poniedziałek, 27 lutego 2017

Rozdział 12 - Noc Duchów

-Dziś Halloween. Odwołali lekcje. A ty siedzisz o tak wczesnej godzinie tutaj.
-Jakbyś nie zauważył Malfoy ... palę.
-Widzę. Też przyszedłem zapalić.
-To siadaj. Jak codziennie.
-Coś cię gryzie?
-Czytałeś już Czarownice? Najnowsze wywiady? Cały Hogwart od szóstej żyje tylko tym czasopismem. Obudziły mnie krzyki Lissy i jej kumpelek z dołu. Musiałam się wyrwać z wieży. A co u ciebie?
-Gissel. Znowu. Czytałaś co opowiedziała Bruce'owi o mnie? Ja ją kiedyś zabije. I mam gdzieś, że pójdę do Azkabanu w tak młodym wieku.
-Aż tak źle?
-Tak.
-To jednak jest taką jędzą jaką ją wszyscy opisują.
-A miałaś jakieś wątpliwości?
-Nie znam jej. W tej szkole jestem od dwóch miesięcy. Myślisz, że mnie obchodzi poznawanie wszystkich uczniów? Chce tylko skończyć szkołę. W międzyczasie wygrać Turniej Trójmagiczny i Konkurs dla siódmoklasistów w eliksirach, który odbywa się w Ministerstwie.
-To dziwne. Bo pragnę tego samego. - Krukonka zaśmiała się, ale nie dlatego, że było to śmieszne.
-Nie przeżyłeś tego co ja. Więc tobą kieruje co innego i mną co innego.
-Nie wiem co przeżyłaś. Bo nie mówisz nic o sobie. Ale ja też mam przeszłość. W moim życiu zdarzyło się kilka rzeczy, które zdarzyć się nie powinny.
-Mówisz, że pragniesz tego co ja. Ale kluczowe pytanie brzmi ... Robisz to dla siebie, dla rodziny, przyjaciół, dla nazwiska, czy dla obcych osób lub po prostu od tak sobie. No ale nieważne. Nie wnikam w twoje życie, bo nie chcę by ktoś wnikał w moje. Zmieńmy temat.
-Poniedziałkowe wydanie Czarownicy. Stek bzdur czy garść prawdy?
-To jest dobre pytanie. W tym momencie każdy mógł powiedzieć co chciał. Mógł kłamać, łgać w żywe oczy i Bruce by się nie zorientował. Lub mówić prawdę by zwieść wszystkich. Bo większość osób myśli, że to kłamstwo.
-Masz ją? - Spytał zdziwiony, gdy Krukonka z szaty wyciągnęła nowy egzemplarz Czarownicy.
-Byłam ciekawa opinii mojej rodziny na mój temat, a także innych zawodników.

Opinie przyjaciół zawodników.
Wyznanie Lily Potter.
-Powiedz Lily komu kibicujesz? Swojej kuzynce, która trafiła do Ravenclaw? Czy może swojemu chłopakowi z Gryffindoru?
-Kibicuje obojgu tak samo mocno. Nie lubię wybierać między rodziną, a przynależnością do domu, a także swoim życiem prywatnym. Wiadomo, że najpierw stawia się rodzinę, później pozostałe bliskie osoby, a później dom do którego przynależy się w szkole. Ale ja ich stawiam na równi. Nieważne które z nich wygra, będę się cieszyć tak samo mocno.

Wyznanie Albusa Pottera.
-Albus co czułeś w momencie w którym z Czary wypadła kartka, że reprezentantem Gryffindoru będzie Sergius McLaggen? Wszyscy wiemy, że też wrzuciłeś kartkę ze swoim nazwiskiem.
-Co mogłem czuć? Zawód. Szkoda, że to nie mnie przypadnie zaszczyt reprezentowania swojego domu w tym Turnieju. Ale Sergius jest dobrym i zdolnym czarodziejem i wiem, że poradzi sobie świetnie. Może nie lepiej ode mnie ... [Śmieje się młody Potter] ... ale na pewno da z siebie wszystko.
-A co poczułeś gdy wszyscy dowiedzieliśmy się, że reprezentantką Ravnclaw została twoja kuzynka Rose Weasley?
-Na pewno ból, że ona, która nie uczyła się w tej szkole, nic o niej nie wie, nie zna tutejszych uczniów, zwyczajów, ani kompletnie nic nie wie o Hogwarcie będzie miała ten zaszczyt reprezentować dom do którego należy w Turnieju. To jest trochę niesprawiedliwe. Nawet nie wyobrażam sobie co czują inni Krukoni. To dla nich był naprawdę mocny cios. Obca im osoba ma ich wszystkich reprezentować. Ale oprócz tego na pewno też poczułem szczęście, że została dana jej ta szansa.

Wyznanie Emilly Potter.
-Emily za kogo trzymasz kciuki? Za swoją kuzynkę Rose, czy za Sergiusa, który reprezentuje dom do którego należysz?
-Wiadomo, że w Hogwarcie dom zastępuję rodzinę. Ale na ogół bywa tak, że nasze rodzeństwo i kuzynostwo trafia do tego samego domu. Więc niema się czym martwić, ani przejmować. Ale w sytuacjach takich jak ta, gdzie jeden członek rodziny został przydzielony do innego domu i mamy zawody, Turniej Trójmagiczny, jedna osoba z naszego domu zostaje reprezentantem i ten jeden członek rodziny, który jest w innym domu. Trudno wtedy wybrać. Wiadomo rodzina zawsze na pierwszym miejscu. Ale to jednak przyjaciół ma się w domu do którego się przynależy. Aczkolwiek Sergius jest wielkim Casanovą. A raczej był dopóki moja młodsza siostrzyczka zgodziła się z nim chodzić. Wiele osób go nie lubiło, ale tolerowało, bo jednak jest jednym z nas Gryfonów, nikt tego nie okazywał, bo i po co? Ale gdy to jego nazwisko wyleciało z Czary stał się kimś ważnym w naszym domu. Wszyscy pokładają w nim nadzieję, że przyniesie nam chwałę. Że pokarzemy iż potrafimy być lepsi od Ślizgonów nie tylko w nauce i nie tylko na boisku do Qiudditcha. Wiadomo oczywiście, że nie my zawsze jesteśmy na pierwszym miejscu i przyznaję to z bólem. Od trzech lat Ślizgoni są najlepsi w Quidditchu, my zaraz za nimi z minimalną różnicą punktów. Wcześniej przez dwa lata Puchar Quidditcha należał do Krukonów. A jeszcze wcześniej przez pięć lat do nas. A jeśli chodzi o Puchar Domów wygraliśmy w zeszłym roku. Dwa lata temu Puchar Domów otrzymali Krukoni. Wcześniej przez cztery lata wygrywali Ślizgoni, gdzie my przez dwa lata byliśmy na trzecim miejscu, a przez dwa na drugim. Zamiennie z Raenclaw. Jak widać nie idzie nam dobrze. Ale z roku na rok jesteśmy coraz lepsi. I chcemy udowodnić, że w Turnieju będziemy lepsi od Ślizgonów i Krukonów, dlatego wszyscy wierzymy w Sergiusa. Ale prawda jest taka, że moja kuzynka jest wyśmienitą czarownicą i nie ma jej równych. Tylko ktoś na jej poziomie może jej dorównać, lub nawet przegonić. I to są raczej osoby z Durmstrangu, a nie z Hogwartu. Więc z całym szacunkiem dla McLaggena, ale kibicuję kuzynce.
-Wiemy, że twoi bracia również wrzucili kartki w Czarę. Ty także. Ale teraz skupmy się na braciach.  Jeśli jeden bądź drugi z nich zostali by wylosowani zamiast Sergiusa. Kibicowałabyś bratu, czy kuzynce?
-To trudne pytanie. Ale z Rose w dzieciństwie czułyśmy się jak siostry. Chociaż ona była bardziej zżyta z Lissą. Ale nawet nie patrząc na to. Wiadomo w takiej sytuacji zawsze powinno się stawiać na najbliższą rodzinę, czyli na rodzeństwo. Ale nie w moim przypadku. Mam dwóch braci. Jeden głupszy od drugiego. Nie ważne który jest którym. wystarczy, że oni wiedzą i nasi przyjaciele też. [Śmieje się Gryfonka] Ale i tak stawiałabym na Rose. Ona jest zdecydowanie jedną z najlepszych Czarownic jakie w życiu widziałam. Przewyższa czarodziei, którzy mają za sobą cztery razy tyle lat co ona. Dlatego stawiam na Rose. Kuzynka wygraj. Musisz. Wierzę w ciebie.

Wyznanie Thanii i Tristana Dursley.
-Jako Krukoni zapewne jesteście bardzo dumni ze swojego reprezentanta, a raczej reprezentantki. Ale co czujecie od tej drugiej strony? Bo jak wiadomo łączą was więzi rodzinne. Wasz tata Dudley Durlsey jest kuzynem męża siostry jej ojca Ronalda Weasley'a.
-Tak. Jesteśmy kuzynostwem.
-I bardzo cieszymy się z tego, że ta stara czapka postanowiła wysłać Rose właśnie do naszego domu.
-Tristan!
-Co?
-Pani Dyrektor się to nie spodoba, gdy przeczyta ten artykuł. Ale tak, to prawda. Tiara przydzieliła Rose do Ravenclaw, chociaż bliżej jej było do Slytherinu niż jakiegokolwiek innego domu w Hogwarcie, mogła też jednak postawić na więzi rodzinne i tak jak wszyscy Weasley'owie mogła trafić do Gryffindoru. Ale ona nie jest wyjątkiem. Dominique Weasley była pierwszą osobą w rodzinie Weasley'ów która nie trafiła do Gryffindoru. Trafiła tak jak Rose do Ravenclaw.
-Nie jest wyjątkiem, ale jest wyjątkowa. Jest naprawdę wspaniałą i potężną czarownicą, a ma dopiero szesnaście lat.
-Tylko się nie zakochaj Trsitan.
-Zwariowałaś? To nasza kuzynka.
-Żart braciszku. Żart.

Wyznanie Lissy Scamander.
-Lisso jesteś Prefektem Ravenclaw. Co czujesz względem Rose, reprezentantki waszego domu w Turnieju Trójmagicznym?
-Z Rose znamy się praktycznie od urodzenia. Ale odkąd pojechałyśmy do szkoły wszystko się zmieniło. Ona pojechała do Durmstrangu, ja zostałam w Hogarcie. Poróżniłyśmy się. Znalazłyśmy inne ścieżki. Już nie jesteśmy jak kiedyś "Bliźniaczkami", bo tak o nas mówiono. [Śmieje się na wspomnienia] Ja dorastałam wśród Brytyjczyków, a za najlepszych przyjaciół miałam Krukonów. Ona dorastała wśród Bułgarów, a za przyjaciół miała Smoków. A wszyscy wiedzą, że Domowi Smoka najbardziej odpowiada Slytherin. Nie powinna trafić do naszego domu. Ale Tiara tak postanowiła. Po coś nam ją dała tutaj. Może chciała byśmy my z Rose znów się do siebie zbliżyły, byśmy były jak kiedyś, jak siostry. Może chciała by reprezentowała nasz dom w tym Turnieju. Może wiedziała, że ma duże jak nie największe szanse.

-Czekaj zaraz znajdę coś o tobie. - Powiedziała przerzucając strony w gazecie. - O jest!

Wyznanie Jace'a Zabini.
-Scor jest mi jak brat. Wszyscy wiedzą, że nasi ojcowie się przyjaźnią od lat szkolnych. Więc nic w tym dziwnego, że nasze rodziny spędzają ze sobą wiele czasu. Oczywiście trzymam za niego kciuki. Wiadomo jesteśmy Ślizgonami, nieważne co by nie było wiadome i tak zawsze wierzymy w swoich ludzi, nie jak Gryfoni czy Puchoni. Jedyni nam podobni pod tym względem to Krukoni. Wiara w swoich ludzi jest najważniejsza. A jeszcze bardziej wierzy się w rodzinę. A Scorpius Malfoy jest mi bratem.

Wyznanie Jessici Zabini.
-Scorpiusa znam od urodzenia. W dzieciństwie często przebywał z rodzicami w naszym domu, a my w jego. Chociaż ja zazwyczaj nie trzymałam się z nimi tylko z bliźniaczkami Malfoy. Ale znam go bardzo dobrze. Jest świetnym czarodziejem i wiem, że sobie poradzi.
-Czujesz coś do niego?
-Co to za pytanie Bruce? Scorpiusa znam niemal tak dobrze jak Jace'a. Choćby nie wiadomo co nigdy nie zobacze w nim kogoś więcej. Jest mi jak brat, który z nami nie mieszka, ale często nas odwiedza.
-Przepraszam jeśli cię uraziłem tym pytaniem. Ale ...
-Ale musiałeś spytać. Rozumiem. Wszyscy zawsze o to pytają.

Wyznanie Liama Camisso.
-Liam żałujesz, że Czara ciebie nie wylosowała?
-Tak. Bardzo. Oddałbym wiele by być na miejscu mojego kuzyna. Ale z drugiej strony cieszę się też że to on. Że ktoś z rodziny. Będzie jeszcze większy powód do dumy gdy wygramy.
-Jesteś taki pewny siebie. To dziwne.
-Dziwne? Dlaczego? Bo jestem Ślizgonem? [zaśmiał się] Nie wszyscy Ślizgoni to tchórze Bruce. Świat się zmienił, ludzie się zmienili, zmieniło się podejście do świata i ludzi. Zmieniły się nasze wartości. Do Slytherinu trafiają teraz coraz częściej odważne i pewne siebie osoby. Tak jak do Gryffindoru ostatnimi czasy trafiają tchórze. Widzisz Bruce role się zmieniły. Kiedyś Gryffindor szczycił się samymi odważnymi uczniami, a Ślizgonom doczepiono łatkę tchórzy, ponieważ byliśmy sprytniejsi i bystrzy niż pozostali i wiedzieliśmy kiedy się wycofać by zaatakować ze zdwojoną siłą w  najmniej podejrzanym momencie. Teraz Ślizgoni są coraz bardziej odważni i pewni siebie, a dodając do tego spryt, przebiegłość i zaradność. [Uśmiecha się cwaniacko] Zwycięstwo mamy zapewnione. A Scorpius z pewnością należy do takiej osoby jaką opisałem. On, ja, moje rodzeństwo, kuzynostwo.

Wyznanie Tris Camisso.
-Co czujesz względem kuzyna? Reprezentuje wszystkich Ślizgonów podczas tego Turnieju.
-Co czuję? To palant, który myśli o sobie, ale mój kuzyn wie co robi i umie sobie poradzić w wielu ciężkich sytuacjach, więc poradzi sobie i w tym Turnieju. Stanie na podium. Na pierwszym miejscu, może na drugim, gdyż Rose Weasley jest naprawdę mocnym przeciwnikiem.

Wyznanie Jake Greengrass.
-Jake co sądzisz o uczestnictwie swojego kuzyna Scorpiusa w tym niebezpiecznym Turnieju?
-Wariat, że się zgłosił. [śmieje się młody Greengrass] Ale cóż nie tylko on, ja, moja siostra, nasze kuzynostwo i przyjaciele również wrzucili kartki do Czary, ale ta postanowiła wybrać akurat Scora. Jest dobrym czarodziejem. Chyba jednym z najlepszych w Slytherinie.
-A w Hogwarcie?
-Wszyscy wiemy, że to Rose Weasley jest najlepsza. Gdyby to nie Scorpius został reprezentantem stawiałbym właśnie na nią, że wygra. Ale wierzę w Scorpiusa Malfoya. Jest moim kuzynem, przyjacielem i przede wszystkim jest Ślizgonem. Stawiam na niego oczywiście. Wierzę że pokona Rudą z Ravenclaw i pokarze, że może być od niej lepszy. To, że podczas pierwszego zadania stanął na czwartym miejscu nic nie znaczy. Liczy się finał. Kto na którym miejscu stanie po podsumowaniu punktów po zakończeniu ostatniego zadania. Scor musisz wygrać, Ruda nie ma z tobą szans.

-Zabiję go za tą Rudą.
-Hahaha.
-Nie śmiej się. Wiesz, że nie cierpię gdy tak się do mnie ktoś zwraca. Scorpius! - Krzyknęła gdy ten jeszcze głośniej parsknął śmiechem widząc jej minę i jej oburzenie słowami swojego kuzyna. - Bo będę do ciebie wołać Tleniony Blondynek.
-Ej nie jestem tlenionym blondynem! - Od razu przestał się śmiać i tym razem on z wielkim oburzeniem na nią spojrzał, a ona zaczęła się śmiać. - Dobra pogadam z nim. Ale już się nie śmiej.
-Dziękuję. - Powiedziała starając się ukryć rozbawienie.  choć przygryzała dolną wargę by stłumić uśmiech, nie pomagał ten gest. - Kogo wyznanie my tu jeszcze mamy? - Spytała spoglądając na kolejną stronę.

Wyznanie Tamary Greengrass.
-Tamara twój kuzyn został reprezentantem w Turnieju. Jak się z tym czujesz? Co o tym sądzisz?
-Sądzę, że nie mogło paść na nikogo innego, gdyż to właśnie Scor jest najlepszy w Slytherinie. Jestem dumna z kuzyna. Chociaż czwarte miejsce po zakończeniu pierwszego zadania nie jest zadowalające, wiem że przy następnym zadaniu postara się bardziej, ponieważ Scorpius jest typem człowieka który nie odpuszcza. Zrobi wszystko by wygrać i pokazać że jest najlepszy. By to osiągnąć byłby w stanie zaprzedać duszę diabłu. Jest wspaniałym człowiekiem i czarodziejem chociaż tak jak każdy z nas czasem popełnia błędy, pomyłki, ma potknięcia, gdyż nikt nie jest idealny. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, mamy prawo do błędów. I nawet jeśli posiadamy wielkie zdolności magiczne to są momenty w których zapominamy zaklęć i nie wiemy co zrobić. Panikujemy i staramy się w inny sposób wybrnąć z sytuacji. A po wszystkim nazwa zaklęcia magicznie powraca do naszych umysłów i okazuje się, że rozwiązanie było o wiele łatwiejsze. Ale Scorpius sobie poradzi. On wie co robi.

Wyznanie Zachariasza Notta.
-Chciałbym powiedzieć tylko, że Scorpius Malfoy nie jest godny reprezentowania naszego domu w Turnieju. Są lepsi kandydaci od niego. Chociażby John Fitzpatric, Anastazia Lureen lub ja. Nie mam pojęcia czemu Czara wybrała akurat jego. On jest żałosnym palantem, zapatrzonym tylko w siebie, jest egoistycznym dupkiem, który ma gdzieś zdanie innych. Nie potrafi dostrzegać w ludziach tego co powinien. Gdyby to potrafił nie kumplował by się z Weasley, ani z jej przygłupami z Durmstrangu. On nie wygra. Niema na to najmniejszych szans. Stanie pod podium. Na siódmym, szóstym ewentualnie na piątym miejscu. Nie wyżej. Osobiście stawiam na Ugo Aganow. Jest najlepszym czarodziejem jakiego dane mi było poznać w życiu.
-Nie stawiasz na reprezentanta swojego domu. Nie obchodzi cie co pomyślą inni Ślizgoni?
-Mam gdzieś ich zdanie. To jest wywiad w którym mamy się zwierzyć na temat zawodników Turnieju. Więc mówię Scorpius Malfoy sobie nie poradzi. Wygra Ugo. Czy tego chcemy czy nie Tygrysy z Durmstrangu wygrają Turniej Trójmagiczny.

-Ale cię pocisnął.
-Zabiję szmaciarza! Jak on tak mógł!
-Mści się za siostrę. A coś mi się wydaje że będzie jeszcze gorzej. Ale przeczytajmy jeszcze co do powiedzenia ma sama zainteresowana.

Wyznanie Gissel Nott.
-Mój Scorpius jest oczywiście najlepszy. Mój brat tego nie chce zauważyć, gdyż boi się, że to Scorpiusik stanie mi się najbliższym mężczyzną w moim życiu i że będę musiała go od siebie odsunąć. Ale przecież Zach jest moim bratem jakbym mogła odsunąć go od siebie. A Scorpiuś ... Oh on jest taki wspaniały. Mój skarb najdroższy. Wygra Turniej. Jest najlepszy i udowodni to wszystkim. Mój brat przyzna mi rację i zaakceptuje fakt, że się kochamy i nie zrezygnujemy z siebie nigdy. Przenigdy. Jest najdroższy memu sercu, zaraz po Zachariaszu oczywiście. Wiadomo rodzina zawsze na pierwszym miejscu. Mamy ze Scorpiuskiem wielkie plany. Zaręczyny w przyszłym roku. Ślub zaraz po skończeniu szkoły w wakacje. I piątka dzieci, gdyż dla mnie piątka jest szczęśliwą liczbą i on to rozumie. To wspaniały i mądry chłopak. Wiele wie i wiele potrafi. On jest częścią mojego życia. Nie potrafię z niego zrezygnować. Kocham go i nie potrafię przestać. 

-Zaraz puszczę pawia. Nie czytam dalej. Współczuję ci Scor. Naprawdę. Jest totalną jędzą. Ona serio uważa że jesteście razem?
-Tak uważa. Wkurwia mnie tym od dawna. Zaczynam się zastanawiać czy ona czasem nie jest ślepa i głucha. Z miliard razy jej powtarzałem, że nic do niej nie czuję, że nie jesteśmy parą, że nic nas nie łączy i nigdy nie połączy. A ona ciągle swoje. Wariatka. Kiedyś powiem jej co o niej myślę naprawdę. Może wtedy się odczepi. Ale jak to powiem pożałuje dnia w którym się pierwszy raz do mnie doczepiła. Bo to zaczęło się od tamtego czasu. Ile mogę znieść tego jej ględzenia. Dała dupy połowie Hogwartu zanim skończyła trzynaście lat. I ja miałbym ją pokochać? - Zaśmiał się gorzko. - Nigdy nikogo nie znajdzie. Nikt jej nigdy nie pokocha. Jej matka była podobna, ale jednak lepsza od niej. Pansy miała chociaż trochę rozumu. Była bystra. A Gissel jest pustą zapatrzoną w siebie lalą, którą prawie każdy chłopak chce wykorzystać, ale nikt nie chcę z nią być. Kto by chciał chodzić z dziwką? Nie patrz tak na mnie. Wszyscy tak o niej sądzą lecz nikt nie ma odwagi powiedzieć tego głośno. Nikomu nie starcza odwagi by wygarnąć jej prawdę. Gdybyś chodziła tu do szkoły, poznałabyś ją i myślałabyś tak samo jak ja o niej, jak wszyscy. Tylko ona tego nie zauważa. I Zachariasz oczywiście. Braciszek roku. "Mam gdzieś moją siostrę liczę się tylko ja. Wielki Macho w Hogwarcie. Panienki zapraszam do łóżka na niezapomnianą noc." Mówi, że się o nią troszczy, ale jedyne czym się martwi to jego własne potrzeby. - Gdy skończył zapadła cisza. I trwała dobrych kilka minut.
-Idziesz na Bal Halloweenowy?
-Chyba zrezygnuje.
-Powinieneś pójść. Wymagane jest przyjście w parach. Nie mam z kim iść.
-Mielibyśmy pójść razem?
-Czemu nie? Obojgu nam potrzeba trochę rozrywki. Trzeba się odprężyć po zakończonym pierwszym zadaniu i po tych bredniach wypisanych w Czarownicy. Przyda nam się ten Bal. Wymagane jest przebranie. Jeśli będziemy mieć maski nikt nas nie pozna. I będziemy mieć święty spokój. Wszystkim mówiłam, że nie pójdę. Ale jednak po przeczytaniu tego, zmieniłam zdanie i z chęcią bym poszła. Ale na kilka godzin przed Balem trudno znaleźć partnera. Jeśli zostanę w wierzy Lissa z jej "ekipą wsparcia" będzie mnie nękać. Żebym z nimi poszła na Bal lub, żebym spędziła z nimi czas na wspólnych zabawach w PW. A jeśli ty zostaniesz u siebie w lochach założę się że kumple i rodzina będą starać się ciebie pocieszyć po tych bredniach wypisanych przez wspaniałe rodzeństwo Nott. A przy okazji będą się z ciebie śmiać. Więc jak?
-Tak. Chyba masz rację. Powinienem pójść. Martwisz się o mnie?
-Martwię się, że wpadniesz w depresję, a wtedy rywalizacja z tobą byłaby jak rywalizacja z warzywem. - Uśmiechnęła się.

***

O dwudziestej na Wielką Salę zaczęli schodzić się uczniowie wszystkich trzech szkół. Poprzebierani byli za różne stworzenia i istoty. Wśród uczniów były mumie, zombie, clowny, które były bardziej przerażające niż zabawne, bo zamiast zwykłych atrybutów clowny miały noże i ociekały krwią. Po korytarzach błąkały się duchy, wampiry, wilkołaki, centaury, fauny i wiele innych nadprzyrodzonych istniejących bądź nieistniejących stworzeń. Rose Weasley i Scorpius Malfoy nieświadomie dopasowali swoje stroje. I byli tym zdumieni gdy ujrzeli za kogo jest przebrane drugie z nich. Rose przebrana za Upiór z Thunderbolt Hill . Scorpius przebrany za Upiór z Valley of Sin** .
A historia ów dwóch Upiorów jest taka.

Upiór z Valley of Sin nawiedzał tamtejszą dolinę w 1234 roku przez sto lat. Był mścicielem. Kiedyś był zwykłym czarodziejem, którego niewinnie oskarżono za wielkie zbrodnie. A mianowicie za gwałt i morderstwo kilkudziesięciu mugoli oraz parunastu czarodziei. Był niewinny. Czarodziej, który się tego dopełnił wykorzystał nowo przybyłego do miasteczka by zatuszować swe zbrodnie. Tak mocno zmasakrowano jego ciało, że gdy stał się duchem, wcale nie przypominał ducha a upiór. Straszył swych oskarżycieli i prześladowców przez wiele lat. A także ich dzieci oraz dzieci ich dzieci. A w szczególności nawiedzał prawdziwego zbrodniarza, który swe winy zwalił na niego. Sprawiał, że ludzie popadali w obłęd. Podpalali siebie, ale nim wyzionęli ducha ogień gasł i była im niesiona pomoc by cierpieli w mękach, a nie żeby dana im była szybka śmierć. Mieli cierpieć tak jak on, a nawet gorzej. Sprawiał, że ludzie skakali w przepaść, wchodzili do rwącego potoku i z jego silnymi prądami spadali w dół z wodospadu. Niektórzy zostali uwięzieni w grotach lub jaskiniach. Umierali z głodu i pragnienia, lub by zaspokoić swe potrzeby sprawiał by zjadali własne ciała, lub siebie nawzajem. A gdy w końcu zaspokoił swoje żądzę zemsty odszedł do Sun Hill*** do jaskiń w przed dzień Złotych Piorunów.
Upiór z Thunderbolt Hill był niegdyś piękną kobietą. W tamtejszym miasteczku zamieszkała w roku 1066. Co pięć lat nad tamtejszymi wzgórzami spadały Złote Pioruny naładowane potężną mocą. Mówiło się, że czarodziejów mieszkających w domu w który trafił Złoty Piorun miał spotkać wielki zaszczyt, mieli zaznać wielkiego szczęścia, lub miało im się przytrafić coś dobrego. Dom w który trafią dwa Złote Pioruny miał wieść wspaniałe i bogate życie przez pięć lat. Dom w który dwa razy z rzędu trafią Pioruny oznaczało, że w ów domu mieszka wielkie zło i należy je zgładzić. Do miasteczka na Thunderbolt Hill kilka miesięcy przed Dniem Złotych Piorunów wprowadziła się pewna dziewczyna. Zamieszkała w domu opuszczonym rok wcześniej przez pewną rodzinę. W dzień Złotych Piorunów dwa razy pod rząd uderzyły one w dom do którego się wprowadziła. Mieszkańcy wyciągnęli ją i torturowali przez jedenaście dni, przez sześć dni była przetrzymywana pod kluczem. Była karmiona i pojona by odzyskała siły. Siódmego dnia o zmierzchu spalili ją żywcem. Jej nadgarstki skuto w łańcuchy i przywiązano do wielkiego żelaznego słupa na środku placu. Wszyscy mieszkańcy patrzyli jak płonie i umiera w mękach. Gdy ogień zgasł z ciała nic nie pozostało prócz prochu. Lecz w kilka minut później proch zawirował i tuż nad nim pojawiła się zjawa. Była to ta młoda dziewczyna, która została zamordowana za nic. Lecz wyglądem przypominała strasznego Upiora z długimi blond włosami splamionymi krwią w spalonych szatach, a czasem nawet jej ubrania zdawały się wciąż płonąć. Była niewinna, a została zabita. Zaczęła straszyć ludzi w swym miasteczku. Nawiedzała je kilka razy w miesiącu. Ludzie nie wiedzieli kiedy Upiór się zjawi. A gdy się zjawiała wysysała życie z trzech osób. W ten sposób składała ofiarę Bogu Piorunów by dał jej nowe lepsze życie. Dwanaście niewinnych dusz w miesiącu by jej dane zostało nowe życie, gdyż ona też była niewinna, a została zgładzona. Tak nękała Thunderbolt Hill przez prawie dwieście lat. Wtedy w miasteczku zjawił się inny Upiór, podobny do niej. Który zmierzał do swego celu przez miasteczko w którym ona straszyła. I tak oto razem odeszli do jaskiń w Sun Hill.

---------------------------------------------------------------
*Thunderbolt Hill - Wzgórza Piorunów
**Valley of Sin - Doliny Grzechu
***Sun Hill - Wzgórza Słońca
--------------------------------------------------------

***

-Dopasowane stroje. Czy to było zamierzone?
-Nie przypuszczałem, że wybierzesz ją. Upiór z Thunderbolt Hill. Kto by pomyślał?
-Nie miałam pomysłu za kogo się przebrać. Wybrałam ją ... sama nie wiem czemu. Chciałam być oryginalna. Wyróżniać się z tłumu. A wiedziałam, że nikt jej nie wybierze jako przebranie na Bal szkolny. A ty? Upiór z Valley of Sin? - Zapytała zdziwiona.
-Niewinny człowiek zgładzony za grzechy innego czarodzieja. Też nie chciałem wtapiać się w tłum. - Zaśmiał się i wyciągnął do niej prawą rękę, którą ona ujęła i razem zeszli po schodach by za chwilę wejść na Wielką Salę. Bal trwał już od półgodziny, ale im się nie spieszyło by być na czas, dlatego od razu wiedzieli, że osoba stojąca u szczytu schodów jest tą na którą czekali. Gdy tylko przekroczyli próg Sali spojrzenia wszystkich utkwione zostały w nich. Dwa straszne Upiory, które będą tańczyć całą noc gdzieś między pozostałymi istotami i stworzeniami. Nikt nie przypuszczał, że ktokolwiek wpadnie na pomysł by przebrać się za tak przerażające Upiory. A jednak Rose i Scorpus potrafią zaskakiwać. Tyle, że nikt nie wiedział kto kryje się pod tymi dwoma przebraniami.

***

-Dziewczynom powiedziałam, że nie idę na Bal, a jednak cały czas zerkają w naszą stronę. Wiesz coś o tym?
-Lils skarbie myślisz, że coś powiedziałem? Chłopakom mówiłem "Może przyjdę, może nie." Ale nie mówiłem za co się przebiorę. Więc skąd by miały wiedzieć, że my to my?
-Nie wiem Serg, ale one co chwila tu zerkają.
-Zerkają na wszystkich, bo cię szukają. Chciały, żebyś przyszła.
-Ale ja nie chciałam by ten czas mi zabrały, bo Bal chciałam spędzić z tobą.
-Wiem Lily. Dlatego się nie martw. Jesteśmy tu razem. A one jak się dowiedzą, jeśli się dowiedzą, to zrozumieją. Uwierz mi.
-Jesteś pewny Sergius?
-Oczywiście skarbie. Widzę, że na trzeźwo tego nie zniesiesz. Co powiesz na małą szklaneczkę Ognistej?
-Ognistej? Skąd ją wytrzasnąłeś?
-Rosmerta sprzedaje wszystkim alkohol. Byleby tylko Dyrka się nie dowiedziała. Kupiłem wczoraj kilka butelek. Mam w barku w dormitorium. Ale jedną butelkę wziąłem ze sobą.
-Wariat.
-Ale twój. Przyznaj. Pragniesz się napić.
-Tak. Pragnę. - Przyznała Młoda Potterówna z niechęcią.
-To chwila zejdziemy z widoku nauczycieli i twojej rodziny - Powiedział i oboje opuścili Wielką Salę i udali się na błonia.

***

Na Wielkiej Sali wszyscy tańczyli w rytmach pięknych starych piosenek w stylu Halloween. A sama Sala wyglądała zdumiewająco przerażająca. Pajęczyny, pająki, nietoperze, zaczarowane szkielety i mumie zwisające gdzieś pod ścianami i sufitem, które co jakiś czas zlatują na dół i straszą.
-James ...
-Teketon Trillenden von Fering. Mówiłem. Dziś jestem Teketon czarodziej morderca, który zabił piętnastu innych czarodziei przy pomocy sztyletu, zamiast różdżki. - Sophie przewróciła oczami. - A ty jesteś moją ofiarą Lady Miraglina von Hensell.
-Wiem. Pamiętam. Razem przygotowywaliśmy te przebrania. - Zaśmiała się.
-A czy moja przepiękna ofiara zechce ze mną zatańczyć? Lady Miraglino, czy zatańczy Pani ze mną? - Pochylił się do przodu lekko i wyciągnął do niej dłoń.
-Ależ oczywiście Sir Teketonie. - Powiedziała chwytając swą suknię i skłaniając się lekko by następnie chwycić wyciągniętą dłoń Starszego z Potterów. I ruszyli na parkiet.

***

Wszyscy uczniowie przemycili na Wielką Salę alkohol, który spożywali tak by nikt z nauczycieli się nie zorientował. Najbardziej pijani byli przede wszystkim Ślizgoni, Smoki i Tygrysy, zaraz po nich Krukoni choć nie wszyscy i prawie wszystkie Małpy, spora część Gryfonów, Wilków, Północy i Zachodu oraz nieliczni Puchoni, Południe i Wschód.

Na parkiecie zdecydowanie królowały dwa przerażające Upiory. I wszyscy się zastanawiali kto kryje się pod tymi przebraniami. Kto by pomyślał, że Scorpius Malfoy jest tak wspaniałym tancerzem, a Rose Weasley jest taka rozrywkowa i również z wielkim talentem tanecznym. Na godzinę przed zakończeniem Balu Halloweenowego została wybrana Para Królewska Halloween. Nikogo nie zdziwił fakt gdy na scenę zostali poproszeniu Upiór z Valley of Sin oraz Upiór z Thunderbolt Hill.
-Najbardziej przerażająca para dzisiejszego wieczoru! Oraz najlepsi tancerze na Balu Halloween! Gratulację! - Krzyknęła Dyrektor McGonagall gdy na scenę obok niej pojawiły się dwa wcześniej wywołane Upiory. - Dowiemy się, kto kryje się pod tymi przebraniami? - Spytała, ale oboje milczeli. Rose wyciągnęła różdżkę i napisała w powietrzu płonącymi literami "Żadne z nas się nie zdradzi. Ale Pani, pani dyrektor przecież i tak wie, kto kryje się pod maską. Inaczej nie zwała by się pani Dyrektorką tej szkoły." Zostali udekorowani diamentowymi koronami, a następnie zrobiono im zdjęcie. - A teraz czas na Taniec Pary Królewskiej. - Oznajmiła, a Rose ze Scorpiusem zeszli ze sceny i zaczęli tańczyć do wolnej piosenki.

Na parę minut przed zakończeniem Balu, gdy grała szybka i ostra muzyka rockowa, Scorpius i Rose złączyli się w namiętnym pocałunku. Na ich szczęście lub nieszczęście nie pamiętali rano owego pocałunku. Byli zbyt mocno pijani.



-----------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------
---------------------------------
Jest kolejny rozdział
Mam nadzieję, że się wam podobał
Pamiętaj!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

sobota, 11 lutego 2017

Rozdział 11 - Artykuł w Czarownicy

Przez to, że pierwsze zadanie miało miejsce w czwartek, to następnego dnia mało kto pokazał się na śniadaniu i na lekcjach. Lecz tym razem nauczyciele odpuścili uczniom, gdyż wiedzieli, że wszyscy są zmęczeni po wczorajszych zmaganiach z zadaniem jeśli chodzi o zawodników, oraz przyglądaniem się niebezpiecznym etapom pierwszego zadania przez ponad jedenaście godzin. I oczywistym był też fakt, że wszyscy niezależnie od tego na którym miejscu dany reprezentant wylądował od swoich kolegów z domu otrzymał niespodziankę w postaci imprezy. Ale niektórzy postanowili być przykładnymi uczniami. Jedną z takich osób była Lissa Scamander.
-Skoro jest was dzisiaj tak mało, chciałbym abyście dziś pracowali sami. Każdy przy innym stoliku. Miejsca starczy dla wszystkich. Będzie to praca na dodatkową ocenę. - Powiedział Profesor Husel wchodząc do sali. I miał rację. Z Ravenclaw było tylko siedem osób, z Huffelpuffu dziewięć, z Gryffindoru cztery, a ze Slytherinu dwie. Czyli dzisiaj klasa liczy dwadzieścia dwie osoby. I tak dwa stoliki zostały wolne. Klasa ta liczy dwadzieścia cztery stoliki, każdy ma sześć stanowisk, ale nie wszystkie są zajęte podczas lekcji. Jest dużo wolnych miejsc. - Na dzisiejszej lekcji - Zaczął mówić dalej, gdy każdy uczeń siedział już na nowym miejscu. - zajmiemy się rozłożeniem eliksiru na pierwiastki. Waszym zadaniem jest odgadnięcie jaki eliksir wraz z moim asystentem uwarzyliśmy i macie na kartce zapisać jego składniki i sposób przygotowania. Do dzieła. - Powiedział i wtedy kociołki stojące na biurku profesora zaczęły przemieszczać się po sali za pomocą zaklęcia rzuconego przez Husela by po chwili jeden kociołek wylądował przed każdym uczniem.
-Jeśli macie jakieś wątpliwości i będziecie potrzebować naszej pomocy, możecie pytać. Warunek jest taki. Zadacie dwa pytania, to wasza ocena spadnie o stopień niżej. Zadacie cztery pytania, ocena spadnie o dwa stopnie niżej. Zadacie więcej niż siedem pytań wasza praca nie dostanie oceny, ale za to będziecie mieć przywilej, by jedną z prac w tym semestrze podwyższyć sobie o stopień wyżej. Pracę wybraną przez was. W czasie tego zadania będziemy oczywiście chodzić po sali i rozmawiać z każdym z was. - Powiedział Lorcan. I wszyscy zabrali się do pracy.

Po czterdziestu minutach lekcji do Lissy podszedł jej brat.
-I jak tam siostra? - Spytał opierając się tyłkiem o stolik i patrząc na młodszą siostrę.
-O co ci chodzi? - Spytała dalej analizując eliksir.
-Jesteś tu.
-No i?
-Powinnaś być w wieży Ravenclow.
-Co masz na myśli?
-Czy to przypadkiem nie Krukonka wygrała pierwsze zadanie Turnieju?
-Co z tego?
-To, że powinnaś świętować wraz z całym domem jej wygraną.
-Świętowałam.
-Ile? Godzinę?
-Półtorej.
-Dużo się nie pomyliłem. Siostra ja na twoim miejscu świętował bym ze wszystkimi do rana. Oni imprezę skończyli na trzydzieści minut przed śniadaniem.
-Wiem. Jak się obudziłam wciąż słychać było ich na dole.
-Jesteś mało rozrywkowa. Czy ty naprawdę jesteś moją siostrą?
-Żartuj sobie więcej.
-Kiedyś, gdy byłaś młodsza imprezowałaś częściej. Co się stało, że przestałaś?
-Jestem Prefektem. Muszę dawać przykład.
-Justin Fell też był Prefektem i też mówił, że musi dawać przykład. Ale jak była impreza to imprezował. Miał zostać Prefektem w piątej klasie. Ale polecieliśmy na Turniej do Durmstrangu. Zawsze muszą być wśród uczniów dwie osoby pełniące rolę Prefekta i pilnujące delegatów. Justin został jedną z tych dwóch osób. Ale nie odmawiał sobie imprez. I wszyscy o tym wiedzieli. Nauczyciele również. A gdy wróciliśmy na szósty rok do szkoły został Prefektem. I był nim przez dwa lata. I dalej imprezował. I wciąż był szanowany i uważany za przykład. O co chodzi siostra? - Liss uparcie milczała. - Skoro się nie odzywasz to stwierdzam, że chodzi o Rose.
-Zmieniła się.
-Bo postanowiła wziąć udział w Turnieju?
-Nie. Wiesz dobrze o co mi chodzi. Zmieniła się. Durmstrang ją zmienił.
-Wiem. I ona też to wie. Ale zamiast ją oceniać i dawać wrażenie że wolało się ją w poprzedniej wersji, po prostu zaakceptuj ją taką jaka jest. Tak jak zrobili to Ślizgoni. Malfoy i jego banda zaakceptowali ją taką jaka jest i ona się na nich otworzyła. A swoją rodzinę i przyjaciół z dzieciństwa unika. - Blondynka tylko prychnęła na słowa brata i zanotowała coś na kartce. - Trutniowiec pisze się przez "t" w środku, a nie przez "d" siostra. - Powiedział i poczochrał ją po włosach.
-Idź wnerwiać kogoś innego Lorcan.
-Dla ciebie Profesor Scamander. - Powiedział z uśmiechem.
-Chciałbyś.
-Jest wiele rzeczy, które w tej chwili bym chciał. I jedną z tych rzeczy na pewno nie jesteś ty siostra. - Powiedział i odszedł.
-Hej! Psst! - Zawołał cicho Ricky Daglausse.
-Co? - Spytała niemo odwracając się do niego, gdyż siedział w ławce za nią.
-W tym eliksirze jest Krew Trutniowca? Lub coś od niego pochodzące? - Spytał z dziwną miną.
-A co?
-Słyszałem jak Profesor cię poprawiał. Ale mi nie pasuje nic pochodzącego od Trutniowca do tego eliksiru. - Powiedział, a Krukonka zaśmiała się lekko.
-Nie. W tym eliksirze nie ma nic z Trutniowca. On odczytał moją notatkę przeznaczoną do czegoś innego.
-Aha. Spoko. Przepraszam. - Powiedział i wrócił na miejsce, gdyż przesiadł się na przeciwną stronę by móc z nią swobodniej porozmawiać.
-Nie ładnie rozmawiać na lekcji Panno Scamander.
-Tyler. - Powiedziała cicho lekko zdenerwowana.
-Dla ciebie Profesor Husel.
-Mam deja vu. - Usłyszała lekki ale charakterystyczny śmiech należący do Profesora eliksirów.
-Jestem tu Profesorem. To, że dziś jest luźniejsza lekcja nie upoważnia to ani ciebie, ani kogokolwiek na tej sali do rozmów z innymi uczniami. Tym bardziej, że dzisiaj pracujecie samodzielnie. - I wtedy zadzwonił dzwonek.
-To ja idę Tyler. - Powiedział Lorcan przekraczając próg sali.
-Zostawcie swoje prace na ławkach i wyjdźcie. Panno Scamander zostań na chwilę. - Blondynka przełknęła nerwowo ślinę i westchnęła głośno. Gdy na sali zostali sami odezwał się. - Chciałbym z tobą porozmawiać Liss.
-Nie mamy o czym.
-Tak uważasz?
-Ja to wiem.
-A mi się wydaję, że jednak powinniśmy porozmawiać, bo mamy o czym. O czymś ważnym. - Powiedział. Ona milczała. Podszedł bliżej niej. Chwycił kosmyk jej włosów i zamknął oczy. - Liss.
-Nie mów tak do mnie. - Powiedziała, starając się by jej głos nie zadrżał. Bała się go. Ale też pragnęła go. Chciała od niego uciec. A jednocześnie chciała być bliżej niego. Targały nią sprzeczne emocje.
-Liss to co zrobiłem ... Wiem, że nie powinien. Musiałem odreagować to. - Zaczął płakać. - Padło na ciebie, bo byłaś blisko. Nie chciałem tego. Każdego dnia i każdej nocy żałuje tego czynu. Nie wiesz ile razy pragnąłem zmienić czas. Ale wiesz, że nie mogłem tego zrobić. Gdyby tamten ja zobaczył samego siebie w takim stanie ... Byłoby o wiele gorzej. Ja ... Przepraszam Liss. Wiem, że to ci nie wynagrodzi bólu jaki ci zadałem. Wysłałem do ciebie ponad tysiąc listów. Na żaden nie odpisałaś. Nie dziwię ci się. Nie wiem nawet czy je przeczytałaś. Wątpię że to zrobiłaś, choć cały czas wierzyłem w to, że przeczytasz choć jeden list ode mnie. Że w końcu odpiszesz. Cokolwiek. Choćby kilka słów, nawet tych najgorszych, których nie chciałem usłyszeć. Ale wiedziałbym ... wiedziałbym, że czytasz listy, że ... może uda mi się naprawić ten błąd ... błąd którego nie powinienem popełniać, błąd który nie powinien mieć miejsca, nie powinien nigdy się wydarzyć. Błąd za który będę karał się do końca życia. Proszę wybacz mi.
-Nie wybaczę ci. Nigdy. - Powiedziała i wybiegła z klasy. Dopiero trzy piętra wyżej zatrzymała się w ciemnym kącie i rozpłakała. - Nie wybaczę. - Szepnęła. - Nie mogę wybaczyć. Dla samej siebie. Z powodu szacunku do samej siebie. Nie wybaczę ci.

***

-Jak twoją przegraną świętowali Ślizgoni? - Spytała Krukonka wchodząc na wieże i widząc przyjaciela siedzącego na balustradzie i palącego.
-Jaką przegraną? - Spytał odwracając głowę w jej stronę.
-Zająłeś czwarte miejsce. - Powiedziała, siadając na przeciwko niego na balustradzie.
-Ale wciąż jestem w najlepszej szóstce. Więc to tak jak bym wygrał.
-Niby tak. Ale lepsza od ciebie była Krukonka i nic w tym dziwnego.
-Ależ ty skromna. - Skomentował, a ona kontynuowała jak gdyby nic nie powiedział.
-A także najlepszy Tygrys z Durmstrangu Ugo. Oraz Gryfon. Sergius McLaggen. Czy czasem nie wspominałeś w wywiadzie, że walką o honor jest być lepszym od Gryffindora? Czekaj, czekaj jak to było? "McLaggen nie jest żadnym wyzwaniem. Jego to nawet pierwszoklasistka by pokonała." Twoje słowa.
-Miał farta.
-Nieoczekiwane zrządzenie losu? - Znów zacytowała jego słowa.
-Przestań mnie cytować. - Powiedział lekko rozdrażniony.
-Kiedy to jest zabawne. Dzisiaj wieczorem mamy wywiady z Tygodnikiem Czarownica. Chcą naszej opinii na temat pierwszego zadania. Będą też o to pytane osoby, które nie brały udziału w Turnieju. Zwykli obserwatorzy, nasi przyjaciele, a także rodzina. Bruce, będzie cię dręczył na ten temat. Lepiej się przygotuj. - Zaśmiała się i w końcu odpaliła papierosa.
-Kolejne wywiady?
-Tak. Po każdym zadaniu. I na sam koniec Turnieju. Muszą mieć wszystko zrelacjonowane i udokumentowane. W końcu to my tworzymy teraz historię, której częścią jesteśmy. O nas będzie się opowiadało na lekcjach. Nas będzie się wspominało przy starych szkolnych opowieściach. Tak jak teraz bliźniaków Scamander, którzy zajęli drugie miejsce w poprzednim Turnieju. Tak jak Alessę Smerlish, która wtedy zajęła pierwsze miejsce. Uczennica Durmstrangu z Domu Smoka. Tak jak Zwycięzca Osiemdziesiątej Ósmej Edycji Turnieju, która miała miejsce dziesięć lat temu. I każdej poprzedniej. Tworzymy historię Malfoy. Muszą mieć udokumentowane nasze wspomnienia, opinie, uczucia, co nam towarzyszyło podczas egzaminu, czego się lękaliśmy, gdy już wiedzieliśmy co nas czeka i takie tam.
-Tak Weasley tworzymy historię. Ale ja nie stanę na ostatnim miejscu.
-Jesteś tego pewien?
-Tak. Jeszcze cię dogonię. Zobaczysz.
-Będę czekać na tę chwilę. Choć nie wiem czy się doczekam.

***

-Liss? Lissa co się stało? - Spytał młody Pan Potter widząc siedzącą na parapecie zapłakaną blondynkę.
-Miałeś rację Al. - Powiedziała cicho. I tak ją usłyszał.
-Co? - Nie rozumiał o czym mówi.
-Miałeś rację ... wciąż go kocham. - Powiedziała zamykając oczy, a po jej prawym policzku spłynęła jedna samotna łza.
-Co? O kim mówisz. - Młody Potter był trochę niedomyślny o kim może mówić jego przyjaciółka.
-Husel. - Powiedziała obojętna, jakby wyprana z emocji. - Wciąż go kocham. - Jej głos nie wyrażał żadnych uczuć i to najbardziej przeraziło Gryfona. Nie fakt, że Krukonka wciąż kocha mężczyznę, który ją tak potwornie zranił, który dodatkowo jest teraz nauczycielem w Hogwarcie. - Wciąż go kocham. - Dodała, a jej twarz była pozbawiona wyrazu, nie ukazywała żadnych emocji ni uczuć. Tylko pusta i zimna obojętność. "Ona nienawidzi siebie za to co do niego czuje." Pomyślał Albus.
-Lissa musisz się ogarnąć. Za dwie godziny mamy wywiad z Brucem z Tygodnika Czarownica. Jako, że jesteśmy Prefektami chcą naszej opinii na temat reprezentantów z naszych domów i pozostałych uczestników. A jako, że ja jestem kuzynem Rose, a ty jej przyjaciółką, bynajmniej ty i twoja rodzina jesteście przyjaciółmi naszych rodzin to tym bardziej dziennikarz chce naszych opinii.
-Mogłam nie iść dziś na lekcję. Ominęło by mnie to ... to całe zamieszanie i spokojnie mogłabym się przygotować do wywiadu. - Powiedziała wstając i odchodząc. Nawet nie spojrzała na przyjaciela. Nie miał jej tego za złe. Zbyt dobrze ją znał i wiedział, że w takich chwilach potrzebuje samotności, że musi wszystko przemyśleć by bezmyślnie czegoś nie powiedzieć i nie zranić nikogo.

***

-James mi się wydaję czy masz coś do mojej siostry?
-Jest piękna, urocza i mądra. A jej oczy są zniewalające. Na taką dziewczynę czekam całe życie.
-Nie skrzywdź jej. Bo inaczej będziesz miał ze mną i moimi braćmi do czynienia.
-Nie strasz mnie Roy. Jak mógłbym skrzywdzić takiego Aniołka. - James mówił z maślanymi oczami.
-Naprawdę mocno cię chwyciło. - Zaśmiał się Eric Sobre najlepszy przyjaciel Jamesa.
-Tylko żebyś nas nie olał dla tej panny. - Zawtórował mu Dink Marphy.
-Jesteśmy! Wybaczcie spóźnienie. - Do czwórki chłopaków podbiegła grupa dziewczyn, Sophie i Camille Lemke, Lea Molleti i Stephania Ritus. - Wywiady się ciągnęły w nieskończoność.
-Czyli już możemy iść? - Spytał Roy.
-A wy?
-Nas wezwali od razu po śniadaniu, które swoją drogą jedliśmy o dwunastej z czymś. - Powiedział Roy i zaśmiał się wraz z trzema przyjaciółmi z Gryffindoru. I tak całą ósemką udali się do Hogsmeade.

***

W czwartek dwudziestego siódmego października byliśmy świadkami niezwykłego wydarzenia. Otóż tego dnia miało miejsce Pierwsze Zadanie Turnieju Trójmagicznego. Składało się ono z trzech etapów. Zawodnicy zostali podzieleni na trzy grupy losując z woreczka kamień z nazwą jednego z trzech etapów. Każda czteroosobowa grupa miała za zadanie uporać się  z czekającym niebezpieczeństwem na każdej z trzech wysp. Wyspa Ognia na której były cztery smoki; Walijski Zielony, Długopysk Portugalski, Chiński Ogniomiot, Biały Rogacz Panamski. Każdy pilnował dwunastu jaj. Każdy zawodnik jedno jajo musiał każdemu smoku odebrać, a także odnaleźć w gnieździe Salamnder szkatułkę. Wyspa Trawy ... - bla, bla, bla, brunet przejechał wzrokiem po tekście do następnego akapitu. - ... A oto relacje naszych zawodników ...
-Rose powiedz jak się czujesz z tym, że zajęłaś pierwsze miejsce?
-Świetnie. Wspaniale. Niewiarygodnie. Zadanie było ciężkie. Potwornie ciężkie, ale poradziłam sobie. Mogłam skończyć gorzej. Ale tu się liczy spryt, przebiegłość i szybkość. Ciekawe na czym będzie polegało drugie zadanie.
Więcej dowiecie się na stronie dwudziestej czwartej.

-Al od kiedy czytasz Czarownicę? - Spytał Nathan Clifford
-Od kiedy moja kuzynka zgłosiła się do Turnieju i została jego uczestniczką. - Odparł Al dalej śledząc tekst w czasopiśmie oczami i czytając je po cichu.
-Piszą w ogóle coś ciekawego? - Zainteresował się Dylan, starszy brat Bianci Hale, przyjaciółki młodej Potterówny.
-Opis wszystkich trzech platform. Znaczy wysp. Poziom ich trudności jak oceniali je pod tym względem dziennikarz, jury czyli trójka dyrektorów, uczestnicy, ich przyjaciele, ich rodziny i pozostali obserwatorzy choć wiadomo, że nie wszyscy. Większość jest zgodna co do tego że Wyspa Ognia była najtrudniejsza, za to połowa twierdzi że Wyspa Lodu była najłatwiejsza, a druga połowa, że Wyspa Trawy.
-A ty jak uważasz?
-Dobrze znasz moją opinię Danny. Wyspa Trawy była najłatwiejsza jak dla mnie.
-Co jeszcze piszą? - Spytał Alan, brat bliźniak Dylana. Choć są bliźniakami to łatwo ich rozpoznać. Dylan ma niebieski kolor oczu, a Alan ma heterochromię i prawe oko ma niebieskie, a lewe czarne.
-Przeżycia z Areny. Tak brzmi nagłówek do wywiadów z zawodnikami.
-Brzmi jakby to były walki na prawdziwej arenie między uczestnikami. Tak jak w przeszłości gladiatorzy. - Spojrzenia wszystkich chłopców w pomieszczeniu skupiły się na Newcie Finniganie. - No co? Mój dziadek jest mugolem i często oglądam z nim telewizję. A raczej często oglądałem w dzieciństwie za nim pojechałem pierwszy raz do Hogwartu. A jak teraz w wakacje jadę do dziadków to nie na tak długo i też inne zajęcia mamy.
-Dobrze Newt nie interesuje nas twoje życie w wakacje z domu dziadków.
-Czytaj. - Polecił Albusowi Edmund Thomas. A ten zaczął czytać na głos.

Zdecydowaną faworytką Turnieju jak na razie jest Rose Weasley znajdująca się na pierwszym miejscu w tabeli wyników mająca na swym koncie 10 punktów. Na drugim miejscu Ugo Aganow z 9 punktami na swoim koncie. Oraz ex aequo na trzecim miejscu z 8 punktami na koncie Sergius McLaggen, Scorpius Malfoy i Lex Krum.
Wyznania Rose.
Co mam powiedzieć? Zadanie było ciężkie, ale jak widać pokonałam postawioną przede mną poprzeczkę. Wyspa Lodu chyba najtrudniejsza według mnie. Musieliśmy sprostać nie lada wyzwaniu. Mało kto jest zdolny do zabicia innej istoty, stworzenia, zwierzęcia czy człowieka. A na tym właśnie polegało to zadanie. Zabić co najmniej czworo Yeti by zdobyć kryształy i szkatułki. Później szukanie pod lodem tej większej szkatułki. Wyspa Ognia walka ze smokami. Pokonanie ich i zdobycie czworo jaj które pilnują oraz zdobycie z gniazda Salamander szkatułki. Co do trudności jest dla mnie ona na drugim miejscu. Nie łatwo pokonać smoki i przechytrzyć je by zdobyć coś w czego są posiadaniu i jednocześnie wyjść z tego cało i zdrowo oraz starając się nie zrobić im większej krzywdy. Wszyscy wiemy że smoki są pod ochroną, ale dodatkowo są bardzo lubianą przeszkodą w Turniejach Trójmagicznych. Oraz Wyspa Trawy jak dla mnie najłatwiejsza. Znalezienie na tej zarośniętej wyspie zamieszkującej przez różne stworzenia pięciu potrzebnych nam przedmiotów. Dobrze ukrytych i mających dobrą straż w postaci magicznych stworzeń. Należało dobrze wykorzystać swoje zdolności i zdobyć je. Co czuję? Ulgę, że udało mi się wyjść z tego zadania cało i zdrowo oraz zdobyć wszystko co potrzebne. A także wielkie szczęście gdyż jestem na pierwszym miejscu.
Wyznanie Ugo.
Co czuję po przeżyciu Pierwszego Zadania tego Turnieju? Nie da się tego opisać słowami. Jestem zadowolony z zajęcia drugiego miejsca. Wszyscy wiedzą, że Rose jest świetną czarownicą. Na pierwszym roku była lepsza niż ja. Mam do niej wielki szacunek. Przegrać z nią to jak wygrać. Stopień trudności każdej z wysp? Myślę, że najtrudniejsza była Wyspa Ognia. Pokonanie smoków jest bardzo ciężkie. Większość osób która na swej drodze spotka smoka ginie. Na drugim miejscu według mnie jest Wyspa Lodu. Pokonanie Yeti, rozeznanie się w tym lodowym labiryncie. Odnalezienie serca wyspy. A najłatwiejsza Wyspa Trawy. z wiadomych powodów. Nie spożyło nikomu większych problemów przebywanie na niej. Chociaż Trutniowce mogły najbardziej uprzykrzyć nam życie.
Wyznanie Sergiusa.
No cóż trzecie miejsce. Mogło być lepiej, mogło być gorzej. To wszystko zależy od szczęścia tak naprawdę. Odnalezienie ukrytych kamieni i szkatułek. Rozeznanie się w terenie. Uniknięcie niepotrzebnych konfrontacji choć nie zawsze jest to możliwe. Pokonanie czychających na nas przeciwników czyli smoki, Yeti i inne stworzenia. Najtrudniejsze dla mnie było zabicie Yeti. Wiadomo nie zawsze ma się wybór. Przeżyj albo zgiń. Mogłem ich nie zabijać, ale bym przegrał. Zabijając te niewinne stworzenie stworzyłem sobie drogę do wygranej. To będzie już zawsze ciążyło na mojej duszy, a także innych zawodników. W końcu dopuściliśmy się strasznego czynu. Morderstwa. Najłatwiejsza była Wyspa Trawy. Oczywiście zagrożenie również było tak samo wielkie jak na innych, ale było to łatwe zadanie. Łatwy etap. Wyspa Ognia też była trudna. Pokonanie smoków, no cóż. Smoki są bystre i trudno je oszukać. Trudno jest pokonać je i wyjść z tego bez szwanku. Ale jak widać można. Wymaga to nie lada koncentracji oraz wielkich zdolności.
Wyznanie Scorpiusa.
Czwarte miejsce nie jest wcale takie złe. Jestem dumny z tego, że poszło mi tak dobrze. Lepszy od przyjaciela z Durmstrangu [śmiech], a jednocześnie słabszy od Krukonki, ja słabszy od dziewczyny? To się w głowie nie mieści. Ale trzeba przyznać dziewczyna zna się na czarach jak mało kto i mówię to z wielkim bólem serca i szacunkiem do jej osoby. Uczyła się pięć lat w Durmstrangu, była najlepsza na roku, a nawet najlepsza w całej szkole. Więc nic dziwnego, że zajęła pierwsze miejsce. Tego się można było po niej spodziewać. Co do McLaggena ... nie starałem się to tyle. Był lepszy ode mnie w tym zadaniu, ale ja będę lepszy w kolejnych. Niech się nacieszy tą chwilą, bo kolejnej szansy mieć nie będzie. Niech się poczuje choć przez chwilę lepszy. Chociaż trzecie miejsce nie jest wcale takim wspaniałym. Co do zadania. Najłatwiejsza była zdecydowanie Wyspa Trawy. Co to było Bruce? Łatwizna. Wyspa Ognia, walka ze smokami. Ciężka, ale nie aż tak. Dałem radę spokojnie. Najtrudniejsza Wyspa Lodu i pokonanie tej niewidzialnej bariery by po raz pierwszy zabić niewinną istotę. Bo by zdobyć te kamienie szlachetne, musieliśmy zabić czworo stworzeń. Oraz by się bronić i przeżyć również jedynym wyjściem pozostawało zabicie ich. Zaklęcia ogłuszające nie działają na Yeti. Tym bardziej większość zaklęć. Istnieje kilka, które mogą coś na nie zdziałać. Ale my niestety ich nie znaliśmy.
Wyznanie Lex'a.
Nie liczy się fakt, że zakończyłem zadnie jako piąty, ale to że wraz z Sergiusem i Scorpiusem jesteśmy razem na trzecim miejscu mając na koncie tyle samo punktów. Nie jest tak źle. No fakt nie popisałem się. Ale w kolejnych zadaniach dam z siebie więcej i będę wyżej w tabeli wyników. Co do zadania nie było proste. Wiadomo zadania w Turniejach nie mają być proste, a mają sprawiać zawodnikom kłopoty. Ale stanęliśmy tu przed trudną decyzją, którą wszyscy musieliśmy podjąć, wszyscy musieliśmy zdecydować tak samo. A mianowicie zabić. Niewinne stworzenie musieliśmy zabić by zdobyć potrzebne nam kryształy. Dlatego właśnie Wyspę Lodu oceniam jako najtrudniejszą. Wyspa Ognia też była trudna. Ale oszukać smoka jest łatwiej niż zabić Yeti. Najłatwiejsza Wyspa Trawy. Co prawda trzeba było się trochę na szukać i wytężyć wzrok, ale dało się radę.


-Wszyscy mówią z sensem. - Skomentował Dylan. - Dobrze argumentują dlaczego to Wyspa Lodu była najtrudniejsza. Ale tylko nieliczni tak uważają. Ta piątka Kora i Sabrina, jeśli chodzi o zawodników.
-A ty skąd wiesz skoro jeszcze nie doczytałem do tego momentu?
-Rozmawiałem z Korą. A przypadkowo podsłuchałem rozmowę Sabriny z koleżankami.
-To skąd wiesz że więcej osób tak nie myśli?
-Strzelam. - Uśmiechnął się.

***

Przyszedł czas na wywiady z rodzinami uczestników Turnieju.
Wyznania Rodziny Rose Weasley.
Wyznanie Hugo.
Bruce, co ja mogę czuć? Moja siostra zajęła pierwsze miejsce w pierwszym zadaniu. Poradziła sobie wyśmienicie. Jestem z niej dumny. Siostra dajesz czadu. Oby tak dalej a wygrasz ten Turniej.
Wyznanie Isobel.
Moja młodsza siostra jest zdolna do wielu rzeczy. Durmstrang sporo ją nauczył. Przewyższa wielu uczniów swoimi zdolnościami, tym bardziej nas uczących się w Hogwarcie. Pokona wszystkich i wygra ten Turniej nie ma innej opcji. Siostra jesteś wielka i wspaniała.
Wyznanie Marcusa i Lucasa.
-Nasza siostra poradzi sobie ze wszystkim. Jest potężną czarownicą.
-Wraz z Markiem jesteśmy dumni z jej osiągnięcia.
-Przez cały czas starała się udowodnić, że jest inna niż cała nasza rodzina.
-Pragnęła wyróżnić się z tłumu naszej rodziny.
-Ona jest Weasly którą wszyscy zapamiątają jako Rose Weasley.
-A nie jako córka Ronalda Weasley'a i Herniony Granger-Weasley.
-Siostra dałaś radę. Już cię wszyscy zauważyli. Jesteś postrzegana jako ty a nie córka wspaniałych czarodziejów.
Wyznanie Ronalda.
Byłem w wielkim szoku gdy dowiedziałem się, że Rose wrzuciła kartkę do Czary. A w jeszcze większym gdy Czara wybrała właśnie ją. Bałem się o nią. Boję cały czas. Ten Turniej słynie z tego, że jest bardzo niebezpieczny. Uczniowie w nim giną. Ale to była jej decyzja. Nie mógłbym jej tego zabronić nawet gdybym miał ku temu okazję. Bo to jest jej życie. Tak postanowiła. Sam za czasów szkolnych chciałem wziąć udział w Turnieju, ale nie mogłem, byłem za młody. Ograniczenie było, że tylko uczniowie powyżej siedemnastu lat mogąc brać w nim udział. Jestem dumny z Rose że tak wspaniale poradziła sobie z tym zadaniem. Zajęła pierwsze miejsce. Jestem szczęśliwy. [mówił przez łzy ojciec Krukonki]
Wyznanie Hermiony.
Jestem Ministrem w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Nie powinnam wypowiadać się jednostronnie. Ale chciałabym, żeby to Rose wygrała. Jest moją córką. To oczywiste, że jako matka, pragnę by moje dziecko było najlepsze. Jestem z niej bardzo dumna.

Wyznania rodziny Ugo Aganow.
Wyznanie Phentina.
Mój brat jest najlepszym uczniem w Domu Tygrysa. Niema od niego lepszych. Poradzi sobie ze wszystkim. Może i teraz wylądował na drugim miejscu, ale to się zmieni. Pokona Rose. Wierzę w niego i jego zdolności. Wygra Turniej tak jak niegdyś wiele lat temu nasza matka i dziadek.
Wyznanie Luli.
Jestem dumna z mojego starszego brata. Poradził sobie wyśmienicie. Według mnie był najlepszy. Mam nadzieję, że pokona Rose Weasley i wygra Turniej.

Wyznania rodziny Sergiusa McLaggena.

Wyznanie Edilio.
Serg jest najlepszy. Co tu dużo mówić. Zajął trzecie miejsce bo się nie starał, nie dał z siebie stu procent. Wiem to. I wiem także to, że w kolejnych zadaniach pokaże o wiele więcej i zajmie wyższe miejsce w tabeli.
Wyznanie Casedy.
Mój brat to dupek. Ale i tak go kocham. I wierze w niego. Jestem dumna z tego, że zgłosił się do Turnieju i z faktu, że został reprezentantem. Chociaż dziwię się że się zgłosił. To nie w jego stylu. Zrobił to prawdopodobnie przez dziewczynę. Nie patrz tak na mnie Bruce. A to niby nie chodzi z Lily Potter?
Wyznanie Isaaca.
Serg zawsze był odważny, więc nie zdziwił mnie fakt, że zgłosił się do Turnieju. Został reprezentantem naszego domu. Jestem z niego dumny. Chciałbym pójść kiedyś w jego ślady, ale za pięć lat nie będzie mnie już w Hogwarcie. Jest moim starszym bratem, więc wierzę że wygra Turniej.
Wyznanie Cormaca.
Co może czuć ojciec zawodnika Turnieju Trójmagicznego? Przede wszystkim dumę, ale także i strach. Serg, może zginąć w tym Turnieju. Jest on bardzo niebezpieczny. Ale wierzę w niego i jego zdolności.
Wyznanie Marii.
Byłam bardzo wzruszona i smutna w momencie w którym dowiedziałam się z gazety, że mój syn wrzucił kartkę do Czary Ognia. Ale w momencie w którym jego nazwisko wyleciało z Czary łzy zaczęły mi lecieć, ale nie ze smutku, ze szczęścia. Czułam w tedy wielką dumę i radość, że to właśnie mój syn Sergius będzie reprezentantem Gryffindoru w tym Turnieju. Cieszę się z jego osiągnięć. Zajął trzecie miejsce. Nie jest tak źle. Pokaże więcej w kolejnych zadaniach.

Wyznanie rodziny Scorpiusa Malfoya.
Wyznanie Perl i Bonnie.
-To nie sprawiedliwe że to właśnie Scorpius został wybrany spośród wszystkich Ślizgonów.
-Są lepsi kandydaci od niego.
-Na przykład ja i Perl.
-Wrzuciłyśmy też do Czary kartkę.
-Jedną wspólną.
-Tak jak kiedyś bracia Scamander.
-Ale tak czy siak, jesteśmy dumne z brata.
-Chociaż czwarte miejsce wcale nie jest takie honorowe.
-Scor pamiętaj w kolejnych zadaniach masz się bardziej postarać.
-I wygrać.
Wyznanie Nellou.
Brat zasłużył na to by reprezentować Slytherin w tym Turnieju. Jestem z niego dumny. Szkoda, że mi nie będzie dane sprawdzenie się w takim Turnieju.
Wyznanie Dracona.
Za moich czasów w Hogwarcie też był Turniej. Miał jednak ograniczenie wiekowe. I nie mogłem brać w nim udziału. Jestem dumny z tego, że mój syn został reprezentantem Slytherinu. W momencie w którym się dowiedziałem o tym, wzruszyłem się, bo to piękna chwila.
Wyznanie Astorii.
Kto by pomyślał, że mój synek zgłosi się do Turnieju Trójmagicznego. Ale jako matka jestem z niego bardzo dumna. Ale także i smutna i zła. Przecież może mu się stać tam wielka krzywda. Ten Turniej znany jest z tego, że ludzie w nim giną. Ale mam nadzieję, że mojego syna to nie spotka. Wierzę w niego i w to, że wygra ten Turniej.

Wyznanie rodziny Lex'a Kruma.

Wyznanie Natashy.
Mój brat to łamaga skoro zajął piąte miejsce. Ośmiesza siebie i naszą rodzinę swoim zachowaniem. Ale i tak go kocham, w końcu jest moim młodszym braciszkiem. Oczywiście jestem z niego dumna. Miał odwagę by się zgłosić. Nie spękał przed zadaniem. Wręcz przeciwnie, pokazał wielką odwagę. Wierzę, że wygra. Chociaż Rose może być wielkim przeciwnikiem dla niego. Wiem co ona potrafi i do czego jest zdolna, a także znam swojego brata. On nie ma z nią szans. Taka jest prawda. A i z pokonaniem Ugo może mieć wielkie problemy, ale wierzę w rodzinę. Trzymam za ciebie kciuki bracie.
Wyznanie Victora.
W głębi duszy wiedziałem, że Lex się zgłosi do Turnieju, tak jak niegdyś ja. Jestem bardzo dumny z niego. Reprezentuje swoją siłę, swoją osobę, a także szkołę do której chodzi i dom do którego w niej przynależy. Ma wielkie szanse by wygrać. Ale i konkurencja jest równie silna.
Wyznanie Irminy.
Gdy się dowiedziałam, że Lex zgłosił się do Turnieju byłam szczęśliwa. A gdy to właśnie jego nazwisko wyleciało z Czary, by to właśnie on reprezentował Dom Smoków byłam jeszcze bardziej szczęśliwa, wzruszona i przede wszystkim dumna.

Wyznanie rodziny Max'a Lemor.
Wyznanie Odrey.
Mój młodszy braciszek tak jak ja pięć lat temu zgłosił się do Turnieju. I tak jak ja został reprezentantem swojego domu. Po pierwszym zadaniu wylądowałam na ósmym miejscu. On na szóstym. Wniosek jest prosty. Albo jest lepszy ode mnie, albo to zadanie było dziecinnie łatwe. Ale po zakończeniu Turnieju stanęłam na piątym miejscu. Mam nadzieję, że mój brat stanie wyżej. Jestem z niego dumna. I myślę, że nasi rodzice też byliby z niego dumni. Tacie na tym zależało. Niestety nie doczekał się by zobaczyć tej chwili jak jego syn bierze udział w Turnieju, ani jego córka. Zginął siedem lat temu. [mówi ze łzami w oczach]
Wyznanie Natsu.
Jestem bardzo szczęśliwy z tego że mój starszy brat bierze udział w tym Turnieju. Dumny, że reprezentuje nasz dom. I myślę, że nasi rodzice też byliby z niego dumni. Zasłużył by reprezentować nasz dom.
Wyznanie Bridgett.
Ja jako babcia jestem przerażona jego udziałem w tym Turnieju. Wszyscy wiemy, że jest on bardzo niebezpieczny. Ale jeśli Max postanowił się zgłosić to znaczy, że wiedział, że jest gotów sprawdzić się. Mojemu synowi bardzo zależało by jego dzieci wzięły udział w Turnieju. Odrey przystąpiła do niego w siódmej klasie. Max w szóstej. Natsu niestety nie będzie miał okazji. Ale myślę, że jego ojciec ogląda jego zmagania gdziekolwiek teraz jest i czuje wielką dumę. Tak samo jak moja synowa, która zmarła trzy lata temu. Widziała swoją córkę walczącą w Turnieju, ale nie doczekała się by zobaczyć syna walczącego w nim.

Wyznanie rodziny Kamela Bane'a.
Wyznanie Nuelli.
Wierzę w mojego brata, jakbym nie wierzyła, co by ze mnie była za siostra. On jeszcze pokaże, że jest lepszy i stanie wyżej niż na siódmym miejscu. Staraj się bardziej bracie.
Wyznanie Seraphiny.
Jestem dumna z mojego starszego brata. Ja za rok pójdę do szkoły. Więc za pięć lat kiedy będzie się odbywał kolejny Turniej, akurat zmieszczę się w przedziale wiekowym.
Wyznanie Jorge.
Jestem bardzo dumny z syna. Wykazał wielki akt odwagi zgłaszając się do Turnieju. Nieważne na którym będzie miejscu, dla mnie wygranym. Jego matka byłaby dumna z niego. Kamel zrobił to dla niej. Iris zmarła przy porodzie Seraphiny, on miał wtedy sześć lat. Obiecał to mamie kilka dni wcześniej. A gdy zmarła stwierdził, że nie może złamać danej obietnicy. Ale zgłosił się także dla samego siebie. By się sprawdzić.

Wyznanie rodziny Kory Argent.
Wyznanie Jackoba.
Gdy ja chodziłem do szkoły, byłem za młody by wziąć udział w Turnieju. Ale moja siostra mieści się w przedziale. Wrzuciła kartkę do Czary, co wcale mnie nie zdziwiło. Zawsze była odważna i uwielbia ryzyko. Mi bardzo na tym zależało, miałem czternaście lat. Brakował mi rok. Jestem szczęśliwym i dumny starszym bratem, że ona może wziąć udział w Turnieju tak bardzo ważnym dla nas obojga.
Wyznanie Seana.
Jestem bardzo dumny z siostry. Pokazała na co stać rodzinę Argentów. Chociaż nie pokazała wszystkiego co potrafi. Jeszcze was zaskoczy. Za pięć lat ja wezmę udział w Turnieju. Będę lepszy od siostry.
Wyznanie Brianny.
Moja siostra jest wspaniała. Jest potężną młodą czarownicą. Wygra ten Turniej. Sami zobaczycie. To prawda, że przeciwnicy są również silni. Ale ona jest najlepsza.
Wyznanie Bastiana.
Gdy się dowiedziałem, że Kora została reprezentantką Wilków w Turnieju, byłem zszokowany, a także wzruszony. Pragnąłem by moje dzieci wzięły udział w tym Turnieju. Jackob był o rok za młody, ale Korze się udało. Jestem z niej dumny.
Wyznanie Peggi.
Jak się dowiedziałam, że Kora została zawodniczką w Turnieju popłakałam się. To była piękna chwila. Co prawda boję się o nią, jak to matka. Ale wierzę w jej zdolności. Dla mnie ona już wygrała. Jestem z niej bardzo dumna.

Wyznanie rodziny Ryana Kosmo.
Wyznanie Ritcharda.
Ja jako ojciec jestem bardzo szczęśliwy i dumny z decyzji mojego syna. Wie co robi więc nie martwię się, że popełni jakieś głupstwo.
Wyznanie Ossi.
Boję się o mojego syna. Ale także jestem bardzo dumna z niego. Jestem szczęśliwa, bo on jest szczęśliwy. Zgłosił się do Turnieju, bo wiedział, że sobie poradzi. Dlatego pragnę z całych sił by wygrał.

Wyznanie rodziny Lei Molleti.
Wyznanie Monic.
Ten Turniej nie jest dla mojej siostry. Nie poradzi sobie w nim. Zresztą już to pokazał podczas pierwszego zadania. Mi nie było dane wziąć udziału w Turnieju. A ona chce udowodnić mi, że jest ode mnie lepsza. Naszym rodzicom zależało by chociaż jedna z ich córek wzięła udział w Turnieju. Miałam to być ja. Ale nie mieściłam się w przedziale wiekowym, a gdy odbywał się kolejny Turniej ja już skończyłam szkołę. Więc obowiązek spadł na nią. Rodzice jej powtarzali, że ma dać sobie spokój. Że nic się nie stanie jeśli nie weźmie udziału. Ale ona się uparła. Za wszelką cenę chce pokazać, że jest ode mnie lepsza. Ale nigdy nie będzie. Ona nie potrafi tego zrozumieć. Czy jestem z niej dumna? [śmiech] Nie. To co ona robi jest żałosne. Ośmiesza naszą rodzinę. Gdyby rodzice ją widzieli ... Ten jeden raz cieszę się, że nie żyją, bo nie widzą tego co ona robi. Jak hańbi nasze nazwisko. Naszą rodzinę.

Wyznanie rodziny Aleksis Torino.
Wyznanie Sophie.
Jestem dumna z mojej córki. To wspaniałe, że dane jest jej wziąć udział w Turnieju. Jestem taka szczęśliwa. Szkoda, że Rey nie doczekał tej chwili. Ale na pewno jest dumny z naszej jedynej córki, gdziekolwiek jest.

Wyznanie rodziny Sabriny Foolmi
Wyznanie Ceasara.
Siostra poszła w moje ślady. Nie dziwię jej się. Od zawsze starała się mnie naśladować. Straciliśmy rodziców w bardzo młodym wieku. Ja miałem sześć lat, ona rok. Od tamtej pory ja służyłem jej za wzór do naśladowania. Jestem z niej bardzo dumny. Sabrina daje z siebie sto procent. Siostra nie ważne które miejsce zajmiesz w Turnieju. Dla mnie będziesz wygraną.


-----------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------
---------------------------------
Mamy kolejny rozdział
Mam nadzieję, że się wam podobał
Pamiętaj!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz