ravenclaw. Chociaż bardziej do twarzy by jej było raczej w zielonym niż niebieskim.
-Rose słuchasz mnie? - Corey szturchnął ją w ramię, a to spojrzała na niego z lekkim wyrzutem.
-Nie. Zamyśliłam się. - Dodała po chwili widząc minę Prefekta.
-Pytałem czy chcesz mieć dormitorium wspólnie z innymi dziewczynami, czy prywatne.
-Oczywiście, że prywatne.
-Tak myślałem. - Mruknął pod nosem.
-Więc po co pytałeś?
-By się upewnić. Musisz być taka chłodna i oziębła?
-Wybacz taki mam charakter. - Odpowiedziała i w tej właśnie chwili drzwi wielkiej sali otworzyły się i do sali wszedł Jorge Lokwood zastępca dyrektora, nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią oraz Opiekun Domu Godryka Gryffindora. A tuż za nim parami na salę wchodzili pierwszoroczni uczniowie. Rose położyła obie ręce na stole i położyła się na stole. Rok szkolny nawet się jeszcze nie zaczął, a ona już ma dość. Po raz kolejny odpłynęła myślami hen daleko. A zza myślenia wyrwał ją harmider wywołany wstawaniem uczniów od stołów. Zdziwiona rozejrzała się wokoło, żeby się dowiedzieć co się dzieje. Nie mogła przecież ominąć kolacji. Ale wystarczyło jedno spojrzenie w stronę grona pedagogicznego by się domyślić. Przydział nowych uczniów do domów został zakończony i przyszedł czas by Dyrektor McGonagall rozpoczęła rok szkolny od wspólnego odśpiewania wraz ze wszystkimi uczniami i nauczycielami hymnu szkoły. Rose uśmiechnęła się lekko pod nosem. Przypomniało jej się jak rodzice jej opowiadali, że Dyrektor Dumbledore uwielbiał śpiewać hymn szkolny, każdy śpiewa do własnej melodii, jedni szybciej, inni wolniej, we własnej tonacji. Inni nauczyciele a najbardziej Profesor Snape i Profesor McGonagall nienawidzili tego hymnu. Ale przecież w tej właśnie chwili sama namawia uczniów by śpiewali ten hymn, tak jak niegdyś robił to Dyrektor Albus Dumbledore. Młoda panna Weasley wstała również od stołu. Dyrektorka machnęła różdżką i nad wytworzonymi w powietrzu słowami hymnu pojawiła się wielka kropka, a po chwili za jej pomocą Pani Dyrektor dyrygowała i wskazywała każde słowo i cała sala zaczęła śpiewać. Wszystko zaczęło się na wesoło, ze śmiechem i fałszem na ustach. Gdy ostatnie słowa hymnu ucichły na wszystkich stołach pojawiło się jedzenie. Uczniowie zaczęli z powrotem siadać do stołów. A dyrektorka życzyła wszystkim smacznego i powodzenia w kolejnym roku nauki w Hogwarcie.

***

Dyrektor McGonagall wreszcie ogłosiła koniec powitalnej kolacji, jak to niektórzy uczniowie pozwalają sobie mówić i wszyscy uczniowie zaczęli się rozchodzić. Oczywiście pierwszoroczniaki musieli być odprowadzeni przez Prefektów, ale pewna rudowłosa dziewczyna wzięła Corey'a za rękaw i powiedziała.
-To Corey mnie szybko odprowadzi do naszej wieży. A wy - Spojrzała kolejno na Lisse i Neo. - we dwoje sobie poradzicie. Spójrzcie Gryfoni i Puchoni nieźle sobie radzą we dwójkę. Corey idziemy. Najkrótszą drogą. - Powiedziała ciągnąc go za sobą w stronę wyjścia.
-Ale nie musisz mnie szarpać.
-Wybacz stare nawyki. - Powiedziała puszczając od razu jego szaty. I zauważyła, że ze starego życia jednak coś jej pozostało. Ale to można przeżyć. Nawyków można się wyzbyć, a przeszłości choć nie wiadomo jak bardzo się będziemy starać nie da się.
-Więc ... Czemu przyjechałaś do Hogwartu? Gdzie się wcześniej uczyłaś?
-Durmstrang. - Odpowiedziała krótko.
-To prawda że teleportacji uczycie się tam w piątej klasie?
-Tak. Ja w przeciwieństwie do was, już to potrafię.
-A jest tam tak strasznie, jak wszyscy mówią?
-Zależy którą wersję słyszałeś. Niektóre są prawdziwe, a inne zioną kłamstwem na mile.
-Podobno praktykowana jest tam czarna magia.
-Tak.
-Znasz czarnomagiczne zaklęcia?
-Tak.
-A czy ...
-Tak. Praktykowałam czarną magię, uczyłam się o niej, rzucała klątwy i zaklęcia z dziedziny czarnej magii, wiem o niej wszystko.
-A eliksiry z dziedziny czarnej magii? - Dziewczyna westchnęła lekko zirytowana, ale odpowiedziała w miarę spokojnym głosem.
-Tak. Też.
-Zielarstwo również?
-Boże człowieku co z tobą jest nie tak?! - Zatrzymała się przed nim patrząc na niego wrogo.
-Ja tylko byłem ciekawy.
-Ciekawość. No jasne. Nie rozumiesz zdania "W szkole jest praktykowana czarna magia."? To zdanie mówi że wszystko z dziedziny czarnej magii jest tam uczone. Zaklęcia, eliksiry, zielarstwo. Rozumiesz?
-Tak. - Powiedział i już się nie odzywając ruszył po schodach w górę.
-No wreszcie. Wydawałeś się spoko na początku.
-Jestem spoko.
-Jesteś zbyt ciekawski. A takie osoby źle kończą. Zawsze. Pytaj. - Powiedziała po chwili przewracając przy tym oczami. Czuła że chłopak chce o coś bardzo zapytać, ale stara się powstrzymać.
-Jak tam jest? Znaczy wiesz wygląd szkoły, dziedzińca?
-Przepięknie. Co prawda jest to mniejszy zamek bo czteropiętrowy. Ale widoki są o niebo lepsze niż te. - Wskazała na widok za oknem, które właśnie mijali. - Góry, lasy. Zima tam przychodzi dość szybko. Więc chodzi się w futrach. Ale gdy nadchodzi lato ... śnieg szybko się topi, a uczniowie wychodzą na wielkie łąki, polany, dziedziniec, błonia czy jak tam wolisz to nazwać. Niektórzy potrafili całą sobotę i niedzielę razem z nocą spędzić na łące. Bo po co siedzieć w zamku? Czemu spać tam? Skoro można posiedzieć tu pod drzewem, na wzgórzu. Gdy dzień i noc jest tak ciepła i przyjemna. - Uśmiechnęła się na swoje wspomnienia. Ale tak szybko jak zaczęła przypominać sobie te szczęśliwe chwilę, tak jeszcze szybciej przegnała ten obraz i spojrzała na chłopaka idącego obok niej.
-Jak sobie tam poradziłaś?
-Masz na myśli to, że byłam obca w tamtym środowisku?
-Tak.
-Na początku było ciężko, a potem ... Ludzie przekonali się do mnie. - Powiedziała skrótowo. - Przestali widzieć we mnie mojego ojca czy matkę. Jak początkowo mówili "To ta dziewczyna córka tych sławnych Czarodziei, bohaterów. Córka Ronalda Weasleya i Hermiony Granger, którzy ocalili Świat Czarodziejów, a także mugoli." Tak było na początku. Ale po pewnym czasie, w zasadzie po niecałym miesiącu zaczęli mówić. "To Rose Weasley. Wyjątkowa dziewczyna, szalona. Moja Przyjaciółka. Najlepsza Szukająca w Durmstrangu od wielu lat gdzie kiedyś dawno temu najlepszym był Viktor Krum, teraz ona zajmuje jego miejsca. Niema od niej lepszych w Quidditchu. To Szukająca w Smokach nasza dziewczyna. Norweżka z krwi i kości. Jakby nie patrzeć stałaś się jedną z nas, najlepszą z Brytyjki owianej sławą rodziców, stałaś się Norweżką wyjątkową dziewczyną z Durmstrangu." I wiele innych rzeczy ludzie o mnie zaczęli mówić. Zaczęli mnie postrzegać jako Rose Weasley. A nie córkę Aurora Ronalda Weasley'a, oraz utalentowanej i inteligentnej Pani Minister Hermiony Granger-Weasley z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, w Biurze Brytyjskiego Przedstawiciela Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów. Zostałam zauważona, jako ja. I mogłam być sobą, a nie udawać kogoś innego.
-A czemu miałabyś udawać kogoś innego?
-A ilu Weasley'ów jest w tej szkole? Ilu ją skończyło w ciągu ostatnich pięciu lat? No właśnie. Wielu. A przy tak licznym rodzeństwie i kuzynostwie trudno wybić się przed szereg. Tam byłam jedną jedyną Weasley w szkole. Nie którąś z kolei. Nie nową najmłodszą Weasley, gdzie starszych Weasley'ów już kilku jest. Nie byłam porównywana do rodzeństwa i kuzynostwa, bo oni ich nie znali. Czasem byłam porównywana do ojca i matki. Ale tylko pod tym względem pod jakim świat ich zna.
-No tak. Przy tak wielkiej rodzinie trudno zaistnieć i pokazać się. Jesteśmy. - Powiedział zatrzymując się przed drzwiami, które nie miały ani klamki, ani dziurki do klucza. Na ich środka znajdowała się tylko kołatka w kształcie kruka.
-Ma szyjkę, lecz nie ma głowy? - Spytał kruk z kołatki.
-Żeby wejść, trzeba poprawnie odpowiedzieć. - Powiedział Corey.
-Butelka. - Powiedziała Rose, a drzwi otworzyły się.
-Nie zawsze będzie tak łatwo. Dwa lata temu jeden trzecioklasista stał trzy godziny tu i czekał aż ktoś tu przyjdzie i zgadnie hasło. A wraz z nimi czekało paręnaście osób. Nikt nie mógł zgadnąć hasła. Aż w końcu przyszedł jakiś szóstoklasita i od razu zgadł hasło. - Powiedział i wskazał jej dłonią by weszła do środka.
-A ty też miałeś kiedyś taką sytuację? - Spytała przechodząc trzy metrowym tunelem łączącym korytarz szkolny z pokojem wspólnym Krukonów.
-Dwa razy. Ale nikt o tym nie wie. Bo jak nie znałem odpowiedzi, to po prostu szedłem gdzieś. Do biblioteki, albo na wielką salę, czy błonia. A potem wracałem z paroma osobami.
-Sprytne.
-Jak widzisz to jest pokój wspólny. Większy od naszego jest tylko PW Ślizgonów. Dormitoria wspólne są tam prawa wieża dziewcząt, a lewa chłopców. - Wskazał schody prowadzące na piętro, gdzie był balkon i dwoje okrągłych drzwi na zaokrąglonej ścianie wierz. - A dormitoria prywatne są tam. - Wskazał schody po przeciwnej stronie salonu. Schody również prowadziły na piętro, tyle że tam nie było już żadnej kolejnej wieży i schodów, a tylko dwa korytarze prowadzące do sypialń. - Twoje ma numer 16. Twoje rzeczy już powinny tam być. W sobotę mamy pierwsze wyjście do Hogsmeade. Jeśli chcesz możesz też iść. Organizujemy małą imprezę z okazji rozpoczęcia kolejnego roku. Oczywiście jeśli wolisz, możesz świętować tu. Bo są tacy którzy imprezy wolą tu w PW niż w Hogsmeade. - Powiedział i podszedł do dwójki chłopaków siedzących na kanapie przy kominku.
-I tak wasze imprezy w żadnym stopniu na pewno nie przypominają tych w Durmstrangu. - Powiedziała pod nosem i ruszyła w stronę swojego dormitorium.

W pokoju były dwa okna. Przy tej ścianie z oknami stała komoda wykonana z ciemnego drewna. Obok niej stało duże łóżko z baldachimem w barwach srebrnych i niebieskich. Z drugiej strony łóżka stała szafka nocna. Później były kolejne drzwi, jak podejrzewała pewnie prowadziły do łazienki. Przy ścinie przeciwległej do okien stała szafa i barek oraz znajdowały się tu drzwi w których właśnie stała Krukonka. Przy ścianie po prawej od wejścia stał okrągły szklany stolik i dwa fotele ozdobione srebrem, złotem i błękitem. A przy ścianie pod oknem stało jeszcze biurko z wyglądającym na dość wygodnym krzesłem. Przy łóżku stały kufry należące do dziewczyny oraz klatka z jej zwierzakiem, którego ma już od dziesięciu lat. A zwierzęciem tym jest wilk. Ale nie taki zwykły wilk. Jest to Wolfpix. Innymi słowy Magiczny Wilk. Jego istnienie odkryto w 1976 roku. Jest przyjazny dla ludzi. Ale jeśli ktoś robi krzywdę jego właścicielowi potrafi być niebezpieczny. Odkryto, że ów wilki potrafią dożyć nawet stu lat. A wilk którego ma Rose ma jedenaście lat. I nie rozstaje się z nim na krok odkąd go spotkała dziesięć lat temu, a on wybrał ją, jako swoją właścicielkę.

-Cześć Sigala. Tęskniłaś prawda? Cały dzień zamknięta w klatce, pewnie zmęczona, co? - Powiedziała i podeszła do klatki i otworzyła ją. Z zielonego magicznego pudełka, gdzie metalowa kratka była tylko z jednej strony po chwili wyszedł piękny biały wilk. Rozciągnął się i wskoczył na kolana swojej pani i polizał po policzku. - Ja też tęskniłam.

Wolfpixy są wyjątkowymi stworzeniami. Potrafią dzielić się swoimi myślami z ludźmi. Dzięki czemu ludzie mogą z nimi rozmawiać. Mogą osiągnąć nawet ponad metr wysokości, nie licząc głowy, dzięki czemu mogą pomagać swoim właścicielom nosić wielkie i ciężkie bagaże, a także pozwalają się dosiąść, więc ich właściciel może podróżować na ich grzbiecie. Wolfpix Rose sięga jej mniej więcej połowy ud, a z wyprostowaną głową do bioder.


---------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------
Tym oto akcentem kończę pierwszy rozdział
Mam nadzieję, że się wam podobał.
Zostawcie po sobie ślad w komentarzu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz