środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział 4 - Weekend w Hogsmeade cz. 2

-Weasley! Co ty tu robisz o tak późnej porze? Jeszcze ktoś pomyśli że coś knujesz. - Usłyszała trochę niewyraźny głos.
-Malfoy! Jak jesteś pijany robisz się za miły.
-No cóż ... Ja ... Ten ... Co ja chciałem?
-Ty mnie pytasz Malfoy?
-A tak Weasley!
-Nie krzycz do mnie, jak stoisz tuż przede mną.
-Nie stoję tuż przed tobą. - Powiedział wyciągając ręką do przodu i dotknął jej ramienia. - No może stoję. - Powiedział robiąc dwa kroki w tył. - Aż za blisko.
-Tak Malfoy.
-Chłopaki mi coś dorzucili do szklanki. Nie moja wina. - Powiedział już dość niewyraźnie, chwiejąc się na nogach.
-Finite. - Powiedziała celując różdżką w blondyna. I już po chwili było widać, że jest mu lepiej.
-Dzięki Rose.
-Byliście dzisiaj u Zonka?
-Nie.
-A w Wezerdrat?
-Nie.
-A w Cytrusowym Smoku?
-Tak.
-Kupowaliście tam coś?
-Jace coś kupował.
-To się nie dziwię.
-A co?
-To ty nie wiesz, że Cytrusowy Smok słynie z różnego rodzaju smakołyków i napoi, które wywołują różnego typu zachowania, w zależności od smaków. Mają mały wybór.
-Zabiję Zabiniego.
-Nie wiń go. On pewnie też nie wiedział.
-A gdzie twoja wilczyca?
-W zamku.
-A ty tu jesteś bo ...?
-Byłam w Karczmie Pod Rogiem Jednorożca. Na Krukońskiej imprezie.
-I nie bawiłaś się dobrze. To ja cię teraz zapraszam na prawdziwą imprezę.
-Mam pójść na Ślizgońską imprezę?
-Tak?
-Z Malfoy'em?
-Od razu, że z Malfoy'em. Scorpius jestem.
-Więc, mam pójść na Ślizgońską imprezę, ze Ślizgonem Scorpiusem Malfoy'em?
-Z Przystojnym blondynem, o nieziemskim spojrzeniu.
-Ze Ślizgonem z zadufanym ego.
-Nie obrażaj.
-Nie obrażam cię Scorpius. Taka prawda.
-Jędza.
-Często to słyszałam w Durmstrangu. Więc mogę teraz spokojnie powiedzieć, że czuję się jak w domu.
-Jesteś dziwna.
-Co ty nie powiesz Sherlocku?
-Więc idziemy?
-A mam inne wyjście?
-Nie, bo jak nie pójdziesz z własnej woli, zaciągnę cię tam siłą.
-A czemu chcesz, żebym tam poszła. Ja, nic nie znacząca dziewczyna. W dodatku nazywam się Weasley. Pamiętasz nasze rodziny się nienawidzą.
-To że mój stary nienawidzi twojego, nie znaczy że my musimy się nienawidzić Rose. Taki ten los jest przewrotny.
-Powiedział ten, który nazwał mnie dziwną, a sam jest jeszcze bardziej dziwny. - Posłała mu przesłodzony uśmiech.
-Czepiasz się Rosie.
-Nie mów do mnie Rosie. - Powiedziała morderczym tonem patrząc na niego niczym bazyliszek na swoją ofiarę.
-Przepraszam. - Powiedział szybko.
-Coś takiego! Malfoy jednak potrafi przepraszać!
-To nie jest tak że słowo "Przepraszam, Dziękuję" i inne miłe słowa nie przechodzą nam Ślizgonom przez gardło. Po prostu rzadko je używamy. Więc idziemy do Trzech Mioteł. - Powiedział i ruszył w stronę Pubu, a Krukonka razem z nim. - A słyszałaś że z Trzech Mioteł chcą zrobić Cztery Miotły? Ten Pub chcą podnieść kolejny raz o rangę wyżej. I wcale się nie zdziwię jak im się to uda. Cała wioska rozbudowała się dość mocno od zakończenia wojny. Powiększyła się. Zamieszkało tu więcej osób. Przyjeżdża tu wielu czarodziei by się tu osiedlić i założyć rodziny. Wielu turystów tutaj przyjeżdża.
-Nie słyszałam, ale fajnie wiedzieć.
-Wiesz, że Helen Mocarte pochodzi właśnie z tej wioski?
-Nie wiem. Nie znam dziewczyny.
-Jej rodzice zamieszkali tu w trzy lata po skończeniu wojny. Trochę przesranę, że twoja rodzina mieszka tak blisko twojej szkoły. A wioska, którą można odwiedzać w weekendy, jest twoją rodzinną wioską.
-Tak masz rację.
-To się nazywa prawdziwa impreza Weasley. - Powiedział otwierając drzwi Pubu.
-No to jest impreza na jakie chodziłam. - Powiedziała Krukonka, przypominając sobie imprezy z Durmstrangu. Ludzie tańczący na stołach, alkohol leje się na każdą stronę. Jest masa ludzi, pub tak zapełniony, że ledwo można przechodzić. Dziewczyny skąpo poubierane, wyzywająco. Pary obmacujące się przy ścianach i myślą, że nikt ich nie widzi.
-Czyli cię nie zaskoczyłem.
-A chciałeś? Powiem tak. Byłam na wielu takich imprezach, więc taki widok mnie nie dziwi. Ale dziwi mnie fakt, że taka impreza jest tu w Hogsmeade, z uczniami z Hogwartu.
-Więc jednak trochę się zdziwiłaś?
-Troszeczkę.
-Choć Rosmerta zrobi nam wyjątkowe drinki.
-Jesteś na ty z barmanką?
-Znasz ją?
-Byłam kilka razy w Hogsmeade za namową, kuzynostwa i rodzeństwa. W wakacje po pierwszej klasie mnie tu wyciągnęli.
-Przecież od trzeciej klasy można wychodzić do Hogsmeade.
-Będąc w szkole tak. Ale starsze kuzynostwo zabrało nas młodszych tu.
-To niesprawiedliwe.
-Obraź się teraz Malfoy.
-Rosmerto!
-Scorpius witaj! Oh Rose miło cię znowu widzieć!
-Ciebie też.
-Co wam podać? Pewnie coś ze specjalnej listy co?
-Nie inaczej. - Powiedział blondyn. - Dwa białe Koroi z pianką. Wstrząśnięte, nie mieszane.
-Jasne. Znajdźcie sobie wolny stolik na górze. A ja zaraz wam przyniosę drinki.
-Cały Pub jest pełen, a na górze ma być wolne? - Spytała idąc za Ślizgonem w stronę schodów.
-Nie każdy ma wstęp na górę, gdy jest impreza, szczególnie Ślizgońska. Piętro jest dla Vipów Rose. - Powiedział wchodząc po schodach.
-Scor! A już myślałem, że zniknąłeś na dobre! - Zawołał Jace.
-Jednak nie! - Odkrzyknął blondyn.
-Przyszedłeś z Weasley? - Spytał Liam.
-Nie. Z Rose.
-Ale Weasley.
-Ale z duszą Ślizgonki. - Powiedziała rudowłosa siadając między Zabinim i Greengrassem.
-Jasne. - Zakpił Jake.
-Nie uwierzą, póki nie zobaczą. Zresztą ja też. - Powiedział Scorpius siadając na przeciwko niej.
-Proszę bardzo. - Powiedziała Rosmerta stawiając na stole dwa drinki.
-Rosmerta.
-Tak? - Spytała kobieta, a Rose wyszeptała jej coś do ucha, na co ta się uśmiechnęła i kiwnęła głową na znak zgody i odeszła.
-Co jej powiedziałaś?
-Moja słodka tajemnica Zabini. Malfoy - Powiedziała wznosząc szklankę z białym drinkiem do góry. - Za początek szkoły, pijmy do dna. - Powiedziała i przechyliła szklankę i zaczęła pić drinka. Biała słodka waniliowo-czekoladowa pianka pobudzała jej kubki smakowe. A dopiero potem do gardła przedzierała się gorzka posmaka białego ginu z nutą cynamonu, goździków i imbiru. By na końcu poczuć słodko-kwaśno-gorzki smak wódki z limonką i miodem. Pomimo tego, że smaki może i do siebie nie pasowały, za sprawą magii i magicznych kieliszków, nie mieszały się trzy części drinka ze sobą. A sam drink dla niektórych jest dobry, a dla innych wręcz przeciwnie. Odstawiła pustą szklankę z lekkim hukiem na stół i wielkim uśmiechem zadowolenia i triumfu na twarzy. Malfoy swoją szklankę na stół odstawił dopiero piętnaście sekund później.
-Jest lepsza od ciebie Jace. - Zaśmiał się Liam. - Ty tą białą bombę pijesz na raty. - Zaśmiał się szatyn.
-A co to za zebranie bez nas? - Spytała blondynka. - Tamara Greengrass. - Podała rękę Krukonce. - Mam nadzieję że mój brat nic nie palnął? - Spytała siadając obok Jake'a i targając jego blond czuprynę.
-Tami. - Powiedział oburzony, a wszyscy się zaśmiali.
-To jest Tris - Scorpius wskazał szatynkę. - Tak jak ta trójka, tak i ona jest moją kuzynką. Młodsza siostra Liama.
-No i Jessica moja o dwa lata młodsza siostra. - Powiedział Jace. Wskazując brunetkę o ciemnej karnacji, takiej jak on sam.
-Widziałyście gdzieś bliźniaczki? - Spytał Scorpius.
-Nie. - Odpowiedziała Jessica.
-To dobrze.
-Aż tak nie lubisz swoich sióstr? - Spytała Krukonka.
-Po wypiciu stają się nie znośne. I nie mam zamiaru je niańczyć.
-Nie masz się co martwić. Powiedziały, że zostają w Lochach. - Powiedziała Tris.
-To właśnie zaczynam się martwić. O Lochy i o tym, że prawdopodobnie nie mamy dokąd wracać. Panowie, Panie za tę długą noc i oby się nie skończyła. - Powiedział Scorpius podnosząc jeden z kieliszków z drinkiem, które na tacy właśnie przyniosła im Rosmerta. Wszyscy podnieśli kieliszki w góry i stuknęli się nimi i upili łyk ze swych kieliszków i pogrążyli w dalszych rozmowach.

***

-Czy on się nie może w końcu odwalić?! - Wrzasnęła Lily zamykając za sobą drzwi sypialni i patrząc na trzy przyjaciółki, które właśnie stały przed lustrem.
-Co się stało Lils? - Spytała Sonya Newman. Dziewczyna wzrostem równa Lily, ma piękne brązowe loki i błękitne oczy za które większość byłaby w stanie zabić.
-Jak co się stało? To samo co ostatnim razem. - Powiedziała oburzona niedomyślnością przyjaciółki.
-Chodzi o Sergiusa? - Spytała dziewczyna o blond włosach do ramion i zielonych oczach.
-Tak Perrie. Ja przez niego zwariuję. Ten człowiek doprowadza mnie do szału. Każde jego słowo do mnie, każde jego spojrzenie i gest zabija mnie.
-No cóż podobasz mu się.
-Zella! - Wrzasnęła na blondynkę Potterówna.
-No co taka prawda. - Odpowiedziała jej Perrie.
-Jesteś atrakcyjna Lily i on to widzi. - Powiedziała uśmiechnięta Bianca Hale, dziewczyna trochę wyższa od swoich przyjaciółek o niebieskich oczach, niemal tak ślicznie błękitnych jak Sonya, oraz o czarnych lekko kręconych włosach do pasa.
-Ale McLaggen?!
-No cóż serce nie sługa. Pasujecie do siebie. - Powiedziała Bianca.
-No chyba cię troszkę pogięło?
-Ale no sama przyznaj. Szaleje za nim cała damska część szkoły. A on wybrał ciebie.
-To niech wybierze kogoś innego.
-Ty nie wiesz że historia uwielbia się powtarzać?
-To znaczy?
-Lily, ja mam ci przypominać historię twojej rodziny? - Westchnęła szatynka. - Więc James Potter i nie, nie chodzi mi o twojego brata, a o dziadka. Był zajebiście przystojnym graczem w Quidditcha na pozycji Ścigającego. Wszystkie dziewczyny w szkole nie potrafiły oderwać od  niego wzroku. tylko Lily Evans, której jesteś imienniczką, nie zwracała na niego uwagi. A on zawsze starał się do niej dotrzeć, pogadać, rzucić komplement, lub złośliwą uwagę jak to chłopcy i ich końskie zaloty. Starał się przez rok, czy dwa nie wiem to nie jest historia mojej rodziny, lecz twojej, więc powinnaś to wiedzieć ty Lily. Więc starał się by się zgodziła na jedną randkę. I w końcu uległa i zgodziła się. Zaczęli ze sobą chodzić. Wzięli ślub zaraz po skończeniu szkoły, a rok później urodził się twój tata. Widzisz podobieństwa? Sergius, zajebiście przystojny chłopak, czarodziej z rodziny czarodziejskiej od wielu pokoleń. Ogląda się za nim każda dziewczyna, a on zwraca uwagę na ciebie. Komplementuje, chce pogadać. Czasem obrazi, ale oni już tacy są. Myślą, że jak nas obrażą to się domyślimy że chcą iść z nami na randkę. Powiedz mi, od jak dawna Sergius stara się zaprosić cię na randkę?
-Mniej więcej od połowy trzeciej klasy.
-Więc zgódź się w końcu. - Powiedziała Perrie.
-Ale ... To McLaggen.
-To co? Ja bym z chęcią się z nim umówiła.
-Więc na co czekasz?
-On nie zwraca uwagi na mnie głupia. - Powiedziała Bianca. - Tylko na ciebie.
-Ale jak jakaś cycata lafirynda przechodzi obok i coś powie to zaraz idzie do niej z nią pogadać i pogapić się w cycki, a mnie zostawia.
-Bo chce żebyś była zazdrosna. - Powiedziała blondynka. - A jak już o zazdrości mowa. Ty jesteś zazdrosna o to że więcej uwagi poświęca wszystkim innym laską niż tobie.
-Wy zwariowałyście! Ja wychodzę! - Powiedziała otwierając drzwi. Ale gdy tylko zauważyła Sergiusa pięć metrów przed drzwiami ich dormitorium zmierzającego w tą stronę, cofnęła się do pokoju i zatrzasnęła drzwi. - Albo i nie. - Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, a rudowłosa Gryfonka stała oparta plecami o drzwi i z zaciśniętymi powiekami, na co jej trzy przyjaciółki tylko się zaśmiały. Rozbrzmiało kolejne pukanie do drzwi. A dziewczyny posyłały rozbawione spojrzenia Lily. Po dwóch minutach Lily uchyliła drzwi i ku swojemu zadowoleniu zauważyła, że nikt nie stoi pod drzwiami, za to na podłodze leży piękna czerwona róża z białą i fioletową wstążką, oraz dołączonym liścikiem. Podniosła ją, a do jej nozdrzy dotarł przyjemny słodki zapach. Rozejrzała się czy nikt przypadkiem nie widzi, że bierze różę, po upewnieniu się że nikt nie widział zatrzasnęła ponownie drzwi i usiadła na swoim łóżku. Odpięła kartkę i różę ostrożnie położyła obok siebie, oraz powoli otworzyła liścik. Po przeczytaniu go nieświadomie lekko się uśmiechnęła. Ale gdy tylko przypomniała sobie, że nie jest sama w pokoju, prychnęła i zaśmiała się.
-Kretyn. - Mruknęła chowając liścik w kieszeń spodni i wyszła z dormitorium. Usiadła na poręczy nad schodami, spoglądając z góry na Pokój Wspólny i bawiących się w dole Gryfonów. Zrozumiała coś. Dowiedziała się czegoś, czego nie wiedziała, coś co jej wyleciało z głowy. Wyciągnęła ponownie liścik z kieszeni i rozłożyła go.

Droga Lily dostałaś ode mnie dziś różę. Tak jak w wakacje dostałaś ich cztery kosze. Białe, czerwone, żółte i fioletowe. Te ostatnie hodowałem specjalnie dla ciebie, bo wiem, że to twój ulubiony kolor. Dziś daję ci jedną, lecz wyjątkową. Zwiędnie w dniu, w którym o tobie zapomnę. Więc znów poproszę Lily Weasley pójdź ze mną na randkę do Hogsmeade. Będę czekał jutro o dwunastej w Gregorionie. Jeśli będzie trzeba, będę i czekał aż do rana.
Sergius

-Oh co ja mam zrobić? - Spytała cicho.
-Lily! - Wrzasnęła Perrie. Młoda Weasley'ówna wyrwana z zamyślenia i wystraszona spadła z balustrady do PW. I gdyby nie pewien Gryfon o szybkim refleksie najpewniej by się połamała, ale wpadła bezpiecznie w ramiona nie kogo innego jak ...
-McLaggen!
-Lily ... Ja wiedziałem, że jesteś aniołem, no ale żeby spadać z nieba wprost w moje ramiona.
-Ja ... ten ... bo ... Dzięki. - Uśmiechnęła się i przygryzła dolną wargę lekko zawstydzona. W tym czasie jej trzy przyjaciółki obserwowały ją z góry. Pozostali Gryfoni nie zwracali najmniejszej uwagi na Lily leżącą w ramionach Sergiusa, gdyż całe towarzystwo było zajęte swoimi sprawami, piwem kremowym, oraz Ognistą Whisky, a także tańcami i głośnymi śpiewami wraz z wokalistą, który śpiewał w radio.
-Uratowałem ci życie, więc mogłabyś mi się odwdzięczyć i pójść ze mną na randkę?
-Ja ... no nie wiem ... wiesz ... to nie najlepszy ... pomysł. - Mówiła jąkając się i oddychając ciężko.
-Tylko jedna randka Lily. O więcej nie poproszę. Jeśli nie zechcesz.
-Nie dasz mi spokoju z tą randką prawda?
-Staram się o randkę z tobą od prawie trzech lat. Nie poddam się, póki się nie zgodzisz. 
-Więc ... pójdę. - Powiedziała cicho i niepewnie. Sergius mógłby przysiąc że ujrzał na jej policzkach lekkie rumieńce, ale przemilczał ten fakt.
-Więc będę czekał na ciebie jutro o jedenastej czterdzieści tutaj w PW.
-Okej. Mógłbyś mnie postawić na ziemi? - Spytała po chwili ciszy.
-Oczywiście. - Odpowiedział i ostrożnie postawił rudowłosą Gryfonkę na ziemi.
-To ja ... muszę się napić. - Powiedziała i odeszła do stolika przy którym stały alkohole. Nalała sobie do szklanki Whisky i wypiła na raz całą zawartość. A następnie nalała sobie kolejną szklankę i usiadła na kanapie przy kominku. - Co się ze mną dzieje? - Spytała samą siebie.

***
------------------------
*The Heartbeat in the Sounds Of Magic zespołu The Cats Of Moon - Zespół oraz piosenka wymyślona przeze mnie, oraz kilka jej wersów w języku polskim.
---------------------------------

Po kilku szklaneczkach whisky Ślizgoni zaczęli traktować Rose jak jedną ze swoich, a nie jak dziewczynę z innego domu, nie jak każdego Weasley'a. Rose już dawno podwinęła swoją koszulkę i zaplątała na niej supeł tak by koszulka kończyła się pod linią biustu. Tym gestem zaimponowała Ślizgonom, bo żadna Krukonka, Puchonka i większość Gryfonek nigdy nie zdobyłaby się na taki gest. Ale ona owszem. Ona była jak Ślizgonka, po mimo tego, że przynależała do Ravenclaw, ale dlatego, by nie być poniżana przez wszystkich uczniów domu węża tylko dlatego, że ma nazwisko Weasley i trafiła do Slytherinu. I choć całe towarzystwo było już mocno pijane i ledwo co mówili dogadywali się doskonale i rozumieli się. Gdy w głośnikach zaczęła lecieć piosenka The Heartbeat in the Sounds Of Magic zespołu The Cats Of Moon* z gardła Rose wydarł się pisk radości, a także Tamara ucieszyła się słysząc pierwsze wersy piosenki. Krukonka niewiele myśląc weszła na stół i przymykając oczy zaczęła tańczyć, tak jak niegdyś w Norwegii.

Czy słyszałeś serca bicie w dźwiękach magii?
Czy poczułeś dreszcz emocji kiedy powiedziała nie?
Czy gdy ogień zgasł w kominku powiedziałeś sobie dość?
Czy zaśpiewasz kołysankę aktem wiary i miłości?
Czy gdy powiesz do widzenia, szczere będzie to?
Pożegnanie bezbolesne, pożegnanie bezlitosne.
Odwróć się i odejdź nim nastanie świt.
Bo gdy słońce wzejdzie rano, ona już zapomni cię.
Bo gdy biała róża zniknie, ty obierzesz nowy cel.

Ruszała się niczym nimfa, jak zaczarowana, niby w jakimś transie. Zwróciło na nią szczególną uwagę  w tym momencie nie tylko towarzystwo Ślizgonów ze stolika przy którym razem siedziała, lecz większości wychowanków domu Salazara Slytherina będących w tej chwili na piętrze. Każdy chłopak na sali dokładnie obserwował jej ruchy.
A Rose? Rose czuła się wolna. Czuła się tak jak kiedyś, zanim stało się tyle złego w jej życiu. I skoro już się poddała, powiedziała sobie, że dziś pozwoli sobie na chwile wolności, tańca i szaleństwa, na jakie nie miała ochoty od kilku miesięcy. I choć wie że rano będzie tego żałować, teraz o tym nie myśli.
Gdy piosenka dobiegła końca Krukonka zeskoczyła ze stolika i chwyciwszy jedną ręką Liama, a drugą Tamarę pociągnęła ku schodom, a zaraz za nimi ruszyli także Jake, Jace, Scorpius, Tris i Jessica. I już po chwili cała ósemka była na dole, w samym środku tańczących i tak jak pozostali Ślizgoni zaczęli wariować i tańczyć na parkiecie.
Po upływie półtorej godziny podeszli do baru i Rosmerta podała im kolejne szklaneczki Ognistej. Przy barze przesiedzieli dobre dwadzieścia minut. A gdy postanowili wrócić na parkiet, okazało się że połowy Ślizgonów już nie ma w Pubie. Z jednej strony dobrze bo nie będzie ścisku. Więc poszli znów na parkiet i przetańczyli całą noc, każdy w objęciach każdego. Nawet Rose tańczyła z Tris, a Tami z Jessicą, i co było dziwne, choć czego można się spodziewać po pijanych Ślizgonach Scorpius tańczył z Jace'ym, a Liam z Jake'iem. 

-----------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------
------------------------------------------
Jest kolejny rozdział.
Mam nadzieję że się wam podoba.
Czekam na wasze komentarze.
Pamiętaj!
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz