-Jakbyś nie zauważył Malfoy ... palę.
-Widzę. Też przyszedłem zapalić.
-To siadaj. Jak codziennie.
-Coś cię gryzie?
-Czytałeś już Czarownice? Najnowsze wywiady? Cały Hogwart od szóstej żyje tylko tym czasopismem. Obudziły mnie krzyki Lissy i jej kumpelek z dołu. Musiałam się wyrwać z wieży. A co u ciebie?
-Gissel. Znowu. Czytałaś co opowiedziała Bruce'owi o mnie? Ja ją kiedyś zabije. I mam gdzieś, że pójdę do Azkabanu w tak młodym wieku.
-Aż tak źle?
-Tak.
-To jednak jest taką jędzą jaką ją wszyscy opisują.
-A miałaś jakieś wątpliwości?
-Nie znam jej. W tej szkole jestem od dwóch miesięcy. Myślisz, że mnie obchodzi poznawanie wszystkich uczniów? Chce tylko skończyć szkołę. W międzyczasie wygrać Turniej Trójmagiczny i Konkurs dla siódmoklasistów w eliksirach, który odbywa się w Ministerstwie.
-To dziwne. Bo pragnę tego samego. - Krukonka zaśmiała się, ale nie dlatego, że było to śmieszne.
-Nie przeżyłeś tego co ja. Więc tobą kieruje co innego i mną co innego.
-Nie wiem co przeżyłaś. Bo nie mówisz nic o sobie. Ale ja też mam przeszłość. W moim życiu zdarzyło się kilka rzeczy, które zdarzyć się nie powinny.
-Mówisz, że pragniesz tego co ja. Ale kluczowe pytanie brzmi ... Robisz to dla siebie, dla rodziny, przyjaciół, dla nazwiska, czy dla obcych osób lub po prostu od tak sobie. No ale nieważne. Nie wnikam w twoje życie, bo nie chcę by ktoś wnikał w moje. Zmieńmy temat.
-Poniedziałkowe wydanie Czarownicy. Stek bzdur czy garść prawdy?
-To jest dobre pytanie. W tym momencie każdy mógł powiedzieć co chciał. Mógł kłamać, łgać w żywe oczy i Bruce by się nie zorientował. Lub mówić prawdę by zwieść wszystkich. Bo większość osób myśli, że to kłamstwo.
-Masz ją? - Spytał zdziwiony, gdy Krukonka z szaty wyciągnęła nowy egzemplarz Czarownicy.
-Byłam ciekawa opinii mojej rodziny na mój temat, a także innych zawodników.
Opinie przyjaciół zawodników.
Wyznanie Lily Potter.
-Powiedz Lily komu kibicujesz? Swojej kuzynce, która trafiła do Ravenclaw? Czy może swojemu chłopakowi z Gryffindoru?
-Kibicuje obojgu tak samo mocno. Nie lubię wybierać między rodziną, a przynależnością do domu, a także swoim życiem prywatnym. Wiadomo, że najpierw stawia się rodzinę, później pozostałe bliskie osoby, a później dom do którego przynależy się w szkole. Ale ja ich stawiam na równi. Nieważne które z nich wygra, będę się cieszyć tak samo mocno.
Wyznanie Albusa Pottera.
-Albus co czułeś w momencie w którym z Czary wypadła kartka, że reprezentantem Gryffindoru będzie Sergius McLaggen? Wszyscy wiemy, że też wrzuciłeś kartkę ze swoim nazwiskiem.
-Co mogłem czuć? Zawód. Szkoda, że to nie mnie przypadnie zaszczyt reprezentowania swojego domu w tym Turnieju. Ale Sergius jest dobrym i zdolnym czarodziejem i wiem, że poradzi sobie świetnie. Może nie lepiej ode mnie ... [Śmieje się młody Potter] ... ale na pewno da z siebie wszystko.
-A co poczułeś gdy wszyscy dowiedzieliśmy się, że reprezentantką Ravnclaw została twoja kuzynka Rose Weasley?
-Na pewno ból, że ona, która nie uczyła się w tej szkole, nic o niej nie wie, nie zna tutejszych uczniów, zwyczajów, ani kompletnie nic nie wie o Hogwarcie będzie miała ten zaszczyt reprezentować dom do którego należy w Turnieju. To jest trochę niesprawiedliwe. Nawet nie wyobrażam sobie co czują inni Krukoni. To dla nich był naprawdę mocny cios. Obca im osoba ma ich wszystkich reprezentować. Ale oprócz tego na pewno też poczułem szczęście, że została dana jej ta szansa.
Wyznanie Emilly Potter.
-Emily za kogo trzymasz kciuki? Za swoją kuzynkę Rose, czy za Sergiusa, który reprezentuje dom do którego należysz?
-Wiadomo, że w Hogwarcie dom zastępuję rodzinę. Ale na ogół bywa tak, że nasze rodzeństwo i kuzynostwo trafia do tego samego domu. Więc niema się czym martwić, ani przejmować. Ale w sytuacjach takich jak ta, gdzie jeden członek rodziny został przydzielony do innego domu i mamy zawody, Turniej Trójmagiczny, jedna osoba z naszego domu zostaje reprezentantem i ten jeden członek rodziny, który jest w innym domu. Trudno wtedy wybrać. Wiadomo rodzina zawsze na pierwszym miejscu. Ale to jednak przyjaciół ma się w domu do którego się przynależy. Aczkolwiek Sergius jest wielkim Casanovą. A raczej był dopóki moja młodsza siostrzyczka zgodziła się z nim chodzić. Wiele osób go nie lubiło, ale tolerowało, bo jednak jest jednym z nas Gryfonów, nikt tego nie okazywał, bo i po co? Ale gdy to jego nazwisko wyleciało z Czary stał się kimś ważnym w naszym domu. Wszyscy pokładają w nim nadzieję, że przyniesie nam chwałę. Że pokarzemy iż potrafimy być lepsi od Ślizgonów nie tylko w nauce i nie tylko na boisku do Qiudditcha. Wiadomo oczywiście, że nie my zawsze jesteśmy na pierwszym miejscu i przyznaję to z bólem. Od trzech lat Ślizgoni są najlepsi w Quidditchu, my zaraz za nimi z minimalną różnicą punktów. Wcześniej przez dwa lata Puchar Quidditcha należał do Krukonów. A jeszcze wcześniej przez pięć lat do nas. A jeśli chodzi o Puchar Domów wygraliśmy w zeszłym roku. Dwa lata temu Puchar Domów otrzymali Krukoni. Wcześniej przez cztery lata wygrywali Ślizgoni, gdzie my przez dwa lata byliśmy na trzecim miejscu, a przez dwa na drugim. Zamiennie z Raenclaw. Jak widać nie idzie nam dobrze. Ale z roku na rok jesteśmy coraz lepsi. I chcemy udowodnić, że w Turnieju będziemy lepsi od Ślizgonów i Krukonów, dlatego wszyscy wierzymy w Sergiusa. Ale prawda jest taka, że moja kuzynka jest wyśmienitą czarownicą i nie ma jej równych. Tylko ktoś na jej poziomie może jej dorównać, lub nawet przegonić. I to są raczej osoby z Durmstrangu, a nie z Hogwartu. Więc z całym szacunkiem dla McLaggena, ale kibicuję kuzynce.
-Wiemy, że twoi bracia również wrzucili kartki w Czarę. Ty także. Ale teraz skupmy się na braciach. Jeśli jeden bądź drugi z nich zostali by wylosowani zamiast Sergiusa. Kibicowałabyś bratu, czy kuzynce?
-To trudne pytanie. Ale z Rose w dzieciństwie czułyśmy się jak siostry. Chociaż ona była bardziej zżyta z Lissą. Ale nawet nie patrząc na to. Wiadomo w takiej sytuacji zawsze powinno się stawiać na najbliższą rodzinę, czyli na rodzeństwo. Ale nie w moim przypadku. Mam dwóch braci. Jeden głupszy od drugiego. Nie ważne który jest którym. wystarczy, że oni wiedzą i nasi przyjaciele też. [Śmieje się Gryfonka] Ale i tak stawiałabym na Rose. Ona jest zdecydowanie jedną z najlepszych Czarownic jakie w życiu widziałam. Przewyższa czarodziei, którzy mają za sobą cztery razy tyle lat co ona. Dlatego stawiam na Rose. Kuzynka wygraj. Musisz. Wierzę w ciebie.
Wyznanie Thanii i Tristana Dursley.
-Jako Krukoni zapewne jesteście bardzo dumni ze swojego reprezentanta, a raczej reprezentantki. Ale co czujecie od tej drugiej strony? Bo jak wiadomo łączą was więzi rodzinne. Wasz tata Dudley Durlsey jest kuzynem męża siostry jej ojca Ronalda Weasley'a.
-Tak. Jesteśmy kuzynostwem.
-I bardzo cieszymy się z tego, że ta stara czapka postanowiła wysłać Rose właśnie do naszego domu.
-Tristan!
-Co?
-Pani Dyrektor się to nie spodoba, gdy przeczyta ten artykuł. Ale tak, to prawda. Tiara przydzieliła Rose do Ravenclaw, chociaż bliżej jej było do Slytherinu niż jakiegokolwiek innego domu w Hogwarcie, mogła też jednak postawić na więzi rodzinne i tak jak wszyscy Weasley'owie mogła trafić do Gryffindoru. Ale ona nie jest wyjątkiem. Dominique Weasley była pierwszą osobą w rodzinie Weasley'ów która nie trafiła do Gryffindoru. Trafiła tak jak Rose do Ravenclaw.
-Nie jest wyjątkiem, ale jest wyjątkowa. Jest naprawdę wspaniałą i potężną czarownicą, a ma dopiero szesnaście lat.
-Tylko się nie zakochaj Trsitan.
-Zwariowałaś? To nasza kuzynka.
-Żart braciszku. Żart.
Wyznanie Lissy Scamander.
-Lisso jesteś Prefektem Ravenclaw. Co czujesz względem Rose, reprezentantki waszego domu w Turnieju Trójmagicznym?
-Z Rose znamy się praktycznie od urodzenia. Ale odkąd pojechałyśmy do szkoły wszystko się zmieniło. Ona pojechała do Durmstrangu, ja zostałam w Hogarcie. Poróżniłyśmy się. Znalazłyśmy inne ścieżki. Już nie jesteśmy jak kiedyś "Bliźniaczkami", bo tak o nas mówiono. [Śmieje się na wspomnienia] Ja dorastałam wśród Brytyjczyków, a za najlepszych przyjaciół miałam Krukonów. Ona dorastała wśród Bułgarów, a za przyjaciół miała Smoków. A wszyscy wiedzą, że Domowi Smoka najbardziej odpowiada Slytherin. Nie powinna trafić do naszego domu. Ale Tiara tak postanowiła. Po coś nam ją dała tutaj. Może chciała byśmy my z Rose znów się do siebie zbliżyły, byśmy były jak kiedyś, jak siostry. Może chciała by reprezentowała nasz dom w tym Turnieju. Może wiedziała, że ma duże jak nie największe szanse.
-Czekaj zaraz znajdę coś o tobie. - Powiedziała przerzucając strony w gazecie. - O jest!
Wyznanie Jace'a Zabini.
-Scor jest mi jak brat. Wszyscy wiedzą, że nasi ojcowie się przyjaźnią od lat szkolnych. Więc nic w tym dziwnego, że nasze rodziny spędzają ze sobą wiele czasu. Oczywiście trzymam za niego kciuki. Wiadomo jesteśmy Ślizgonami, nieważne co by nie było wiadome i tak zawsze wierzymy w swoich ludzi, nie jak Gryfoni czy Puchoni. Jedyni nam podobni pod tym względem to Krukoni. Wiara w swoich ludzi jest najważniejsza. A jeszcze bardziej wierzy się w rodzinę. A Scorpius Malfoy jest mi bratem.
Wyznanie Jessici Zabini.
-Scorpiusa znam od urodzenia. W dzieciństwie często przebywał z rodzicami w naszym domu, a my w jego. Chociaż ja zazwyczaj nie trzymałam się z nimi tylko z bliźniaczkami Malfoy. Ale znam go bardzo dobrze. Jest świetnym czarodziejem i wiem, że sobie poradzi.
-Czujesz coś do niego?
-Co to za pytanie Bruce? Scorpiusa znam niemal tak dobrze jak Jace'a. Choćby nie wiadomo co nigdy nie zobacze w nim kogoś więcej. Jest mi jak brat, który z nami nie mieszka, ale często nas odwiedza.
-Przepraszam jeśli cię uraziłem tym pytaniem. Ale ...
-Ale musiałeś spytać. Rozumiem. Wszyscy zawsze o to pytają.
Wyznanie Liama Camisso.
-Liam żałujesz, że Czara ciebie nie wylosowała?
-Tak. Bardzo. Oddałbym wiele by być na miejscu mojego kuzyna. Ale z drugiej strony cieszę się też że to on. Że ktoś z rodziny. Będzie jeszcze większy powód do dumy gdy wygramy.
-Jesteś taki pewny siebie. To dziwne.
-Dziwne? Dlaczego? Bo jestem Ślizgonem? [zaśmiał się] Nie wszyscy Ślizgoni to tchórze Bruce. Świat się zmienił, ludzie się zmienili, zmieniło się podejście do świata i ludzi. Zmieniły się nasze wartości. Do Slytherinu trafiają teraz coraz częściej odważne i pewne siebie osoby. Tak jak do Gryffindoru ostatnimi czasy trafiają tchórze. Widzisz Bruce role się zmieniły. Kiedyś Gryffindor szczycił się samymi odważnymi uczniami, a Ślizgonom doczepiono łatkę tchórzy, ponieważ byliśmy sprytniejsi i bystrzy niż pozostali i wiedzieliśmy kiedy się wycofać by zaatakować ze zdwojoną siłą w najmniej podejrzanym momencie. Teraz Ślizgoni są coraz bardziej odważni i pewni siebie, a dodając do tego spryt, przebiegłość i zaradność. [Uśmiecha się cwaniacko] Zwycięstwo mamy zapewnione. A Scorpius z pewnością należy do takiej osoby jaką opisałem. On, ja, moje rodzeństwo, kuzynostwo.
Wyznanie Tris Camisso.
-Co czujesz względem kuzyna? Reprezentuje wszystkich Ślizgonów podczas tego Turnieju.
-Co czuję? To palant, który myśli o sobie, ale mój kuzyn wie co robi i umie sobie poradzić w wielu ciężkich sytuacjach, więc poradzi sobie i w tym Turnieju. Stanie na podium. Na pierwszym miejscu, może na drugim, gdyż Rose Weasley jest naprawdę mocnym przeciwnikiem.
Wyznanie Jake Greengrass.
-Jake co sądzisz o uczestnictwie swojego kuzyna Scorpiusa w tym niebezpiecznym Turnieju?
-Wariat, że się zgłosił. [śmieje się młody Greengrass] Ale cóż nie tylko on, ja, moja siostra, nasze kuzynostwo i przyjaciele również wrzucili kartki do Czary, ale ta postanowiła wybrać akurat Scora. Jest dobrym czarodziejem. Chyba jednym z najlepszych w Slytherinie.
-A w Hogwarcie?
-Wszyscy wiemy, że to Rose Weasley jest najlepsza. Gdyby to nie Scorpius został reprezentantem stawiałbym właśnie na nią, że wygra. Ale wierzę w Scorpiusa Malfoya. Jest moim kuzynem, przyjacielem i przede wszystkim jest Ślizgonem. Stawiam na niego oczywiście. Wierzę że pokona Rudą z Ravenclaw i pokarze, że może być od niej lepszy. To, że podczas pierwszego zadania stanął na czwartym miejscu nic nie znaczy. Liczy się finał. Kto na którym miejscu stanie po podsumowaniu punktów po zakończeniu ostatniego zadania. Scor musisz wygrać, Ruda nie ma z tobą szans.
-Zabiję go za tą Rudą.
-Hahaha.
-Nie śmiej się. Wiesz, że nie cierpię gdy tak się do mnie ktoś zwraca. Scorpius! - Krzyknęła gdy ten jeszcze głośniej parsknął śmiechem widząc jej minę i jej oburzenie słowami swojego kuzyna. - Bo będę do ciebie wołać Tleniony Blondynek.
-Ej nie jestem tlenionym blondynem! - Od razu przestał się śmiać i tym razem on z wielkim oburzeniem na nią spojrzał, a ona zaczęła się śmiać. - Dobra pogadam z nim. Ale już się nie śmiej.
-Dziękuję. - Powiedziała starając się ukryć rozbawienie. choć przygryzała dolną wargę by stłumić uśmiech, nie pomagał ten gest. - Kogo wyznanie my tu jeszcze mamy? - Spytała spoglądając na kolejną stronę.
Wyznanie Tamary Greengrass.
-Tamara twój kuzyn został reprezentantem w Turnieju. Jak się z tym czujesz? Co o tym sądzisz?
-Sądzę, że nie mogło paść na nikogo innego, gdyż to właśnie Scor jest najlepszy w Slytherinie. Jestem dumna z kuzyna. Chociaż czwarte miejsce po zakończeniu pierwszego zadania nie jest zadowalające, wiem że przy następnym zadaniu postara się bardziej, ponieważ Scorpius jest typem człowieka który nie odpuszcza. Zrobi wszystko by wygrać i pokazać że jest najlepszy. By to osiągnąć byłby w stanie zaprzedać duszę diabłu. Jest wspaniałym człowiekiem i czarodziejem chociaż tak jak każdy z nas czasem popełnia błędy, pomyłki, ma potknięcia, gdyż nikt nie jest idealny. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, mamy prawo do błędów. I nawet jeśli posiadamy wielkie zdolności magiczne to są momenty w których zapominamy zaklęć i nie wiemy co zrobić. Panikujemy i staramy się w inny sposób wybrnąć z sytuacji. A po wszystkim nazwa zaklęcia magicznie powraca do naszych umysłów i okazuje się, że rozwiązanie było o wiele łatwiejsze. Ale Scorpius sobie poradzi. On wie co robi.
Wyznanie Zachariasza Notta.
-Chciałbym powiedzieć tylko, że Scorpius Malfoy nie jest godny reprezentowania naszego domu w Turnieju. Są lepsi kandydaci od niego. Chociażby John Fitzpatric, Anastazia Lureen lub ja. Nie mam pojęcia czemu Czara wybrała akurat jego. On jest żałosnym palantem, zapatrzonym tylko w siebie, jest egoistycznym dupkiem, który ma gdzieś zdanie innych. Nie potrafi dostrzegać w ludziach tego co powinien. Gdyby to potrafił nie kumplował by się z Weasley, ani z jej przygłupami z Durmstrangu. On nie wygra. Niema na to najmniejszych szans. Stanie pod podium. Na siódmym, szóstym ewentualnie na piątym miejscu. Nie wyżej. Osobiście stawiam na Ugo Aganow. Jest najlepszym czarodziejem jakiego dane mi było poznać w życiu.
-Nie stawiasz na reprezentanta swojego domu. Nie obchodzi cie co pomyślą inni Ślizgoni?
-Mam gdzieś ich zdanie. To jest wywiad w którym mamy się zwierzyć na temat zawodników Turnieju. Więc mówię Scorpius Malfoy sobie nie poradzi. Wygra Ugo. Czy tego chcemy czy nie Tygrysy z Durmstrangu wygrają Turniej Trójmagiczny.
-Ale cię pocisnął.
-Zabiję szmaciarza! Jak on tak mógł!
-Mści się za siostrę. A coś mi się wydaje że będzie jeszcze gorzej. Ale przeczytajmy jeszcze co do powiedzenia ma sama zainteresowana.
Wyznanie Gissel Nott.
-Mój Scorpius jest oczywiście najlepszy. Mój brat tego nie chce zauważyć, gdyż boi się, że to Scorpiusik stanie mi się najbliższym mężczyzną w moim życiu i że będę musiała go od siebie odsunąć. Ale przecież Zach jest moim bratem jakbym mogła odsunąć go od siebie. A Scorpiuś ... Oh on jest taki wspaniały. Mój skarb najdroższy. Wygra Turniej. Jest najlepszy i udowodni to wszystkim. Mój brat przyzna mi rację i zaakceptuje fakt, że się kochamy i nie zrezygnujemy z siebie nigdy. Przenigdy. Jest najdroższy memu sercu, zaraz po Zachariaszu oczywiście. Wiadomo rodzina zawsze na pierwszym miejscu. Mamy ze Scorpiuskiem wielkie plany. Zaręczyny w przyszłym roku. Ślub zaraz po skończeniu szkoły w wakacje. I piątka dzieci, gdyż dla mnie piątka jest szczęśliwą liczbą i on to rozumie. To wspaniały i mądry chłopak. Wiele wie i wiele potrafi. On jest częścią mojego życia. Nie potrafię z niego zrezygnować. Kocham go i nie potrafię przestać.
-Zaraz puszczę pawia. Nie czytam dalej. Współczuję ci Scor. Naprawdę. Jest totalną jędzą. Ona serio uważa że jesteście razem?
-Tak uważa. Wkurwia mnie tym od dawna. Zaczynam się zastanawiać czy ona czasem nie jest ślepa i głucha. Z miliard razy jej powtarzałem, że nic do niej nie czuję, że nie jesteśmy parą, że nic nas nie łączy i nigdy nie połączy. A ona ciągle swoje. Wariatka. Kiedyś powiem jej co o niej myślę naprawdę. Może wtedy się odczepi. Ale jak to powiem pożałuje dnia w którym się pierwszy raz do mnie doczepiła. Bo to zaczęło się od tamtego czasu. Ile mogę znieść tego jej ględzenia. Dała dupy połowie Hogwartu zanim skończyła trzynaście lat. I ja miałbym ją pokochać? - Zaśmiał się gorzko. - Nigdy nikogo nie znajdzie. Nikt jej nigdy nie pokocha. Jej matka była podobna, ale jednak lepsza od niej. Pansy miała chociaż trochę rozumu. Była bystra. A Gissel jest pustą zapatrzoną w siebie lalą, którą prawie każdy chłopak chce wykorzystać, ale nikt nie chcę z nią być. Kto by chciał chodzić z dziwką? Nie patrz tak na mnie. Wszyscy tak o niej sądzą lecz nikt nie ma odwagi powiedzieć tego głośno. Nikomu nie starcza odwagi by wygarnąć jej prawdę. Gdybyś chodziła tu do szkoły, poznałabyś ją i myślałabyś tak samo jak ja o niej, jak wszyscy. Tylko ona tego nie zauważa. I Zachariasz oczywiście. Braciszek roku. "Mam gdzieś moją siostrę liczę się tylko ja. Wielki Macho w Hogwarcie. Panienki zapraszam do łóżka na niezapomnianą noc." Mówi, że się o nią troszczy, ale jedyne czym się martwi to jego własne potrzeby. - Gdy skończył zapadła cisza. I trwała dobrych kilka minut.
-Idziesz na Bal Halloweenowy?
-Chyba zrezygnuje.
-Powinieneś pójść. Wymagane jest przyjście w parach. Nie mam z kim iść.
-Mielibyśmy pójść razem?
-Czemu nie? Obojgu nam potrzeba trochę rozrywki. Trzeba się odprężyć po zakończonym pierwszym zadaniu i po tych bredniach wypisanych w Czarownicy. Przyda nam się ten Bal. Wymagane jest przebranie. Jeśli będziemy mieć maski nikt nas nie pozna. I będziemy mieć święty spokój. Wszystkim mówiłam, że nie pójdę. Ale jednak po przeczytaniu tego, zmieniłam zdanie i z chęcią bym poszła. Ale na kilka godzin przed Balem trudno znaleźć partnera. Jeśli zostanę w wierzy Lissa z jej "ekipą wsparcia" będzie mnie nękać. Żebym z nimi poszła na Bal lub, żebym spędziła z nimi czas na wspólnych zabawach w PW. A jeśli ty zostaniesz u siebie w lochach założę się że kumple i rodzina będą starać się ciebie pocieszyć po tych bredniach wypisanych przez wspaniałe rodzeństwo Nott. A przy okazji będą się z ciebie śmiać. Więc jak?
-Tak. Chyba masz rację. Powinienem pójść. Martwisz się o mnie?
-Martwię się, że wpadniesz w depresję, a wtedy rywalizacja z tobą byłaby jak rywalizacja z warzywem. - Uśmiechnęła się.
***
O dwudziestej na Wielką Salę zaczęli schodzić się uczniowie wszystkich trzech szkół. Poprzebierani byli za różne stworzenia i istoty. Wśród uczniów były mumie, zombie, clowny, które były bardziej przerażające niż zabawne, bo zamiast zwykłych atrybutów clowny miały noże i ociekały krwią. Po korytarzach błąkały się duchy, wampiry, wilkołaki, centaury, fauny i wiele innych nadprzyrodzonych istniejących bądź nieistniejących stworzeń. Rose Weasley i Scorpius Malfoy nieświadomie dopasowali swoje stroje. I byli tym zdumieni gdy ujrzeli za kogo jest przebrane drugie z nich. Rose przebrana za Upiór z Thunderbolt Hill . Scorpius przebrany za Upiór z Valley of Sin** .
A historia ów dwóch Upiorów jest taka.
Upiór z Valley of Sin nawiedzał tamtejszą dolinę w 1234 roku przez sto lat. Był mścicielem. Kiedyś był zwykłym czarodziejem, którego niewinnie oskarżono za wielkie zbrodnie. A mianowicie za gwałt i morderstwo kilkudziesięciu mugoli oraz parunastu czarodziei. Był niewinny. Czarodziej, który się tego dopełnił wykorzystał nowo przybyłego do miasteczka by zatuszować swe zbrodnie. Tak mocno zmasakrowano jego ciało, że gdy stał się duchem, wcale nie przypominał ducha a upiór. Straszył swych oskarżycieli i prześladowców przez wiele lat. A także ich dzieci oraz dzieci ich dzieci. A w szczególności nawiedzał prawdziwego zbrodniarza, który swe winy zwalił na niego. Sprawiał, że ludzie popadali w obłęd. Podpalali siebie, ale nim wyzionęli ducha ogień gasł i była im niesiona pomoc by cierpieli w mękach, a nie żeby dana im była szybka śmierć. Mieli cierpieć tak jak on, a nawet gorzej. Sprawiał, że ludzie skakali w przepaść, wchodzili do rwącego potoku i z jego silnymi prądami spadali w dół z wodospadu. Niektórzy zostali uwięzieni w grotach lub jaskiniach. Umierali z głodu i pragnienia, lub by zaspokoić swe potrzeby sprawiał by zjadali własne ciała, lub siebie nawzajem. A gdy w końcu zaspokoił swoje żądzę zemsty odszedł do Sun Hill*** do jaskiń w przed dzień Złotych Piorunów.
Upiór z Thunderbolt Hill był niegdyś piękną kobietą. W tamtejszym miasteczku zamieszkała w roku 1066. Co pięć lat nad tamtejszymi wzgórzami spadały Złote Pioruny naładowane potężną mocą. Mówiło się, że czarodziejów mieszkających w domu w który trafił Złoty Piorun miał spotkać wielki zaszczyt, mieli zaznać wielkiego szczęścia, lub miało im się przytrafić coś dobrego. Dom w który trafią dwa Złote Pioruny miał wieść wspaniałe i bogate życie przez pięć lat. Dom w który dwa razy z rzędu trafią Pioruny oznaczało, że w ów domu mieszka wielkie zło i należy je zgładzić. Do miasteczka na Thunderbolt Hill kilka miesięcy przed Dniem Złotych Piorunów wprowadziła się pewna dziewczyna. Zamieszkała w domu opuszczonym rok wcześniej przez pewną rodzinę. W dzień Złotych Piorunów dwa razy pod rząd uderzyły one w dom do którego się wprowadziła. Mieszkańcy wyciągnęli ją i torturowali przez jedenaście dni, przez sześć dni była przetrzymywana pod kluczem. Była karmiona i pojona by odzyskała siły. Siódmego dnia o zmierzchu spalili ją żywcem. Jej nadgarstki skuto w łańcuchy i przywiązano do wielkiego żelaznego słupa na środku placu. Wszyscy mieszkańcy patrzyli jak płonie i umiera w mękach. Gdy ogień zgasł z ciała nic nie pozostało prócz prochu. Lecz w kilka minut później proch zawirował i tuż nad nim pojawiła się zjawa. Była to ta młoda dziewczyna, która została zamordowana za nic. Lecz wyglądem przypominała strasznego Upiora z długimi blond włosami splamionymi krwią w spalonych szatach, a czasem nawet jej ubrania zdawały się wciąż płonąć. Była niewinna, a została zabita. Zaczęła straszyć ludzi w swym miasteczku. Nawiedzała je kilka razy w miesiącu. Ludzie nie wiedzieli kiedy Upiór się zjawi. A gdy się zjawiała wysysała życie z trzech osób. W ten sposób składała ofiarę Bogu Piorunów by dał jej nowe lepsze życie. Dwanaście niewinnych dusz w miesiącu by jej dane zostało nowe życie, gdyż ona też była niewinna, a została zgładzona. Tak nękała Thunderbolt Hill przez prawie dwieście lat. Wtedy w miasteczku zjawił się inny Upiór, podobny do niej. Który zmierzał do swego celu przez miasteczko w którym ona straszyła. I tak oto razem odeszli do jaskiń w Sun Hill.
---------------------------------------------------------------
*Thunderbolt Hill - Wzgórza Piorunów
**Valley of Sin - Doliny Grzechu
***Sun Hill - Wzgórza Słońca
--------------------------------------------------------
***
-Dopasowane stroje. Czy to było zamierzone?
-Nie przypuszczałem, że wybierzesz ją. Upiór z Thunderbolt Hill. Kto by pomyślał?
-Nie miałam pomysłu za kogo się przebrać. Wybrałam ją ... sama nie wiem czemu. Chciałam być oryginalna. Wyróżniać się z tłumu. A wiedziałam, że nikt jej nie wybierze jako przebranie na Bal szkolny. A ty? Upiór z Valley of Sin? - Zapytała zdziwiona.
-Niewinny człowiek zgładzony za grzechy innego czarodzieja. Też nie chciałem wtapiać się w tłum. - Zaśmiał się i wyciągnął do niej prawą rękę, którą ona ujęła i razem zeszli po schodach by za chwilę wejść na Wielką Salę. Bal trwał już od półgodziny, ale im się nie spieszyło by być na czas, dlatego od razu wiedzieli, że osoba stojąca u szczytu schodów jest tą na którą czekali. Gdy tylko przekroczyli próg Sali spojrzenia wszystkich utkwione zostały w nich. Dwa straszne Upiory, które będą tańczyć całą noc gdzieś między pozostałymi istotami i stworzeniami. Nikt nie przypuszczał, że ktokolwiek wpadnie na pomysł by przebrać się za tak przerażające Upiory. A jednak Rose i Scorpus potrafią zaskakiwać. Tyle, że nikt nie wiedział kto kryje się pod tymi dwoma przebraniami.
***
-Dziewczynom powiedziałam, że nie idę na Bal, a jednak cały czas zerkają w naszą stronę. Wiesz coś o tym?
-Lils skarbie myślisz, że coś powiedziałem? Chłopakom mówiłem "Może przyjdę, może nie." Ale nie mówiłem za co się przebiorę. Więc skąd by miały wiedzieć, że my to my?
-Nie wiem Serg, ale one co chwila tu zerkają.
-Zerkają na wszystkich, bo cię szukają. Chciały, żebyś przyszła.
-Ale ja nie chciałam by ten czas mi zabrały, bo Bal chciałam spędzić z tobą.
-Wiem Lily. Dlatego się nie martw. Jesteśmy tu razem. A one jak się dowiedzą, jeśli się dowiedzą, to zrozumieją. Uwierz mi.
-Jesteś pewny Sergius?
-Oczywiście skarbie. Widzę, że na trzeźwo tego nie zniesiesz. Co powiesz na małą szklaneczkę Ognistej?
-Ognistej? Skąd ją wytrzasnąłeś?
-Rosmerta sprzedaje wszystkim alkohol. Byleby tylko Dyrka się nie dowiedziała. Kupiłem wczoraj kilka butelek. Mam w barku w dormitorium. Ale jedną butelkę wziąłem ze sobą.
-Wariat.
-Ale twój. Przyznaj. Pragniesz się napić.
-Tak. Pragnę. - Przyznała Młoda Potterówna z niechęcią.
-To chwila zejdziemy z widoku nauczycieli i twojej rodziny - Powiedział i oboje opuścili Wielką Salę i udali się na błonia.
***
Na Wielkiej Sali wszyscy tańczyli w rytmach pięknych starych piosenek w stylu Halloween. A sama Sala wyglądała zdumiewająco przerażająca. Pajęczyny, pająki, nietoperze, zaczarowane szkielety i mumie zwisające gdzieś pod ścianami i sufitem, które co jakiś czas zlatują na dół i straszą.
-James ...
-Teketon Trillenden von Fering. Mówiłem. Dziś jestem Teketon czarodziej morderca, który zabił piętnastu innych czarodziei przy pomocy sztyletu, zamiast różdżki. - Sophie przewróciła oczami. - A ty jesteś moją ofiarą Lady Miraglina von Hensell.
-Wiem. Pamiętam. Razem przygotowywaliśmy te przebrania. - Zaśmiała się.
-A czy moja przepiękna ofiara zechce ze mną zatańczyć? Lady Miraglino, czy zatańczy Pani ze mną? - Pochylił się do przodu lekko i wyciągnął do niej dłoń.
-Ależ oczywiście Sir Teketonie. - Powiedziała chwytając swą suknię i skłaniając się lekko by następnie chwycić wyciągniętą dłoń Starszego z Potterów. I ruszyli na parkiet.
***
Wszyscy uczniowie przemycili na Wielką Salę alkohol, który spożywali tak by nikt z nauczycieli się nie zorientował. Najbardziej pijani byli przede wszystkim Ślizgoni, Smoki i Tygrysy, zaraz po nich Krukoni choć nie wszyscy i prawie wszystkie Małpy, spora część Gryfonów, Wilków, Północy i Zachodu oraz nieliczni Puchoni, Południe i Wschód.
Na parkiecie zdecydowanie królowały dwa przerażające Upiory. I wszyscy się zastanawiali kto kryje się pod tymi przebraniami. Kto by pomyślał, że Scorpius Malfoy jest tak wspaniałym tancerzem, a Rose Weasley jest taka rozrywkowa i również z wielkim talentem tanecznym. Na godzinę przed zakończeniem Balu Halloweenowego została wybrana Para Królewska Halloween. Nikogo nie zdziwił fakt gdy na scenę zostali poproszeniu Upiór z Valley of Sin oraz Upiór z Thunderbolt Hill.
-Najbardziej przerażająca para dzisiejszego wieczoru! Oraz najlepsi tancerze na Balu Halloween! Gratulację! - Krzyknęła Dyrektor McGonagall gdy na scenę obok niej pojawiły się dwa wcześniej wywołane Upiory. - Dowiemy się, kto kryje się pod tymi przebraniami? - Spytała, ale oboje milczeli. Rose wyciągnęła różdżkę i napisała w powietrzu płonącymi literami "Żadne z nas się nie zdradzi. Ale Pani, pani dyrektor przecież i tak wie, kto kryje się pod maską. Inaczej nie zwała by się pani Dyrektorką tej szkoły." Zostali udekorowani diamentowymi koronami, a następnie zrobiono im zdjęcie. - A teraz czas na Taniec Pary Królewskiej. - Oznajmiła, a Rose ze Scorpiusem zeszli ze sceny i zaczęli tańczyć do wolnej piosenki.
Na parę minut przed zakończeniem Balu, gdy grała szybka i ostra muzyka rockowa, Scorpius i Rose złączyli się w namiętnym pocałunku. Na ich szczęście lub nieszczęście nie pamiętali rano owego pocałunku. Byli zbyt mocno pijani.
-----------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------
---------------------------------
Jest kolejny rozdział
Mam nadzieję, że się wam podobał
Pamiętaj!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz